Szukaj
Polub nas!

roboty fot Pixabay(fot. Pixabay)Druga rewolucja robotów

Coraz częściej dochodzi do rozmaitych dyskusji o rzekomej nieuchronności przejęcia przez roboty ogromnej liczby miejsc pracy. Ludzie mają zostać w niedalekiej przyszłości zupełnie wyparci z niektórych zawodów, czego konsekwencje społeczne i ekonomiczne mogą okazać się katastrofalne. Czy jednak nie są to prognostyki przesadzone? Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana...

Jeśli wierzyć raportowi firmy McKinsey Global, do 2030 roku 800 milionów miejsc pracy mają przejąć od ludzi roboty. Jednak początkowo procesy te będą dotyczyły wyłącznie najbogatszych krajów, takich jak USA i Niemcy, gdzie jedna trzecia obecnych pracowników będzie musiała poszukać sobie nowego zajęcia. Według raportu Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju – komórki ONZ – na świecie wykorzystywanych jest dziś ok. 2 mln robotów przemysłowych. Blisko połowa z nich znajduje się w rękach zaledwie trzech państw – Niemiec, Japonii i Stanów Zjednoczonych, i to tam „robotyzacja” rynku pracy posuwać się będzie najszybciej. Z kolei analitycy z firmy Gartner twierdzą, że w 2025 roku jedna trzecia istniejących obecnie stanowisk pracy zniknie, bo ludzi zastąpią roboty, inteligentne maszyny lub programy komputerowe.

 Second Machine Age

Z chwilą pojawienia się na świecie pierwszych robotów wydawało się, że zastąpią one człowieka tylko w określonych sytuacjach czy miejscach, np. tam, gdzie panują wysokie temperatury, gdzie nie ma powietrza lub gdy środowisko jest zanieczyszczone i w jakiś sposób niebezpieczne. Życie szybko zweryfikowało ten pogląd i dzisiaj już wiemy, że stoimy u progu prawdziwej inwazji robotów. I nie będą to wcale proste maszyny, używane na przykład od badania wnętrz reaktorów atomowych czy też wykorzystywane do wykrywania i rozbrajania ładunków wybuchowych. Będą to raczej urządzenia „superinteligentne”, nad którymi pracują od dawna inżynierowie w takich firmach jak Google. Niektórzy z nich są przekonani, że za najdalej 15 lat pojawi się robot, który przewyższać będzie inteligencją i sprawnością przeciętnego człowieka.

Nic zatem dziwnego, że wielu ludzi boi się przyszłości, w której o pracę będzie coraz trudniej. Co ciekawe, według analiz tegoż Gartnera, roboty zaczynają powoli zagrażać nie tylko pracownikom fizycznym, ale również umysłowym, w tym kadrze kierowniczej. Zagrożeni powinni poczuć się na przykład finansiści, analitycy danych, a nawet chirurdzy lub anestezjolodzy. Wymyślono już nawet nowy angielski termin – Second Machine Age – nawiązujący do tego, co miało miejsce 200 lat temu. Ale różnica między tymi „rewolucjami przemysłowymi” jest fundamentalna. Przed dwoma wiekami ludzie zdali sobie sprawę, że siła ich mięśni może zostać skutecznie zastąpiona przez maszyny. Dziś zastąpione mają zostać szare komórki. Ponadto zapoczątkowana wtedy rewolucja przemysłowa względnie szybko zaczęła generować nowe stanowiska pracy. Świat gwałtownie przyspieszył, a poziom bezrobocia zaczął radykalnie spadać. Analitycy obawiają się, że w przypadku Second Machine Age scenariusz taki się nie powtórzy i stanowisk pracy na pewno nie przybędzie, ponieważ nie będzie ich skąd wziąć.

Postępującą automatyzację widać praktycznie wszędzie. Wystarczy wejść do dowolnej amerykańskiej fabryki samochodów, by przekonać się, że znaczna część procesu produkcji zdominowana jest przez maszyny, a załoga ludzka często przygląda się jedynie poczynaniom robotów i kontroluje prawidłowość ich działania. Podobne zjawiska zaobserwować można w wielu innych gałęziach przemysłu. Kolejnym przykładem może być bankowość. Rola fizycznych banków z żywymi kasjerami w środku nieustannie maleje, w miarę jak ustaje codzienny obrót gotówką, a klienci korzystają w coraz większej mierze z automatów, wpłacają czeki na konta przy użyciu smartfonów i stosują elektroniczne transfery walorów. Z badań przeprowadzonych przez organizację Pew Research wynika, że mniej więcej 30 proc. Amerykanów nie było w banku przez więcej niż rok. Zresztą wielu Amerykanów od dawna nie było też w żadnych sklepie z wyjątkiem spożywczego supermarketu.

 Koniec nudnych zawodów?

Nikt nie jest w stanie przewidzieć skutków zdominowania rynku pracy przez roboty, ale są tacy, którzy uważają, że maszyny nie będą w stanie zastąpić ludzi pracujących w niektórych profesjach. Martin Ford, autor książki pt. Rise of the Robots: Technology and the Threat of a Jobless Future, jest zdania, że roboty istotnie odbiorą ludziom miliony miejsc pracy, ale bezpiecznie mogą się czuć przede wszystkim hydraulicy, elektrycy oraz pielęgniarki. Uważa, że są pewne rodzaju zawodów, które zawsze wymagać będą „ludzkiej ingerencji”, a te wymienione powyżej są praktycznie niemożliwe do zautomatyzowania. W przypadku pielęgniarek chodzi przede wszystkim o empatię i wyczulenie na dolegliwości pacjentów. W przypadku hydraulików czy elektryków trudno jest sobie wyobrazić robota, który przystępuje do wymiany rury pod zlewem lub montażu nowego gniazdka elektrycznego. Z drugiej strony, w przyszłości niemal wszystko może okazać się możliwe.

Przed kilkoma tygodniami wiceprzewodniczący brytyjskiej Partii Pracy, Tom Watson, wyraził pogląd, że nadejścia ery robotów nie należy się bać, gdyż spowoduje ono jedynie eliminację „strasznie nudnych zawodów, których nikt tak naprawdę nie chce wykonywać”. Jednak Ford nie zgadza się z tą tezą. Jak twierdzi, to czy dane zajęcie jest nudne, czy też nie, nie ma większego znaczenia – jest to po prostu dla kogoś źródło niezbędnych do życia dochodów, które nagle zniknie bez śladu. A nieobecność innych możliwych źródeł dochodów doprowadzi nieuchronnie do wielkich napięć społecznych.

Andrzej Heyduk