Szukaj
Polub nas!

one Special Air Mission 26000 fot WikipediaSpecial Air Mission 26000 (fot. Wikipedia)Samolot numer 1

Wszyscy już przyzwyczaili się do tego, że samolotem prezydenta USA, czyli Air Force One, jest odpowiednio przerobiona maszyna Boeing 747. Jednak jeszcze za rządów prezydenta Clintona rolę tę pełnił znacznie skromniejszy samolot Boeing 707, na którego pokładzie doszło do kilku istotnych w historii USA wydarzeń...

Technicznie rzecz biorąc fraza „Air Force One” jest unikalnym sygnałem wywoławczym, którym posługują się naziemni kontrolerzy lotów. Pomysł stworzenia takiego sygnału dla samolotu prezydenckiego pojawił się w roku 1953, kiedy w tej samej przestrzeni powietrznej znalazły się przypadkowo dwa samoloty o tym samym sygnale wywoławczym. Na pokładzie jednego z tych samolotów znajdował się ówczesny prezydent USA, Dwight D. Eisenhower.

Pierwszym w historii USA prezydentem, który poleciał gdzieś samolotem, stał się w roku 1910 Theodore Roosevelt. Był on pasażerem jednej z prototypowych maszyn braci Wright, choć w dniu tego lotu Roosevelt już nie piastował prezydenckiego urzędu. Pierwszym urzędującym prezydentem, który skorzystał z transportu lotniczego, był Franklin D. Roosevelt.

Jednak sygnał wywoławczy „Air Force One” został po raz pierwszy zastosowany dopiero w roku 1959, a w październiku 1962 roku lotnictwo wojskowe USA zakupiło samolot Boeing 707, który został nazwany Special Air Mission (SAM) 26000. Maszynę tę poddano następnie gruntownej modyfikacji i przystosowano ją do roli Air Force One. Choć Boeing 707 mógł zabierać na pokład 189 pasażerów, w wersji prezydenckiej na pokładzie mogło znajdować się nieco ponad 40 osób. Pierwszym użytkownikiem tego samolotu był prezydent John F. Kennedy, a w sumie służył on prezydentom aż do roku 1998, choć za rządów Billa Clintona był już tylko maszyną rezerwową.

Niestety debiut SAM 26000 był tragiczny. 22 listopada 1963 roku na pokładzie tego samolotu prezydent Kennedy udał się do Dallas. Tego samego dnia został zastrzelony. Wiceprezydent Lyndon B. Johnson nalegał, by ciało zamordowanego przywódcy kraju zostało natychmiast przewiezione do Waszyngtonu. W ten sposób doszło do dziwnej sytuacji. Z tyłu Air Force One, lecącego z Dallas do stolicy kraju, znajdowała się trumna ze zwłokami JFK, natomiast z przodu zorganizowana została pośpiesznie ceremonia zaprzysiężenia nowego prezydenta – Johnsona. Przysięga została złożona w obecności Jacqueline Kennedy, która nadal miała na sobie kostium zroszony krwią jej męża. Co ciekawe, zaprzysiężenia Johnsona dokonała Sarah T. Hughes, pełniąca w Teksasie rolę sędziego sądu okręgowego. Stała się w ten sposób jedyną w historii USA kobietą, która dokonała zaprzysiężenia nowego prezydenta.

Dziesięć lat później ten sam samolot przewiózł zwłoki zmarłego Johnsona do jego rodzinnego Teksasu. Za życia LBJ używał Air Force One bardzo często. Poleciał nim między innymi do Wietnamu, by odwiedzić amerykańskich żołnierzy. Nie inaczej było w przypadku następnego prezydenta, Richarda Nixona, który odbył na pokładzie Boeinga 707 dwie historyczne podróże – do ZSRR i Chin. Nixon nazwał samolot „Spirit of 76” na cześć 200. rocznicy powstania USA. Logo takie zostało namalowane po obu stronach kadłuba.

W roku 1981 trzej byli przywódcy USA – Nixon, Carter i Ford – udali się razem do Egiptu, by wziąć udział w pogrzebie zamordowanego prezydenta tego kraju, Anwara Sadata. Jak wspominał później Jimmy Carter, wspólny lot na pokładzie SAM 26000 był „dość niezręczny”, tym bardziej że pięć lat wcześniej Carter zdecydowanie pokonał Forda w wyborach prezydenckich, a na pokładzie doszło też do sporów o to, którzy pasażerowie dostali większe steki i dlaczego. Nixon uratował rzekomo sytuację, nawiązując przyjacielską rozmowę z Carterem, z którym zresztą wkrótce na dobre się zaprzyjaźnił.

Dwa lata później Air Force One obwoził po USA brytyjską królową Elżbietę II. Natomiast w roku 1994, gdy SAM 26000 był już tylko maszyną rezerwową, na jej pokładzie przewieziono zwłoki Nixona z Waszyngtonu do Kalifornii.

Być może do najdziwniejszego incydentu na pokładzie Air Force One doszło w roku 1964. W trakcie toczącej się wtedy kampanii prezydenckiej Johnson wracał pewnego dnia z politycznego wiecu. Do swojej wydzielonej na pokładzie kwatery zaprosił dziennikarza Franka Cormiera i dwójkę jego kolegów. Odpowiadając na pytania reporterów dotyczące gospodarki, Johnson rozebrał się do naga, przygotowując się do wzięcia prysznica. W stroju Adama stał przed dziennikarzami przez parę minut, wymachując ręcznikiem i odpowiadając na pytania tak, jakby absolutnie nic szczególnego się nie stało.

Maszynę SAM 26000 można dziś oglądać w Museum of the U.S. Air Force, mieszczącym się w Dayton w stanie Ohio. Została ona zachowana mniej więcej w jej pierwotnym stanie. Zwiedzający to miejsce mogą wejść do środka samolotu i obejrzeć wszystkie jego zakamarki, czyli zarówno miejsce, w którym Johnson został zaprzysiężony, jak i jego mikroskopijną sypialnię, w której rozmawiał z reporterami au naturel.

Andrzej Malak