Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (5 Votes)

szariat1 EPA Facundo ArrizabalagaAnjem Choudary
(Fot. Facundo Arrizabalaga/EPA)
Szariat po brytyjsku

Świat z narastającym zdumieniem obserwuje poczynania ekstremistów spod znaku organizacji o nazwie ISIS, którzy dążą do utworzenia na Bliskim Wschodzie kalifatu zbudowanego na zasadzie ścisłego przestrzegania muzułmańskiego prawa, czyli tzw. szariatu. Jednak sny o islamskiej dominacji nie dotyczą wyłącznie bliskowschodnich radykałów...

W Wielkiej Brytanii, gdzie istnieje znaczna społeczność muzułmańska, coraz częściej dochodzi do bulwersujących wydarzeń, które rodzą skomplikowane pytania o granice tolerancji wokół ludzi szerzących nienawiść i nawołujących do obalenia „zachodniego” porządku rzeczy.

W stolicy Walii, Cardiff, głośno zrobiło się o trzech młodych mężczyznach, którzy poddani zostali „praniu mózgów” przez skrajnie radykalnego kleryka, 35-letniego Abu Waleeda. Młodzieńcy ci – Reyaad Khan, Nasser Muthana i Nasser Aseel – przed siedmioma miesiącami rozdawali przed meczetem w Cardiff ulotki nawołujące do zdominowania Europy przez muzułmanów. Później Khan i Muthana wystąpili w filmie rekrutacyjnym organizacji ISIS, by ostatecznie znaleźć się w Iraku, gdzie zamierzają walczyć z „innowiercami”.

Ich „nauczyciel”, czyli Waleed, zorganizował ostatnio w Cardiff piknik, nad którym powiewała flaga ISIS. W czasie tej imprezy przemówił do zgromadzonych, nakreślając wizję tego, jak wyglądać ma Wielka Brytania, a szerzej cały Zachód, pod rządami muzułmańskiego kalifa. Jest to wizja przerażająca, nawet jeśli jej realizacja nie wchodzi na razie w rachubę.

W zarejestrowanym na taśmie wideo wystąpieniu Waleed oznajmia, że gdy muzułmanie przejmą kontrolę nad krajem, wszyscy „poganie” nie będą mogli chodzić po chodnikach, lecz zostaną zmuszeni do jeżdżenia po ulicy na mułach, mając na sobie buty o różnych rozmiarach oraz czerwone chusty na szyjach, które identyfikować ich będą jako innowierców. Nawołuje do tego, by królowa Elżbieta II została zmuszona do noszenia burki, a księżną Cambridge, żonę księcia Williama, nazywa „ladacznicą”, która się „puszcza”.

Następnie Waleed mówi: – Chrześcijanie będą mogli zachować swoje kościoły, ale nie będzie im wolno bić w dzwony. Chrześcijanie będą musieli otworzyć swoje domy i podejmować w nich muzułmanów na każde żądanie .

Następnie Waleed stwierdza, że w „brytyjskim szariacie” innowiercy będą musieli płacić podatek o nazwie jiziya, który zapewni im „ochronę”. I dodaje: – Nasze wysiłki zmierzają ku temu, by kiedyś David Cameron przyszedł do nas na czworakach, by uiścić podatek jiziya.

W swoim wcześniejszym „wykładzie”, wygłoszonym w roku 2011, Waleed był jeszcze bardziej wymowny: – Co jest koszmarem dla 10 Downing Street? Koszmarem tym jest, moi bracia, moment, w którym drzwi zostaną wyważone przez muzułmanina, tak by mógł tam wejść nasz kalif i ustanowić szariat. Koszmarem jest, moi bracia, moment, w którym muzułmanin wciągnie na wieżę Big Bena flagę z napisem „Nie ma innego Boga niż Allach”. Koszmarem będzie moment, w którym nasz brat poleci helikopterem na szczyt Big Bena, by wymienić wszystkie cyfry na zegarze na nasze symbole .

Waleed, którego prawdziwe nazwisko brzmi Shahid Janjua, mieszka na zachodnim przedmieściu Londynu i pobiera od brytyjskiego rządu zasiłki dla siebie, żony i trójki dzieci. Należy do organizacji o nazwie Need4khilafah, której przywódcą jest Anjem Choudary, londyński ekstremista, który popadł w prawne tarapaty po zamachach na metro w lipcu 2005 roku. To on w swoim czasie ogłosił publicznie: „Jako muzułmanie, odrzucamy demokrację, świeckość, prawa człowieka i wolność. Odrzucamy wszystko to, co wy uważacie za wasze ideały. W islamie nie ma pojęcia republiki. Gdy mówimy o szariacie, mówimy o odrzuceniu ONZ, Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Banku Światowego”.

szariat2 EPA Nicolas Asfouri-Policja brytyjska często obserwuje to, co dzieje się w meczetach. (Fot. Nicolas Asfouri/EPA)Radykalizm muzułmański jest w Wielkiej Brytanii problemem, który istnieje od lat. Podobnie jest w wielu innych krajach Zachodu, w tym w USA, lecz nigdzie sprawy nie mają się tak źle jak na Wyspach. Coraz częściej dochodzi tam do otwartych konfliktów między policją i ekstremistycznymi klerykami, którzy jawnie nawołują do obalenia brytyjskiego porządku prawnego. Władze obawiają się też, że młodzi Brytyjczycy arabskiego pochodzenia stają się celem radykalnej indoktrynacji, co stwarza zagrożenie atakami terrorystycznymi w wykonaniu „sił wewnętrznych”.

Z drugiej strony, zachodnie rządy są do pewnego stopnia bezradne, co widać wyraźnie w przypadku Waleeda. Niektórzy członkowie Izby Gmin ocenili jego słowa jako „graniczące z nawoływaniem do nienawiści religijnej”, za co teoretycznie grozi kara do pięciu lat więzienia. Jednak prawna interpretacja tego, kiedy zostaje przekroczona granica między wolnością słowa a przestępstwem, jest bardzo skomplikowana. Ponadto Waleed to obywatel brytyjski, którego nigdzie nie da się deportować, a zatem jedynym rozwiązaniem jest udowodnienie mu popełnienia czynu kryminalnego, co na razie nikomu się nie udało.

Tak czy inaczej, wizja „brytyjskiego szariatu” Waleeda jest istotna również dla Ameryki, bowiem stanowi niepokojący przykład tego, do czego dążą radykalni muzułmanie na całym świecie.

Andrzej Heyduk