Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (4 Votes)

Kwiat arystokratów – symbol wiosny

(fot. Wikimedia Commons)„Tulipan zezwala, aby go podziwiano, ale nie budzi gwałtownych uczuć – pożądania, zazdrości, miłosnych zapałów. Jest pawiem wśród kwiatów. (...) Współcześni wymyślili mu duszę – mówili, że wyraża elegancję i wytworną zadumę. Nawet jego kalectwo – brak zapachu – poczytywano za cnotę powściągliwości” – tak o tulipanie pisał Zbigniew Herbert w Martwej naturze z wędzidłem. Mało kto zdaje sobie sprawę, że kwiat, który większości kojarzy się z wiosną, ma niezwykle barwną historię, w której rzeczywistość miesza się z fikcją...

W Imperium Osmańskim

Nikt nie wie, gdzie tulipan wyrósł po raz pierwszy, ale pewne jest, że pochodzi z Azji i że przez kilka stuleci strzeżony i niedostępny upiększał ogrody władców Armenii. Na pewno hodowali go Persowie już około 1000 r. n.e. Tak bardzo przypadł do gustu władcom Bizancjum i Istambułu, że przyjęli go za motyw religijny i swój emblemat. Stąd jego częste występowanie we freskach, mozaikach, a nawet dywanach z tamtych czasów. Jednym z pierwszych Europejczyków, który go zobaczył, był botanik Ogier Ghiselin de Busbecq – ambasador Ferdynanda I na dworze Sulejmana Wspaniałego w Imperium Osmańskim w Konstantynopolu. Mimo iż oficjalnie w tamtym czasie Turcy nazywali kwiat lale, dyplomata uznał błędnie, że nazywa się tulipan. Przypuszcza się, że podróżując po Turcji zobaczył go zatkniętego w zwoje turbanu u jakiegoś arystokraty i zapytał, co to takiego. Zagadnięty, sądząc, że chodzi o nakrycie głowy, odpowiedział, że to tulband, czyli turban. Nazwa poszła w świat i zachowała swój rdzeń we wszystkich językach.

„Gdy przejeżdżaliśmy drogą z Adrianopola do Konstantynopola, wszędzie kwitły ogromne ilości kwiatów – narcyzów, hiacyntów i tulipanów, jak nazywają je Turcy. Byliśmy zaskoczeni faktem, że kwitną one w środku zimy, która nie jest odpowiednim sezonem dla kwiatów. Tulipan niemal wcale nie pachnie, ale jest podziwiany ze względu na swoje piękno i różnorodność kolorów. Turcy uwielbiają kwiaty i choć w innych sprawach nie przejawiają krzty ekstrawagancji, nie wahają się zapłacić za najpiękniejsze odmiany nawet kilkunastu aspres. Kwiaty te, mimo iż mi je podarowano, kosztowały mnie bardzo dużo” – pisał Busbecq w Turkish Letters.

Pasja dyplomaty dla botanicznych okazów sprawiła, że posłał kilka cebulek tulipanów swojemu przyjacielowi, profesorowi botaniki na słynnym uniwersytecie w Lejdzie, Charlesowi de L’Ecluse, zwanemu Kluzjuszem (z języka łacińskiego Carolus Clusius) z Holandii. Ten przystosował je do życia w chłodniejszym od tureckiego klimacie Niderlandów i skrzyżował różne odmiany, zapoczątkowując ich uprawę prawdopodobnie w 1593 r. Pewnego dnia kwiaty zostały wykradzione.

