Szukaj
Polub nas!

Josephine Baker fot WikipediaJosephine Baker (fot. Wikipedia)Czarna Perła ze slumsów

Była pierwszą czarnoskórą tancerką, aktorką i piosenkarką, która zdobyła międzynarodową sławę i za życia stała się legendą. Niektórzy uważali ją za wcielenie diabła, inni widzieli w niej anioła. Na pewno nieustannie bulwersowała. Przez całe życie walczyła o tolerancję. Magazyn Time uznał ją za największą muzę świata mody wszech czasów. Oto Josephine Baker, jedna z najbarwniejszych postaci ubiegłego wieku...

Młoda mężatka

Freda Josephine McDonald, bo tak nazywała się, gdy przyszła na świat 3 lipca 1906 r. w slumsach St. Louis w Missouri, nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Jej ojciec Eddie Carson – jazzman grający na perkusji – zostawił rodzinę, a matce praczce Carrie McDonald trudno było związać koniec z końcem.

„Nasz dom był zimny i zapluskwiony. Zatykałam puszkami dziury w podłodze, ale w nocy szczury wypychały puszki i hasały po domu. Mój brat Richard polował na nie z procy” – napisała później we wspomnieniach.

By zaspokoić głód, mała Josephine zbierała z rodzeństwem wyrzucone na targu zgniłe owoce i warzywa oraz kradła węgiel na kolei. Pierwszą pracę zarobkową – jako pomoc domowa w białej rodzinie – podjęła w wieku 8 lat. Nie wspominała jej dobrze. Opowiadała, że jej pracodawczyni biła ją po głowie za najdrobniejszą przewinę, a raz nawet włożyła jej rękę do wrzątku, gdy zapomniała na czas zdjąć wodę z pieca. Gdy kazała jej zarżnąć koguta, który był jej jedynym przyjacielem, uciekła.

Po raz pierwszy zapragnęła wyjechać z Ameryki, gdy jako 11-latka doświadczyła wstrząsającej zbrodni – w 1917 r. biali robotnicy zamordowali we wschodniej części St. Louis ponad tysiąc czarnoskórych osób, w tym kobiety i dzieci. Ale na odpowiednią okazję musiała jeszcze poczekać.

Dwukrotnie wyszła za mąż. Pierwszego partnera – niejakiego Williego Wellsa – wyszukała jej matka. Poślubiła go, gdy skończyła 13. rok życia. Widząc, że mąż ma dwie „lewe” ręce, pobiła go i wyrzuciła z domu. Wtedy już pracowała w nocnym klubie jako kelnerka. Ale nie o takim życiu marzyła. Chciała występować na scenie. Nic dziwnego więc, że niezłą posadę rzuciła, gdy przyjęto ją do wędrownej trupy The Jones Family Band. Podczas tournée po południowych stanach występowała jako tancerka dla czarnej publiczności. Miała 15 lat, gdy zdecydowała się na drugie małżeństwo – ze starszym od siebie o 10 lat tragarzem z dworca kolejowego w Filadelfii, Williamem Bakerem. Związek przetrwał kilka miesięcy, bo zniesmaczona brakiem ambicji męża Josephine postawiła na karierę i wyjechała do Nowego Jorku.

Tam została zaangażowana do musicalu Shuffle Along. A że były to czasy segregacji rasowej i na tego typu występy chodzili głównie biali, czarnoskórzy aktorzy musieli zakrywać skórę grubą warstwą białego pudru. Tak też robiła i Josephine. A jednak na tle innych wyraźnie się wyróżniała, przede wszystkim erotycznym tańcem i ekscentrycznym ubiorem – nosiła wyzywające sukienki, futro futrz foki, a głowę przewiązywała taśmą z jedwabiu. Niemal z dnia na dzień stała się gwiazdą, zarabiającą w 1922 r. najwięcej ze wszystkich czarnoskórych chórzystek w Stanach – 125 dolarów tygodniowo. Było jednak jedno wielkie „ale” – mimo popularności nie mogła żyć jak inni znani artyści z Broadwayu o białym kolorze skóry. Na przykład nie mogła kupić sobie mieszkania na Manhattanie ani zjeść kolacji w dobrej restauracji, ponieważ biali nie życzyli sobie towarzystwa „śmierdzących czarnuchów”.

Europejski triumf

Drogę do wolności i międzynarodowej sławy otworzyła Josephine agentka teatralna Caroline Dudley, która widząc, że w Europie zapanowała moda na czarnych artystów, stworzyła jazzband i zabrała go do Paryża. Do grupy dołączyła Baker.

Kiedy patrzyłam, jak Statua Wolności znika za horyzontem, pierwszy raz w życiu poczułam się wolna. Płynęłam do Europy, do świata, gdzie ludzie są równi – wspominała później 15 września 1925 r., gdy na pokładzie statku Berengaria opuszczała ojczyznę.

