Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (2 Votes)

Architekt i Casanova

W świecie ptaków niemal wszystkie samce muszą polegać na swoim wyglądzie, by zwrócić uwagę partnerki. Szczyt przepychu osiągnęły tu bez wątpienia pawie, argusy, lirogony i ptaki rajskie. W trakcie toków eksponują swoje woale, płaszcze, wachlarze, treny, kolorowe części głowy i mięsiste płaty skóry. Otwierają dzioby, by zademonstrować ich lśniące i opalizujące wnętrza. Rozpościerają upierzenie niby kwiecie, stroszą się i składają puklerze z piór. Niektórym jednak nie wystarcza chełpienie się przepychem swej „szaty”. Wykonują do tego figury akrobatyczne, tańczą i śpiewają. Wszystko po to, by pokonać licznych konkurentów w zdobyciu wybranki...

Ale nie wszystkie przecież ptaki natura obdarzyła wspaniałością piór i kolorów. W tropikalnych lasach Australii i Nowej Gwinei żyją jedne z najbardziej zadziwiających ptaków na świecie – altanniki, zwane również budnikami. Nie wyróżniają się bynajmniej szczególnym wyglądem, za to niedobory urody zrekompensowały sobie niezwykłymi umiejętnościami budowlanymi i artystycznymi, a także zachłannością w gromadzeniu różnych dóbr. Samce wykorzystują tworzone przez siebie prawdziwe dzieła sztuki i cierpliwie gromadzone skarby do oczarowania samic. Żadne inne stworzenie na Ziemi, oczywiście oprócz nas – ludzi, nie potrafi tak uwodzić płci odmiennej.

Ogółem istnieje 18 różnych gatunków altanników, z których jeden jest fantastyczniejszy od drugiego i bardziej wyrafinowany w swym mistrzowskim repertuarze nawiązywania kontaktów towarzyskich.

Aby zwabić samicę, altanniki tworzą istne galerie sztuki i skarbnice wszelkich różności. Samce ptaków tego gatunku nie zakładają gniazd ani rodzin, za to większość czasu i energii poświęcają na urządzanie luksusowych garsonier, by potem zwabić do nich obiekt pożądania. Im bardziej okazałe i zrobione z większym rozmachem i przepychem budowle, tym większe szanse na wzbudzenie zainteresowania partnerek.

Ptak z gatunku Archboldia papuensis to budowniczy klepisk. Miejsce tokowania urządza w postaci placyku o średnicy około trzech jardów, który wyściela kobiercem z liści paproci. Każdego dnia wydziobuje i wyrzuca zwiędłe liście, udeptując je w wał dookoła klepiska, a na szczycie tego wału układa kopczyki skarbów: w jednym miejscu jaskrawe jagody, w innym mieniące się pancerze owadów, w jeszcze innym muszle ślimaków, bryłki żywicy i kwiaty.

Północnoaustralijski altannik złotopióry (Prionodura newtoniana) układa wokół młodych drzew niezliczone gałęzie i witki, splatając je do wysokości około czterech jardów. Niektóre ogrodniki (Amblyornis) budują nawet liczne wieże obok siebie, po czym łączą je wałami z chrustu zdobnymi w rozmaite dekoracje. Inne konstruują kunsztowne domki w kształcie wigwamów z przestronnymi komnatami i ochronnymi kopcami przed portalem.

Altannik budnik Lauterbacha (Chlamydera lauterbachi) wbija w ziemię do tysiąca małych palików oraz kilka tysięcy gałązek i źdźbeł, po czym splata je w jednolitą strukturę i mości wnętrze trawą. Samiec budnika fioletowego (Ptilonorhynchus violaceus) posunął się nawet do malowania ścian swego miłosnego gniazdka. Zrywa z pni drzew kawałki kory albo suche liście, strzępi je z jednej strony, po czym używa jako pędzla, trzymając poprzecznie w dziobie. Farbę – niebieską – przygotowuje z mieszaniny owoców ze śliną. Wylewa ją z naczynia, w którym ją przygotowuje, czyli z dzioba, na pędzel, po czym jak prawdziwy mistrz malarski pociera nim ściany w dół i w górę.

Budnik fioletowy wznosi altanki zwane alejkami – są to dwie równoległe ściany splecione z drobnych gałązek i traw, tworzące coś na kształt promenady. Stawiane są one na linii północ-południe, przy czym główne wejście do tych leśnych galerii znajduje się od strony północnej. Większość użytej w nich sztukaterii jest w kolorze niebieskim (jak upierzenie właściciela) – jagody, kwiaty, piórka, pancerzyki owadów, niekiedy także znalezione w pobliżu skupisk ludzkich zakrętki do butelek czy... spinacze do bielizny. Im więcej taki altannik zbierze niebieskich dewocjonaliów, tym więcej jest w stanie oczarować samic. Pokaźna ich liczba stanowi bowiem o sprycie i zamożności kolekcjonera. Kolor niebieski w leśnej głuszy to przecież rzadkość!

