Szukaj
Polub nas!

Mark Twain fot PixabayMark Twain (fot. Pixabay)Ojciec amerykańskiej literatury

William Faulkner nazwał Marka Twaina ojcem amerykańskiej literatury. Bez wątpienia twórca, który przyszedł na świat w dniu pojawienia się na niebie komety Halleya, był gigantem prozy. Poza tym uchodził za wspaniałego satyryka i humorystę. W życiu prywatnym nie wywoływał skandali, choć mówi się, że miał kochankę...

Zecer, pilot, górnik i pisarz

Mark Twain urodził się jako Samuel Langhorne Clemens 30 listopada 1835 r., w dniu, w którym pojawiła się na niebie kometa Halleya. Był szóstym dzieckiem pochodzących ze Szkocji kupca i sędziego pokoju Johna Marshalla Clemensa i Jane Lampton. Od chwili przyjścia na świat, w osadzie Florida w powiecie Monroe w stanie Missouri, często chorował. Gdy miał cztery lata, rodzice zdecydowali, że czas zmienić malaryczny klimat, który nie służył dzieciom, i przenieśli się do położonego nad Missisipi miasteczka Hannibal.

Mały Mark szybko zafascynował się największą rzeką Ameryki Północnej, która ze swoimi licznymi rozlewiskami i wysepkami stwarzała wymarzone warunki do zabaw w piratów i rozbójników. Podobały mu się również przyjeżdżające do Hannibal trupy teatralne i cyrkowe, które nazywał „zbieraniną dziwaków”. Najbardziej jednak lubił płatać psikusy i demonstrować swoje wrodzone poczucie humoru. Pewnego dnia po powrocie ze szkoły – za którą, mówiąc krótko, nie przepadał – pochwalił się ojcu:

Tatusiu, byłem dziś jedynym uczniem, który odpowiedział na pytanie nauczyciela.

Niemożliwe. A o co zapytał nauczyciel? – zainteresował się ojciec.

Kto nie napisał na dziś zadania? – odpowiedział Mark.

Z kolei, gdy nauczyciel zadał wypracowanie na temat lenistwa, przyszły mistrz pióra oddał pustą kartkę, mówiąc:

To właśnie jest lenistwo.

Szkoły podstawowej nie ukończył. Zarzucił naukę w wieku 12 lat. Nie zrobił tego, jak można by przypuszczać, z powodów buntowniczych. Powodem była śmierć ojca, która sprawiła, że rodzina znalazła się w trudnej sytuacji materialnej. Początkowo pracował jako chłopiec na posyłki, za co dostawał chleb i ubranie. Później został pomocnikiem drukarza w lokalnej gazecie Hannibal Journal. W głowie były mu jednak większe przygody niż siedzenie w zamkniętym pomieszczeniu. Zaciągnął się na pływający po Missisipi parostatek „Pensylwania”. Był zachwycony. Radość dzielił z młodszym bratem, 19-letnim Henrym, który również znalazł pracę na tej samej łajbie. Niestety, nie trwała ona długo. 13 czerwca 1857 r. Henry’ego zabił wybuch kotła parowego. Pomimo tragedii Mark kontynuował pracę, bo koniecznie chciał zdobyć licencję pilota rzecznego. Dopiął celu w 1859 r.

Po raz kolejny wszystko stanęło w jego życiu na głowie, gdy wybuchła wojna secesyjna. Po kilku tygodniach walki w oddziale milicji konfederatów postanowił, że nie wróci do pracy na parostatku i wyjechał do brata Oriona, który był wtedy – z mianowania prezydenta Lincolna – sekretarzem stanu Terytorium Nevady. Został jego osobistym asystentem. Ale i tu nie zagrzał miejsca zbyt długo. Jego wyobraźnię rozpaliła – podobnie jak i tysięcy innych mężczyzn – informacja o odkryciu na pustynno-górskim terenie Nevady bogatych pokładów srebra. Zatrudnił się tam jako górnik, ale ciężka praca szybko wybiła mu z głowy pomysły o szybkim wzbogaceniu się. Stwierdził, że łatwiej jest pisać.

Dzięki ogromnemu talentowi – znawcy przedmiotu mówią, że zdolności pisarskie ukształtowało w nim namiętne czytanie książek – i wstawiennictwu Oriona, jesienią 1862 r. został redaktorem największej na Terytorium Nevady gazety Virginia City Daily Territorial Enterprise. Zarabiał 25 dolarów tygodniowo. Po raz pierwszy wystąpił jako Mark Twain, gdy 3 lutego 1863 r. w taki właśnie sposób podpisał się pod korespondencją z Carson City. Jedni twierdzą, że pseudonim pochodzi z okresu, gdy pływał parostatkiem. „Mark twain” w żargonie zasiadających za sterami takich statków oznaczał „zaznacz dwa” (chodziło o dwa sążnie głębokości). Inni mówią, że inspiracją był popularny napis wywieszany w knajpach Terytorium Nevady, który oznaczał, że picie na kredyt ograniczone jest tylko do dwóch drinków. Nie był to jedyny pseudonim, jakim posługiwał się w karierze pisarskiej. Podpisywał się czasem jako Thomas Jefferson Snodgrass, Sierżant Fathom, Rambler i W. Epaminondas Adrastus Blab.

