Szukaj
Polub nas!

Dali Allan Warren fot WikipediaSalvador Dali
(fot. Allan Warren/Wikipedia)
Szalony geniusz

Był jednym z największych i najbardziej rozpoznawalnych artystów XX wieku. Przez całe życie balansował na krawędzi szaleństwa. Mówił o sobie, że od wariata różni go jedynie to, iż sam nim nie jest. Wielu krytyków twierdzi, że jego dzieła nie weszłyby do kanonu sztuki światowej i popkultury, gdyby nie jego żona Gala...

Droga z Figueres do Paryża

Salvador Domingo Felipe Jacinto Dali i Domenech – znany później jako Salvador Dali – urodził się 11 maja 1904 r. w katalońskim mieście Figueres w północnej Hiszpanii. Jego ojciec, Salvador Dali i Cusi, był adwokatem i notariuszem, matka – Felipa Domenech Ferres – gospodynią domową. W obawie, że mogliby go stracić – rok przed przyjściem na świat przyszłego artysty zmarł z powodu zapalenia opon mózgowych ich pierworodny syn, który też nosił imię Salvador – oboje rozpieszczali go do granic możliwości. Gdy skończył pięć lat, zabrali go na grób brata i powiedzieli, że jest jego reinkarnacją. Zbieżność imion i zewnętrzne podobieństwo chłopców spowodowało, że przez całe lata odczuwał metaforyczną więź z bratem poprzez łono matki (pewnie dlatego nie potrafił zasnąć inaczej niż w pozycji embrionalnej, ssąc kciuk). Od obsesji uwolnił się dopiero w 1963 r., gdy namalował Portret mojego zmarłego brata.

Od czasu odwiedzin grobu brata miewał wybuchy szału. Razu pewnego – był wtedy zaledwie 6-letnim chłopcem – chciał zaimponować koleżance, która mu się podobała, i postanowił pocałować zranionego nietoperza, którym dziewczynka się opiekowała. Gdy zbliżył usta do nietoperza – jak wspominał później – coś w nim „zaskoczyło” i zamiast go pocałować, wbił w niego zęby, rozrywając na pół. Przerażony wrzucił truchło do kadzi z wodą, w której moczyły się figi. Przeżycie to tak mocno odbiło się na jego psychice, że do końca życia widok czarnych punktów przypominał mu figi z kadzi i wywoływał wielką odrazę.

Przekonani o nadzwyczajności syna, rodzice nie przejmowali się jego dziwnymi zachowaniami. Faktycznie Salvador urodził się z talentem. Natura obdarzyła go ogromną wyobraźnią i inteligencją. Gdy miał 10 lat, Felipa zapisała go na lekcje rysunku. Swoje pierwsze „dzieła” tworzył, siedząc w balii pełnej wody w pralni na najwyższym piętrze rodzinnego domu. Z czasem przeniósł się do stworzonej specjalnie dla niego pracowni – w domu przyjaciela ojca, Ramona Pichota, który wprowadził go w świat impresjonizmu. Pierwszymi wystawami mógł pochwalić się już jako czternastolatek. To wtedy zanotował w swoim dzienniku: „Być może będę niezrozumiany i znienawidzony, lecz będę geniuszem”.

Do prestiżowej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Madrycie dostał się w wieku 17 lat i to pomimo faktu, że jego egzaminacyjny rysunek nie spełniał wymagań co do wielkości określanych przez komisję. Ta jednak zaliczyła pracę ze względu na to, że „była artystycznie ponadprzeciętna”. Ale Dali nie należał do potulnych studentów. Z powodu – jak zapisano w dokumentach – niesubordynacji był wydalany z uczelni dwa razy. Kiedyś założył się, że wygra konkurs, malując obraz nie dotknąwszy pędzlem płótna. I faktycznie dokonał tej sztuki, rzucając z odległości trzech stóp bryzgi tworzące obraz na zadany temat. Przekonany o swym geniuszu i wiedzy zrezygnował z końcowego egzaminu. Gdy wylosował pytanie, stwierdził: „Jestem inteligentniejszy niż trzej profesorowie z komisji razem wzięci i odmawiam złożenia egzaminu, albowiem dużo lepiej znam od nich zawarte w pytaniu zagadnienie”. Oczywiście oblał egzamin i nigdy nie uzyskał dyplomu uczelni.

Dalí Nosorożec fot WikipediaSalvador Dali, Nosorożec (fot. Wikipedia)Wtedy już był zafascynowany malarstwem metafizycznym Giorgia de Chirica, który uważany jest za prekursora surrealizmu. Nie znaczy to, że nie podziwiał innych twórców. Gdy w 1927 r. pojechał do Paryża szukać malarskich inspiracji, spotkał się z samym Pablem Picassem w jego pracowni i oświadczył, iż to wielki artysta. Nie przeszkodziło mu to jednak, by po latach stwierdzić, że jeden jego obraz jest więcej wart niż wszystkie dzieła mistrza.

