Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (1 Vote)

Końska afera

Gdy w mielonym mięsie, sprzedawanym w Wielkiej Brytanii, wykryto koninę, zrobiło się wokół tego faktu sporo zamieszania. Dalsze śledztwo spotęgowało aferę i uwikłało w nią przestępców z trzech krajów: Polski, Francji i Włoch. Jednak prawda o tym, co się naprawdę stało może okazać się bardzo trudna do ujawnienia...

Początkowo sądzono, że konina w mielonym mięsie wołowym pojawiła się przypadkowo, w wyniku jakiegoś zaniedbania. Jednak szybko okazało się, że chodzi tu o coś zupełnie innego. Możliwe jest mianowicie, że doszło do oszustwa na wielką skalę, skonstruowanego przez zorganizowaną przestępczość.

Na razie trzy sieci supermarketów – Findus, Tesco i Aldi – prewencyjnie zdjęły z półek w sklepach w Irlandii i Wielkiej Brytanii niektóre mrożonki. Okazało się bowiem, że w produktach tych obecna była konina, co nikomu wprawdzie w żaden sposób nie zagraża, ale jest niezgodne z umieszczonym na opakowaniach składem dania.

W połowie stycznia w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy wykryto, że wołowina produkowana w dwóch zakładach przetwórczych w Irlandii była oferowana z domieszką koniny – w mrożonych hamburgerach eksportowanych do brytyjskich supermarketów. Wkrótce potem podejrzenie padło na dostawcę z Polski. Jednak wiceszef polskiej Inspekcji Weterynaryjnej, Jarosława Naze, starał się odpierać te zarzuty i poinformował, że badanie 14 próbek w laboratorium w Puławach, pobranych z pięciu polskich ubojni, nie wykazało obecności końskiego DNA.

Pojawiły się podejrzenia o to, że gangi w Polsce, Francji i we Włoszech zmuszają weterynarzy i producentów mięsnego surowca do podpisywania fałszywych certyfikatów, świadczących o tym, iż transporty zawierają wyłącznie wołowinę, mimo że do mięsa dodawana jest spora ilość znacznie tańszej koniny. Gangi mogą na sprzedaży tak spreparowanego mięsa zarabiać miliony euro. Ewentualna obecność polskich i włoskich przestępców w tej sprawie nie dziwi, bo to właśnie Włochy są największym importerem, a Polska największym eksporterem koni przeznaczonych na rzeź. Rocznie chodzi tu o 25 tysięcy koni. Trzeba pamiętać, że ubój koni i sprzedaż ich mięsa nie jest nielegalna. Nielegalne jest natomiast oferowanie do sprzedaży końskiego mięsa jako wołowiny.

Mówi się o tym, że brytyjska policja wszczęła w tej sprawie śledztwo i współpracuje z licznymi innymi agenturami na kontynencie europejskim. Sprawą interesuje się między innymi organizacja o nazwie Europol, której zadaniem jest walka ze zorganizowaną przestępczością w Europie.

Oliwy do ognia dolali przedstawiciele firmy Findus, którzy zbadali szczegółowo jeden ze swoich produktów i doszli do wniosku, że mięso końskie zostało dodane celowo przez nieznanych na razie sprawców. I nie jest to dodatek nikły – poszczególne paczki zawierały od 60 do 100 proc. koniny. Mięso w tym produkcie pochodzi z francuskiej firmy przetwórczej Comigel-Spanghero, która surowiec mięsny zakupiła w Rumunii. Jednocześnie ujawniono, że rumuńskie stada dzikich koni zostały zlikwidowane „z niezwykłym okrucieństwem”, a uzyskane w ten sposób mięso zostało wysłane do innych krajów jako wołowina. Władze rumuńskie potwierdziły, że w jednym przypadku natrafiły na ciężarówkę w której znajdowało się 50 koni. Cztery z nich nie żyły, a reszta znajdowała się w stanie agonalnym.

Cała ta sprawa nie jest, niestety, zbyt korzystna dla polskich producentów mięsa, niezależnie od tego, co wykaże dalsze śledztwo. Jeden z producentów hamburgerów, irlandzka firma ABP, zarzeka się, że wołowina z Polski nie mogła zawierać domieszki koniny. ABP jest właścicielem rzeźni w Pniewach pod Poznaniem, gdzie nie dokonuje się w ogóle uboju koni. Niemniej – jak donosi dziennik The Irish Times – dyrekcja sieci supermarketów TESCO zerwała współpracę z należącymi do ABP zakładami Silvercrest w Irlandii, skąd pochodziły podejrzane hamburgery. W myśl umowy miały one zawierać tylko brytyjską i irlandzką wołowinę, a zatem import z Polski stanowi złamanie tej umowy.

Irlandzki minister rolnictwa Simon Coveney zwołał konferencję prasową, na której poinformował, że badania trzech burgerów wyprodukowanych od początku stycznia w zakładach Silvercrest wykazały, że jest w nich obecny koński DNA, a jego możliwym źródłem jest jeden i ten sam składnik importowany z Polski. Konina znajdowała się w surowcu wykorzystywanym w produkcji wołowych burgerów do poprawy konsystencji produktu. Składnikami surowca są m.in. kawałki tłuszczu i skrawki mięsne.

Podczas gdy wcześniejsze wyniki testów wykazały śladowe ilości końskiego DNA w importowanym surowcu, z najnowszych wynika, że poziom jest znaczny – powiedział. Coveney ogłosił, że kadra zarządzająca zakładów Silvecrest Meats zostanie wymieniona, zakłady będą odkażone, a całe mięso w nich wyprodukowane zostanie poddane „utylizacji”, czyli znajdzie zastosowanie do produkcji żywności dla psów i kotów. Po 6 miesiącach inspektorzy ministerstwa zdrowia dokonają gruntownego przeglądu i zalecą dalsze działania, jeśli uznają je za wskazane. W przyszłości składniki surowca do końcowego produktu będą zamawiane w Irlandii lub Anglii.

Jednak wszystko to jest sprzeczne ze stanowiskiem władz polskich. W zakładach w Pniewie nie znaleziono żadnych śladów koniny, a również irlandzka przetwórnia twierdzi, iż z Polski nigdy nie dostała „sfałszowanego” mięsa.

Zamieszanie pojawiło się też wśród potentatów w sieci placówej typu fast food. Do Irlandii uda się wkrótce delegacja brytyjskiej sieci barów Burger King. Odbędzie ona rozmowy z ministerstwem rolnictwa i z nową dyrekcją zakładu Silvercrest, który był jej dostawcą. A wszystko to w kontekście nowych rewelacji o tym, że „końskie hamburgery” pojawiły się też w Hiszpanii i mogą znajdować się w wielu sklepach w całej Europie.

Krzysztof M. Kucharski

(Fot.: Wikimedia Commons)