Szukaj
Polub nas!

Vincent van Gogh Autoportret WikipediaVincent van Gogh, Autoportret
(fot. Wikipedia)
Burzliwe życie mistrza

Życie Vincenta Willema van Gogha było naznaczone tragediami, chorobą i nieszczęśliwymi miłościami. Ale mówi się, że gdyby nie one, ten genialny holenderski malarz nie stworzyłby dzieł, które dziś osiągają zawrotne ceny na światowych aukcjach...

Porażki miłosne

Vincent kochał kobiety, ale nie miał do nich szczęścia. Kolejne zawody miłosne bardzo negatywnie wpływały na jego i tak już słabą psychikę. Gdy zakochał się po raz pierwszy, miał 20 lat i niezłą posadę – londyńskiego przedstawiciela Goupil & Cie, firmy z Hagi zajmującej się handlem dziełami sztuki. Zarabiał więcej niż ojciec, mimo braku wyższego wykształcenia (edukację zakończył na szkole średniej). Stabilizacja dała mu poczucie szczęścia i przekonanie o uwolnieniu się od „ponurych, zimnych i jałowych” macek młodości. Co więcej, nabrał na tyle pewności siebie, że odważył się wyznać uczucia i poprosić o rękę Eugenie Loyer – ślicznej córki gospodyni domu, w którym wynajmował mieszkanie. Ta jednak odrzuciła go, tłumacząc, że w tajemnicy wcześniej zaręczyła się z poprzednim lokatorem. Zrozpaczony przeżył za­ła­ma­nie nerwowe i czym prędzej opuścił Londyn.

W tym okresie życia zaczął szukać swojej drogi do Boga. Po powrocie do rodzinnej Holandii twierdził, że odnalazł swoje powołanie. Miało nim być głoszenie Ewangelii najuboższym. Idąc śladami ojca Theodorusa – kalwińskiego pastora z Zundert Groot – w 1877 r. postanowił studiować teologię w Amsterdamie. Nie zdał jednak egzaminów wstępnych. Nie zdołał też ukończyć trzymiesięcznego kursu w protestanckiej szkole misyjnej w Laeken koło Brukseli. Mimo to w styczniu 1879 r. otrzymał – dzięki interwencji ojca – tymczasową posadę misjonarza w górniczym okręgu Borinage w Belgii. Zgubiła go nadmierna gorliwość – by upodobnić się do ludzi, którym głosił Słowo Boże, rozdał swoje ubrania, a na siebie założył płótna do pakowania, chodził boso, spał na słomie w małym baraku i żywił się chlebem i melasą. Nie spodobało się to kościelnemu establishmentowi, który wy­klu­czył go z kościoła, podając za powód „podważanie godności kapłaństwa”.

Pocieszenie znalazł w trakcie długich spacerów ze świeżo owdowiałą, starszą od siebie o 7 lat, kuzynką Kee Vos-Stricker (córką starszej siostry matki), którą spotkał wiosną 1881 r. we wsi Etten w Holandii, gdzie wtedy mieszkali jego rodzice. Matka 8-letniego chłopca tak bardzo przypadła mu do gustu, że na koniec lata oświadczył się jej. Ta jednak nie tylko go odrzuciła, ale oświadczyła, że nie ma u niej najmniejszych szans. Nie pomogły rozmowy z ojcem dziewczyny, Johannesem Strickerem. Gdy zrozpaczony Vincent usłyszał, że nigdy nie dostanie ręki jego córki i że jego natarczywość jest odrażająca, wsadził dłoń w płomień lampy, wykrzykując: „Niech widzę ją tak długo, jak długo utrzymam rękę w płomieniu!”. Mimo ogromnego bólu nie cofnął dłoni i stracił przytomność. Ocknął się dopiero w szpitalu. W dzień Bożego Narodzenia, po burzliwej kłótni z ojcem z powodu Kee i okazaniu niechęci do Kościoła, został wyrzucony z domu. Opuścił go tego samego dnia i wyjechał do Hagi.

