Szukaj
Polub nas!

Granica Korei fot Yonhap EPA ShutterstockStrażnica północnokoreańska
na granicy obu Korei
(fot. Yonhap/EPA/Shutterstock)
Przerażające praktyki

Uciekinierzy z Korei Północnej opowiedzieli niedawno przedstawicielom rządu Korei Południowej o przerażających praktykach, których doświadczyli w swoim kraju. Jedną z nich było jedzenie przez dzieci w sierocińcach wszy i kukurydzy pozyskiwanej z krowiego łajna. Była to jedyna możliwość uniknięcia śmierci głodowej...

Strefa zdemilitaryzowana

Dramat rozgrywający się w Korei Północnej znajduje odzwierciedlenie w liczbie uciekinierów. Według Ministerstwa Normalizacji w Seulu od 1998 r., czyli ostatniego roku Wielkiego Głodu*, granicę do Korei Południowej udało się przekroczyć 31 tys. ludzi. Jeden z nich – żołnierz, o którym wiadomo tylko tyle, że ma na imię Oh i że niedawno skończył 24 lata – zwrócił uwagę świata w drugim tygodniu listopada, gdy nie zważając na niebezpieczeństwo zdecydował się na ucieczkę. Bieg ku wolności rozpoczął ze swojego posterunku leżącego po północnej stronie przygranicznej wsi Panmundżom.

Jego bieg szybko zwrócił uwagę innych żołnierzy z mocno ufortyfikowanej strefy zdemilitaryzowanej (DMZ), która oddziela jego naród od demokratycznej Korei Południowej. Nie zważając na fakt, że to ich kolega, żołnierze otworzyli do niego ogień. Został trafiony kilka razy. Koreańczycy z południa znaleźli go 25 minut później i przetransportowali do szpitala. Ostatnio odzyskał przytomność. Miał dużo szczęścia. Przez DMZ, w której znajdują się głównie gęste zasieki, największe pole minowe świata i liczne gniazda karabinów maszynowych, rzadko udaje się uciec. W ciągu ostatnich trzech lat zdołały tego dokonać zaledwie cztery osoby. Mówi się, że dowódcy wojskowi Korei Północnej osobiście wybierają najbardziej lojalnych żołnierzy, którzy strzegą terenu, na którym stoją twarzą w twarz z żołnierzami z południa.

Strefa zdemilitaryzowana została utworzona w 1953 r. Rozcina Półwysep Koreański pasem szerokości 2,5 mili i długości 150 mil. Strzegą jej po obu stronach setki tysięcy żołnierzy (Koreańczyków z południa wspomaga Dowództwo ONZ pod wodzą Amerykanów), którzy mają do dyspozycji najnowocześniejsze środki rażenia. Panmundżom leży w środku DMZ. To tutaj 27 lipca 1953 r. zostało podpisane porozumienie o zawieszeniu broni w wojnie koreańskiej (1950-1953). W obrębie gruntów rolnych wsi znajduje się łączona strefa bezpieczeństwa między obiema Koreami. To jedyne miejsce wzdłuż całej strefy zdemilitaryzowanej, w którym siły zbrojne obu krajów mają bezpośredni kontakt, i jedyne miejsce spotkań delegacji obu krajów.

W przeszłości na terenach wokół Panmundżom dochodziło do przelewu krwi. Do najgłośniejszego incydentu doszło tu 18 sierpnia 1976 r., gdy dwaj oficerowie amerykańscy – kapitan Arthur Bonifas i porucznik Mark Barrett – zostali zabici siekierami przez żołnierzy północnokoreańskich. O mały włos nie doszło wtedy do otwartego konfliktu. Waszyngton przysłał nawet nad DMZ bombowce B-52 z głowicami jądrowymi, ale wszystko skończyło się, na szczęście, tylko pogróżkami.