Przełomem w jego karierze okazało się napisane w 1865 r. humorystyczne opowiadanie O sławnej skaczącej żabie z Calveras. W tym miejscu warto wspomnieć, że Twain był pionierem w używaniu maszyny do pisania (maszynę podarował mu Orion). Przygody Tomka Sawyera są podobno pierwszym na świecie oryginalnym tekstem literackim napisanym w całości na maszynie. Jego najbardziej znane powieści, poza wspomnianą powyżej, to: Książę i żebrak, Przygody Hucka Finna i Jankes na dworze króla Artura. Każda pełna jest wątków autobiograficznych.

Żona i kochanka

Artykuły i opowiadania Twaina szybko zyskały pochlebne recenzje i ogromną popularność. Prawdopodobnie dlatego, że jako pierwszy autor wprowadził do nich pełen lokalnych żargonu język potoczny, który był zrozumiały dla przeciętnego czytelnika. Zadowoleni właściciele gazet, w których je zamieszczał – Alta California i New York Tribune – wysłali go w charakterze reportera do Europy. W czasie rejsu po Morzu Śródziemnym poznał pochodzącego z bardzo bogatej rodziny Charlesa Langdona, młodszego brata swej przyszłej żony Oliwii. Polubili się. Po powrocie do Stanów Charles zaprosił Marka do rodzinnej rezydencji. Dla Oliwii pisarz stracił głowę. Nie przeszkadzało mu, że była chorowita, miała częściowo sparaliżowane nogi i była od niego o 10 lat młodsza. Gdy odrzuciła jego oświadczyny, nie zraził się, ale jeszcze silniej zaczął szturmować jej serce. I dopiął swego. Para stanęła na ślubnym kobiercu w 1870 r.

Początkowo zamieszkali w Buffalo, ale szybko przenieśli się do domu w Hartford, w stanie Connecticut. Owocem ich miłości była czwórka dzieci: syn, który zmarł w wieku zaledwie 19 miesięcy, i trzy córki. Zarówno one, jak i Oliwia były pierwszymi recenzentami jego utworów. Podobno pisarz często celowo wtrącał do pierwszych próbek tekstów nadmiernie złośliwe określenia, bo chciał rozbawić rodzinę. Gdy żona próbowała je wykreślić, zaczynał stanowczo protestować, w czym wspierały go córki. Wtedy Oliwia pozostawiała tekst bez zmian. Twain wspominał później, że „przedmiot sporu” i tak zawsze wykreślał.

twain Rekopis wspomnien Family Sketch Sothebys EPARękopis wspomnień Family Sketch
(fot. Sotheby’s EPA)
Jego specyficzne poczucie humoru często odczuwali na swojej skórze także obcy ludzie. Gdy pewnego dnia przyszedł do niego młody pisarz, któremu udało się wydać niewielkie opowiadanie w podrzędnym piśmie, i stwierdził, że pisanie to bardzo prosta sprawa, Twain odpowiedział: – Ciszej, na miłość boską, niech pan nas nie zdradzi! Innym razem jakiś dziennikarz zapytał go, co to jest wieczność. Po długim namyśle pisarz stwierdził, że wieczność to chwila. Wtedy dziennikarz zapytał: – Czy w takim razie mógłby mi pan pożyczyć na chwilę 200 dolarów?Dobrze. Za chwilę – odpowiedział Twain. Przy kolejnej okazji twórca utarł nos słynnej aktorce, której nikt nie lubił z powodu zarozumiałości. Gdy posadzono go obok niej podczas przyjęcia, powiedział jak na dżentelmena przystało: – Ależ pani jest piękna! Ta nie tylko nie podziękowała za komplement, ale bezczelnie odpowiedziała: – Bardzo żałuję, że nie mogę tego samego powiedzieć o panu. Wtedy pisarz odparł: – Ależ to nic trudnego. Niech pani kłamie tak jak ja.

Jedna z anegdot mówi, że gdy ktoś go kiedyś zapytał o plany na starość, odpowiedział: – Będę uprawiał warzywa i kwiaty w ogródku, zrywał jabłka, a w wolnych chwilach uczył się wymawiać nazwisko mojego zięcia. Mężem jego najstarszej i najbardziej kochanej przez niego córki Suzy był niejaki Kuryłowicz. Niestety, los odebrał Twainowi taką szansę wraz z jej przedwczesną śmiercią. W 1896 r. Suzy odeszła, w wieku zaledwie 24 lat, z powodu zapalenia opon mózgowych. Eksperci mówią, że od tego momentu książki pisarza straciły blask.