VanGoghIrises2Vincent van Gogh, Irysy (fot. Wikipedia)„Patrzyłem z okna mego pokoju na dachy domów i wierzchołki wiązów, odcinające się ciemną plamą od nocnego nieba; w górze świeciła jedna jedyna gwiazda, piękna, duża, przyjazna. Myślałem wtedy o nas wszystkich, o minionych latach, o domu rodzinnym. Wzruszony zacząłem szeptać: »Spraw, Panie, abym nie wyrósł na syna, którego trzeba się wstydzić; daj mi Twe błogosławieństwo«” – pisał później o próbach rozeznania swego powołania, którego wypełnianie byłoby „zgodne z boskim zamysłem”.

Wkrótce uznał, że powinien zostać artystą malarzem (tu mała dygresja – van Gogh zaczął malować na poważnie dopiero na kilka lat przed ukończeniem 30. roku życia!). Dzięki pieniądzom pożyczonym od kuzyna Antona Mauve’a, który nauczył go podstaw malarstwa, urządził sobie atelier. Przez całe dnie malował, a wieczorami odwiedzał domy publiczne. Pewnego dnia zobaczył kobietę w ciąży, która szła ulicą miasta z 5-letnią córeczką. Zdjęty litością i wewnętrznym poczuciem konieczności niesienia pomocy ubogim, zaproponował jej – w zamian za pozowanie – mieszkanie u siebie. Nie przeszkadzało mu, że kobieta – Clasina Maria Hoornik, którą nazwał Sien – była niezbyt urodziwą prostytutką i alkoholiczką.

„To kobieta w ciąży, która włóczyła się zimą po ulicach i która musiała zarabiać na chleb, wyobrażasz sobie jak. Wziąłem ją jako modelkę i pracowałem z nią przez całą zimę. Nie byłem w stanie dać jej całodziennego wynagrodzenia, tym niemniej opłacałem jej czynsz i mogę jak dotąd, dzięki Bogu, chronić ją i jej dziecko od głodu i chłodu, dzieląc się z nią moim chlebem” – napisał w liście do brata Theo.

Nie tylko rysował i utrzymywał Sien, ale z nią sypiał. Robił to nawet wtedy, gdy wróciła do nierządu. Tłumaczył swoje zachowanie tym, że lepiej żyć z dziwką niż samemu. Takiej sytuacji nie wytrzymał jednak długo i, ku wielkiej uldze rodziny, rozstał się z nią po półtorarocznej burzliwej znajomości. Pamiątką po niej była choroba weneryczna i nasilające się napady smutku.

Pozytywną wizję życia przywróciła mu Margaretha „Margot” Begemann – jedyna kobieta, która go naprawdę kochała. Poznał ją, gdy w styczniu 1884 r. wrócił do domu rodziców w brabanckim Neunem, by pomóc matce w rekonwalescencji po złamaniu nogi. Była najmłodszą córką sąsiadów i często przesiadywała u matki artysty. Szybko się zaprzyjaźnili i zakochali w sobie. Niestety, nie dane im było wspólne pożycie. W planach małżeńskich przeszkodziła im rodzina Margot, a zwłaszcza jej siostry, które nie chciały słyszeć „o dziwaku, który mieszkał z prostytutką w Hadze”. Zrozpaczona kobieta próbowała popełnić samobójstwo, zażywając truciznę. Vincent uratował jej życie – gdy zauważył „dziwne symptomy”, zmusił do wymiotów i oddał w ręce lekarza przyjaciela w Utrechcie.

Wkrótce po rozstaniu z Margot w jego życiu pojawiła się Gordina Stien de Groot. Śliczna 17-letnia wieśniaczka została jego modelką i prawdopodobnie kochanką. Gdy zaszła w ciążę, oskarżono go o ojcostwo. Twierdził, że jest niewinny i że wskaże ojca dziecka (Gordina miała mu go zdradzić), ale nikt mu nie uwierzył. W rezultacie został zmuszony do opuszczenia Nuenen. Straciwszy nadzieję na znalezienie kobiety życia, rzucił się ponownie w ramiona prostytutek.

