Szukaj
Polub nas!

cud fot Pixabay(fot. Pixabay)Bożonarodzeniowy cud

Ma 35 lat i jest matką dwójki dzieci. Lekarze, którzy wykryli u niej bardzo zaawansowanego raka piersi, dawali jej maksymalnie cztery lata życia. W ubiegłym tygodniu ci sami lekarze stwierdzili ze zdumieniem, że kobieta jest zdrowa...

 Diagnoza i podjęcie walki

Życie Heidi Loughlin, mieszkanki Bristol w Wielkiej Brytanii, przypominało bajkę. Nic nie brakowało jej do szczęścia. Miała kochającego narzeczonego Keitha i dwóch ślicznych synów, 4-letniego dziś Noah i 3-letniego Taita. Los zadał jej pierwszy cios w lutym 2015 r. Gdy pewnego dnia karmiła Taita, zauważyła dziwną czerwoną wysypkę na swojej piersi. Wprawdzie w niej samej od razu obudziło to niepokój, ale lekarze uspokoili ją, mówiąc, że to tylko mastitis – bolesne zapalenie tkanki piersiowej, które jest przypadłością często występującą u młodych matek. Przestała o tym myśleć. Niedługo potem oszalała z radości, gdy dowiedziała się, że znów jest w ciąży. Zawsze marzyła o dużej rodzinie.

We wrześniu tego samego roku doznała szoku. Testy – na które skierował ją lekarz w ramach rutynowej kontroli – wykazały, że ma raka zapalnego sutka (IBC). To rzadko spotykana, ale bardzo agresywna forma nowotworu piersi. Charakteryzuje się atakowaniem przez komórki rakowe naczyń chłonnych przebiegających w obrębie piersi, co prawdopodobnie powoduje miejscowy stan zapalny. Szybko pojawiają się odległe przerzuty, co znacznie pogarsza rokowanie i szansę na wyzdrowienie. Zazwyczaj lekarze dają chorym od dwóch do pięciu lat życia.

Ze względu na dziecko Heidi, która w momencie diagnozy była w trzecim miesiącu ciąży, odmówiła chemioterapii. Nie zgodziła się też na zalecaną jej przez specjalistów aborcję. Za to zaczęła w Internecie prowadzić blog, w którym dokumentowała „swoją podróż z rakiem”. Zatytułowała go Storm in a Tit Cup.

Dziewczynka, Ally Louise Smith, przyszła na świat 12 grudnia 2015 r. – trzy miesiące wcześniej niż powinna – przy pomocy cesarskiego cięcia. Niestety, układ odpornościowy noworodka był zbyt słaby, by skutecznie obronić organizm przed infekcją. Zmarła w ósmym dniu życia. Kolejny cios los wymierzył Heidi we wrześniu ubiegłego roku. Lekarze powiedzieli jej, że ma przed sobą maksymalnie cztery lata życia.

W tym momencie postanowiła sporządzić listę rzeczy, które chciałaby zrobić przed śmiercią. Znalazła się na niej podróż do Francji, a dokładnie do leżącego pod Paryżem Disneylandu, wyprawa do Australii i przejechanie przez ten kontynent samochodem oraz objazd Stanów Zjednoczonych. Ze spraw osobistych zamarzyła sobie o ślubie i doczekaniu się czasów, gdy jej dwaj synowie skończą szkołę podstawową, średnią i uniwersytet.

Tymczasem podjęła – jak to określiła – „walkę, której wyniku nie sposób zmienić”.

– Czułam się, jak gdybym pływała w morzu po zatonięciu statku – powiedziała.

Wolna od raka

Pierwszy cud zdarzył się, gdy na początku tego roku renomowany National Institute for Health and Care Excellence (NICE) – agencja National Health Service (NHS) odpowiedzialna za opiniowanie terapii i rekomendowanie ich finansowania – zezwolił na wprowadzenie nowego leku na raka zapalnego sutka o nazwie Kadcyla. Poza tym NHS zawarł korzystny kontrakt z jego producentem, dzięki czemu koszt leku został znacząco obniżony. Jeszcze przed ogłoszeniem dobrych wieści, o dostępność leku dla angielskich kobiet walczyła z ogromną desperacją baronowa Delyth Morgan, dyrektor wykonawczy Breast Cancer Now. Mocno krytykowała NICE, gdy ten wstrzymywał wprowadzenie środka na rynek, choć został on okrzyknięty lekiem dekady i był powszechnie dostępny we Francji, Niemczech, Australii i Kanadzie.

W opublikowanym w sierpniu raporcie Breast Cancer Now podano, że NICE nie podejmował prób negocjacji ceny Kadcyla i ostrzeżono przed sztywnym systemem ekspertyzy lekarskiej. Na szczęście NHS England zdołał zawrzeć umowę ze szwajcarską firmą farmaceutyczną Roche, która lek produkuje. Dzięki temu stał się on dostępny finansowo dla każdego. Wcześniej pacjenci mogli pozyskać lek wyłącznie za pośrednictwem Cancer Drugs Fund. W lipcu odpowiedzialność ta spadła na NICE. Podczas prób klinicznych wykazano, że Kadcyla wydłuża życie ludzi z terminalną fazą nowotworu średnio o sześć miesięcy. Dodatkowo lek, którego koszt w przeliczeniu na jednego pacjenta wynosi normalnie 90 tys. funtów, w porównaniu z innymi terapiami bardzo poprawia jakość życia i obniża intensywność efektów ubocznych.

Heidi zaczęła przyjmować Kadcylę natychmiast po jej wejściu na rynek. Poddała się równolegle chemioterapii, dostosowanej specjalnie do jej organizmu. Tydzień przed świętami została gruntowanie przebadana. Ku zdumieniu lekarzy… rak całkowicie zniknął z jej organizmu!

Heidi uznała to za bożonarodzeniowy cud.

– Jestem wdzięczna za bezcenny czas, jaki dostałam od Boga. Zamierzam go spędzić z synami i narzeczonym. Wiem jak to jest, gdy trzeba się żegnać. Nie chciałabym nigdy więcej przez to przechodzić. Na szczęście teraz mogę marzyć, że będę tutaj jeszcze przez długi czas. Mam przecież dopiero 35 lat. I czuję się świetnie. Świat jest teraz dla mnie niczym najlepsze ciasteczko – powiedziała uszczęśliwiona.

Na swoim blogu dodała: „Kadcyla jest lekiem, który pozwala mi żyć. Zatrzymał mojego raka przed rozprzestrzenianiem się po organizmie. Dzięki niemu mogę wieść w miarę normalne życie”.

Kilka dni temu powiedziała, że planuje żyć na całego. To jej postanowienie na przyszły rok. Zaraz po świętach zacznie myśleć, co zrobi z resztą życia.

– Wiele osób boi się tego robić, bo są przekonane, że to się może na nich zemścić. Ale przecież nie ma żadnego wpływu na to, co się stanie, czy będę tracić czas i w przerażeniu rozmyślać o przyszłości, czy też będę korzystać z życia na maksa w czasie, który mi został dany – powiedziała.

Dwa punkty z listy rzeczy, które chciałaby zrobić przed śmiercią, już wykreśliła. Datę ślubu wyznaczyła na luty, zaś w maju objedzie z mężem i dziećmi całą Amerykę.

Marcin Nowak