Szukaj
Polub nas!

deportacja for Massimo Percossi EPA Shutterstock(fot. Massimo Percossi/EPA/Shutterstock)Fiasko deportacji

Jak wynika z różnych danych statystycznych, w USA bardzo ostatnio wzrosło tempo deportowania z kraju „niepożądanych imigrantów”. Administracja utrzymuje, że chodzi przede wszystkim o tych ludzi, którzy przebywają w Ameryce nielegalnie, a którzy mają na swoim koncie przestępstwa kryminalne. W praktyce jednak bywa zupełnie inaczej. Przykładem może z pewnością być niedawna kuriozalna próba deportowania grupy przybyszów z Somalii...

W dniu 7 grudnia z Waszyngtonu wystartował samolot, na pokładzie którego znajdowało się ponad 90 Somalijczyków. Maszyna miała wylądować w Mogadiszu, gdzie deportowani mieli zostać oddani w ręce somalijskich władz. Jednak podróż ta przebiegła zupełnie inaczej. Samolot wylądował w stolicy Senegalu, Dakarze, gdzie pozostawał na płycie lotniska przez następne 23 godziny. Ostatecznie został zawrócony do USA. W sumie pasażerowie spędzili na pokładzie prawie 48 godzin. Przez cały ten czas pozostawali zakuci w kajdanki.

 Szczyt okrucieństwa

Po ponownym wylądowaniu w Ameryce grupa siedmiu pasażerów zwróciła się do prawników o pomoc, oskarżając strażników ICE o brutalne traktowanie deportowanych. Twierdzą oni, że ludzie ci kopali i bili wszystkich tych Somalijczyków, którzy narzekali na pogarszające się warunki higieniczne w samolocie. Po pewnym czasie wszystkie toalety przestały funkcjonować, przez co niektórzy pasażerowie zmuszeni byli do załatwiania swych potrzeb fizjologicznych gdzie popadło.

Ponieważ w sprawie tej wszczęto oficjalne śledztwo, przedstawiciele ICE odmawiają wszelkich komentarzy. Twierdzą jedynie, iż samolot nie mógł z Senegalu lecieć dalej, ponieważ nie było na miejscu odpowiednio wypoczętej nowej załogi. Jest to tłumaczenie dość wątłe i nie wyjaśnia, dlaczego maszyna musiała przez całą dobę tkwić na płycie lotniska, z pasażerami zamkniętymi w środku niczym w więzieniu.

Pomijając jednak wszystkie okoliczności, w których doszło do tego fiaska, wiele istotnych wątpliwości budzi sam fakt wydalenia tych ludzi z powrotem do Somalii. Niektórzy z nich mieszkają w USA od kilkunastu lat, a ich powrót do rodzinnego kraju oznacza potencjalnie wydanie ich w ręce ekstremistów spod znaku Al-Szabaab, organizacji terrorystycznej, która w październiku tego roku zdetonowała w Mogadiszu niezwykle silną bombę, w wyniku czego zginęło prawie 500 osób.

Dodatkową komplikacją jest to, iż nieudana próba deportacji Somalijczyków relacjonowana była szeroko w mediach, co oznacza, że jeśli dojdzie do powtórki tego feralnego lotu, wszyscy będą o tym doskonale wiedzieć, łącznie z terrorystami. Rebecca Sharpless, prawniczka zajmująca się sprawami imigracyjnymi, która pomogła Somalijczykom w złożeniu pozwu sądowego, uważa, iż w tych warunkach ponowna próba deportacji tych samych ludzi byłaby „szczytem okrucieństwa”.

Niektóre wstępne zeznania Somalijczyków dają wiele do myślenia. 33-letni Abdiwali Ahmed Siyad powiedział, że Somalię opuścił w roku 1990, a zatem miał wtedy 6 lat. Wcześniej w czasie strzelaniny ulicznej między terrorystami został ugodzony kulą i pchnięty nożem. W wyniku tego incydentu stracił oko. Kraju, w którym się urodził, w zasadzie nie pamięta. Ma też syna, który urodził się już w USA, a zatem jest amerykańskim obywatelem. Siyad utrzymuje, że w czasie lotu do Somalii jeden ze strażników ICE nieustannie mu groził, nie pozwalał mu na chodzenie do toalety i zakazywał modlenia się. W ciągu 48 godzin Somalijczyk mógł skorzystać z toalety tylko raz.

Prawnicy reprezentujący deportowanych domagają się od władz natychmiastowego ponownego rozpatrzenia ich spraw pod kątem faktu, że amerykańskie prawo zabrania wydalania ludzi do krajów, w których grożą im prześladowania i tortury. Ponadto ICE ma zapewnić opiekę medyczną dla osób poszkodowanych w czasie lotu.

 Ślepe deportacje

Władze twierdzą ze swojej strony, że 61 z 92 pasażerów samolotu ma na swoim koncie poważne przestępstwa kryminalne, łącznie z gwałtami, morderstwami i napadami z bronią w ręku. Jednak prawnicy są innego zdania. Argumentują, że ludzie odpowiedzialni za tak poważne czyny zapewne nadal siedzieliby w więzieniach i w związku z tym nie podlegaliby deportacji aż do czasu wypuszczenia na wolność. Ich zdaniem tylko na niektórych Somalijczykach ciążą oskarżenia, ale w ogromnej większości dotyczą one stosunkowo drobnych wykroczeń, np. kradzieży jakiegoś towaru w sklepie. Ponadto niektórzy z deportowanych wcześniej złożyli podania o przyznanie azylu politycznego, a zatem nie powinni być wydalani aż do czasu wydania decyzji sądów w ich sprawach.

Przed dojściem Donalda Trumpa do władzy deportacja osób do Somalii należała do rzadkości, głównie z uwagi na niestabilność tego kraju. W latach 2012-13 doszło tylko do 31 deportacji tego rodzaju. W tym roku liczba ta wzrosła do 521, choć warunki w tym kraju pozostały w zasadzie niezmienione. W czerwcu tego roku administracja próbowała wydalić z USA do Iraku ponad 200 irackich chrześcijan, jednak sędzia federalny wydał wtedy doraźny zakaz dokonania tej deportacji z uwagi na „potencjalnie groźne konsekwencje”. Sytuacja Somalijczyków jest bardzo podobna.

Sharpless jest zdania, że agenci ICE szukają kandydatów do deportacji na ślepo, naruszając często więzi rodzinne i społeczne osób, które mieszkają w USA od bardzo wielu lat i w zasadzie nie znają żadnego innego kraju. Twierdzi również, że do łamania praw tych ludzi dochodzi niemal codziennie, tyle że nikt o tym nie wie. Gdyby lot do Mogadiszu odbył się zgodnie z planem, o losie 92 Somalijczyków też nikt by nie wiedział.

Krzysztof M. Kucharski