Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.67 (3 Votes)

Jesse Owens: dwa mity

W 1936 roku odbyła się w Berlinie olimpiada, która pozostaje do dziś przedmiotem licznych kontrowersji. Dotyczą one szczególnie czarnoskórego sprintera z Ameryki Jesse Owensa. Na trzy lata przed wybuchem II wojny światowej, fenomenalnego lekkoatletę oraz innych sportowców witał w III Rzeszy Adolf Hitler. Start Owensa na berlińskiej olimpiadzie był niezwykły pod kilkoma względami...

Po pierwsze, w latach 30. ubiegłego stulecia w USA istniała jawna i wszechobecna segregacja rasowa. Owens nie mógł bywać w tym samych barach i restauracjach co biali, nie mógł korzystać z tych samych hoteli i środków transportu publicznego, etc. Gdy jednak przybył do Berlina, mógł się czuć człowiekiem tej samej kategorii co wszyscy inni. Choć Niemcy zdominowane już były przez faszyzm, nikt nie protestował i nie dziwił się, gdy przybysz z Ameryki wsiadał do autobusu lub wchodził do restauracji, by zjeść obiad. Owens zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że olimpiada odbywa się w kraju, którego przywódcy uważali wszystkie mniejszości rasowe za „Untermenschen”, czyli podludzi. A jednak dla niego berlińskie ulice były znacznie bardziej przyjazne od tych w Cleveland, gdzie spędził większość swojej młodości.

Owens urodził się w Alabamie. Miał dziesięcioro braci i sióstr, a jego rodzice przeprowadzili się do Cleveland w poszukiwaniu lepszych zarobków i mniej intensywnego rasizmu. Nadzieje na lepsze życie nigdy się jednak nie zmaterializowały, a młody Owens musiał po szkole ciężko pracować, by wspierać rodzinę finansowo. Jednocześnie jego nauczyciel wychowania fizycznego dostrzegł w nim talent sprinterski i zaczął namawiać go do codziennych treningów o wczesnych godzinach rannych.

W wieku 20 lat uzyskał czas 9,4 sekund w biegu na 100 jardów. Miał też doskonałe wyniki w skoku w dal. Nic zatem dziwnego, że kilka uczelni zaproponowało mu stypendia sportowe. Początkowo Owens wzbraniał się, ale ostatecznie stał się studentem Ohio State University. W roku 1935, mimo urazu kręgosłupa, wziął udział w studenckich mistrzostwach USA, w czasie których wygrał biegi na 100 jardów i 200 metrów. Następnie pobił rekord świata w skoku w dal oraz wygrał bieg na 200 metrów przez płotki.

Owens stał się nagle sportową gwiazdą numer jeden. Jednak nie zmieniało to faktu, iż nadal nie mógł mieszkać w akademiku, bo ów był wyłącznie dla białych studentów. A gdy jeździł na zawody sportowe ze swoimi białymi kolegami, mieszkał w hotelach z napisami „Colored Only”.

W wieku 22 lat Jesse Owens, już w roli reprezentanta USA na olimpiadę, wsiadł na pokład okrętu SS Manhattan i udał się w podróż do Europy. Miał bilet na kabinę „trzeciej klasy”, czyli tzw. klasy murzyńskiej. Gdy zjawił się w Berlinie, został powitany przez oddział Hitler Jugend, salutujący nie tyle jemu, co Hitlerowi. Jednocześnie nazistowska prasa umieściła jego zdjęcia tuż koło fotografii małpy, a w licznych artykułach wyrażano pogląd, że „zwierzęce przymioty” czarnoskórych sportowców nie są w stanie dorównać doskonałości rasy aryjskiej.

Jednak Owens, przyzwyczajony do segragacji rasowej w USA, zdawał się wszystko to ignorować. Od polityki z natury rzeczy stronił, a wśród zwykłych Niemców cieszył się wielką popularnością. W swoim „dzienniku”, zatytułowanym Zagraniczne podróże, sprinter pisał, że bardzo lubił Niemców, ponieważ byli w stosunku do niego niezwykle przyjaźni. Często proszono go o autografy, a na stadionie witany był wręcz owacyjnie.

Występ na stadionie olimpijskim w Berlinie był dla Owensa pasmem sukcesów. Wygrał biegi na 100 i 200 metrów oraz sztafetę 4x100 metrów. Do kolekcji tej dodał również złoty medal w skoku w dal. We wszystkich tych dyscyplinach, z wyjątkiem 100-metrówki, pobił rekord świata. Jak pisał wówczas brytyjski Observer, był to „wymowny gest polityczny”, jako że sukcesy Owens odnosił na oczach Adolfa Hitlera.

Nie jest tajemnicą to, że Fuehrer, który sportem się nie interesował, patrzył na olimpiadę (przyznaną Niemcom w 1931 roku, a zatem przed dojściem Hitlera do władzy) podejrzliwie i bez entuzjazmu. Dopiero Goebbels przekonał go, że igrzyska mogą się stać dla faszystów wielkim sukcesem propagandowym. Przez pewien czas liczne kraje groziły zbojkotowaniem olimpiady, szczególnie po wykluczeniu z reprezentacji Niemiec wszystkich sportowców żydowskich. Ostatecznie jednak w Berlinie reprezentowanych było 51 państw, w tym również USA.