Tajemnica ucha

Sławny autoportret van Gogha z 1889 r. przedstawia go z zabandażowanym lewym uchem. Pytany o powód opatrunku, genialny Holender oświadczył, że sam obciął sobie kawałek małżowiny (a nie całe ucho, jak chcą niektórzy) w przypływie wzburzenia. Miał w wyniku halucynacji usłyszeć „jakieś brzęczenie w uchu”, które mu nie dawało spokoju. Do dziś większość ekspertów – a za nimi autorów biografii – uznaje, że był to faktycznie efekt samookaleczenia dokonany w akcie szaleństwa. Z opinią tą nie zgadzają się dwaj niemieccy historycy sztuki z Uniwersytetu w Hamburgu, Hans Kaufman i Rita Wildegans, którzy twierdzą, że artysta kawałek ucha nie obciął sam, a zrobił mu to – podczas kłótni – jego kolega po fachu Paul Gauguin.

Van Gogh Gwiazdzista noc fot WikipediaVincent van Gogh, Gwiazdzista noc (fot. Wikipedia)Otóż w lutym 1888 r. van Gogh przeprowadził się – w poszukiwaniu intensywniejszego światła i klimatu, który odbudowałby jego organizm osłabiony paleniem i nałogowym piciem absyntu (popularnego wtedy wśród artystów trunku zawierającego toksyczny tojun) – z Paryża do Arles w Prowansji. Zauroczony miejscem postanowił stworzyć tam „bratni związek artystów”, dla których wartością najwyższą byłaby twórcza wolność. W tym celu wynajął tzw. żółty domek i ściągnął do niego Paula Gauguina, który – według jego planów – miał zostać patronem grupy. Francuskiego malarza poznał rok wcześniej w Paryżu i zachwycił się jego osobowością oraz dziełami. Początkowo inspirowali się wzajemnie – malowali i dyskutowali o sztuce – ale szybko dały o sobie znać ich odmienne charaktery. Skutkowało to częstymi kłótniami. Najczęściej prowokował je francuski malarz, który uważał się za kogoś lepszego od kolegi. W końcu znudzony – po dziewięciu wspólnie spędzonych tygodniach – oświadczył, że wraca do Paryża. Van Gogh miał mu zagrozić brzytwą i wtedy – jak twierdzą Kaufmann i Wildegans – Gauguin, który był wybornym szermierzem, obciął przyjacielowi ucho szpadą.

Co do dalszej części historii wszyscy są już zgodni – Holender owinął odciętą część ucha w papier i ofiarował jednej z prostytutek z pobliskiego burdelu, po czym wrócił do żółtego domku. Nie tamował upływu krwi. Nazajutrz, mocno osłabionego, mieli znaleźć go i odwieźć do szpitala policjanci, których o incydencie powiadomiła burdelmama. Z Gauguinem już nigdy więcej się nie spotkał. Zdaniem badaczy, mimo rozczarowania postawą kolegi uknuł wersję z samookaleczeniem, by nie ściągać na niego kłopotów. Swoją tezę Niemcy oparli na liście, który twórca Słoneczników napisał do Francuza, prosząc go o to, by milczał w sprawie tego, co zaszło między nimi i obiecując, że sam zrobi to samo. Wskazali przy tym, że w czasie incydentu van Gogh był jeszcze całkowicie poczytalny.

Samobójstwo czy morderstwo?