W 1929 r. był już członkiem paryskiej grupy surrealistów Andre Bretona. Do gustu przypadł mu nie tyle styl, co filozofia grupy, która czerpała „energię” z podświadomości, halucynacji i teorii psychoanalizy Zygmunta Freuda. Po kilku latach został z niej wykluczony z dwóch powodów. Pierwszym była miłość do pieniądza – Breton ułożył nawet anagram do jego imienia i nazwiska Avida Dollars („Chciwy na dolary”). Drugi zarzut był o wiele poważniejszy: popieranie faszyzmu. Dali był wręcz zafascynowany Adolfem Hitlerem, którego uważał za postać mistyczną o mocno homoerotycznych cechach.

„Hitler nakręca mnie do maksimum” – napisał w autobiografii. Miał też publicznie powiedzieć, że śni o Adolfie w kobiecym ubraniu.

Odrzuceniem przez kolegów po fachu zupełnie się nie przejął.

Moje imię wskazuje na to, że przyszedłem zbawić współczesne malarstwo przed rosnącą tępotą i chaosem – powiedział.

Skrajny ekscentryzm

Dali był ekscentrykiem mającym wyjątkowe upodobanie do pozostawania w samym centrum uwagi. Tendencje te ujawniły się już w młodym wieku. Gdy kiedyś w szkole spadł ze schodów i inni uczniowie zbiegli się, by zobaczyć, co się stało, poczuł się wyróżniony i zachwycony. Od tej chwili niemal codziennie zaliczał upadek ze schodów. Z czasem zwracanie na siebie wyłącznej uwagi innych stało się dla niego priorytetem. Zaczął od wizerunku. Zapuścił – na wzór swego idola, XVII-wiecznego malarza hiszpańskiego Diego Velazqueza – wąsy, które nacierał woskiem i fantazyjnie podkręcał. Mówił, że bez wąsów „mężczyzna nie jest dostatecznie ubrany”. Chętnie zakładał marynarki tkane nićmi z prawdziwego złota i inne ekstrawaganckie ubiory.

Na jeden z prowadzonych przez siebie wykładów przybył w płaszczu przeciwdeszczowym (i pozostawał w nim przez kilka godzin), na drugi – w stroju nurka głębinowego, trzymając w jednej ręce dwa białe psy na smyczy, a w drugiej bejsbolowy kij. Tego drugiego wykładu nie wygłosił, bo zabrakło mu tlenu i najzwyczajniej w świecie zaczął się dusić. O mały włos nie doszło do tragedii, bo zadziwieni jego wyglądem i „szamotaniem się na mównicy” (Dali próbował bezskutecznie ściągnąć hełm) widzowie nie reagowali, sądząc, że to część pokazu. Przy spotkaniu osób, które omijały go z obojętnością, potrafił skakać, aż go rozpoznały.

Z czasem wymyślał coraz to bardziej oryginalne sposoby zwracania na siebie uwagi. Na przykład po Madrycie chadzał na spacery z mrówkojadem na smyczy, a swoją obecność oznajmiał dzwonkiem. W ekscentryczny sposób promował też swoją sztukę. Reporterów przybyłych na pokład statku, którym przypłynął do Ameryki po raz pierwszy w 1934 r., powitał 8-stopową bagietką i tuzinem obrazów przywiązanych żyłką do ciała, siedząc przed portretem żony Gali, która na ramionach miała surowe kotlety wieprzowe.

Kotlety uosabiają moje niewłaściwie ulokowane pragnienie, by uczynić z Gali ofiarę mego kanibalizmu. Zdrowiej jeść kotlety, nawet jeśli są surowe – skomentował tę inscenizację.

Z kolei gdy zaprosił dziennikarzy magazynu Life do rezydencji celebrytki Caresse Crosby w Hampton Manor w Wirginii, gdzie pomieszkiwał z żoną, kazał na drzewie powiesić fortepian, a do biblioteki wprowadzić krowę. Sam też ułożył menu. A że uwielbiał skorupiaki, które – jak tłumaczył – „urzeczywistniają cudowną i filozoficzną w swej istocie ideę noszenia kości na zewnątrz jako skóroszkieletu, delikatne ciałko ukrywając wewnątrz”, wszyscy musieli je jeść codziennie przez kilka tygodni. A on, zadowolony z niebywałego sukcesu w Ameryce, mówił: – Każdego ranka doświadczam zachwytu bycia Salvadorem Dalim. I zadaję sobie pytanie: jakiej wspaniałej rzeczy dziś dokona?

