Szukaj
Polub nas!

wester fot Pixabay(fot. Pixabay)Renesans westernów

Nie trzeba być wytrawnym znawcą amerykańskiej polityki i kultury, by dojść do wniosku, że kraj znajduje się obecnie w dość chwiejnym stanie, budzącym różne niepokoje wśród mieszkańców. Ostre i nieprzejednane podziały polityczne, niespodziewana prezydentura Donalda Trumpa oraz fatalny poziom publicznego dyskursu na niemal dowolny temat powodują, że ludzie szukają jakiejś formy nie tylko rozrywki, ale przede wszystkim zapomnienia. Socjologowie są zdania, iż Amerykanie w sytuacjach kryzysowych lub niepokojących sięgają do niezawodnego „środka znieczulającego” – filmowych westernów...

 Odbicie Ameryki

W Hollywoodzie westerny, niegdyś niemal zupełnie zapomniany gatunek filmowy, przeżywają prawdziwy renesans. Być może zapoczątkował to Quentin Tarantino, który w roku 2012 zaprezentował głośny film pt. Django Unchained. Już wtedy reżyser stwierdził: – Westerny oddają w najlepszy sposób to, co w danej dekadzie przeżywa nasz kraj. Podobną tezę wygłosił reżyser nowej wersji słynnego westernu The Magnificent Seven, Antoine Fuqua, który w roku 2015 powiedział, że westerny niemal zawsze opowiadają historię świata, z którym musimy sobie na co dzień radzić i w którym „ktoś kogoś terroryzuje, ktoś kogoś zabija, a jeszcze ktoś inny pali kościoły”. Innymi słowy, jest to rozrywka osadzona w amerykańskiej przeszłości, ale nawiązująca do tego, co dzieje się dziś. Jest też inna przyczyna renesansu westernów. W obliczu kryzysów codziennego życia filmy te prezentują romantyzm podboju tzw. Dzikiego Zachodu, w ramach którego dobro niemal zawsze góruje nad złem, a źli ludzie przegrywają z dobrymi.

Po westernie Tarantino pojawiły się dalsze, m.in. film The Hateful Eight w 2015 roku. Jednak rok bieżący przyniesie wiele nowych propozycji. Bracia Joel i Ethan Coenowie zapowiedzieli film pt. The Ballad of Buster Scruggs, który ma być zarówno miniserialem, jak i kinową produkcją fabularną. Firma Netflix oferuje westernowy serial pt. Godless, który zdobył spore uznanie krytyków i cieszy się wielką popularnością. Natomiast w roku 2016 pojawił się dość kuriozalny futurystyczny serial pt. Westworld, który oglądały miliony ludzi, mimo że tak naprawdę nie jest to western, lecz opowieść o sztucznie stworzonych realiach dawnego Dzikiego Zachodu, w których bogaci turyści mogą bezkarnie strzelać do sztucznych kowbojów i uprawiać seks z równie sztucznymi prostytutkami.

Obecne zainteresowanie Ameryki westernami ma swoje precedensy. W roku 1959, gdy kraj wychodził właśnie z powojennego kryzysu ekonomicznego, w telewizji było 26 różnych seriali westernowych, m.in. Gunsmoke czy Rawhide (z młodym Clintem Eastwoodem w roli głównej). Były to produkcje o bardzo prostym przesłaniu – dobro zawsze wygrywało ze złem, a świat był w stanie przetrwać skutecznie nawet najbardziej podłych ludzi.

Ameryka w latach 70. też nie była zbyt optymistyczna. Toczyła się krwawa wojna w Wietnamie, przeciw której na ulicach protestowały tysiące ludzi. Był to też okres tzw. arabskiego embarga paliwowego, porwań samolotów, dramatycznych wydarzeń w Iranie, itd. Amerykańska telewizja robiła co mogła, by dać sfrustrowanym widzom jakieś chwile wytchnienia. Na ekranach pojawiły się wtedy takie seriale jak Little House on the Prairie i The Waltons, które były w gruncie rzeczy westernami bez strzelanin, oferującymi niemal cukierkową wizję życia w dawnej Ameryce. A gdy w roku 2002 prezydent Bush zmierzał w kierunku wojny z Irakiem, nagle w telewizji zaprezentowano dwa seriale westernowe – jeden futurystyczny – Firefly, a drugi klasyczny – Deadwood, w którym pojawiały się tak znane miłośnikom westernów postaci jak: Wild Bill Hickok, Calamity Jane i Wyatt Earp. Oba zyskały natychmiast sporą popularność.

 Ucieczka od rzeczywistości

Obecny renesans gatunku westernów nie dotyczy jednak telewizji. Ostatnim głośnym serialem tego typu była produkcja pt. Justified, której finalny odcinek nadano w 2015 roku. Natomiast pod koniec grudnia ubiegłego roku pojawił się w kinach film pt. The Hostiles, który w miarę jednogłośnie uznany został przez krytyków za jeden z najlepszych westernów ostatnich lat. Rok 2018 ma przynieść kolejne westerny, co jest zrozumiałe, jako że producenci Hollywoodu śledzą bardzo uważnie preferencje kinomanów, szczególnie tych młodszych wiekiem, którzy stawiają się w kinach znacznie częściej niż osoby starsze.

Z drugiej strony, zawsze istnieli krytycy westernów, którzy są zdania, iż filmy tego rodzaju pokazują z gruntu spaczoną wersję amerykańskiej historii, szczególnie jeśli chodzi o relacje białych kolonistów z tubylczą ludnością indiańską. Przed laty w klasycznych westernach amerykańskich Indianie przedstawiani byli niemal zawsze jako dzikusy mordujące szlachetnych i bohaterskich białych. Dziś jednak jest nieco inaczej. We wspomnianym filmie The Hostiles główny bohater, kapitan amerykańskiej armii, niechętnie godzi się na wykonanie zadania eskortowania umierającego wodza plemienia Cheyenne do jego rodzinnych stron w stanie Montana. Opowieść ta jest znacznie bardziej wyczulona na los Indian niż dawne produkcje i znacznie mniej stereotypowa.

W ostatecznym rozrachunku nie ma to jednak większego znaczenia. Amerykanie chcą oglądać westerny, niezależnie od ich treści, ponieważ stanowią one niezwykle skuteczną ucieczkę od rzeczywistości. John Wayne, były bohater największych i najbardziej popularnych produkcji tego rodzaju, dziś zapewne nie miałby większych szans na kreowanie dawnych postaci, gdyż byłyby one niepoprawne politycznie. Z drugiej strony, jego filmy w ostatnich latach są coraz częściej oglądane przez nowe pokolenia. Widomy to znak, że western jako gatunek filmowy nadal jest najlepszym antidotum na kiepską i przygnębiającą rzeczywistość.

Andrzej Malak