Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (2 Votes)

pomylka Trisha Meili US Department of Justice WikiTrisha Meili
(Fot. U.S. Department of Justice)
Tragiczna pomyłka

To była jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych o podtekście rasowym w historii Nowego Jorku. 24 lata temu, pięciu nastolatków o czarnym kolorze skóry zostało oskarżonych i skazanych za gwałt i pobicie białej kobiety biegającej w Parku Centralnym. Gdy odsiedzieli całą karę, okazało się, że wyrok zapadł niesłusznie. W ramach rekompensaty miasto zgodziło się wypłacić piątce poszkodowanych 40 mln dolarów...

Zbrodnia i kara

Tragiczne wydarzenia rozegrały się w Nowym Jorku wieczorem 19 kwietnia 1989 r. Ofiara, 28-letnia wówczas Trisha Meili, bankier inwestycyjny z Solomon Brothers, poszła pobiegać, jak miała to w zwyczaju, do Parku Centralnego. Tam, koło północy znaleziono ją w krzakach. Lekarz stwierdził, że została zgwałcona i brutalnie pobita. Jej czaszka była częściowo zmiażdżona. W wyniku napaści utraciła ponad 75 proc. krwi. Przez 12 dni pozostawała w stanie śpiączki. Po wybudzeniu okazało się, że doznała trwałych uszkodzeń. Ataku nie pamięta do dziś.

Oficerowie policji szybko aresztowali rzekomych sprawców. Według nich, byli nimi czarnoskórzy i latynoscy mieszkańcy Harlemu: 14-letni wówczas Raymond Santana i Kevin Richardson, 15-letni Antron McCray i Yusef Salaam oraz 16-letni Korey Wise. Po kilku godzinach przesłuchań czterech podejrzanych przyznało się do czynu, co policja zarejestrowała na video. Wszyscy zostali oskarżeni o brutalny napad i gwałt.

Zbrodnia wywołała ogromne poruszenie. Postrzegano ją jako przerażający symbol rasowego i klasowego podziału Nowego Jorku i dowód, że miasto stacza się w piekło bezprawia. Był to faktycznie czas rekordowej przestępczości. W roku, w którym została napadnięta Meili, w „Wielkim Jabłku” zanotowano aż 3550 gwałtów i 2245 morderstw. Opinia publiczna domagała się surowej kary dla winnych. Donald Trump domagał się nawet przywrócenia kary śmierci.

Podczas głośnego procesu w 1990 r. adwokaci oskarżonych argumentowali, że przyznanie się do winy zostało wymuszone, a proces jest rezultatem presji społecznej. Sami „bohaterowie” obciążających zeznań odwołali je, twierdząc, że zostali zastraszeni przez prowadzących śledztwo. W tamtym czasie testy DNA nie były tak zaawansowane jak obecnie, by decydować o ostatecznym wyniku, dlatego nie zezwolono na ich przeprowadzenie i dołączenie do materiału dowodowego. W rezultacie nastoletni oskarżeni zostali uznani winnymi i skazani na kary od 7 do 13 lat więzienia. Najwyższą otrzymał najstarszy z grupy, Wise.

Przełom w sprawie

Do przełomu doszło w 2002 r. Podczas powtórnego badania sprawy odkryto, że DNA znalezione na skarpetce ofiary należy do Matiasa Reyesa, mordercy i seryjnego gwałciciela, który odsiaduje karę dożywotniego więzienia za inne przestępstwo. Reyes przyznał się, że to on w pojedynkę pobił i zgwałcił Meili.

