Szukaj
Polub nas!

Brigitte i Emmanuel Macron fot Yoan Valat EPANowa francuska para prezydencka
– Brigitte i Emmanuel Macronowie
(fot. Yoan Valat/EPA)
Niezwykła pierwsza dama

Pierwsza dama Francji nazywa się Brigitte Trogneux i jest o 24 lata starsza od nowo wybranego prezydenta Emmanuela Macrona. Francuską parę prezydencką łączy niezwykła historia miłości...

Gorący romans

Brigitte przyszła na świat 13 kwietnia 1953 r. w zamożnej rodziniew Amiens na północy Francji. Jej rodzice – Simone i Jean Trogneux – byli właścicielami fabryki czekolady. W wieku 21 lat wyszła za mąż za francuskiego bankiera Andre Louisa Auzierego. Urodziła mu troje dzieci, które do tej pory obdarowały ją siedmiorgiem wnucząt.

W latach 90. pracowała jako nauczycielka języka francuskiego i dramatu w prywatnej, prestiżowej katolickiej szkole średniej – prowadzonej przez jezuitów – La Providence w Amiens. Do placówki tej uczęszczał także Emmanuel Macron. Miał 15 lat, gdy zakochał się w Brigitte.

Poznałem Brigitte na lekcjach dramatu. W każdy piątek przez kilka miesięcy spędzaliśmy kilka godzin, pracując razem nad sztuką. Gdy wreszcie została napisana, zdecydowaliśmy się ją razem wystawić. Rozmawialiśmy na każdy temat. Czułem się tak, jak gdybyśmy się znali od zawsze. Nagle stwierdziłem, że się w niej zakochałem. Najpierw była to więź intelektualna, która z każdym dniem stawała się silniejsza. Później pojawiła się trwała namiętność – wspominał przyszły prezydent Francji.

Brigitte też zwróciła na niego uwagę, ale początkowo wyłącznie z powodu – jak to określiła kiedyś – „głębi jego inteligencji i sposobu myślenia, jakiego nie znałam nigdy wcześniej”.

Gdy zaczęłam uczyć w La Providence, wszyscy nauczyciele mówili o Emmanuelu. Nawet moja własna córka Laurence, która była z nim w jednej klasie, nazywała go „niezwykłym facetem, wiedzącym wszystko o wszystkim” – zdradziła kiedyś Brigitte.

Nic dziwnego. Nastolatek był ideałem młodego mężczyzny – był kulturalny i czarujący, uwielbiał czytać, grać na pianinie i pisać. Sam mówił o sobie, że „żyje poniekąd w swoim własnym świecie”.

W dniu, w którym skończyliśmy pisać sztukę, miałam poczucie, że pracowałam z Mozartem – zwierzyła się Brigitte jednej z przyjaciółek kilka lat później.

Romans mieli nawiązać, gdy Emmanuel skończył 17 lat. Wtedy też miał zadeklarować się co do swojej przyszłości.

Powiedział mi: „Gdy skończę studia, wrócę i ożenię się z tobą” – ujawniła Brigitte w wywiadzie udzielonym magazynowi Paris Match.

Mimo liberalnych poglądów, na wieść o romansie swojego syna jego rodzice zakazali mu kontaktów z nauczycielką. W trakcie spotkania z Brigitte powiedzieli jej, że nie życzą sobie, by widywała się z Emmanuelem dopóki nie skończy on co najmniej 18 lat. Następnie wysłali go do Paryża, gdzie skończył edukację na poziomie szkoły średniej i zdał maturę. Przeprowadzka nie wpłynęła bynajmniej na zmianę uczuć pary. W 2006 r. Brigitte rozwiodła się z Auzierem, a rok później wyszła za mąż za Macrona. Świadkiem na ich ślubie był Marc Ferracci, doradca polityka w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej.