Josephine Baker fot Library of Congress(fot. Library of Congress)Siedemnaście dni później wystąpiła już w paryskim Theatre des Champs-Élysées w wielkim show La Revue Negre, w którym zagrała dzikuskę z Czarnego Lądu. Widzowie i krytyka byli nią zachwyceni. W następnym sezonie była już gwiazdą słynnej paryskiej sali koncertowej Folies Bergère, gdzie przewodziła grupie czterdziestu artystek. O spektaklu La Folie du Jour – na który miejsca wyprzedawano w parę minut – pisała cała europejska prasa. Mimo że Jo kilkanaście razy zmieniała kostiumy (niektóre z nich były prawdziwie królewskie), największe wrażenie robiła kusa spódniczka z bananów, w której naga Baker tańczyła, jak pisano, „w wyuzdany sposób”. Ale erotyka była w Europie lat 20. XX wieku modna i Josephine okrzyknięto – poza nadaniem jej tytułów Czarnej Wenus i Czarnej Perły – symbolem seksu.

Założyła nocny klub Chez Josephine. Zarabiała krocie i, jak na wielką gwiazdę przystało, nader często miewała kaprysy. I oczywiście bywała ekscentryczna. Na przykład często przechadzała się po mieście z gepardem, jeździła powozem zaprzęgniętym w strusia, a w swoim apartamencie trzymała świnkę Alberta. Miała setki kochanków i kochanek (oficjalnie przyznawała się do biseksualizmu) i ponad 1500 propozycji małżeństwa. Działała na umysły wybitnych artystów – wspomniał ją w opowiadaniach Francis Scott Fitzgerald, Picasso malował jej portrety, a Ernest Hemingway zapraszał na wino i kawę.

W pewnym momencie zamarzyła o dzieciach i w 1927 r. związała się ze starszym od siebie o 16 lat Sycylijczykiem Pepito de Abaino, który choć z zawodu był tynkarzem, twierdził, że jest hrabią. Od tego momentu Josephine używała tytułu hrabiny, choć za mąż za kochanka nigdy nie wyszła. Niestety, ku jej rozpaczy okazało się, że nie może zajść w ciążę. Całą energię skierowała więc na robienie kariery światowej i z Pepito – jako menedżerem – ruszyła na dwuletnie tournée po Europie i Ameryce Południowej. Jej obecność wszędzie wywoływała kontrowersje. Gdy zjawiła się w Wiedniu, biły dzwony kościelne, by przestrzec wiernych, iż zbliża się wysłanniczka piekieł, a parlament debatował, czy w ogóle zezwolić jej na występy. W dniu pierwszego z nich znany jezuita odprawił mszę „za duszę tej wszetecznicy”. W Bukareszcie młody student wyznał jej miłość, po czym ugodził się nożem w serce i padł u jej stóp (desperata uratowano). W Berlinie była atakowana po tym, gdy Joseph Goebbels uznał ją za „artystkę zdegenerowaną”. Przestraszona uciekła do Argentyny. Tam też nie było spokojnie – podczas jej występów bili się przedstawiciele dwóch przeciwnych partii politycznych.

Ameryka, do której przybyła w 1935 r., rozczarowała ją po raz kolejny. Co prawda wystąpiła w najlepszym amerykańskim teatrze muzycznym Ziegfeld Follies i wynajęła najdroższy apartament hotelu na Manhattanie, ale dyrektor placówki poprosił, by korzystała z wejścia służbowego na tyłach, żeby nie urazić innych gości. Ostentacyjnie przestała rozmawiać po angielsku. W czerwcu następnego roku Pepito zmarł, ale zapisał jej – mimo że porzuciła go kilka miesięcy wcześniej – cały majątek. Przez jakiś czas romansowała z innymi mężczyznami, w tym z maharadżą Kapurthalu, po czym pod koniec 1937 r. wyszła za mąż po raz trzeci – tym razem za młodszego od siebie o 4 lata milionera Jeana Liona i przyjęła obywatelstwo francuskie. Podobnie jak poprzednie, tak i ten nie był szczęśliwym mariażem. Rozpadł się po 26 miesiącach.

Szpieg i porucznik armii

II wojna światowa wyzwoliła w Baker nową pasję. Została czynnym żołnierzem francuskiego ruchu oporu i agentką. Jej oficerem prowadzącym był kapitan Jacques Abtey z francuskiego kontrwywiadu. Poznał ją za pośrednictwem swojego agenta Daniela Marouaniego, który był jej impresario. Przy pierwszym spotkaniu miała mu powiedzieć: – Francja uczyniła mnie tym, czym jestem. Może pan mną dysponować.

Początkowo, jak zdradził Abtey, podczas przyjęć we włoskich ambasadach zbierała informacje, które zapisywała w toalecie kredką na nodze. Po klęsce Francji przekonała kapitana, by wraz z nią przyłączył się do generała Charlesa de Gaulle’a, mimo że ten nie cieszył się wtedy popularnością. Została agentką siatki wywiadowczej zbudowanej przez pułkownika Pierre’a Paillole’a.

