Szukaj
Polub nas!

DD Lewis fot Facundo Arrizabalaga EPA ShutterstockDaniel Day-Lewis
(fot. Facundo Arrizabalaga/EPA/Shutterstock)
Genialny ekscentryk

Sir Daniel Michael Blake Day-Lewis to niezwykły aktor. Ma na koncie imponujący dorobek sceniczny, a równocześnie jest gwiazdą filmową. Jako jedyny przedstawiciel zawodu zdobył trzy Oscary za najlepszą rolę pierwszoplanową – w My Left Foot, There Will Be Blood i Lincoln. Poza kamerami uwielbia szyć buty i dłubać w drewnie...

Przyszedł na świat 29 kwietnia 1957 r. w zamożnej i kreatywnej rodzinie w Kensington w Londynie. Jego ojciec to Cecil Day-Lewis – znany irlandzki poeta i pisarz, który przez ostatnie cztery lata swojego życia był na Wyspach Poetą-laureatem – to tytuł nadawany przez angielski dwór królewski znamienitym twórcom, od których oczekuje się wierszy z okazji najważniejszych wydarzeń rangi państwowej. Matka, Jill Balcon, jest uznaną aktorką i córką sir Michaela Balcona, producenta w Ealing Studios. Od młodych lat Daniel sprawiał kłopoty wychowawcze.

Gangi i załamania

Jako członek młodzieżowego gangu, zamiast się uczyć, kradł i wdawał się w bójki. Wtedy ojciec przeniósł go ze szkoły publicznej do Sevenoaks – prywatnej szkoły z bursą w hrabstwie Kent – sądząc, że będzie to najlepszy lek na jego „niezdyscyplinowanie”. Nie bardzo to pomogło. Danielowi nie przypadła do gustu atmosfera rygoru i ciągłej rywalizacji. Nie poprawił zbytnio ani zachowania, ani ocen. Okazało się za to, że uwielbia stolarkę. Po dwóch latach rodzice pozwolili mu kontynuować edukację w bardziej liberalnej szkole w Bedales w Petersfield, gdzie uczniowie mają możliwość wykazania się talentami twórczymi.

Życiowe powołanie odkrył, gdy jako 14-latek dostał małą rolę w filmie Sunday, Bloody Sunday, w którym grał wandala. Doświadczenie to nazwał „rajem”, bo za 2 funty (tyle wynosiła jego gaża) mógł niszczyć samochody przed lokalnym kościołem. Rok później doznał potężnego wstrząsu, gdy na raka zmarł Cecil. Po latach zdradził, że chciał wówczas popełnić samobójstwo. Po zażyciu garści tabletek na migrenę trafił do szpitala psychiatrycznego. Gdy przyszła pora wyboru kariery, mimo sukcesów w National Youth Theatre w Londynie ubiegał się o przyjęcie do prestiżowego 5-letniego programu nauki zawodu stolarza meblowego. Na szczęście dla kinomanów nie został przyjęty z powodu braku doświadczenia.

Dostał się za to do słynnej Bristol Old Vic Theatre School. Tu zgłębiał tajniki profesji aktorskiej zarówno od strony teoretycznej, jak i praktycznej. Po jej ukończeniu występował w sztukach Szekspira i Marlowa w Royal Shakespeare Company. Miał 27 lat, gdy dostał okazję spotkania się na jednym planie filmowym z ikonami świata aktorskiego – sir Laurencem Olivierem i Anthonym Hopkinsem (w The Bounty). Był świetny, ale międzynarodowy rozgłos przyniósł mu dopiero udział w My Beautiful Laundrette Stephena Frearsa oraz A Room with a View Merchanta i Ivory’ego, w których stworzył pamiętne kreacje ulicznego zbira i arystokraty z wyższych sfer.

W 1989 r. przeżył niesamowitą historię, gdy grał Hamleta na West Endzie. Pewnego wieczoru w środku spektaklu wybuchł niekontrolowanym płaczem i uciekł ze sceny. Nigdy więcej nie wrócił do teatru. Później opowiadał, że wydawało mu się, iż mówi do ducha swojego zmarłego ojca. Podobne załamanie nerwowe miał przeżyć pięć lat później, gdy zmarł jego agent Julian Belfrage, który stał się dla niego ojcem zastępczym.

Kameleon

Day-Lewis bywa nazywany kameleonem. To z powodu perfekcyjnego – w opiniach niektórych „graniczącego z szaleństwem” – utożsamiania się (fizycznego, psychicznego i emocjonalnego) z odtwarzanymi przez siebie postaciami. Przy kręceniu Lincolna zażądał, by wszyscy – włącznie z reżyserem Stevenem Spielbergiem – zwracali się do niego „Panie Prezydencie”, a osobom z Wielkiej Brytanii, którzy pracowali na planie, zakazał w ogóle mówić do siebie, by nie zepsuć sobie amerykańskiego akcentu. Gdy w My Left Foot grał postać niemal całkowicie sparaliżowanego od dziecka uznanego irlandzkiego poety i malarza Christiego Browna (przez większą część dzieciństwa uważanego za niedorozwiniętego umysłowo), nie wstawał wcale z wózka inwalidzkiego – nawet poza kamerą – a członkom ekipy polecił, by nosili go po całym planie i karmili łyżeczką podczas każdego posiłku. Co więcej, złamał sobie dwa żebra, by uwiarygodnić paraliż bohatera.