Kluczowy doradca

Tłumacząc relację z Emmanuelem, Brigitte zacytowała kiedyś słowa renesansowego filozofa Montaigne’a:

Pocieramy i polerujemy nawzajem nasze mózgi.

Para uwielbia intelektualne konfrontacje i literaturę.

Emmanuel Macron nie osiągnąłby tyle bez jej wsparcia. Jej obecność jest dla niego kluczowa – powiedział Ferracci.

Inne osoby z otoczenia pary prezydenckiej mówią to samo, mimo że tak naprawdę Brigitte zaangażowała się w polityczną karierę męża dopiero pięć lat temu. Emmanuel pracował wtedy w ministerstwie gospodarki, przemysłu i cyfryzacji. W 2014 r. stanął na czele resortu. Niedługo potem Brigitte zrezygnowała z pracy zawodowej, by poświęcić się jego karierze. Zaczęła pojawiać się na posiedzeniach rządu.

Jej zdanie jest dla mnie ogromnie ważne. Ona często prezentuje inny punkt widzenia i ja chcę go brać pod uwagę – tłumaczył polityk.

Alexis Kohler, były szef biura Macrona w tamtym czasie przyznał, że Brigitte była bardzo zaangażowana w to, co robił jej mąż:

Uczestniczyła w spotkaniach i posiedzeniach, gdy dyskutowano najważniejsze kwestie. Ona jest jego szyją.

Po raz pierwszy zapozowała u boku Emmanuela na schodach Pałacu Elizejskiego w czerwcu 2015 r., przy okazji wizyty króla Hiszpanii Filipa VI. Gdy trzynaście miesięcy później Macron podał się do dymisji i ogłosił, że zamierza wziąć udział w wyborach prezydenckich we Francji, zajęła się „choreografią” jego kampanii. Pomagała w organizacji spotkań z wyborcami, doradzała w kwestii strategii, współpracowników, a nawet ubioru. Jednak za jej najważniejszą rolę uważa się redagowanie wszystkich przemówień polityka. Film dokumentalny telewizji France3 jest dowodem na to, że uczyła go nawet intonacji głosu. W nagraniu widać, jak w trakcie ćwiczenia przez Macrona kluczowej przemowy Brigitte zrywa się z krzesła, wołając: – Twój głos słabnie, gdy mówisz „dla”! Podnieś głos, żebyśmy wiedzieli, o czym mówisz.

Już dwa tygodnie przed decydującą rundą wyborów większość sondaży wskazywała, że Macron wyraźnie pokona przedstawicielkę ultraprawicowego National Front, Marine Le Pen. Podczas przemówienia – wygłoszonego po wygraniu pierwszej tury wyborów – 39-letni kandydat podziękował Brigitte za „bycie zawsze obecną”.

Bez niej nie byłbym tym, kim jestem dzisiaj – dodał.

Wkrótce po zwycięstwie Emmanuela internauci zakpili z Brigitte, nazywając ją „pierwszą mamą”, a nawet „pierwszą babcią”. Co bardziej złośliwi określili ją mianem „zasuszonej mumii”. Być może negatywną publicity zmieni przyjaciółka nowej pary prezydenckiej – Michele Marchand, która nosi przydomek Mimi. Jest szefem Bestimage, jednej z najpotężniejszych agencji fotografii paparazzi w kraju.

To szczerzy i normalni ludzie. Bardzo ich cenię – powiedziała podczas niedawnego wywiadu.

Brigitte nie będzie z pewnością typową „ozdobą” prezydenta. Zresztą ona sama nie przepada za błyskami fleszy. Woli pozostawać w cieniu. W jakim charakterze będzie uczestniczyć w życiu publicznym, póki co nie wiadomo. Pewne jest za to, że Macron utworzy dla niej w Pałacu Elizejskim – jako współtwórczyni jego politycznego sukcesu – odrębne stanowisko. Tak powiedział, zanim jeszcze stanął na czele państwa. I trudno przypuszczać, by słowa nie dotrzymał.

Dorota Feluś