Szukaj
Polub nas!

Kurt Vonnegut STF EPAKurt Vonnegut (STF/EPA)Mistrz ciętego języka

Był jednym z najbardziej wpływowych oraz oryginalnych prozaików i publicystów amerykańskich XX stulecia. Uważano go za mistrza ciętego języka i czarnego humoru. Cieszył się uznaniem zarówno mas, jak i elity intelektualnej. Prywatnie Kurt Vonnegut był dobrym i porządnym człowiekiem, który nie potrafił sobie radzić z ogromem zła na świecie...

Studia, cycpolo i wojna

Z Polską Kurta Vonneguta łączy szczególna więź. Urodził się w tym samym dniu, w którym my celebrujemy Dzień Niepodległości – 11 listopada. Był rok 1922, gdy architekt Kurt senior i spadkobierczyni fortuny browarów Edith Lieber powitali go w szpitalu w Indianapolis jako swojego trzeciego potomka. Wychowywał się w bogatym domu ze służbą tylko przez pierwsze siedem lat życia. Krach na giełdzie w 1929 r. zmusił rodzinę do zmiany stylu życia. To wywołało u i tak cierpiącej na zaburzenia psychiczne Edith głęboką depresję. Jej niepoczytalne zachowania odbiły się mocno na psychice małego Kurta. Na szczęście chłopiec był wtedy na tyle silny, że zdołał skierować myśli na swoje własne zainteresowania.

 

A były one związane od samego początku z pisaniem. Jako uczeń Shortridge High School, a później Cornell University, gdzie studiował chemię, prowadził szkolną gazetę. Dziedzina nauki, którą wybrał za namową brata Bernarda – świetnego fizyka, który współpracował m.in. ze zdobywcą Nagrody Nobla Irvingiem Langmuirem – nie była jego powołaniem. Tym bardziej że Kurt nie miał zupełnie głowy do nauk ścisłych. Ale na studiach był bardzo lubiany za życzliwość, specyficzne poczucie humoru i kreatywność. Przykładem tej ostatniej jest wymyślona przez niego gra, „cycpolo”, która polegała na takim odbijaniu piłki tenisowej od ściany, aby ta wpadła do jednej z miseczek stanika zawieszonego na porożu łosia.

Wyrzucony z uczelni za złe wyniki w 1943 r. Kurt znalazł się na rozdrożu. Decyzję co robić dalej podjął za niego los. Został powołany do wojska i wysłany na front do Europy, gdzie był zwiadowcą w 106. dywizji piechoty. I tak zaczął się jeden z najgorszych okresów w jego życiu. W trakcie niemieckiej ofensywy w Ardenach został wzięty do niewoli w Dreźnie. Tam pracował, „ku chwale Trzeciej Rzeszy”, w mieszczącej się w starej rzeźni fabryce syropu słodowego dla kobiet w ciąży. Zamknięty w środku przeżył bombardowania miasta przez aliantów, w którym jednego dnia zginęło około 135 tysięcy ludzi. To wtedy narodziła się w nim niechęć do wojen.

Na kanwie tego wydarzenia stworzył genialną powieść Rzeźnia numer pięć. To z tej kultowej książki pochodzi słynne zdanie: „Boże, daj mi pogodę ducha, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę, odwagę, abym zmieniał to, co zmienić mogę, i mądrość, abym zawsze potrafił odróżnić jedno od drugiego”. Niestety, traumatyczne przeżycie odbiło się na nim po latach silną depresją i zaowocowało nieudaną próbą samobójczą. Za to jego matce się udało – targnęła się na życie łykając dużą ilość środków nasennych.

Dopiero po wielu latach pisarz zdobył się cierpki na żart, gdy mówił o swoim doświadczeniu wojskowym:

Kiepsko radziłem sobie w wojsku, pozostając przez trzy lata niedorzecznie wysokim szeregowym. Byłem dobrym żołnierzem, szczególnie dobrym strzelcem, ale nikt nie pomyślał, by mnie awansować. Nauczyłem się wszystkich figur tanecznych musztry w zwartym szyku. Nikt w wojsku nie potrafił tańczyć w szeregu lepiej ode mnie. Jeżeli wybuchnie trzecia wojna światowa, jestem dostatecznie żwawy, by znowu zatańczyć.

Dwie żony i siódemka dzieci

Po powrocie do Stanów Zjednoczonych Vonnegut podjął studia z antropologii społecznej na University of Chicago. Napisał nawet pracę magisterską – na temat podobieństw między paryskimi przedstawicielami kubizmu z 1907 r., a przywódcami powstań Indian – ale komisja wydziałowa odrzuciła ją, uznając, że autor porwał się na zbyt ambitny temat. Drugą pracę – o wahaniach pomiędzy dobrem i złem w popularnych opowieściach – także odrzucono, tym razem uznając ją za zbyt niepoważną. Dyplom otrzymał 25 lat później, gdy w oparciu o jego książkę Kocia kołyska stwierdzono, że jednak na antropologii się zna.