Wraz z Abteyem zostali wysłani do Casablanki w Maroku, które było wówczas protektoratem Francji. Tu dostawali od Paillole’a zaszyfrowane informacje. Były one pisane atramentem sympatycznym między nutami partytur piosenek. Baker przewoziła je do Lizbony, gdzie przekazywała agentowi wywiadu brytyjskiego przy ambasadzie angielskiej. Ciekawostką jest to, że w trakcie tych podróży zawsze woziła ze sobą m.in. trzy oswojone małpy.

Josephine nie tylko była łączniczką. Na liście osiągnięć w pracy szpiegowskiej zapisała jeszcze jedno wielkie osiągnięcie – zdołała przeciągnąć na stronę aliantów paszę Marrakeszu, Si Thami el-Glaoui’ego, a później za jego pośrednictwem króla Maroka.

60-letni Glaoui zakochał się w niej bez pamięci. Zresztą z wzajemnością. Po jej występach jeździli nocami na pustynię, gdzie przy blasku gwiazd kochali się na perskich dywanach. Josephine zaszła w ciążę, ale poroniła. Na domiar złego doznała ciężkiego zakażenia całego organizmu i okres od czerwca 1941 r. do grudnia 1942 r. spędziła w szpitalu. Mimo ciężkiej choroby wciąż działała. Przy jej łóżku reprezentujący króla pasza negocjował z amerykańskim wicekonsulem (współpracował z Paillole’em) poparcie dla inwazji Amerykanów w Maroku.

Po powrocie do zdrowia występowała dla aliantów. Po kapitulacji Niemiec – już jako porucznik armii francuskiej – pojechała do Buchenwaldu, gdzie śpiewała więźniom kacetu, których z uwagi na stan zdrowia nie można było przenieść. To doświadczenie wstrząsnęło nią tak bardzo, że nigdy nie chciała do niego wracać. Generał de Gaulle odznaczył ją – za zasługi wojenne dla Francji – Medalem Ruchu Oporu.

Śmierć we śnie

Po wojnie Baker częściowo się „przekwalifikowała”. Ponieważ ze względu na wiek nie mogła być już symbolem seksu, stonowała występy na scenie i zajęła się walką o równość rasową. W 1947 r. wyszła za mąż za francuskiego dyrektora orkiestry i swojego rówieśnika, Jo Bouillona (szefował zespołowi, który po wojnie towarzyszył jej występom). Razem odbyli tournée po świecie, a później adoptowali 12 dzieci różnych ras i religii. Rodzina, którą Josephine nazwała Tęczowym Plemieniem, zamieszkała w nabytym przez nią jeszcze podczas wojny ogromnym zamku Les Milandes na południu Francji. Po powrocie z trasy koncertowej przekształciła go w centrum rozrywkowe z własną flagą i znaczkami pocztowymi. Na dokupionym dużym kawałku ziemi zbudowała hotele, restauracje, a nawet muzeum figur wojskowych ze scenami ze swojego życia.

Josephine Baker fot Wikipedia 2(fot. Wikipedia)Sama każdą wolną chwilę poświęcała na hodowanie bydła, kur, świń i... pawi, które – jak mawiała – przypominały jej sale koncertowe. Interes kwitł dopóki był przy niej mąż, ale w 1957 r. Bouillon powiedział dość i ją zostawił. Podobno notorycznie wyśmiewała go w towarzystwie, że jest jej utrzymankiem, a na co dzień wykorzystywała do upadłego. Dopiero gdy się wyprowadził, zrozumiała, co straciła. Próbowała się z nim pojednać, ale odmówił i wyjechał do Argentyny. I od tego momentu zaczęły się jej kłopoty finansowe. Nie potrafiła trzymać w garści personelu, który rozkradał, co się dało, a na domiar szastała pieniędzmi. W rezultacie straciła wszystko, a zadłużony na 2 miliony franków Les Milandes został wystawiony na licytację. Gdy w dniu eksmisji, 12 marca 1969 r., nie chciała go dobrowolnie opuścić, została wyniesiona w koszuli nocnej na zewnątrz.

Zdjęcie koczującej w deszczu Baker trafiło na czołówki gazet. Dzięki wstawiennictwu księżnej Monako Grace Kelly, Międzynarodowy Czerwony Krzyż pozwolił jej zamieszkać w jednej ze swoich willi na Lazurowym Wybrzeżu. Mimo że nie miała siły do występów, bo pojawiły się poważne problemy z sercem, musiała pracować do końca życia. 8 kwietnia 1975 r. w paryskim teatrze Bobino miał premierę jej show Josephine, w którym zaskakująco świetnie wypadła. Cztery dni później po przyjęciu w Bristolu nad ranem zaciągnęła jeszcze znajomych na zabawę. Następnego dnia z poobiedniej drzemki już się nie wybudziła.

Dorota Feluś