Tulipomania

Na początku XVII wieku tulipany zaatakował wirus mozaiki (roznoszony przez mszyce), który sprawił, że ich płatki zaczęły przybierać pstre kolory i niespotykane wcześniej kształty o brzegach postrzępionych lub pofałdowanych. Przekonanie, że nowe odmiany to kwestia inwencji ogrodnika, oraz rosnąca moda na te kwiaty (każdy szanujący się obywatel chciał mieć w ogrodzie „kwiaty arystokratów i bogaczy”) doprowadziły do wybuchu tzw. gorączki tulipanowej. Bogaci holenderscy kupcy płacili za cebulki tych kwiatów równowartość wagi w złocie. Cebulka odmiany wszech czasów, Semper Augustus (biały kwiat z purpurowymi żyłkami i niebieską plamką na dnie kielicha), kosztowała 5 tys. florenów, podczas gdy za te pieniądze można było kupić dom z dużym ogrodem.

Płacono też w naturze, np. za gatunek nazywany Wicekrólem – dwa wozy pszenicy, cztery żyta, cztery woły, osiem świń, dwanaście owiec, a wszystko tłuste, dwie beczki wina, cztery baryłki piwa, tysiąc funtów sera, łóżko, srebrny puchar i wyjściowe ubranie. Sprzedawano nawet tulipany już posadzone albo te, które zamierzano posadzić (proceder ten nazwano „handlem wiatrem”).

(fot. Wikimedia Commons)Ci, których nie było stać na cebulki, zamawiali obrazy z namalowanymi kwiatami. Dzięki temu powstały bezcenne dziś dzieła Jana van Huysuma i Balthazara van den Asta. Gdy pewien marynarz ukradł jedną drogocenną cebulkę, bo myślał, że to zwykła cebula, i zjadł ją, dostał się do więzienia na parę lat.

Tulipomania objęła wszystkie warstwy społeczne. W tulipany inwestowali biedni i bogaci, mieszczanie i chłopi, katolicy i protestanci, marynarze, poeci, a nawet prostytutki – często oddając za cebulkę unikatowej odmiany dorobek całego życia.

Największe nasilenie „tego szaleństwa”, jak o tulipomanii mówi Herbert, przypadło na lata 1634-1637. Umowy kupna-sprzedaży zawierano w gospodach, zajazdach i portowych tawernach, często nocami. Całymi dniami zaś spekulowano. A ceny tulipanów nieustannie pięły się w górę. Zimą roku 1637 doszło do załamania rynku, co było spowodowane zbyt wygórowanymi cenami, na które nie było już chętnych, oraz niewywiązywaniem się kontrahentów z zobowiązań wynikających z kontraktów gwarantujących zakup cebulek po określonych cenach w przyszłości. Krach o mało nie doprowadził Holandii do finansowej zapaści, pozostawiając dziesiątki tysięcy ludzi na skraju bankructwa.

Dziś określenie tulipomania bywa niekiedy używane przez ekonomistów do określenia nagłej „gorączki” zakupowej lub „bańki spekulacyjnej”.

W Keukenhof

Obecnie Holandia, gdzie uprawia się 90 proc. wszystkich na świecie tulipanów, jest największym eksporterem cebulek tych kwiatów. Stolicą tulipanów jest wieś Lisse leżąca u podnóża wydm prowincji Zuid-Holland między Harlemem i Leiden.

W usytuowanym obok niej Keukenhof (z jęz. niderlandzkiego „ogród kuchenny”) – najsłynniejszym ogrodzie tulipanów na świecie – na terenie 32 hektarów zakwita wiosną ponad 7 milionów kwiatów cebulkowych (hiacyntów, krokusów, narcyzów i lilii), a samych tulipanów blisko 5 milionów. Tę unikalną ekspozycję podziwia co roku, spacerując alejkami ciągnącymi się na długości 8 mil, ponad milion turystów z całego globu.

Zatrudnieni w tym właśnie ogrodzie botanicy wyhodowali cebulki tulipanów, które nazwali imieniem Marii Kaczyńskiej, Lecha Kaczyńskiego, Jolanty Kwaśniewskiej, Lecha Wałęsy. Swojego tulipana ma oczywiście i Jan Paweł II. Na delikatnej łodydze nosi on biały smukły kielich ze złocistym dnem.

Dorota Feluś