Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (3 Votes)

iraq2 Tony Blair WikimediaTony Blair (Fot. Wikimedia Commons)Totalna amnezja?

Obecna sytuacja w Iraku jest na tyle fatalna, że grozi rozpadem tego kraju na co najmniej trzy części, bądź też szerszym konfliktem zbrojnym, ogarniającym między innymi Syrię i Iran. W obliczu dramatycznej inwazji ekstremistów muzułmańskich na północne części kraju coraz częściej pada pytanie: „kto jest temu wszystkiemu winien?”. I wymieniane są zwykle dwa nazwiska: George W. Bush i Tony Blair...

Gdy Biały Dom w roku 2003 zdecydował się na zbrojną inwazję na Irak, zapowiadano krótką i mało kosztowną wojnę, której skutkiem miało być obalenie rządów Saddama Husajna i wyeliminowanie rzekomo posiadanej przez niego broni masowego rażenia. Wojna trwała jednak prawie 9 lat, żadnej broni nie znaleziono, a Ameryka straciła ponad 4 tysiące żołnierzy i wydała 800 miliardów dolarów.

Zamiast stabilnego Iraku, mamy dziś bardzo wątły twór, który zdaje się chylić ku upadkowi. O ile George W. Bush na razie milczy, jego dawny partner w antyirackiej koalicji, Tony Blair, opublikował obszerną rozprawę, w której zażarcie broni wojny w Iraku i absolutnie nie przyznaje się do żadnej winy. Niestety, kilku emerytowanych generałów po obu stronach Atlantyku wyraziło pogląd, że Blair „rozstał się z rzeczywistością”, a jego tłumaczenia nie mają żadnego sensu.

Wśród dowódców wojskowych istnieje niepisana zasada, że jeśli w jakimś kraju zaczyna się wojnę, należy ją zakończyć w taki sposób, że tenże kraj będzie w znacznie lepszej kondycji niż był na początku konfliktu. Absolutnie nikt nie jest w stanie dziś stwierdzić, że tak jest w przypadku Iraku. Saddama wprawdzie już dawno nie ma, ale zwykli Irakijczycy skazani są dziś na życie w stanie nieustannej niemal wojny domowej.

Argumentacja Blaira budzi zdumienie. Twierdzi on, na przykład, że choć broni chemicznej w Iraku nie znaleziono, to jednak fakt, iż użył jej niedawno Assad w Syrii, uzasadnia inwazję na Irak, bo „Saddam też by się prędzej czy później na coś takiego zdecydował”. Jak zwracają uwagę komentatorzy, jest to argumentacja wręcz karkołomna, która uzasadnia wojnę ewentualnym, przyszłym użyciem broni masowego rażenia przez człowieka, który jej nawet nie posiadał. Zdaje się też twierdzić, że jeśli przywódca jakiegoś kraju gazuje swoją własną ludność, inny przywódca w innym kraju zrobi dokładnie to samo.

Były brytyjski premier pisze również w swojej rozprawie, iż trzy lub cztery lata temu al-Kaida w Iraku znajdowała się w totalnej rozsypce i gdyby prezydent Obama nie zdecydował się na „przedwczesne wycofanie stamtąd wojsk”, sytuacja byłaby zupełnie inna. Jednak prawda jest taka, że przed inwazją w roku 2003 w Iraku w ogóle al-Kaidy nie było, a różni radykalni bojownicy zaczęli się tam zjeżdżać z chwilą, gdy kraj pogrążył się w powojennym chaosie i nikt już nie musiał się obawiać brutalności Husajna, który żadnych ekstremistycznych organizacji nie tolerował, z wyjątkiem swojej własnej partii.

Jeśli chodzi o obecność sił USA w Iraku, po 9 latach wojny jej uzasadnienie w realiach politycznych kraju stało się zupełnie niemożliwie. W dodatku Waszyngton wydał ponad 30 miliardów dolarów na szkolenie irackiej armii, która okazuje się zupełnie nieskuteczna i mało lojalna w stosunku do irackich władz.

iraq George W Bush WikimediaGeorge W. Bush
(Fot. Wikimedia Commons)
Blair rozwodzi się też nad koniecznością wszczęcia bombardowania nie tylko ekstremistów w Iraku, ale również w Syrii. W brytyjskich mediach wywołało to konsternację, gdyż są to bądź co bądź nawoływania byłego przywódcy kraju, który wcześniej wraz z Bushem wszczął wojnę, która w taki czy inny sposób zniszczyła Irak i zmieniła w dość nieprzewidywalny sposób sytuację na Bliskim Wschodzie.

Po tylu latach wojny i tak ogromnych jej kosztach powraca temat, który poruszony został w swoim czasie przez wiceprezydenta Josepha Bidena. Wspomniał on przed paroma laty, że być może najlepszym rozwiązaniem odwiecznych konfliktów etnicznych i religijnych w takich krajach jak Syria i Irak byłaby likwidacja tego, co kiedyś stworzyli Brytyjczycy. Wszak to oni właśnie wytyczyli zupełnie arbitralne granice wielu krajów arabskich, ignorując uwarunkowania plemienne i religijne. Irak, jako suwerenne państwo, powstał w roku 1932 i – na mocy decyzji brytyjskich – rządzony był od samego początku przez sunnitów, mimo że stanowili oni mniejszość ludności. Dziś wszyscy doskonale wiedzą, że państwo to w zasadzie składa się z trzech części: sunnickiej, szyickiej i kurdyjskiej.

Faktem jest to, że winą za obecny rozkład irackiego państwa można obarczać bardzo wiele sił i osób. Blair obwinia na przykład, nie bez racji, rząd premiera al Malikiego za bezradność i faworyzowanie szyitów. Destabilizujące są też niektóre poczynania Iraku, a tzw. „arabska wiosna” również spowodowała wiele zamieszania. Jednak nie zmienia to faktu, że punktem wyjściowym do wszystkich dramatycznych wydarzeń, jakie stały się w ostatnich latach udziałem Bliskiego Wschodu, była kontrowersyjna decyzja Busha i Blaira o zaatakowaniu Iraku.

Rezultatów żadnej wojny nie da się nigdy dokładnie przewidzieć. Jednak już wtedy liczni analitycy i stratedzy ostrzegali, że nagły upadek dyktatury Husajna może przynieść „reakcję łańcuchową” o niemożliwych do ogarnięcia skutkach. Po 11 latach od czasu tej inwazji skutki te zaczynają się rysować coraz wyraźniej i są bardzo niepokojące. Na tyle niepokojące, że Biały Dom rozważa nawet możliwość militarnej współpracy z Iranem w celu stabilizacji Iraku.

Co do Blaira, jego rozprawa w wielu kręgach krytykowana jest jako przykład „totalnej amnezji” i braku poczucia rzeczywistości.

Andrzej Heyduk