W 1984 r. doszło w Panmundżom do wymiany ognia między żołnierzami Korei Północnej i żołnierzami Dowództwa ONZ po tym, jak obywatel rosyjski przedostał się do południowokoreańskiego sektora wsi. W rezultacie zginęło trzech żołnierzy północnokoreańskich i jeden żołnierz z południa. W 1998 r. żołnierz północnokoreański uciekł przez Panmundżom do Korei Południowej. W ostatnich latach większość uciekinierów wybiera bezpieczniejszą drogę przez Chiny.

Wspomnienia z sierocińca

Od pewnego czasu uciekinierzy z Korei Północnej opowiadają przedstawicielom rządu Korei Południowej o swoich koszmarnych doświadczeniach. Jeden z nich, Lee Wi-ryeok, podzielił się nimi nie tylko z politykami, ale również z dziennikarzami. Jego szokująca opowieść pokazuje brutalne życie na terytorium podlegającym dyktatorowi Kim Dzong Unowi. Według Lee, którego przerażające wspomnienia prześladują do dziś, sytuacja żywnościowa w „Pustelniczym Królestwie” – jak zachodni podróżnicy i historycy nazwali Koreę Północną z powodu wprowadzonej tam polityki izolacjonizmu na arenie międzynarodowej – była w okresie Wielkiego Głodu tak trudna, że aby przeżyć, ludzie często byli zmuszeni uciekać się do ekstremalnych rozwiązań. W latach 90. mieszkał on w jednym z sierocińców, gdzie sytuacja była jeszcze gorsza niż w normalnych domostwach.

– Jeżeli krowa wydaliła w formie biegunki ziarna kukurydzy, zjadaliśmy je po wypłukaniu łajna – opowiadał.

Czasem brakowało nawet krowiego łajna. W takiej sytuacji wiele osób, w tym sierot, zmuszonych było jeść wszy ze swoich głów.

– Gdy ugryziesz wesz, tryska krew. Wiele osób było przekonanych, że unikanie pasożytów byłoby bezwstydną stratą użytecznego źródła pokarmu – wyjawił.

Szokuje nie tylko niemożność znalezienia pokarmu. Jak można się tego spodziewać, w Korei Północnej nie ma należytej opieki medycznej.

– Po tym, jak przybyłem do Korei Południowej, byłem zdziwiony, że gruźlica jest dolegliwością, którą można wyleczyć. W mojej ojczyźnie uchodzi za najpoważniejszą chorobę, na jaką można zapaść. Gdy zachorujesz, nie ma ratunku. Jeśli przydarzy ci się to w sierocińcu, po prostu umierasz – powiedział Lee Wi-ryeok.

Zdradził także, że administratorzy sierocińca rozpalali na terenie placówki ogniska, by usunąć z dzieci roztocza. Gdy te próbowały uciekać przed zbliżającymi się do nich płomieniami, bili je kijem. Ofiary często doznawały bolesnych poparzeń.

Korea Północna jest od 1990 r. sygnatariuszem Konwencji o prawach dziecka ONZ. Reżim Kim Dzong Una nie tylko wielokrotnie zaprzeczał, by w kraju łamane były prawa człowieka, ale oskarżał inne państwa, w tym Stany Zjednoczone, o stwarzanie napięć. Tymczasem kilka dni temu radio Free Asia podało, że w ramach przygotowań do potencjalnej wojny przedstawiciele rządu przygotowują podziemne obiekty dla służb pocztowych.

Dorota Feluś

 

* Wielki Głód w Korei Północnej trwał od 1994 do 1998 r. Był skutkiem zmniejszenia pomocy ze strony Rosji. Pogłębiły go katastrofy naturalne, takie jak powodzie i susze. W rezultacie zmarły setki tysięcy ludzi. Od tamtego czasu jakość życia w tym kraju poprawiła się, ale mieszkańcy nadal są biedni i głodni. Raport ONZ z marca tego roku mówi, że w Korei Północnej jest ponad 10 mln niedożywionych ludzi.