Niestety, wśród budników fioletowych powszechne jest złodziejstwo i wandalizm. Pojedynczy niebieski element może być wielokrotnie kradziony i przenoszony z altanki do altanki, by w końcu trafić tam, skąd go oryginalnie cichaczem wyniesiono.

Największym mistrzem budowlanym wśród altanników jest bez wątpienia budnik Vogelkop, zamieszkujący góry na północy Nowej Gwinei. Jego dzieła z powodzeniem można zaliczyć do cudów natury. Budowane są wokół młodych drzewek i posiadają całkowite zadaszenie, wyłożone kwiatami orchidei, a wsparte często na filarach – jednym w centrum i dwoma po bokach. Budowla taka otoczona jest skarbcem, który rozciąga się na przestrzeni kilku jardów. A jakie mieści skarby... a właściwie jaką ich różnorodność! Czarne łodygi paproci, trawnik z mchu ozdobiony wyszukaną sztukaterią ze szkrzydełek żuków. Owoce i suszone kwiaty pomarańczy, kora dębowa, czarne jagody. To tylko kilka przykładów. Choć same konstrukcje budowlane poszczególnych Vogelkopów są do siebie podobne, to każda altanka wygląda inaczej – ich ornamentyka jest niezwykle różnorodna i zależy od upodobań, smaku oraz pomysłowości właścicieli.

Wszystkie te zdumiewające budowle i dzieła architektoniczne nie stanowią rodzinnych gniazd, w których samice składałyby jaja i wychowywały młode. Służą one wyłącznie do zalotów i godów. Są to świątynie miłości, a nie pokoje dziecinne. Samce altanników gotowe są do amorów z każdą napotkaną samicą przez dziewięć do dziesięciu miesięcy w roku, podczas gdy ich partnerki jedynie przez parę tygodni. Ponieważ z konieczności są samotnymi matkami, mają mniej czasu na rozrywki. Same muszą zbudować gniazdo dla swoich dzieci (na ogół dwoje lub troje piskląt), same zdobywać dla nich pożywienie i same je wychowywać. Bezpośrednio więc po godach odlatują, by zbudować skromne gniazdo, w którym w niedługim czasie troszczą się o przychówek. Samce natomiast z miejsca przystępują do uwodzenia kolejnej wybranki. Wraz z zakończeniem miłosnego aktu kończy się bowiem ich zainteresowanie zdobyczą. Nie znaczy to jednak, że rozochocony zalotnik zostaje zaspokojony, wręcz przeciwnie. Pozbywa się jednej, by natychmiast posiąść inną samicę, która również nie oprze się jego sztuce czarowania i da się złapać na błyskotki. Samce altanników są zadeklarowanymi poligamistami. Ale by sprawiedliwości stało się zadość, ci leśni donżuani bezustannie wystawiani są na upokorzenie, dostając przynajmniej jednego kosza dziennie.

Wprawdzie samice altanników nie kierują się przy wyborze „męża” jego rozmiarem, siłą czy aparycją, lecz zręcznością i pilnością w budowaniu i wystroju miejsca schadzki, ale i u tego gatunku ptaków siła i władza odgrywają niemałą rolę. Bywają bowiem budowniczowie z całkiem nikczemnym charakterem. Jeśli swym zawistnym okiem rywala dojrzą piękniejszą i wyższą altanę od swojej, a przy tym należącą do słabszego fizycznie, potrafią ją całkowicie zniszczyć – gałązka po gałązce, aż z konstrukcji nic nie zostanie.

Spośród wszystkich oglądanych altanek samice wybierają te najpiękniejsze, najbardziej przyozdobione rozmaitymi świecidełkami, błyskotkami, muszlami, kamykami ułożonymi w misterne ornamenty oraz świeżymi owocami, kwiatami, grzybami, drobnymi kawałkami kości, piórkami. Miejsca schadzki przyjmują różne barwy w zależności od kolorytu zebranych ozdób, a także od samego samca. Niektóre osobniki wykorzystują do zalotów biel, inne błękit albo fiolet, czerwień czy róż.

Kunsztowna budowla to jednak jeszcze nie wszystko. Trzeba umieć zwabić do niej obiekt pożądania. Są gatunki, które wabią samice tańcem, jak np. lirogon, inne barwnym upierzeniem lub śpiewem. Samce altanników wkładają wiele wysiłku, by oczarować i uwieść partnerkę. Ale w przypadku wielu osobników, szczególnie młodych, trud włożony w budowę okazuje się jednak daremny. Bywa, że w trakcie całego sezonu godowego takiemu nieudacznikowi udaje się uwieść tylko jedną z dziesiątków przybyłych na inspekcję jego altany samic – niekiedy nawet żadnej. Są i tacy nieszczęśnicy, którzy nie doczekują nawet jednej wizyty.

W przeciwieństwie do młodych, dorosłe samce altanników cieszą się dużo większym zainteresowaniem płci odmiennej. W ciągu jednego sezonu rozrodczego mogą przeżyć i kilkanaście nawet przygód miłosnych. Tu liczy się kunszt i umiejętności zdobyte z doświadczeniem.