Twain niewątpliwie bardzo kochał Oliwię. Dał temu wyraz w Pamiętnikach Adama i Ewy, które opublikował w 1906 r. – dwa lata po jej śmierci. Nie zmienia to faktu, że – jak twierdzą niektórzy znawcy przedmiotu – miał kochankę. Była nią młodsza od niego o 30 lat Isabel Van Kleek Lyon, jego asystentka i powierniczka, a od 1902 r. oficjalna sekretarka (wcześniej była sekretarką Oliwii). Z pewnością pozostawał z nią w bliskiej relacji, skoro w 1907 r. uczynił ją swoją pełnomocniczką i kupił jej dom w Connecticut (notabene rodzina pisarza później jej go odebrała). Z kolei jej przyjaciela Ralpha Ashcrofta zatrudnił jako doradcę finansowego. Namówił ich nawet do ślubu. Pobrali się w 1909 r.

Zaledwie kilka miesięcy później zwolnił oboje i zaczął pisać pamflet Ashcroft-Lyon Manuscript, który wszedł w skład jego autobiografii. Na Lyon nie zostawił suchej nitki. Oświadczył, że aby go uwieść, wprowadziła go w trans hipnotyczny. Miała mu też dawać w prezencie podręczne „elektryczne urządzenia wibrujące” do „super zdrowego elektrycznego masażu”. W rzeczywistości – jak stwierdził – okazała się „fałszerką, złodziejką, hipokrytką, pijaczką, czarownicą, zdrajczynią oraz nieprzyzwoitą i rozpustną zdzirą”. Ashcrofta oskarżył zaś o spisek i fałszerstwo. Stawiając obojgu tak poważne zarzuty zażyczył sobie jednak, by żaden z jego biografów nigdy nie poruszał tej sprawy oraz by Ashcroft-Lyon Manuscript – umieszczony w trzeciej części autobiografii, którą pisał przez niemal cały rok 1909 – nie został opublikowany wcześniej niż sto lat po jego śmierci. Zastosowano się do jego życzeń. Gdy w końcu autobiografia ujrzała światło dzienne, w obronie Lyon, która zmarła w 1958 r. w wieku 94 lat, stanął jej najbliższy żyjący krewny, cioteczny wnuk David Moore, mówiąc:

Isabel była cudowną kobietą, nazywała Twaina królem i nigdy nie powiedziała o nim złego słowa, więc byliśmy zdumieni, gdy dowiedzieliśmy się, co o niej pisał. Była kobietą z krwi i kości, czarującą damą, która troskliwie się nim opiekowała. Nigdy nie wspominała o żadnych kłótniach i bardzo go szanowała. Myślę, że pod koniec życia staruszkowi trochę odbiło.

Ashcroft, który rozwiódł się z Lyon, zmarł w 1947 r. w Toronto.

Ostatnie lata

Kilka lat przed śmiercią Twain był jednym z najbardziej szanowanych – zarówno przez krytyków, jak i odbiorców – literatów. Doceniano także jego działania charytatywne. Między innymi wspomógł przyjaciela, który stracił majątek w wyniku trzęsienia ziemi, oraz założył klub dla kobiet, które traktował jako „zastępcze” córki. Sława i sympatia niespecjalnie go cieszyły. Cierpiał wtedy na silną depresję po śmierci Oliwii i drugiej córki – Jane. Nie miał oparcia w Bogu.

Mimo że został wychowany przez żarliwą protestantkę, dla której Pismo Święte było ostatecznym drogowskazem, jak postępować w życiu (ojciec był typowym agnostykiem), postawił na wolnomularstwo. 10 lipca 1861 r. uzyskał stopień Mistrza Loży Gwiazdy Polarnej 79 w St. Louis. Nie był jednak obojętny wobec religii. Mówi się, że skłaniał się ku deizmowi, czyli idei Boga jako bezosobowego bytu, który po stworzeniu świata nie miesza się do spraw ludzkich. Nie jest to chyba do końca prawdą. W Listach z Ziemi, które napisał po stracie żony i córek, przedstawił biblijnego Boga – ustami Szatana – jako istotę żądną krwi. Z uwagi na silnie antyreligijny charakter utworu nie publikowano przez 53 lata.

Gdy w 1909 r. odbierał przyznany mu przez Uniwersytet Oksfordzki tytuł doctora honoris causa, wygłosił mowę, w której przepowiedział własną śmierć.

Przyszedłem na ten świat z kometą Halleya i opuszczę go wraz z nią – powiedział.

Podobno zgromadzeni na uroczystości profesorowie i studenci wybuchnęli śmiechem, ponieważ kometa miała się ukazać za rok, a pisarz wręcz tryskał zdrowiem. Twaina przeczucia nie zawiodły. Na wiosnę 1910 r. zachorował na anginę. Zmarł w Reading w stanie Connecticut 21 kwietnia z powodu będącego jej wynikiem ataku serca. W trakcie nabożeństwa żałobnego w kościele prezbiteriańskim Old Brick w Nowym Jorku elegię wygłosił sam prezydent William Howard Taft. Pisarz został pochowany obok Oliwii oraz Suzy i Jane na cmentarzu Woodland w Elmirze w stanie Nowy Jork. W 100. rocznicę jego urodzin najpiękniejszą bodaj laurkę wystawił mu Ernest Hemingway, gdy stwierdził: „Cała literatura amerykańska wywodzi się z jednej książki, Przygód Hucka Finna”.

Dorota Feluś