W ramach przygotowań do The Boxer przez 18 miesięcy trenował boks pod okiem byłego mistrza świata Barry’ego McCuigana. Codziennie też ćwiczył na siłowni i kazał zrobić sobie tatuaże na obu rękach. Jako John Proctor w Crucible sam zbudował chatę, w której – jak odtwarzany przez niego bohater – mieszkał przez wiele dni bez prądu i bieżącej wody. Najgorsze było to, że przez cały czas trwania zdjęć nie mył się. Przy kręceniu The Unbearable Lightness of Being nauczył się języka czeskiego i przez osiem miesięcy zdjęć posługiwał się wyłącznie nim, w ogóle nie używając angielskiego. Niezłe piekło zgotował żonie Rebecce Miller, gdy ta obsadziła go w roli głównej w The Ballad of Jack and Rose. By wczuć się w rolę samotnika, odseparował się od niej na kilka miesięcy.

Pytany o swoje metody pracy powiedział:

Nie powtarzam kwestii ani nie robię żadnych prób. Omawianie sylwetki bohatera i powtarzanie wypowiadanych przez niego zdań ogranicza go. A jeżeli ograniczasz bohatera, zabijasz go. (...) Gra polega na tym, aby nauczyć się tak pobudzać wyobraźnię, żeby zacząć wierzyć, iż to prawda.

Day-Lewis zasłynął też z rozwagi, z jaką wybierał wszystkie swoje role i długich przerw, jakie robił sobie po każdym większym projekcie. Znikał wtedy całkowicie z obiegu, nawet na kilka lat. Nikt poza najbliższymi nie wiedział, co robi. Np. po występie w The Boxer wyjechał do Florencji. Dlaczego tam akurat? Otóż jego szewc poradził mu, by zamówił sobie buty u Stegano Bemera – włoskiego szewca, który zasłynął z ręcznie szytego na miarę obuwia (jego klientami byli m.in. piosenkarz Julio Iglesias, aktor Andy Garcia i projektant mody Gianfranco Ferre) i udał się do niego na osobistą przymiarkę. Spotkanie to zrobiło na nim tak ogromne wrażenie, że poprosił mistrza, by nauczył go fachu. Nauka trwała osiem miesięcy. Przez następne cztery lata praktykował w małym warsztacie szewskim w niewielkiej miejscowości w górzystym hrabstwie Wicklow w Irlandii.

W latach 90. przyjął obywatelstwo irlandzkie i Zieloną Wyspę nazywa swoją prawdziwą ojczyzną. Miłość do tego kraju zaszczepił w nim ojciec. Ma w nim posiadłość, którą nabył w 1993 r. za 500 tys. funtów i którą wkrótce potem otoczył 45 akrami dokupionego terenu, „by zachować prywatność”. Poza robieniem butów, w trakcie przerwy od aktorstwa ścinał drzewa, z których robił meble, lub jeździł z dużą szybkością po okolicznych górach na motocyklu (to jego kolejna pasja), a od czasu do czasu wpadał do lokalnego pubu, The Roundwood Inn. Tam siadywał przy barze z dużym kuflem Guinnessa. Zawsze sam. Gdy ktoś go rozpoznał, co zdarzało się rzadko, sprawiał wrażenie zażenowanego.

Zawsze miły, dawał do zrozumienia, że woli, by zostawić go w spokoju – zdradził świadek.

Nic dziwnego, że z powodu talentu, dziwnych zachowań i umiłowania samotności bywa porównywany do Marlona Brando.

Isabelle i Rebecca

O swoim życiu prywatnym Day-Lewis wspomina niechętnie.

Jestem przeciwny wprowadzaniu widzów w szczegóły mojego życia czy życia jakiegokolwiek innego aktora – powiedział kiedyś.

Mimo to znanych jest sporo szczegółów dotyczących jego relacji z kobietami. W hollywoodzkich kręgach przez długi czas uchodził za kobieciarza. W latach 1989-1994 pozostawał w nieformalnym związku z Isabelle Adjani. Były to lata wielkiej namiętności, ale i bolesnych rozstań. Poznali się, gdy francuska aktorka promowała w Londynie Camille Claudel.

– Zakochałam się w nim, bo nosił piękny, duży irlandzki sweter i na pierwszym spotkaniu wręczył mi kilka dziwnych, „poetyckich” prezentów – opowiadała.

Uczuciu oddała się z tak wielkim zaangażowaniem, że na trzy lata zniknęła „ze świata” – nie grała i nie udzielała się towarzysko. Tłumaczyła, że „była zbyt zajęta miłością”. Wielką rolę, jak nazwała tę miłość, przypłaciła załamaniem nerwowym. Daniel zdradzał ją (m.in. z Wynoną Ryder, Gretą Scacchi i Juliette Binoche), a gdy była w siódmym miesiącu ciąży z jego synem, Gabrielem Canem, Daniel przysłał jej faks: „Adieu, kochanie”. Podobno w czasie, gdy rodziła dziecko, siedział w restauracji z Julią Roberts.