Zanim więc same zaczną wznosić swoje budowle, młode samce altanników muszą przejść odpowiednie szkolenie. Niektóre niedorostki pracują w grupie, ucząc się sztuki budowania pod okiem doświadczonego nauczyciela. Wprawdzie technika wznoszenia altanek jest dla nich tak łatwa do opanowania jak dla innych ptaków wicie gniazda, to jednak ornamentyka stanowi sprawę indywidualną i wyższy stopień wtajemniczenia. Tu każdy musi zdać się na własną inwencję i własny smak artystyczny.

Podobnie jest ze sztuką adoracji. I tu liczy się indywidualność oraz detale.

U większości altanników gra wstępna odbywa się według podobnego schematu. Kiedy nadlatuje samica, właściciel altanki najpierw jej unika – chowa się lub udaje, że nie zauważył gościa. Ale samica jest ciekawska. Skoro przybyła na inspekcję, chce obejrzeć wszystko – każdy zakamarek, każdy szczegół. Najpierw ogląda opłotki. Jeśli jest po wrażeniem, posuwa się coraz dalej ku centrum galerii. Ośmielony tym samiec przystępuje wówczas do gry miłosnej – rozpoczyna się skomplikowany taniec godowy z przepisowymi krokami tanecznymi, skokami i trzepotaniem skrzydeł. Najpierw podnosi on jedno z precjozów ze swojej kolekcji, by je zademonstrować odwiedzającej jego skarbnicę damie, a następnie w charakterze męskiej baletnicy roztacza swoje wdzięki – wypina pierś... kłania się nisko i dyga. Podskakuje kilka kroków do przodu, kilka kroków do tyłu, po czym obraca się w piruecie. Pląsom i trzepotom towarzyszy wokaliza: śpiew przeplatany syczeniem, mlaskaniem i trzaskami, dla dodatkowego efektu urozmaicony także furgotaniem skrzydeł. Altanniki są znakomitymi naśladowcami dźwięków. Potrafią odtwarzać głosy innych ptaków, ale także udawać szczekanie psów, rąbanie drewna czy trzaskanie z bicza. Na arenie z liści odbywa się istny spektakl jednego aktora i jednego widza.

Jeśli samica zostaje oczarowana, artysta dostaje to, czemu służy cały jego wysiłek – kochankowie udają się razem na schadzkę zakończoną miłosnym aktem. Jeśli jednak adorator nie spełni jej oczekiwań, niedoszła oblubienica odlatuje na kolejną inspekcję, pozostawiając go samemu sobie i ponurym myślom. Samiec, który dostał kosza, potrzebuje kilku minut, by dojść do siebie, po czym natychmiast zabiera się do drobnych zmian w wystroju swojej galerii, jakby to dekoracja była przyczyną jego porażki.

Altanniki doglądają swoich budowli niezmordowanie przez cały okres godowy – dziewięć do dziesięciu miesięcy w roku – upewniając się bezustannie, czy każde ze zgromadzonych precjozów jest należycie wyeksponowane, a każda gałązka w ścianie spleciona w najbardziej perfekcyjny sposób. Wszystkie elementy dekoracyjne układane są z wielkim skupieniem i troską. A bywa ich niekiedy kilkaset! Czasami nowy dodatek przekładany jest i kilkanaście razy, do momentu, w którym ptasi dekorator artysta poczuje się w końcu usatysfakcjonowany.

Im dłużej altana istnieje, tym większą posiada wartość. Z dwu podstawowych powodów. Po pierwsze – wszystkie samice z sąsiedztwa znają jej adres, więc bez problemu ją odszukają, polując na oblubieńca. Po drugie – właściciel budowli zostawia w jej pobliżu swoje odchody, pełne nasion owoców, którymi się odżywia, a te niebawem kiełkują. Jeśli więc altanka zamieszkana jest przez dłuższy czas, otoczona jest ulubionymi dla wybranego gatunku roślinami, stanowiącymi dodatkowy wabik dla samic – swego rodzaju stołówkę.

Ponieważ wieloletnia lokalizacja altanek w tym samym miejscu ma spore znaczenie, w przypadku ich zniszczenia – na przykład przez zwalone drzewo – altanniki wznoszą nową budowlę w bezpośrednim sąsiedztwie poprzedniej.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że altanniki są zdecydowanymi materialistami. Można byłoby nawet pokusić się o stwierdzenie, iż stan posiadania odgrywa u nich rolę zasadniczą przy zachowaniu gatunku. Samce, których posiadłości i kolekcje są najbogatsze i najbardziej wyszukane, cieszą się największym powodzeniem, a to oznacza, że mają także najbardziej liczne potomstwo. Ale trzeba im również oddać sprawiedliwość, iż żadne inne stworzenie – no, może tylko prócz nas, ludzi – nie wkłada tyle wysiłku, mozolnej pracy i cierpliwości w adorowanie swoich partnerek. Śmiało nawet można powiedzieć, że przynajmniej niektórych panów biją w tej sztuce na głowę.

Monika Pawlak

(fot. Wikimedia Commons)