Szukaj
Polub nas!

prezydent Donald Trump fot Jim Lo Scalzo EPAPrezydent Donald Trump
(fot. Jim Lo Scalzo/EPA)
Niechętny turysta

W maju prezydent Donald Trump zamierza złożyć wizyty w trzech krajach: Arabii Saudyjskiej, Izraelu i Watykanie. Będą to jego pierwsze podróże zagraniczne od czasu przeprowadzki do Białego Domu. W tym samym mniej więcej okresie swej pierwszej kadencji Barack Obama miał już na swoim koncie 9 wypraw poza granice kraju. Skąd ta rozbieżność? Zdania są podzielone, ale dominuje przekonanie, iż Trump okaże się dość niechętnym turystą...

Prezydent 25 i 26 maja weźmie udział w posiedzeniu NATO w Brukseli oraz spotkaniu krajów G7 na Sycylii. Jednak przy tej okazji zamierza też spotkać się z przywódcami trzech państw, w sumie stanowiących centra trzech największych monoteistycznych religii świata. Jego zamierzenia jeśli chodzi o podróże zagraniczne wzbudziły pewną konsternację. Przez ostatnie pół wieku wszyscy nowi prezydenci amerykańscy zaczynali swoje zagraniczne wojaże od składania wizyt w krajach ościennych, czyli w Meksyku i Kanadzie.

Jednak w przypadku Trumpa jest to praktycznie wykluczone, przynajmniej na razie, gdyż podróże do tych krajów wiązałyby się niemal na pewno z masowymi protestami. Meksykański prezydent nie chce słyszeć o goszczeniu Trumpa, natomiast premier Kanady, uwikłany ostatnio w ostry spór z Białym Domem na temat przyszłości traktatu NAFTA, zapewne przyjąłby amerykańskiego gościa z wszelkimi honorami, ale za reakcje pobratymców nie byłby w stanie w żaden sposób ręczyć.

Wizyty w wymienionych powyżej trzech krajach będą zapewne znacznie bardziej kameralne, a jednocześnie dadzą Trumpowi dość unikalną możliwość mówienia o ostatecznym pojednaniu między religiami, które sprawują ideologiczną kontrolę nad miliardami ludzi. Nie tak dawno temu prezydent stwierdził, iż ostateczne zażegnanie trwającego od 70 lat konfliktu izraelsko-palestyńskiego „może być łatwiejsze, niż się dotychczas wydawało”. Nikt dokładnie nie wie, co wypowiedź ta ma oznaczać, ani też nikt nie spodziewa się jakichś przełomowych wydarzeń. Biały Dom nie ogłosił jak dotąd żadnych nowych inicjatyw.

Trump ma odwiedzić w Izraelu starożytny fort Masada, który sam w sobie jest nieco kontrowersyjny, gdyż historia jego oblężenia jest dla jednych przykładem żydowskiego bohaterstwa, a dla innych zwycięstwem skrajnego radykalizmu nad umiarkowaniem. Prezydent pojawi się też na tzw. terenach okupowanych, ale nie bardzo wiadomo, jakie mają być cele tej wizyty. Od lat nie ma absolutnie żadnych postępów w negocjacjach na rzecz ustanowienia trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie.

Podróż do Arabii Saudyjskiej będzie dla Trumpa znacznie łatwiejsza, ponieważ jakiekolwiek publiczne protesty są tam wykluczone, a amerykańskie stosunki z tym krajem pozostają bardzo dobre. Jednak nawet tam pewien niepokój budzić musi fakt, iż obecna administracja zdecydowała się na zatwierdzenie zakazu wjazdu do USA obywateli sześciu krajów muzułmańskich (choć na razie zakazy te zostały zawieszone przez sądy federalne). W przypadku Watykanu jest jeszcze trudniej. W swoim czasie Trump nazwał papieża Franciszka „haniebnym człowiekiem”, dlatego, iż Ojciec Święty zdecydowanie skrytykował plany budowy granicznego muru na południu USA. Prawie pewne jest to, iż w Watykanie Trump zostanie zmuszony do wysłuchania z ust przywódcy Kościoła katolickiego nagany, której nie będzie w stanie skontrować serią wypowiedzi w internetowym serwisie Twitter.

W sumie rodzi się dość niepokojący scenariusz dla obecnej administracji waszyngtońskiej. Faktem jest, że Donald Trump na razie nie jest mile widzianym gościem w wielu krajach świata. Ma zamiar złożyć w lecie oficjalną wizytę w Wielkiej Brytanii, gdzie jednak zanosi się na potężne demonstracje przeciw niemu. Prędzej czy później dojdzie też zapewne do spotkania prezydenta z Putinem, a w Rosji może on liczyć na znacznie cieplejsze przyjęcie. Dalsze wizyty zagraniczne stoją pod wielkim znakiem zapytania. Niektórzy światowi przywódcy raczej nie chcą być kojarzeni z osobą amerykańskiego prezydenta, inni zaś uważają, że najbezpieczniejszym wyjściem jest poczekanie na dalszy rozwój prezydentury Trumpa.

Ponieważ prezydent zdaje się być niezwykle wyczulony na wszelkie objawy sprzeciwu i krytyki wobec niego, trudno jest sobie wyobrazić, by chętnie podróżował do krajów, w których z jego powodu może dojść do wielkich demonstracji, a nawet ulicznych zamieszek. Obawy tego rodzaju dotyczą również Polski. W lutym tego roku prezydencki minister Krzysztof Szczerski spotkał się z ówczesnym doradcą ds. bezpieczeństwa Michaelem Flynnem, któremu przekazał w imieniu prezydenta Andrzeja Dudy zaproszenie dla Trumpa do złożenia wizyty w Polsce, co miałoby nastąpić w lipcu, w czasie tzw. Szczytu Trójmorza. Zaproszenie to zostało wprawdzie formalnie przyjęte, ale od tego czasu Flynn popadł w niełaskę w związku z jego konszachtami z Rosją, a żadnego konkretnego terminu ewentualnej wizyty nadal nie ma. W Polsce na szczeblu rządowym Trump zostałby z pewnością odpowiednio przyjęty, ale jego dotychczasowa polityka budzi poważne obawy w wielu polskich kręgach i protesty uliczne byłyby nieuniknione.

Powstaje zatem proste pytanie – dokąd może pojechać Trump tak, by nie budzić kontrowersji i nie narażać się na polityczne szkody? Problem w tym, że lista takich krajów jest na razie dość krótka. Oznacza to, iż terminarz zagranicznych wojaży obecnego prezydenta może być dość skąpy, choć wszystko to może się jeszcze zmienić.

Andrzej Heyduk