Od wielu lat istnieją dwie legendy, które narosły wokół berlińskiego występu Owensa. Po pierwsze, uważa się, że Hitler, wściekły z powodu zwycięstwa czarnoskórego Amerykanina, opuścił demonstracyjnie stadion i nie pogratulował osobiście zwycięzcy. Po drugie, sam Owens twierdził, że w czasie konkursu skoku w dal jego największy rywal, Lutz Long, pomógł mu lepiej obliczyć rozbieg, co uratowało go od eliminacji po trzech pierwszych skokach. Dziś jednak coraz częściej oba te fakty są kwestionowane.

Nie ma wątpliwości co do tego, że Hitler gardził ludźmi o innych kolorach skóry. Albert Speer pisał później w swoim pamiętniku, że jego przełożony był „zirytowany” nie tylko zwycięstwami czarnoskórych Amerykanów, ale również entuzjazmem niemieckich kibiców w obliczu tych zwycięstw. Jednak składanie gratulacji przez wodza III Rzeszy miało miejsce tylko w pierwszym dniu olimpiady, a potem władze komitetu olimpijskiego nalegały, by Hitler zachowywał neutralność i nie gratulował żadnym sportowcom osobiście.

Jak wspominał później Owens, po jego zwycięstwie w biegu na 100 metrów Hitler miał rzekomo wstać z miejsca na trybunie i pomachać w jego kierunku. W każdym razie nie opuścił wtedy stadionu. Co więcej, dziennikarz Siegried Mischner twierdzi, że w rzeczywistości Hitler uścisnął dłoń Owensa, z dala od ciekawskich dziennikarzy, i że amerykański sportowiec nosił w portfelu zdjęcie z tego wydarzenia. Niestety, nie da się tej tezy ani potwierdzić, ani obalić. Faktem jest natomiast to, że Hitler istotnie opuścił demonstracyjnie stadion na krótko przed ceremonią wręczenia złotego medalu innemu czarnoskóremu sportowcowi z USA, Corneliusowi Johnsonowi, który wygrał skok wzwyż. To właśnie w wyniku tego bulwersującego gestu Międzynarodowy Komitet Olimpijski powiedział Hitlerowi, że musi albo gratulować wszystkim zwycięzcom, albo żadnemu. Przywódca faszystowskich Niemiec, któremu zależało wówczas na przedstawieniu kraju w jak najlepszym świetle, zgodził się nie gratulować nikomu więcej.

Jeśli chodzi o skok w dal, Owens miał na początku konkursu poważne problemy i przed trzecim skokiem groziła mu eliminacja. Wtedy to Lutz Long miał mu rzekomo podpowiedzieć, że powinien zmienić rozbieg i odbić się do skoku nieco wcześniej. Owens dokonał stosownej korekty i w ostateczności nie tylko zakwalifikował się do dalszych skoków, ale w swojej ostatniej próbie pobił rekord świata i wygrał.

Jest to wersja wydarzeń, którą rozpropagował sam Owens. Dziś jednak istnieją uzasadnione przypuszczenia, że Jesse nie zamienił z Lutzem ani słowa aż do czasu zakończenia konkursu. Potem nawiązał z nim kontakt i rozmawiał z nim często. Między sportowcami zawiązała się przyjaźń, a po powrocie do USA Jesse dostawał od swojego niemieckiego kolegi wiele listów. W ostatnim liście, napisanym w 1943 roku, Lutz Long pisał: „Pewnego dnia powiem mojemu synowi, jak mogą wyglądać kontakty między ludźmi zamieszkującymi Ziemię”. Wkrótce potem wcielony do Wehrmachtu srebrny medalista w skoku w dal zginął na froncie.

Być może Owens sam wymyślił legendę o tym, jak jego niemiecki przyjaciel pomógł mu zdobyć złoty medal. Całkiem możliwe jest również to, że nikt nie zauważył momentu, w którym Long zabawił się na chwilę w sportowego suflera. Owens do końca życia obstawał przy swojej wersji wydarzeń.

Kariera legendarnego sprintera okazała się bardzo krótka. Po powrocie z Niemiec powitano go paradą na ulicach Nowego Jorku oraz przyjęciem w jednym z hoteli. Jednak w sumie w jego życiu niewiele się zmieniło – do wspomnianego hotelu nadal musiał wejść przez „drzwi dla kolorowych”, a w autobusie musiał siedzieć na siedzeniach w tyle pojazdu, z dala od białych pasażerów. Nic zatem dziwnego, że Owens nie tylko nie miał żadnych pretensji do Hitlera, ale uważał, że tak naprawdę został obrażony przez prezydenta Roosevelta, który jego sukcesy całkowicie zignorował, nie wysyłając mu nawet telegramu gratulacyjnego.

Zaledwie w cztery miesiące po olimpiadzie Owens wziął udział w zawodach w Londynie. Gdy wrócił do domu, został oskarżony o „profesjonalizm”, czyli o złamanie zasad amatorskiego uprawiania sportu. Teoretycznie chodziło o to, że Owens miał rzekomo zgodzić się na podpisanie kontraktów z wytwórnią filmową oraz wydawcą książek. W praktyce jednak niemal pewne jest to, że Jesse padł ofiarą rasistów, których nie brakowało w ówczesnych władzach sportowych. Owens dostał dożywotni zakaz występów na arenach sportowych. Dopiero w roku 1976 nagrodzono go prezydenckim Medalem Wolności, a w roku 1983, w trzy lata po śmierci sprintera, jego nazwisko pojawiło się w US Olympic Hall of Fame.

Andrzej Malak

(Fot.: Wikimedia Commons)