Szukaj
Polub nas!

Recep Tayyip Erdogan fot Djordje Savic EPAPrezydent Turcji Recep T. Erdogan
(fot. Djordje Savic/EPA)
Na bakier z Turkami

USA i Turcja to teoretycznie kraje sprzymierzone, przynajmniej w sensie przynależności do NATO. Ostatnio jednak stosunki między tymi państwami nieustannie się pogarszają, a przed kilkunastoma dniami doszło nawet do bulwersującego zawieszenia normalnej działalności konsularnej – zarówno w Ankarze, jak i w Waszyngtonie. Nie wiadomo dokładnie, co będzie dalej, ale narastający konflikt jest tym bardziej zadziwiający, że po próbie zamachu stanu w Turcji, który miał miejsce 15 lipca ubiegłego roku, Donald Trump, jeszcze w roli kandydata prezydenckiego, wyraził poparcie dla tureckiego prezydenta Recepa Erdogana, mimo że ów wszczął w swoim kraju zdecydowaną i często brutalną czystkę w szeregach opozycji…

Turcja od dawna ma do USA pretensje o to, iż w stanie Pensylwania mieszka Fethullah Gulen, opozycjonista cieszący się w Turcji sporą popularnością. Ankara twierdzi, że to Gulen stał za próbą lipcowego przewrotu i domaga się jego ekstradycji. Jednak władze amerykańskie utrzymują, że nie posiadają żadnych dowodów jego winy, a zatem nie mają podstaw do wydalenia go z kraju. Sytuacja ta trwa od wielu miesięcy, a końca konfliktu nie widać. Erdogan i jego ludzie argumentują, że organizacja Gulena jest szczególnie groźna, gdyż posiada umiejętność maskowania jej członków i dyskretnego prowadzenia działalności sabotażowej.

Konflikt zaostrzył się jeszcze bardziej z chwilą, gdy w Waszyngtonie wszczęto śledztwo w sprawie brutalnego użycia siły, którego miała się dopuścić ochrona prezydenta Turcji wobec osób prowadzących pokojowy protest przed rezydencją tureckiego ambasadora. W wyniku tych zajść jedenaście osób trafiło do szpitala, a dwie zostały aresztowane. Według doniesień dziennika The Wall Street Journal jeden policjant i dwóch agentów Secret Service zostało rannych.

Wydarzenia przed ambasadą były dość bulwersujące. Agenci tureckiej ochrony prezydenckiej, ubrani w garnitury, zaatakowali niewielką grupę protestujących, kopiąc ich i uderzając pięściami. Jeden z nich kopał leżącą na chodniku kobietę, a inny szarpał ją za szyję i rzucił na ziemię inną demonstrantkę. Uczestnik protestu trzymający megafon był wielokrotnie kopany w twarz. Do zdarzenia tego doszło w chwili, gdy Erdogan przyjechał do rezydencji tureckiego ambasadora po spotkaniu w Białym Domu z prezydentem USA.

Oficjalna turecka agencja prasowa Anatolia poinformowała, że protestujący byli Kurdami „wspierającymi terroryzm”, a prezydencka ochrona zmuszona była interweniować, ponieważ amerykańska policja nie zareagowała na tureckie żądania i nie chciała zakończyć protestu. Oczywiste było jednak to, że Turcy usiłowali brutalnie stłumić protesty przeciw Erdoganowi i zachowywali się tak, jakby działali we własnym kraju. Zbulwersowany tymi wydarzeniami senator John McCain oznajmił: – Tu jest Ameryka i tu się tak nie postępuje – nie ma usprawiedliwienia dla tak bandyckiego zachowania, a ja wyrzuciłbym tureckiego ambasadora z kraju.

McCain wtedy jeszcze nie mógł tego wiedzieć, ale do zawieszenia stosunków dyplomatycznych między USA i Turcją jest dziś znacznie bliżej niż kiedykolwiek przedtem. Gdyby do czegoś takiego doszło, byłoby to sensacyjne wydarzenie, biorąc pod uwagę fakt, że chodzi o kraje sojusznicze w sensie militarnym. Byłoby to też ogromne zagrożenie dla Turcji, ponieważ ostatnio Kurdowie zatwierdzili w referendum utworzenie w Iraku niezależnego państwa, a Ankara panicznie obawia się tego, iż te niepodległościowe dążenia rozszerzą się też na Kurdów tureckich. Biały Dom na razie nie popiera kurdyjskiej niepodległości, ale w świetle ostatnich wydarzeń wszystko jest możliwe.

Najnowsze spory amerykańsko-tureckie dotyczą faktu aresztowania przez władze w Ankarze dwójki tureckich pracowników amerykańskiego konsulatu. Obaj aresztowani zostali oskarżeni, bez żadnych dowodów, o współpracę z Gulenem. W związku z tym amerykański ambasador w Turcji, John Bass, wyraził publicznie zaniepokojenie nie tylko z powodu samych aresztowań, ale również ze sposobu traktowania aresztowanych. I to on właśnie podjął decyzję o zawieszeniu wydawania Turkom amerykańskich wiz wjazdowych, w odpowiedzi na co Ergodan podjął identyczny krok w stosunku do placówek dyplomatycznych Turcji w USA.

Turecki prezydent nie szczędził też słów krytyki pod adresem amerykańskiego ambasadora, drwiąc z faktu, iż wkrótce jego tura w Ankarze się zakończy i że przeniesie się on do Afganistanu. – Osobiście przestałem uważać Bassa za legalnego przedstawiciela USA w Turcji – stwierdził Erdogan, przecząc tym samym wszelkim zasadom międzynarodowej dyplomacji. Dodał też, że nie rozumie, w jaki sposób amerykańskie placówki dyplomatyczne w Turcji są infiltrowane przez zwolenników Gulena, co sugeruje oczywiście, iż wina aresztowanych jest niepodważalna, mimo że nie postawiono im jeszcze jakichkolwiek zarzutów ani też nie zaczął się jakikolwiek proces sądowy.

Turcja wdała się ostatnio w konflikt nie tylko z USA. Jej stosunki z Unią Europejską, a szczególnie z Niemcami, są obecnie fatalne i wszelkie wcześniejsze rozważania na temat jej przystąpienia do europejskiej wspólnoty na razie przestały mieć jakikolwiek sens. W gruncie rzeczy nikt dokładnie nie wie, dokąd zmierza Erdogan, choć jedno jest pewne – zamierza być władcą autorytarnym, który nie znosi i nie jest w stanie tolerować żadnego sprzeciwu. Niemcom zarzucił „dążenie do narodowego samobójstwa” oraz „wspieranie terroryzmu”, czego Angela Merkel szybko mu zapewne nie zapomni. Poza tym na drodze do wejścia Turcji do Unii od lat stoi problem Cypru, którego rozwiązania nadal nie widać. W tym kontekście konflikt Ankary z Waszyngtonem to tylko dodatek do poważnego konfliktu, który tli się w Europie od dawna.

Andrzej Heyduk