Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (4 Votes)

Tradycja Święta Dziękczynienia

Thanksgiving Day to pamiątka pierwszego dziękczynienia założycieli kolonii w Plymouth, którzy przybyli tu z Anglii w 1621 r. Równocześnie to jedno z najbardziej uniwersalnych świąt w amerykańskim kalendarzu – obchodzą go wszyscy bez wyjątku: muzułmanie, żydzi, chrześcijanie i niewierzący. Jego sedno tkwi w wyrażeniu wdzięczności za wszelkie dobro i pomyślność doświadczone w ciągu ostatniego roku. Nie wszyscy wiedzą jednak, że pierwszymi imigrantami z Europy celebrującymi z Indianami dziękczynienie wcale nie byli tzw. Pielgrzymi...

Tradycja

Dlaczego na obchody Thanksgiving Day wybrany został listopad? Bo w listopadzie, jak mówi tradycja, pierwsi imigranci z Europy celebrowali z rdzennymi mieszkańcami kontynentu amerykańskiego obfite żniwa, dziękując Bogu i sobie nawzajem za pomoc. Jak wszyscy pamiętają, pierwsi koloniści przybyli do Ameryki w 1620 r., uciekając z Anglii przed prześladowaniami religijnymi. Byli to tzw. purytanie – członkowie założonej w 1607 r. radykalnej gałęzi Angielskiego Kościoła Separatystycznego, żądający bezwzględnej samodzielności dla każdej gminy religijnej – którzy początkowo nowej ojczyzny szukali w Leyden w Niderlandach (dzisiejsza Holandia), ale po stwierdzeniu, że jest to „bezbożny kraj”, zdecydowali się przenieść na inny kontynent.

Koszty dalekiej podróży sfinansowała grupa angielskich inwestorów, Merchant Adventurers, oczywiście nie bezinteresownie. Zgodnie z umową, podróżnicy mieli zwrócić poniesione nakłady w formie pracy na nowym lądzie przez 7 lat.

6 września 1620 r. z angielskiego portu Plymouth w rejs do Ameryki na pokładzie małego drewnianego żaglowca Mayflower wypłynęło 30 członków załogi, 44 purytan, zwanych Saints (Święci), i 68 innych osób skuszonych obietnicą prosperity i własności ziemskiej w Nowym Świecie. Tych ostatnich nazwano Strangers (Obcy). Podczas trwającej 66 dni morderczej podróży między Świętymi a Obcymi doszło do poważnych scysji. Część pasażerów zachorowała i zmarła. Ci, którzy przeżyli, 11 listopada zarzucili kotwicę w okolicach dzisiejszego Provincetown w stanie Massachusetts. Po wstępnej eksploracji Cape Cod, zdecydowali się pożeglować nieco dalej na zachód. W rezultacie wpłynęli na spokojne i osłonięte wody zatoki, która później została nazwana Plymouth Harbor, i 11 grudnia 1620 r. zakotwiczyli u brzegów miejsca, które dla upamiętnienia angielskiego macierzystego portu nazwali Plymouth (samo miejsce lądowania nazywa się dziś Plymouth Rock).

Przed zejściem na ląd wszyscy dorośli męscy osadnicy, reprezentujący zarówno Świętych, jak i Obcych, podpisali umowę, tzw. Mayflower compact, w której ustalili zasady funkcjonowania nowej społeczności. W jej myśl członkowie obu grup mieli te same prawa i obowiązki oraz nosili wspólną nazwę Pielgrzymi. Wybrano także gubernatora Plymouth – został nim bogaty kupiec londyński John Carver.