Ówczesny prokurator okręgowy Robert Morgenthau wycofał wszystkie zarzuty. Tymczasem przebywające wtedy już na wolności „nastolatki z Harlemu” – wszyscy odsiedzieli swoje wyroki – zatrudnili adwokata Jonathana C. Moore’a i wnieśli do sądu pozew cywilny przeciwko policji i prokuraturze, oskarżając ich o rażące błędy w postępowaniu i kierowaniu się uprzedzeniami rasowymi. Za doznaną krzywdę zażądali zadośćuczynienia w wysokości 250 mln dolarów. Ich starania zostały zignorowane przez administrację burmistrza Michaela Bloomberga. Przez 10 lat nikt nie chciał przyznać się do błędów. Argumentowano, że jeśli nawet organy ścigania dopuściły się nieprawidłowości, ich intencją nie było skrzywdzenie oskarżonych. Byli i tacy, którzy sugerowali, że „Piątka z Parku Centralnego” mogła współdziałać ze sprawcą. Wyznaczony przez komisarza NYPD Raymonda Kelly’ego zespół ds. rewizji sprawy napisał w raporcie, że chłopcy prawdopodobnie zaatakowali Meili, zanim zrobił to Reyes.

Sprawa, która przez lata była symbolem miejskiego bezprawia, stała się przykładem kolosalnego załamania systemu prawnego. Nowojorscy Afroamerykanie zaczęli masowo demonstrować przeciw dyskryminacji rasowej i nadużywaniu władzy przez policję. Tematowi poświęcił swój dokument Central Park Five znany reżyser Ken Burns.

Sprawę postanowił zamknąć raz na zawsze dopiero aktualny burmistrz Bill De Blasio, który przed wyborami w 2013 r. obiecał „naprawić niesprawiedliwość”. I słowa dotrzymał. W miniony weekend rewident miejski Scott Stringer ujawnił, że doszło do pozasądowej ugody. Nie chcąc zdradzić wysokości sumy stwierdził tylko, że miasto wypłaci poszkodowanym około 40 mln dolarów. New York Times i Wall Street Journal uściśliły informację, podając, że każdy z niewinnie skazanych mężczyzn otrzyma po milionie dolarów za każdy rok spędzony w więzieniu. Ugoda musi być jeszcze zatwierdzona przez sąd federalny.

Pastor i znany aktywista na rzecz praw człowieka Al Sharpton napisał w oświadczeniu, że ugoda oznacza „monumentalne zwycięstwo” dla mężczyzn i ich rodzin.

„To także zwycięstwo dla tych spośród społeczeństwa, którzy stali za nimi murem od pierwszego dnia i wierzyli w ich niewinność. Jako ich poplecznicy byliśmy złośliwie atakowani, ale okazało się, że stanęliśmy po właściwej stronie historii” – dodał Sharpton.

Zadowolenie z rozwiązania sprawy wyraził także Andrew G. Celli, adwokat reprezentujący reżyserów filmów dokumentalnych:

Tak znacząca ugoda będzie mieć ogromny wpływ. Sprawi, że policja i prokuratura będą w przyszłości uważniej rozważać konsekwencje konkretnego śledztwa.

Jednak nie wszyscy sądzą, że sprawiedliwości stało się zadość. Mimo iż mężczyźni zostali oczyszczeni z zarzutów, Donald Trump uważa, że przyznanie im finansowego zadośćuczynienia jest „haniebnym” i „absurdalnym” rezultatem, świadczącym o braku kompetencji nowojorskiego systemu sprawiedliwości. W napisanym przez siebie w New York Daily News komentarzu milioner stwierdził, że 40-milionowa ugoda jest grubą przesadą.

„To ogromna kwota dla nowojorskich podatników w czasie, gdy nasze miasto i stan są najbardziej opodatkowanymi miejscami w kraju. Nagrodzeni pewno śmieją się z głupoty władz... Ci młodzi mężczyźni nie mają z pewnością przeszłości aniołków” – napisał biznesmen.

Sytuacja wciąż wydaje się nieco kłopotliwa. Dwóch lekarzy, którzy ratowali Meili po ataku, stwierdziło w wywiadzie dla Wall Street Journal, udzielonym dzień po zawarciu ugody, że niektóre z ran ofiary nie są spójne z opisem Reyesa. Według nich, fakt ten podważa twierdzenie przestępcy, że działał w pojedynkę.

Dorota Feluś