Demoniczna Gala

Wielu ekspertów uważa, że Dali nie zaistniałby, gdyby nie jego żona i muza Gala, czyli Rosjanka Helena Diakonowa. Poznali się latem 1929 r. w Cadaques, nadmorskiej miejscowości w Katalonii. Ona była wówczas żoną francuskiego poety Paula Eluarda i matką ich 11-letniej córki Cecile, z którymi przyjechała tu na wakacje. On, młodszym od niej o 10 lat oryginalnym, choć słynącym z różnych fobii, psychoz i nerwic artystą, który nie miał jeszcze ukształtowanego stylu. Gdy zobaczył jej plecy, gdy siedziała na plaży, dostał na jej punkcie bzika.

Postanowił ją zdobyć w niekonwencjonalny sposób. Kiedy się jej przedstawiał, miał na sobie kąpielówki założone na lewą stronę, szyję owiniętą sznurem pereł, a ciało wysmarowane kozim łajnem. Na dodatek raz po raz wybuchał histerycznym śmiechem. Nie od razu to zadziałało.

Dali nie od razu mi się spodobał. Miał przylizane włosy tancerza tanga. Śmiał się histerycznie. Ekstrawagancją usiłował tuszować nieśmiałość – wspominała później Gala.

Kilka dni później zobaczyła w nim geniusza. Zafascynowana miała mu powiedzieć:

Mój biedny chłopcze, nauczę cię żyć od nowa. Już nigdy się nie rozstaniemy.

dali Surrealistyczny Anioł fot Stephanie Pilick EPASalvador Dali, Surrealistyczny Anioł
(fot. Stephanie Pilick/EPA)
Trzy tygodnie później oznajmiła Eluardowi – którym była już mocno znudzona – że go opuszcza i zostaje w Hiszpanii z Dalim. To samo powiedziała córce. I od tego momentu stała się muzą, promotorką, rzeczniczką i opiekunką malarza. Wzięli ślub cywilny w 1934 r., a katolicki ślub kościelny 24 lata później. Do tego drugiego potrzebowali specjalnej zgody papieskiej, ponieważ Gala była wcześniej mężatką. By zyskać wsparcie Kościoła, Dali zadeklarował się jako głęboko wierzący katolik, wygłosił referat na temat wpływu hiszpańskich mistyków – św. Teresy z Avili i św. Jana od Krzyża – na wielkie malarstwo, po czym namalował „dzieło mistyczne” – Madonnę z Portu Llegat (był to portret żony). Obraz pobłogosławił papież Pius XII podczas prywatnej audiencji udzielonej malarzowi w Watykanie.

Związek Dalego i Gali trwał 53 lata. Artysta słuchał żony we wszystkim – na jej życzenie nawet poprawiał obrazy, które zawsze podpisywał ich splecionymi imionami. Tłumaczył to później w autobiografii Moje sekretne życie tym, że „Gala zobaczyła we mnie nie wpółobłąkanego, ale zdolnego do wielkiej moralnej odwagi geniusza”, któremu wyperswadowała, by zamiast wstydzić się dziwactw, traktował je jako zalety. Poza tym, jak zwierzył się kolegom po fachu, była pierwszą i jedyną kobietą, z którą uprawiał seks (podobno zrobili to zaledwie kilkanaście razy, a są tacy, którzy twierdzą, że tylko jeden raz). Miała mu pomóc pokonać awersję do żeńskich narządów płciowych.

Początkowo – gdy zamieszkali w rybackiej chacie w Port Lliegat – klepali biedę. Gala zmuszona była nawet pożyczać pieniądze od byłego męża. Nigdy jednak nie zwątpiła w talent Salvadora. Wspierała go nie tylko finansowo, ale i emocjonalnie. Gdy malował, siedziała obok i nie wypuszczała z pracowni, póki nie skończył. Dzięki paryskim kontaktom doprowadziła do wystawy jego prac.

Gala potrafiła czytać w umyśle Dalego. Robiła za niego wszystko, jestem pewna, że nawet myła mu zęby. Gdy Dali robił coś niewłaściwego, nigdy na niego nie krzyczała. Patrzyła smutno lub z naganą. To wystarczało – powiedziała amerykańska modelka Bettina Bergery.

Gdy Gali nie było obok, Dali nosił laskę, która symbolizowała jej obecność.

Kocham Galę bardziej niż własną matkę, bardziej niż własnego ojca, bardziej niż Picassa, a nawet bardziej niż pieniądze – powtarzał i często ją malował.