Pierwsza zima na nowym lądzie była dla kolonistów brutalna. Z powodu głodu, zimna i osłabienia, zdziesiątkowały ich szkorbut i choroby zakaźne. Pierwszej wiosny dożyła mniej niż połowa pasażerów i załogi Mayflower. Nic dziwnego, że ocaleni swoją przyszłość widzieli w czarnych barwach. Nadzieje odżyły, gdy w marcu na terenie osiedla pojawili się Indianie, z których jeden, niejaki Samoset z plemienia Abenaki, pozdrowił ich po angielsku. Kilka dni później powrócił z innym czerwonoskórym. Był to Squanto, członek plemienia Patuxet, który znał język angielski jeszcze lepiej niż Samoset, a to dzięki swoim wcześniejszym kontaktom z podróżnikami brytyjskimi. To on pomógł porozumieć się osadnikom z zamieszkującymi okolice Indianami Wampanoag. Ci od samego początku nie tylko nie wykazywali wrogich zamiarów wobec przybyszów, ale wręcz deklarowali pomoc. Zawarty został traktat pokojowy (trwał aż 50 lat!) i obie strony zaczęły efektywnie ze sobą współpracować.

Czerwonoskórzy przede wszystkim nauczyli nieprzyzwyczajonych do pracy fizycznej kolonistów sztuki przetrwania na obcej, nieznanej ziemi. Zapoznali ich z podstawami rolnictwa, w tym – w jaki sposób uprawiać kukurydzę. Pokazali też, jak i gdzie najlepiej łowić ryby i polować na grubego zwierza, a nawet jak odróżniać rośliny trujące od leczniczych i pozyskiwać sok z drzew klonu. Co więcej, przekazali im wiedzę w zakresie wyszukiwania materiałów do budowy ciepłych domów. Dla kolonistów wspaniałomyślna okazała się również natura. Zanotowali bardzo obfite żniwa, co w połączeniu z poczynionymi latem zapasami ryb, mięsa, owoców i warzyw dawało gwarancję przeżycia nadchodzącej zimy.

Wdzięczni, postanowili uczcić swoją pomyślność wspólnie z Wampanoagami. Ci ostatni, w liczbie 91, przybyli na ucztę ze swoim wodzem Massasoitą, przynosząc w darze, jak mówią zapiski z tamtego czasu, co najmniej pięć jeleni i mnóstwo ptactwa wodnego, głównie kaczek i gęsi. Raczono się również nieznanymi w ówczesnej Europie dzikimi indykami, kukurydzą, dynią i kabaczkami. Celebracja, w której dominowały tradycyjne angielskie obyczaje dożynkowe, trwała przez trzy tygodnie, w okresie między 21 października i 11 listopada 1621 r. W tym czasie jedzono, bawiono się, urządzano konkursy i odpoczywano.

Zagmatwane koleje losu święta

Oczywiście celebracja z 1621 r. nie nazywała się Świętem Dziękczynienia, choć proklamując ją drugi gubernator Pielgrzymów William Bradford (Carver zmarł w kwietniu 1621 r., zaledwie cztery miesiące po objęciu urzędu) wyraźnie podkreślił, że jest ona wyrazem wdzięczności za opiekę Bożą i bezinteresowną pomoc okazaną przez Indian Wampanoag. Choć nie zachowały się żadne relacje pisemne o podobnych spotkaniach międzykulturowych w kolejnych latach, to wiadomo, że każdej jesieni odbywały się tzw. uroczystości dziękczynne. Na przykład w 1623 r. Pielgrzymi celebrowali koniec długiej suszy, która zagrażała plonom do tego stopnia, że gubernator Bradford ogłosił religijny post. Z czasem coroczne lub okazjonalne dni postów i dziękczynienia stawały się zwyczajem również wśród innych osadników Nowej Anglii. W końcu gubernator Bradford ustalił obchodzenie takich celebracji każdego roku w ostatni czwartek listopada.

Propozycja uznania Dnia Dziękczynienia za święto ogólnonarodowe padła w czasie Drugiego Kongresu Kontynentalnego w 1776 r. Przystało na nią wiele stanów. 13 lat później George Washington wydał pierwszą proklamację dziękczynienia w imieniu rządu Stanów Zjednoczonych. Jego bezpośredni następcy, John Adam i James Madison, podczas swych prezydentur również wyznaczyli dni dziękczynienia.