Ze wszystkich kobiet w życiu Kurta Vonneguta największą rolę odegrały dwie. Ze swoją miłością jeszcze z czasów szkolnych, Jane Marie Cox, ożenił się zaraz po wojnie. Mieli troje dzieci. Gromadka powiększyła się o kolejną trójkę, gdy Kurt zaadoptował potomków swojej siostry Alice, która zmarła na raka. Jej mąż, John Adams, zginął dzień później w katastrofie lotniczej. Rodzona córka pisarza, Nannette nie mogła się nadziwić, jak jej ojciec był w stanie cokolwiek napisać w obecności sześciorga dzieciaków:

Byłam dzieckiem i płakałam przez cały czas. Mój tata musiał również zająć się czterema chłopcami, którzy wiedzieli, skąd zdobyć proch, petardy, a później fascynujące halucynogeny z amazońskiej dżungli. Moja siostra została członkiem gangu Stado, w skład którego wchodziły dziesiątki ślicznych i odważnych młodych kobiet. Pomiędzy tymi wszystkimi wybuchami i Stadem w naszym domu przebywali ciągle przyjaciele i przyjaciele przyjaciół. I nigdy nie wracali do domów.

To Nanette była pierwszym recenzentem prozy Kurta. Dawał jej do poczytania fragmenty powieści, gdy ta skończyła 10 lat, po czym czekał na jej reakcję. Gdy zaczynała się śmiać, dopytywał się, co ją rozśmieszyło.

W 1970 r. Kurt wystąpił o separację. Powód tak tłumaczył przyjacielowi i wydawcy Knoxowi Burgerowi:

Pękła między nami jakaś telepatia i nie umiem tego naprawić. A chciałbym. Czasem, gdy z nią rozmawiam, czuję się jak ambasador Nowej Zelandii przedstawiający się ministrowi spraw zagranicznych Urugwaju. To takie oficjalne, dziwne i w ogóle nieseksowne.

Prawda jest taka, że Kurt nigdy nie szanował Jane. Uważał ją za ignorantkę, mimo że skończyła elitarną uczelnię, wprowadziła go w świat literatury rosyjskiej, doradzała mu w sprawach literackich i wzięła na siebie wszystkie domowe obowiązki, pozwalając mu skupić się wyłącznie na pisaniu.

Drugą żoną pisarza została fotografka Jill Krementz. Mieli razem jedną córkę. To w trakcie tego małżeństwa Kurt wypowiedział się na temat miłości:

Żona powiedziała mi niedawno, po zażartej awanturze o wystrój domu: „Już Cię nie kocham”. A ja na to: „Masz jeszcze jakieś inne rewelacje?” (...) Bo gdyby chciała zerwać nasze małżeństwo, doprowadzić je do punktu, z którego nie ma powrotu, musiałaby powiedzieć: „Już Cię nie szanuję”. O, to byłby koniec. Jedną z licznych a niepotrzebnych katastrof amerykańskich, która spada na nas obecnie, (...) jest to, że tylu ludzi rozwodzi się dlatego, że już się nie kochają. To zupełnie tak, jakby zmieniać samochód na nowy, bo ma już pełne popielniczki. (...) Chętnie powtarzam sobie, że Jezus tak naprawdę powiedział po aramejsku: „Szanujcie się wzajemnie”. Wtedy jest to dla mnie znak, że On naprawdę chciał nam pomóc nie tylko w życiu wiecznym, ale i doczesnym. Z drugiej strony, skąd miał wiedzieć, jak idiotycznie wysoko Hollywood podniesie poprzeczkę dla słowa „miłość”?

Alkohol, papierosy i śmierć

Swoim podopiecznym z Harvardu Vonnegut radził:

Piszcie tak, aby zadowolić tylko jedną osobę. Jeśli otworzycie okno i będziecie się kochać z całym światem, wasza powieść dostanie zapalenia płuc.

Studenci go kochali. Podobnie jak i krytycy. Mimo to nie był szczęśliwym człowiekiem. Uważał się za niespełnionego. To stało się przyczyną alkoholizmu, który w połączeniu z nałogowym paleniem papierosów przyczynił się pośrednio do jego śmierci. Z papierosami Pall Mall bez filtra nie rozstawał się od drugiej klasy szkoły średniej. Palenia nie przerywał nawet w czasach silnych przeziębień. By złagodzić ich objawy, zanurzał papierosy w maści, po czym zaciągał się, mówiąc, że wdycha lecznicze opary. W pewnym momencie lekarze zdiagnozowali u niego dusznicę bolesną. Mimo to z papierosami się nie rozstał. Bezpośrednią przyczyną zgonu były nieodwracalne uszkodzenia mózgu, które wywołał upadek w domu. Odszedł 7 kwietnia 2007 r. w Nowym Jorku.

Był ateistą, podobnie jak jego przodkowie od wielu pokoleń, ale z wiarą i wierzącymi osobami nie wojował. Lubił za to powtarzać takim jak on:

Żyj tak, byś mógł powiedzieć Bogu w dniu Sądu Ostatecznego: „Byłem bardzo dobrym człowiekiem, choć w Ciebie nie wierzyłem”.

Zdaniem przyjaciół Kurt Vonnegut był bardzo dobrym człowiekiem, który nie potrafił poradzić sobie z ogromem zła na świecie.

Dorota Feluś