Ktoś wyliczył, że upamiętnił ją w ponad ośmiuset pozach. Stworzył z nią osobliwy świat, w którym nie można było odróżnić, co jest fikcją, a co rzeczywistością. Zupełnie nie przeszkadzało mu, że niemal od początku związku zdradzała go z młodymi mężczyznami, którym „za usługi” płaciła. Miała z czego, bo będąc mistrzynią reklamy i marketingu, sprzedała Ameryce i całemu zachodniemu światu – za bajońskie sumy – nie tylko obrazy, ale i inne wytwory męża: biżuterię, fotografie, rzeźby, książki, plakaty, wiersze i logotyp, który zaprojektował dla hiszpańskiej firmy produkującej lizaki „Chupa Chups”. Nawet słynna scena rozcinania źrenicy oka w Psie andaluzyjskim Luisa Bunuela to również pomysł Dalego.

W obawie przed starością i możliwością, że jakaś młodsza kobieta ukradnie jej Dalego, kupowała sobie coraz to młodszych kochanków, wydając w pewnym okresie po 10 tys. dolarów dziennie. Co prawda Dali też pozyskiwał nowe muzy – najważniejszymi były Ultra Violet i Amanda Lear – ale darzył je wyłącznie uczuciem platonicznym. Swoją chuć zaspokajał podczas ekstrawaganckich przyjęć w Paryżu, które kończyły się odgrywanymi przez pracowników agencji towarzyskich erotycznymi przedstawieniami, które wcześniej sam zaplanował. W charakterze widzów bywali na nich milionerzy, słynni aktorzy, muzycy, a nawet ministrowie francuskiego rządu. Artyście wystarczało bierne przyglądanie się.

Podstarzała Gala zadowalała się dotykaniem i głaskaniem ciał młodych mężczyzn. Jej ostatnią wielką namiętnością był hippis Jeff Fenholt, którego poznała, gdy zagrał tytułową rolę w wielkim hicie na Broadwayu Jesus Christ Superstar. On miał wtedy 22 lata, ona była po osiemdziesiątce. Miała ich połączyć silna więź duchowa. Spotykali się w zamku w Pubol, który kupił dla niej Dali, gdy oświadczyła, że chce mieć miejsce, gdzie mogłaby oddawać się modlitwie. W pomieszczeniach wieszała ikony i... popadła w dewocję. Do zamku wpuszczała tylko tych, do których wystosowała specjalne zaproszenie. Także Dali nie mógł tam wejść nieproszony. Za to Fenholt miał zawsze otwarte drzwi. Przyjeżdżał więc – mimo że był żonaty i miał dzieci – by wspólnie z Galą się modlić i, jak się później okazało, wyciągać od niej pieniądze. Ona tego nie widziała.

Była tak mocno zakochana, że na poważnie rozważała rozwód z Dalim. I być może doprowadziłaby do tego, gdyby nie nasilające się dolegliwości zdrowotne. Zmarła 10 czerwca 1982 r. Za przyczynę śmierci podaje się komplikacje po złamaniu stawu biodrowego, do którego miało dojść po poślizgnięciu się w łazience podczas kąpieli w wannie. Nieoficjalnie mówiono, że w przejściu na drugi świat pomógł jej Dali, który na wieść, że bez jego wiedzy wydała krocie na prezenty dla Fenholta (wygadała się, że kupiła mu dom na Long Island za 1,2 mln dolarów i podarowała kilka obrazów), zepchnął ją ze schodów.

Ostatnie lata

Pod koniec życia Dali cierpiał na chorobę Parkinsona. Z tego powodu nie był już tak wydajny jak wcześniej. A że Gaja potrzebowała dużo pieniędzy, bo – poza uzależnieniem od żigolaków – wpadła w sidła hazardu, zmuszała go do pracy.

Zamykała go w pracowni na klucz bez jedzenia, pozwalając mu wyjść dopiero wtedy, gdy skończy obraz – zdradził barceloński wydawca Eduard Fornes.

Przekonała go także do występu w reklamie płynu na dolegliwości żołądka. Pod jej naciskiem zgodził się także na wypuszczenie serii grafik, litografii i pocztówek oraz podpisanie in blanco 35 tys. kartek papieru, które zapełniali rysunkami anonimowi artyści i które były sprzedawane jako „prace mistrza”. Gala posunęła się nawet do wynajęcia zawodowego fałszerza obrazów – Manuela Pujola Baladasa – który kończył rozpoczęte obrazy Dalego.

Po jej śmierci Dali zamieszkał w sypialni Gali w zamku Pubol. Zamknął się tam i odmawiał posiłków. Bez swojej największej muzy nie potrafił malować ani żyć. Zmarł 23 stycznia 1989 r. z powodu niewydolności krążenia. W chwili śmierci słuchał swojego ulubionego nagrania – opery Tristan i Izolda.

Dorota Feluś