Pierwszym stanem, który oficjalnie przyjął coroczne Święto Dziękczynienia, był Nowy Jork. Stało się to w 1817 r. Niedługo potem jego śladem poszło kilka innych stanów, przy czym każdy z nich celebrował w innym dniu. Taka sytuacja panowała na północy kraju. Stany południowe tradycji Święta Dziękczynienia nie znały wcale. Dużą rolę w propagowaniu święta miała uznana dziennikarka i pisarka Sarah Josepha Hale. To ona w 1827 r. rozpoczęła kampanię na rzecz ustanowienia Święta Dziękczynienia świętem państwowym, czyli obowiązującym w całym kraju. W jej ramach pisała artykuły i listy do polityków najwyższego szczebla, próbując ich przekonać do swojej prośby. Trwający aż 36 lat wysiłek docenił Abraham Lincoln, który w 1863 r., mimo iż na terenie kraju trwała wojna domowa, drogą proklamacji ogłosił ostatni czwartek listopada Świętem Dziękczynienia. Dokonując takiego posunięcia miał nadzieję na zjednoczenie kraju.

W 1939 r. niemałego zamieszania narobił Franklin D. Roosevelt, gdy próbując przedłużyć czas zakupów bożonarodzeniowych, a tym samym podnieść sprzedaż w okresie wielkiego kryzysu, przesunął Święto Dziękczynienia na trzeci czwartek listopada. W kręgach władzy doszło do poważnego sporu, a zwykli zjadacze chleba nazwali złośliwie obchodzone w wyznaczonym przez polityka terminie święto Franksgiving Day. Ostatecznie, w 1941 r. prezydent podpisał ustawę proklamującą obchodzenie Święta Dziękczynienia w czwarty czwartek listopada.

Od tamtej pory każdy kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych dokonuje uroczystej proklamacji Dnia Dziękczynienia.

Nowe fakty

Po bliższym zbadaniu historii pierwszych osadników na terenie dzisiejszych Stanów Zjednoczonych okazuje się, że to, co zostało przyjęte za pewnik, takim pewnikiem nie jest. To nie koloniści z Plymouth byli pierwszymi, którzy z Indianami składali dziękczynienie na amerykańskiej ziemi. Do takiej konkluzji doszedł Michael Gannon, emerytowany historyk z University of Florida. A stało się to w 1965 r., kiedy odkrył, że pierwszą osobą, która wylądowała na wybrzeżu amerykańskim i celebrowała ucztę dziękczynną z rdzennymi mieszkańcami, był hiszpański podróżnik Pedro Menendez de Aviles. Wydarzenie miało miejsce 8 września 1565 r., czyli 56 lat przed przybyciem pielgrzymów i zorganizowaniem przez nich wraz z Indianami zamieszkałymi w okolicach Plymouth Rock dziękczynnej uczty za bogate zbiory.

Menendez de Aviles postawił nogę na lądzie w okolicach dzisiejszej miejscowości St. Augustin na Florydzie i zdawszy sobie sprawę, że będzie musiał podjąć współpracę z mieszkającymi tu i mającymi dużą liczebną przewagę czerwonoskórymi z plemienia Timucua, po udziale we mszy dziękczynnej za szczęśliwą podróż spożył z nimi dziękczynny posiłek. Głównym daniem była zupa grochowa. Niedługo potem podróżnik założył osadę, nazywając ją imieniem świętego, którego święto przypadło w dniu, w którym dojrzał ze statku zbliżający się ląd, St. Augustine. Jest to pierwsza, istniejąca do dziś, osada Europejczyków na terenie Stanów Zjednoczonych. Przez następne 235 lat St. Augustine było stolicą hiszpańskiej Florydy.

O sensacyjnym odkryciu napisał Gannon w naukowym opracowaniu The Cross in the Sand, wydanym w 1965 r. Mało kto jednak zwrócił wtedy na to uwagę.

