Szukaj
Polub nas!

time Tannen Maury EPA Shutterstock(fot. Tannen Maury/EPA/Shutterstock)Okładkowa obsesja

Począwszy od roku 1927 amerykański tygodnik Time publikuje specjalne wydanie, w którym celebruje wybranego przez siebie Człowieka Roku. Jest to zwykle spore wyróżnienie, choć nie zawsze, gdyż laureatem można zostać zarówno z pozytywnych, jak i negatywnych powodów. W pierwotnym zapisie o zasadach wyłaniania konkretnej osoby jest takie oto zdanie: „celem jest przedstawienie kogoś, kto z lepszych lub gorszych powodów najbardziej wpłynął w danym roku na bieżące wydarzenia”...

Biorąc powyższe pod uwagę, nie można się dziwić, że na liście nagrodzonych od czasu do czasu pojawiają się bardzo kontrowersyjne postaci. Wśród laureatów znajdują się między innymi: Józef Stalin, Adolf Hitler, Nikita Chruszczow, Jurij Andropow i Władimir Putin. Ponadto Człowiekiem Roku wcale nie musi być homo sapiens – może to być jakieś zjawisko, przedmiot, ruch społeczny, itd.

Ostatecznego zwycięzcę zawsze wyłania redakcja tygodnika Time, jednak organizuje ona również (począwszy od roku 1998) głosowanie publiczne, które ma obrazować preferencje czytelników. To, czy mają one jakikolwiek wpływ na decyzję redakcji, nie jest do końca jasne. W roku 2006 czytelnicy wybrali prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza, a drugi na liście był przywódca Iranu, Mahmoud Achmadinedżad, co nie znalazło żadnego odzwierciedlenia w ostatecznej decyzji tygodnika.

W roku ubiegłym Człowiekiem Roku został Donald Trump. Dla jednych była to być może decyzja niezrozumiała, a dla innych stanowiła potwierdzenie spektakularnego i zaskakującego sukcesu politycznego obecnego prezydenta. W sumie jednak nie można zaprzeczyć, iż Trump wpłynął dramatycznie na szereg wydarzeń, a zatem jego wybór jest zgodny z kryteriami stosowanymi przez tygodnik.

 Tegoroczny wybór ma zostać ogłoszony 6 grudnia. I choć absolutnie nikt nie wie na razie, kto zostanie laureatem, ubiegłoroczny zwycięzca wmieszał się do tego w dość kuriozalny i właściwy dla siebie sposób, co wywołało lawinę komentarzy i internetowych żartów.

Trump zasugerował mianowicie w jednym ze swoich przesłań poprzez serwis Tweeter, że dostał telefon od redakcja tygodnika Time. W czasie rozmowy miał zostać poinformowany, że „prawdopodobnie” zostanie ponownie Człowiekiem Roku i że w związku z tym jest zaproszony na sesję zdjęciową oraz wywiad. Prezydent twierdzi, że wie, iż wygrałby, ale propozycję tę odrzucił, ponieważ tylko prawdopodobny wybór go nie interesuje.

Były szef tygodnika Time Richard Stengel stwierdził, że Trump zdradza kompletną niewiedzę na temat sposobu selekcji kandydatów i ostatecznego głosowania. Jego zdaniem użycie słowa „prawdopodobnie” oznacza niemal na pewno, iż tegorocznym laureatem nie będzie Trump. Z kolei obecna redakcja tygodnika odpowiedziała, że prezydent po prostu myli się co do swoich szans, gdyż na razie niczego konkretnego o nich nie wiadomo. Istnieje niemal na pewno obszerna lista kandydatów, ale decyzja podejmowana jest dopiero tuż przed ogłoszeniem wyników.

Wynika z tego wszystkiego dość prosty wniosek: Trump puścił w obieg tezę, że w tym roku nie wygra, ponieważ sam odrzucił to wyróżnienie, a nie dlatego, iż Time podjął niesłuszną decyzję i wyróżnił kogoś zupełnie innego. W ten sposób chce zapewne pomniejszyć znaczenie wyboru redakcji.

Wszystko to może się wydawać nieco dziwne, ale nie jest, gdyż obecny prezydent od wielu lat zdradza nieomal obsesję na punkcie tytułu Człowieka Roku tygodnika Time. W roku 2012 wyraził swój szok z powodu tego, że w ogóle nie znalazł się na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi świata, co – jak stwierdził – oznaczało, iż Time stracił wszelką wiarygodność. W roku następnym, gdy ponownie nie znalazł się w pierwszej setce, stwierdził, że pismo Time upada i wkrótce przestanie istnieć. Gdy zaś w roku 2015 Człowiekiem Roku została Angela Merkel, Trump napisał: „Mówiłem wam, że Time nigdy nie wybierze mnie, mimo że byłem faworytem. Zamiast tego wybrali kobietę, która rujnuje Niemcy”. Jednak już rok później zachęcał wszystkich do kupowania wydania z jego portretem na okładce i przestał mówić o rychłym zgonie tygodnika Time.

Obsesja Trumpa przejawia się na wiele sposobów. Wielokrotnie stwierdzał on publicznie, że na okładce tygodnika gościł częściej niż ktokolwiek inny, co jest nieprawdą. Ponadto w czerwcu tego roku dziennik The Washington Post ujawnił, że w kilku klubach golfowych prezydenta wiszą na ścianie kopie okładki pisma Time przedstawiające jego portret z podpisem: „Donald Trump: jego telewizyjny »Apprentice« to szlagier!”. Problem w tym, że takiej okładki nigdy nie było, a zatem jest to rodzaj fałszerstwa.

Nikt nie wie, dlaczego akurat obecność na okładce tygodnika Time jest dla Trumpa tak ważna. Niektórzy spekulują, że jego poglądy na amerykańskie media formowały się w latach 80. minionego stulecia, a wtedy Time był jednym z najważniejszych opiniotwórczych czasopism kraju. Portret na okładce tygodnika był szczególną nobilitacją. I choć dziś znaczenie tego wydawnictwa jest znacznie mniejsze, obsesja pozostała.

Przez większość swojego życia Trump uważał, że jest osobą niedocenianą i że należy mu się większe uznanie za jego sukcesy. Jednak nowojorskie elity zawsze go odrzucały. Był człowiekiem, który tylko z oddali mógł oglądać kręgi, do których chciał zostać przyjęty. Wizerunek na okładce Time’a miał stanowić przepustkę do towarzyskiej śmietanki, stąd nieobecność takiego wizerunku zawsze wywoływała u niego gniew i rozgoryczenie.

Andrzej Heyduk