Szukaj
Polub nas!

lizanie fot PixabayPanuje powszechne przekonanie, że lizanie ludzi
przez psy jest bezpieczne, a wręcz ma działanie lecznicze
– nic bardziej mylącego! (fot. Pixabay)
Niebezpieczny jęzor

Wśród miłośników psów pokutuje przekonanie, iż pozwalanie na to, by czworonogi nas lizały, jest korzystne zarówno dla zwierząt, jak i dla ich posiadaczy. Pewne jest to, że psy wyrażają w ten sposób swoje przywiązanie i dobre samopoczucie. Jednak korzyści dla człowieka podawane są coraz częściej w wątpliwość, głównie przez lekarzy…

W mowie potocznej używamy czasami wyrażeń, które sugerują, że język przeciętnego Burka może nam pomóc. Mówi się na przykład, że ktoś „wylizał się z ran”, co bierze się oczywiście stąd, iż psy poddają się instynktownie kuracji „jęzorowej”, gdy są w taki czy inny sposób ranne. Wniosek zdaje się być taki, że co dobre dla psa, musi też być dobre dla człowieka. Wykształcił się nawet pewnego rodzaju mit o tym, iż ślina psa jest w jakimś sensie czystsza i zdrowsza od śliny ludzkiej. Niestety w rzeczywistości jest inaczej. Prawdą jest to, że rany lizane przez psa goją się szybciej, ale wynika to z faktu, iż jest to procedura, która pobudza krążenie i pozwala na szybsze pozbywanie się martwej tkanki. W psiej ślinie nie ma żadnego cudownego środka na gojenie ani też nie istnieją w niej domniemane enzymy, które mogłyby korzystnie wpływać na ludzi.

Każdy, kto miał okazję powąchać psi oddech, wie, że higiena jamy ustnej naszych czworonożnych przyjaciół pozostawia wiele do życzenia. Nie może to budzić większego zdziwienia. Marty Becker, który od lat bada zwyczaje psów, zwraca uwagę na fakt, iż czworonogi – choć związane z ludźmi od wieków – wiodą życie zupełnie inne od swoich właścicieli: – Psiaki często grzebią w śmieciach, a na przywitanie nie dają sobie buzi w policzek, lecz obwąchują wzajemnie swoje tyłki. Z kolei profesor John Oxford, bakteriolog z Queen Mary University w Londynie, ostrzega, iż czasami lizanie człowieka przez psa może skończyć się fatalnie. – Nie chodzi tylko o zawartość psiej śliny – mówi – lecz o to, że zwierzęta te pół życia spędzają na obwąchiwaniu odchodów i wtykaniu nosa w różne mało apetyczne miejsca – stają się w ten sposób nosicielami licznych bakterii i wirusów.

Potwierdza to doktor Neilanjan Nandi z Drexel University w Filadelfii. Jego zdaniem w pyskach psów znajduje się ogromna liczba bakterii, wirusów i grzybów, a wśród nich Clostridium, E.coli i salmonella. U ludzi organizmy te mogą powodować ostre zatrucia pokarmowe. Ponadto psy są nosicielami potencjalnie groźnych pasożytów, takich jak tzw. tęgoryjec.

Profesor Oxford wylicza szereg chorób, które mogą wynikać bezpośrednio z lizania twarzy przez naszych czworonogich pupilów. Pierwszą z nich jest Tinea corporis, czyli grzybica woszczynowa, której przyczyną są tzw. dermatofity obecne w ślinie psa. Chorobą tą łatwo jest się zarazić, a jest ona zakaźna, zatem możliwe jest jej dalsze rozpowszechnianie się. O ile grzybica jest tylko uciążliwa i nigdy nie zagraża niczyjemu życiu, inaczej jest w przypadku bakterii o nazwie Capnocytophaga canimorsus, której nosicielami są psy i koty. Bakcyl ten wywołuje u ludzi ostre zakażenie, którego objawami są: gorączka, dreszcze, poty oraz ogólne osłabienie. W większości przypadków objawy te po pewnym czasie ustępują, ale zakażenie może prowadzić do znacznie poważniejszych następstw, łącznie ze śmiercią, w przypadku osób zaawansowanych wiekiem lub ludzi cierpiących na inne choroby.

Jeszcze większym zagrożeniem jest fakt, iż psy mogą być nosicielami bakterii MRSA, czyli gronkowca złocistego odpornego na większość antybiotyków. O ile czworonogi rzadko reagują w jakikolwiek sposób na obecność tej bakterii w organizmie, w przypadku ludzi zakażenie wymaga natychmiastowego leczenia, gdyż objawia się ono czasami wymiotami, ogólną infekcją i niebezpiecznym spadkiem ciśnienia krwi.

Może ktoś zapytać, jak to jest możliwe, że psy liżą zwykle swoich właścicieli, a liczba jakichkolwiek zachorowań z tego powodu jest niewielka. Wynika to z faktu, iż do zakażenia potrzebny jest pewien splot odpowiednich okoliczności. Na skórę większości zdrowych ludzi psia ślina nie będzie miała żadnego negatywnego wpływu. Jednak zawarte w niej patogeny mogą z powodzeniem przenikać przez cieńsze błony śluzowe, np. te, które pokrywają jamę ustną. Profesor Oxford uważa, że najważniejsze jest to, by psy trzymane były z daleka od ust, nosa i oczu, a jeśli już czyjś ulubieniec poliże te miejsca, konieczne jest odpowiednie umycie skóry.

Istnieją dane naukowe, które potwierdzają niebezpieczeństwa płynące z lizania ludzi przez psy. Doktor Joe Kinnarney, były prezes Amerykańskiego Towarzystwa Weterynarii Medycznej, przypomina, że w ramach jednego z badań obliczono, iż przeciętny psi szczeniak może mieć aż 20 milionów jaj glisty w jelitach. Jest to bakteriologiczny „ładunek”, który nie ma sobie równych, a który bywa przenoszony na ludzi właśnie przez lizanie. Kinnarney z pewnością wie, o czym mówi. W swoim czasie leczył dziecko, które omal nie straciło oka z powodu zakażenia pasożytniczego spowodowanego przez nieustanne lizanie twarzy przez psa.

W świetle tych faktów nieco nowego znaczenia nabiera fraza „a pies ci mordę lizał”.

Andrzej Malak