Zaledwie rok po rozstaniu planował wesele z inną kobietą. Reżyserkę Rebeccę Miller – córkę znanego dramaturga Arthura Millera i fotografki Inge Morath – poznał na planie The Crucible. Po krótkim, acz szalonym romansie wziął z nią potajemnie ślub w Vermont 13 listopada 1996 r. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że zapomniał poinformować o tym fakcie swoją narzeczoną, instruktorkę fitness Deyę Pichardo, która w tym czasie wciąż mieszkała w jego apartamencie na Manhattanie. Dowiedziała się o ślubie Daniela, gdy zatelefonował do niej jego znajomy i złożył gratulacje, sądząc, że to ona jest świeżo upieczoną panną młodą. Wujek aktora, Jonathan Balcon, nazwał go „kanalią bez grama moralności”.

Wydaje się, że u boku Rebeki Day-Lewis ustatkował się. Reżyserka urodziła mu dwóch synów – 20-letniego dziś Ronana Cala i 16-letniego Cashela Blake’a – którym poświęca sporo czasu. Poza tym zabrał do siebie Gabriela. Namówił też teścia, by ten zgodził się na spotkanie ze swoim 40-letnim synem Danielem, którego egzystencję utrzymywał przez lata w tajemnicy. Dramaturg oddał go do domu opieki tydzień po jego przyjściu na świat, ponieważ chłopak urodził się z syndromem Downa. Obecnie Day-Lewis z Rebeccą mieszkają w Nowym Jorku, a do domu teścia, który zmarł w 2005 r., jeżdżą latem.

Ostatnia rola

Ostatnim filmem Day-Lewisa jest Phantom Thread w reżyserii Paula Thomasa Andersona. Wcielił się w nim w rolę żyjącego w Londynie w latach 50. XX wieku słynnego bezkompromisowego krawca Reynoldsa Woodcocka, którego świat zostaje wywrócony do góry nogami, gdy się zakochuje.

Nie wiem dlaczego, ale nagle poczułem ogromną potrzebę opowiedzenia jakiejś angielskiej historii. Anglię mam we krwi. Zawsze fascynował mnie powojenny Londyn. A mój tata był bardzo podobny do Woodcocka. Jeżeli poeta nie jest sobą zaabsorbowany, to kimże jest? – tłumaczył wybór roli.

W związku z nowym wyzwaniem niemal przez rok, pod okiem szefa departamentu kostiumów New York City Ballet, Marka Hampela, uczył się rysunku, ręcznego szycia, drapowania tkanin. Odtworzył od zera suknię słynnego kreatora Cristobala Balenciagi, używając w charakterze modelki swojej żony.

Już w trakcie kręcenia filmu podjął decyzję o przejściu na aktorską emeryturę. Nowiną podzielił się ze światem w czerwcu ubiegłego roku. Mimo zapowiedzi, że nie będzie dyskutował tej decyzji, uchylił nieco rąbka tajemnicy podczas wywiadu udzielonego magazynowi W.

Przed zrobieniem tego filmu nie wiedziałem, że zamierzam przestać grać. Zanim rozpoczęliśmy zdjęcia, często z Paulem żartowaliśmy. I nagle przestaliśmy żartować, bo obu nas przytłoczyło poczucie smutku – wyznał.

Według niego to było objawienie.

To było ogromne zaskoczenie. Było z tym ciężko żyć. I wciąż jest. (...) Wiele razy zamierzałem skończyć z aktorstwem, ale tego nie robiłem. Nie wiem, dlaczego teraz było inaczej, ale impuls, by je rzucić, zagnieździł się we mnie i stał się imperatywem. To było coś, co musiałem zrobić. To decyzja podjęta z przekonaniem, ale nie w pełni zrozumiała.

Ujawnił również, że wkrótce po ogłoszeniu decyzji miał w Nowym Jorku wypadek motocyklowy, w wyniku którego omal nie stracił ręki.

Gdy leżałem na jezdni, sądziłem, iż stracę rękę. Ale wtedy pojawiła się myśl, że przecież mam jeszcze drugą rękę – powiedział.

Na szczęście lekarze zdołali uratować kończynę.

Zapytany, czy nadal odczuwa smutek, odpowiedział:

Czy czuję się lepiej? Jeszcze nie. Nadal czuję wielki smutek. Ale to chyba właściwe uczucie. Jak dziwnie byłoby, gdyby był to po prostu radosny krok w nowe życie. Interesowałem się aktorstwem, odkąd skończyłem dwanaście lat i wtedy wszystko, co nie było kinem – tą skrzynką światła – było schowane w cieniu. Teraz chcę odkrywać świat w inny sposób.

Przyznał, że ma wiele zainteresowań – robienie mebli, malowanie czy pisanie scenariuszy – ale nie jest jeszcze pewien, co tak naprawdę będzie robił.

Dorota Feluś