Szukaj
Polub nas!

lodzie fot Pixabay(fot. Pixabay)Łodzie-widma u brzegów Japonii

Pod koniec listopada na plaży japońskiego półwyspu Oga osiadł wrak północnokoreańskiego kutra rybackiego ze zwłokami ośmiu wygłodzonych członków załogi. Co dokładnie robili rybacy i jak trafili do Japonii, na razie pozostaje tajemnicą...

Od lat, co roku wzdłuż zachodniego brzegu Japonii znajdowane są kutry rybackie, tzw. łodzie-widma, które albo osiadły na mieliźnie, albo zostały zniesione przez prądy morskie blisko lądu. W większości przypadków znajdują się na nich zwłoki załogi. Dzieje się tak na ogół w miesiącach jesienno-zimowych, kiedy wzburzone morze i warunki pogodowe stają się zbyt niebezpieczne dla przestarzałych łodzi i sprzętu. Łódź, która wylądowała na plaży Miyazawa w prefekturze Akita, była jednym z 76 statków rybackich, które od początku roku znalazły się przy brzegach Japonii, w tym 28 w samym tylko listopadzie.

Szkielety na kutrze

Na pokładzie kutra, który prawdopodobnie pochodzi z Korei Północnej, prócz ośmiu ciał zredukowanych niemal do szkieletów, straż przybrzeżna znalazła główkę czosnku, splątane sieci rybackie i liny, żółty sweter oblepiony piaskiem i ślady pochodzenia łodzi: słoik z brązowym sosem przypominającym gochujang – koreańską przyprawę ze sfermentowanej soi, czerwonej papryczki chili i kleistego ryżu, oraz kilka paczek papierosów, opatrzonych etykietami w języku koreańskim, które ostrzegały: „Palenie jest główną przyczyną raka i chorób serca”.

W ciągu ostatnich tygodni do Akity trafiło co najmniej siedem łodzi, z których wszystkie nosiły oznaki pochodzenia z Korei Północnej. Na jednej z nich do Yurihonjo, średniej wielkości portowego miasta w Akicie, przybyło ośmiu członków załogi, tym razem żywych. Zostali aresztowani, a po kilku dniach przesłuchań przeniesiono ich do ośrodka imigracyjnego w Nagasaki. Japońskie Biuro Imigracyjne poinformowało, że mężczyźni ci powrócą jednak do Korei Północnej.

Rosnące napięcie na Półwyspie Koreańskim i powtarzające się tam próby rakietowe prowadzone przez reżim Kim Dzong Una sprawiają, że przybycie tej upiornej armady wzbudziło niepokój w Japonii i zrodziło pytania kwestionujące motywy rybaków oraz tych, którzy ewentualnie mogli ich tam wysłać. Japończycy zastanawiają się, skąd taka nagła ich nawałnica. Czy przybywają, by uciec z ojczystego piekła, czy mają może zgoła inne zamiary.

Podejrzenia wzrosły szczególnie wtedy, gdy do brzegów Japonii zaczęli przybywać żywi północnokoreańscy rybacy. W tym roku trafiło ich tam aż 18, najwięcej w ciągu ostatnich pięciu lat. Wprawdzie za każdym razem tłumaczą to powstałymi problemami technicznymi, które powodują, że uszkodzone łodzie dryfują wraz z morskimi prądami ku japońskim brzegom, ale większość Japończyków wątpi w te historie, podejrzewając inne, zdecydowanie mroczne cele. Boją się szpiegostwa, rozboju, a także porwań.

Wątpliwości te zostały podsycone w zeszłym miesiącu, gdy japońska straż przybrzeżna trafiła na północnokoreańską łódź zakotwiczoną w pobliżu wyspy Hokkaido. W trakcie przesłuchań zatrzymani rybacy przyznali się, że część z 10 członków załogi udało się na ląd, gdzie ukradli lodówki, telewizory, pralki i motocykl z chatek rybackich.

W przeciwieństwie do Korei Południowej, gdzie władze ujawniły szczegóły o dramatycznej ucieczce żołnierza z Korei Północnej przez silnie strzeżoną granicę między obu państwami, japońska policja nie jest skora do podawania jakichkolwiek informacji do wiadomości publicznej.

Yoshinobu Ito, zastępca szefa Wydziału Policji w Yurihonjo, odmówił wyjawienia, czego śledczy dowiedzieli się od ośmiu rybaków, którzy tam wylądowali 23 listopada. Nie ujawnił też, czy złożyli oni wnioski o azyl. Podano jedynie, że władze imigracyjne stwierdziły, iż nie są szpiegami. Nie ujawniono jednak przy tym, na jakiej podstawie wnioski takie zostały wysnute.

Szpiedzy z północy

Wiadomo na pewno, że szpiedzy z Korei Północnej regularnie odwiedzają Japonię. Pod koniec lat 70. i na początku 80. uprowadzili kilku japońskich obywateli, a w latach 60. i co najmniej raz w latach osiemdziesiątych agenci północnokoreańscy zostali aresztowani. Satoru Miyamoto, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Seigakuin, wątpi jednak, by Koreańczycy, którzy obecnie lądują w Japonii, byli zaangażowani w szpiegostwo. Uważa, iż to prawdopodobnie rybacy lub rolnicy, którzy próbują uzupełnić swoje dochody. Stosunkowo niedoświadczeni, nie potrafią sobie poradzić, napotykając na dzikie prądy oceaniczne w starzejących się drewnianych łódkach.

Jak można wnioskować z filmów propagandowych emitowanych przez Koreę Północną, Kim Dzong Un mocno promował rybołówstwo komercyjne. W jednym z nich padło stwierdzenie, że chce podwoić połowy tego kraju w bieżącym roku. Zgodnie z sankcjami Rady Bezpieczeństwa ONZ przeciwko Korei Północnej, kraj ten nie może jednak eksportować owoców morza za granicę. Wielu rybaków próbuje więc na własną rękę sprzedawać swoje połowy w kraju i podejmuje duże ryzyko, by łowić kałamarnice w szczególnie zdradliwym rejonie Morza Japońskiego, zwanym Yamato Rise. W efekcie wzdłuż wschodniego wybrzeża Korei Północnej znajdują się wioski rybackie zwane wioskami wdów. Wielu rybaków nie wraca.

Podobnie jak ci, których zwłoki znaleziono we wraku na plaży w Oga. Według Hiromi Wakai, rzeczniczki straży przybrzeżnej prefektury Akita, ich ciała zostały poważnie zniszczone, zanim łódź dotarła do brzegu. Autopsja dowiodła, że dwóch z nich zmarło w wyniku utonięcia, ale przyczyny śmierci pozostałych sześciu nie udało się ustalić. Ich ciała zostały skremowane, a prochy trafiły do Tousenji, świątyni zen w Oga. Straż przybrzeżna zachowała paznokcie w celu ewentualnej identyfikacji DNA rybaków, gdyby kiedykolwiek ktoś się po nich zgłosił. Świątynia będzie przechowywać ich popioły w nieskończoność. Jeśli nie zostaną zidentyfikowani, ostatecznie pochowani będą w „grobie dla nieznanych dusz” w ogrodzie przy świątyni.

Tousenji zwykle przyjmuje dwa lub trzy zestawy anonimowych szczątków rybaków z Korei Północnej rocznie.

Krzysztof M. Kucharski