Po incydencie z uchem, który uznawany jest za jeden z najgłośniejszych dramatów w historii sztuki europejskiej, van Gogh do­bro­wol­nie zgłosił się do pro­wa­dzo­ne­go przez za­kon­ni­ce domu dla obłą­ka­ny­ch Sa­in­t-Pau­l-de­-Mau­so­le w Saint-Remy. Nie mógł być tak szalony, jak mówiono, skoro podczas pobytu w placówce namalował swoje naj­bar­dziej cenione dzieła, w tym Gwiaź­dzi­stą noc. Zdaniem słynnego niemieckiego fizyka Wernera Heisenberga, doskonale zilustrował w nim zjawisko turbulencji, które matematycznie trudno jest wytłumaczyć. Ciekawostką jest to, że obraz po raz pierwszy pokazano publicznie dopiero 15 lat po śmierci autora (wcześniej wystawiany był w prywatnej galerii Theo i oglądany wyłącznie przez jego przyjaciół). W sumie van Gogh stworzył ponad dwa tysiące dzieł, w tym 870 obrazów, 150 akwarel, ponad 1000 rysunków i 133 szkiców listowych, ale osobiście cenił tylko kilka z nich.

­– W sumie jedyne dzieła, które uważam za jakkolwiek udane, to Łan Pszenicy, Góry Orchard, Drzewa Oliwne z niebieskimi wzgórzami, Portret oraz Wejście do kopalni, reszta nie jest dla mnie nic warta – powiedział kiedyś.

Obrazy nie przyniosły mu zysków. Przez większą część życia klepał biedę. Zdołał sprzedać tylko jedno płótno – Czerwone winnice w Arles – i to za jedyne 400 franków. Dziś każdy, nawet najmniejszy jego obraz, osiąga cenę co najmniej kilkudziesięciu milionów dolarów.

Vincent Willem van Gogh WikiVincent van Gogh, Słoneczniki
(fot. Wikipedia)
A wracając do jego dalszych losów, to po rocznym pobycie w Sa­in­t-Pau­l-de­-Mau­so­le zdecydował się szukać pomocy gdzie indziej. Latem 1890 r. przybył do malowniczej wioski Auvers-sur-Oise niedaleko Paryża, z nadzieją, że rezydujący tu Paul Gachet – słynący wśród artystycznej bohemy z wiedzy ziołoleczniczej lekarz, malarz amator i mecenas artystów – pomoże mu odzyskać równowagę psychiczną. Co prawda zioła i nalewki nie pomogły, ale artysta zakochał się w córce lekarza, Marguerite. Dla manipulowanej psychicznie przez ojca 21-latki wydawał się zbawieniem. Uwierzyła, że może wpłynąć na zmianę jej losu i odwzajemniła jego uczucie bez reszty. Dzięki temu van Gogh poczuł przypływ energii i w ciągu 70 dni namalował 70 obrazów, z których wiele uważa się dziś za najwybitniejsze jego dzieła. Wydawało się też, że łapie życiową równowagę.

Tym bardziej więc podejrzane wydają się okoliczności jego śmierci. 27 lipca 1890 r. zamierzał malować coś w plenerze. Wychodząc z oberży, w której mieszkał, pożyczył od jej właściciela Gustave’a Ravoux pistolet, „by postraszyć ptaki na polu”. Wrócił wieczorem z raną postrzałową, twierdząc, że chciał się zabić. Lekarze uznali, iż rana nie jest groźna, ale dwa dni później jego stan uległ pogorszeniu, doszło do zakażenia i van Gogh zmarł. Miał zaledwie 37 lat. Uznano, że było to samobójstwo.

To dziwne, zważywszy na fakt, że w kieszeni zmarłego znajdowało się duże zamówienie na farby i notatka, w której pisał do brata o swoich wielkich planach na przyszłość. Co więcej, nigdy nie znaleziono broni ani pędzli i sztalugi. Tezę o samobójstwie podważyli dwaj amerykańscy badacze, Steven Naifeh i Gregory White Smith, którzy przez 10 lat analizowali fakty z życia mistrza. Ostatecznie doszli do wniosku, że malarza postrzelił przypadkowo pozostający pod wpływem alkoholu 16-letni Rene Secretan. Sam malarz miał celowo zataić prawdę, bo jak twierdzą badacze, „choć aktywnie nie szukał śmierci, to z zadowoleniem ją przyjął, gdy sama do niego przyszła”.

Dorota Feluś