Szukaj
Polub nas!

plemie Targui fot WikipediaTuareg z Algierii (fot. Wikipedia)Błękitny lud Sahary

Mimo że są wyznawcami Mahometa, w obrębie ich społeczności obowiązują zasady radykalnie inne od tych, które panują w klasycznych społecznościach islamskich. Choćby to, że kobiety mają twarze odsłonięte, a mężczyźni zakryte. Mowa o tajemniczym plemieniu Tuaregów, które żyje na Saharze od VII wieku...

Piraci pustyni

Poznać Tuaregów jest bardzo trudno, bo jak mówi stare sudańskie przysłowie „Tuareg jest kroplą wody, która wpada w gorący piasek, by nikt jej więcej nie zobaczył”. Szokują już na pierwszy rzut oka, bo mają śniadą, a czasem wręcz białą karnację i bardzo często błękitne oczy. To jedyni mieszkańcy Czarnego Lądu o takim wyglądzie. Mężczyzn z tego plemienia nazywa się „błękitnymi ludźmi Sahary”, ponieważ barwnik z ich charakterystycznych jasnoniebieskich strojów, zwanych tagelmustami, osiada na ich skórze, nadając jej tajemniczej poświaty.

Nie wiadomo, skąd się wzięli, bo nawet nie wiedzą tego oni sami. Jedna z legend mówi, że pochodzą od krzyżowców, którzy po przegranej wojnie z Arabami uciekli w głąb pustyni. Opinie współczesnych badaczy są podzielone. Jedni twierdzą, że Tuaregowie przybyli z Azji Mniejszej, inni – że z doliny Nilu lub z gór Atlas. Największa grupa opowiada się za tezą mówiącą, iż w głąb Sahary przywędrowali z krajów Maghrebu. Miało się to stać w VII wieku. Od początku byli postrzegani jako imaszaghen – „wolni ludzie” bez swojego państwa. Oni sami twierdzą, że ich ojczyzną jest Sahara. Nie przywiązują się jednak do miejsca, w którym żyją. To rezultat koczowniczego trybu życia. Przemieszczają się często po terenach Nigru, Czadu, Burkina Faso i Nigerii, ale największe ich zgrupowania spotkać można w południowej Algierii i w Mali. Dawniej przez piaski pustyni często prowadzili ich ślepcy, którym w wyborze bezpiecznej drogi przez ciągle zmieniające się wydmy pomagał wyostrzony zmysł węchu i smaku.

Tuaregowie porozumiewają się własnym językiem – tamashkiem – i choć wszyscy wokół korzystają z alfabetu arabskiego, oni używają alfabetu tifinar.

Przez całe wieki ich głównym zajęciem były rozboje, stąd ich przydomek „piraci pustyni”. Dokonywali ich z łatwością, bo dysponowali szybkimi wielbłądami, tzw. meheri. Napadali na karawany i stałe obozowiska innych plemion, głównie Berberów i Bantu. Atakowali, jak relacjonowały ich ofiary, niczym pustynna burza – nagle i z zabójczą precyzją. Ale przestrzegali przy tym specyficznego kodeksu honorowego, m.in. nigdy nie niszczyli namiotów, bo nocowały w nich kobiety, i zwracali pokonanym część łupów, by mogli przeżyć na pustyni. Z czasem zajęli się handlem, przywożąc na południe daktyle, sól i szafran, a na północ – złoto, kość słoniową i niewolników. Drugim głównym źródłem dochodów była ochrona karawan. Tę narzucali innym. Jeśli ktoś odmówił, na ogół znikał w tajemniczych okolicznościach.

Do dziś Tuaregowie słyną z nadzwyczajnej gościnności. Nigdy nie zapomną zaoferować wody, a każdego podróżnego traktują jak króla.

Wyjątkowa pozycja kobiety

Tuaregowie są społecznością, w której rodziny tworzą swoje drzewa genealogiczne po linii kobiet, a nie mężczyzn. Już samo to oznacza, że kobieta ma w nim wyjątkową pozycję. To zdumiewające, zważywszy na wyznawaną przez nich wiarę – islam. Ale Tuaregowie nigdy nie pozwolili narzucić sobie ortodoksyjnych zasad religii. Na przykład nie każą kobietom nosić welonów. Za to sami zakrywają twarze lithamem, czyli chustą w kolorze białym, niebieskim lub czarnym – stąd ich kolejny przydomek mulethemin, czyli „ludzie zawoalowani”. Ma ich to chronić przed słońcem i wiatrem, a przede wszystkim przed atakiem złych duchów wciskających się przez usta. Legenda inaczej tłumaczy ten zwyczaj – mówi, że po przegranej przed wiekami wojnie i stracie cennych wielbłądów, kobiety zrzuciły zasłony i dały je mężczyznom, by zakryli zhańbione oblicza. Panowie inaczej to widzą, tłumacząc, że ich kobiety nie noszą welonów, by mogli widzieć ich piękne twarze.

Najbardziej szokujące jest to, jak dużą wolnością seksualną cieszą się panie. Przed zawarciem małżeństwa kobiecie wolno mieć tylu kochanków, ilu tylko zechce. Przyjmuje ich w namiocie, w którym mieszka z rodzicami. Ci po prostu grzecznie udają, że tego nie widzą, nawet wtedy, gdy w kolejne noce przybywają różni mężczyźni. Ale obowiązują pewne zasady, z których najważniejszą jest dyskrecja. Dlatego też zalotnik musi zawsze zniknąć z namiotu przed wschodem słońca.

Romans to nie tylko seks. Każdy Tuareg pisze dla wybranki wiersze miłosne. Zresztą również kobiety parają się poezją, której celem jest zwrócenie na siebie uwagi. Po ślubie panie nie tracą swojej władzy. Wręcz przeciwnie. Ich rola nie ogranicza się do gotowania i wychowywania dzieci. To one są właścicielkami domu i zwierząt. A te ostatnie są dla Tuaregów wszystkim: są źródłem mleka i mięsa, a także przynoszą zysk ze sprzedaży.

Wiele małżeństw w obrębie tego plemienia kończy się rozwodem, przy czym o rozstaniu decyduje kobieta. Ona też zatrzymuje zarówno namiot, jak i zwierzęta. Z podziałem reszty majątku też nie ma problemu, bowiem przed ślubem zawsze spisywana jest intercyza. W praktyce często kończy się tak, że mężczyzna jest zmuszony wrócić do domu swojej matki tylko z jednym wielbłądem. Kobieta zatrzymuje wszystko, co wniosła do małżeństwa, w tym i dzieci. Ale Tuareg nigdy się nie skarży ani nie użala nad sobą, nawet wtedy, gdy bardzo cierpi. Jest na to zbyt dumny.

Rozwód nie jest dla kobiety powodem do wstydu i hańby. Rodziny często urządzają swoim córkom imprezy rozwodowe, by wysłać sygnał innym mężczyznom, że znów są one dostępne.

Społeczność Tuaregów nie jest jednak matriarchatem w dosłownym znaczeniu. To mężczyźni zasiadają do stołu i podejmują kluczowe decyzje. Ale i tu panie mają spore pole do popisu, ponieważ przed takimi obradami zwyczajowo konsultują się z nimi zarówno mężowie, jak i synowie.

Dorota Feluś