Posiłek Menendeza de Avilesa potraktowano wtedy niczym mało znaczący epizod, a wspomnienie o nim przeleżało odłogiem 20 lat – mówi Gannon.

Na naukowe odkrycie Gannona świat zwrócił uwagę, za sprawą reportera Associated Press, dopiero w 1985 r. Wydarzenie to, jak wspomina uczony, wywołało wtedy „prawdziwe trzęsienie ziemi. Przez trzy doby, bez przerwy, odbierałem telefony”.

W informację o hiszpańskim dziękczynieniu mieszkańcy z Północy po prostu nie uwierzyli. Nie mieściła się im w głowach. Tradycjonaliści, zwłaszcza z Nowej Anglii, określili Gannona mianem „Grincha [wyjątkowo złośliwa postać bajkowa stworzona przez dr. Seussa – przyp. autorki], który ukradł Thanksgiving Day”. Uczony przyjął to z humorem.

Stałem się wtedy bardzo sławny, bo powiedziałem, że w czasie, gdy do Plymouth dotarli pielgrzymi, St. Augustin szykowało się do miejskiej renowacji – wspomina Gannon.

Ostatnio odkrycie historyka po raz kolejny na światło dzienne wyciągnęła Robyn Gioia, pisząc o nim w książce dla dzieci America’s REAL First. Sprawę poznała dwa lata temu podczas warsztatów dla nauczycieli i wtedy od razu postanowiła, że podzieli się nią z innymi.

Gannon pozostaje jednak sceptykiem, mimo iż zauważa, że powoli jego odkrycie zyskuje uwagę innych.

Zwycięzcy piszą podręczniki historii. W tym wypadku to Anglicy napisali historię i wprowadzili tradycję. A historię pisaną jest bardzo trudno zmienić. Takie jest życie i trzeba nad tym przejść do porządku dziennego – mówi.

O wiele większy optymizm przejawia Gioia. Uważa ona, że rosnąca z roku na rok w Stanach Zjednoczonych populacja latynoska zawalczy o zainteresowanie kraju ich dziedzictwem kulturowym, a przez skojarzenie – i odkryciem Gannona.

Sami mieszkańcy okolicy Plimoth Plantation (skansen, gdzie mieszkali pierwsi pielgrzymi) potwierdzają, że większość turystów odwiedza ich strony w przekonaniu, że jest to miejsce narodzin Święta Dziękczynienia. Oni sami takiej pewności nie mają.

Nigdy nie twierdziliśmy, że tu miał miejsce pierwszy Thanksgiving Day. Tak po prostu zarządził Abraham Lincoln. To, co dziś ludzie celebrują jako Święto Dziękczynienia, w istocie rzeczy jest mitem. Nie ma nic wspólnego z tym, co ludzie celebrowali w Plymouth, Jamestown czy w St. Augustine – mówi Jennifer Monac, dyrektor Plimoth Plantation.

Część Amerykanów uważa, że podawana oficjalnie historia Pielgrzymów i Indian Wampanoag jest mocno przesłodzona po to, by zamaskować krwawą historię konfliktu między rdzennymi Amerykanami i europejskimi osadnikami. Osoby te, począwszy od 1970 r., wyrażają swój sprzeciw, spotykając się w Święto Dziękczynienia na szczycie Cole’s Hill, nieopodal Plymouth, gdzie świętują Narodowy Dzień Żałoby. Podobna celebracja odbywa się jeszcze w kilku innych miejscach na terenie kraju.

Rzecz jasna zdecydowana większość świętuje Thanksgiving Day bardzo uroczyście. Całe rodziny zasiadają przy suto zastawionych stołach, dziękując za wszelkie dobro, jakie ich spotkało w minionym roku. I takiej właśnie celebracji, w pokojowym nastroju, życzymy wszystkim naszym Czytelnikom.

Grażyna Sobkowiak

(fot. Wikimedia Commons)