Szukaj
Polub nas!

Truman Capote fot Jack Mitchell WikipediaTruman Capote
(fot. Jack Mitchell/Wikipedia)
Dwa oblicza geniusza

Truman Capote miał dwa oblicza. Z jednej strony był genialnym prozaikiem, obdarzonym niebywałą inteligencją, z drugiej – skandalistą i totalnie zniewieściałym ekscentrykiem, który nie krył się ze swoimi skłonnościami homoseksualnymi...

Chłopiec do wszystkiego

Urodził się 30 września 1924 r. w Nowym Orleanie jako Truman Streckfus Persons. Z powodu niepozornej postury i nad wyraz dojrzałych zainteresowań, od samego początku wydawał się inny niż jego rówieśnicy. Miał smutne dzieciństwo, którego konsekwencją była silna depresja w wieku dojrzałym. Gdy skończył 4 lata, jego rodzice, 21-letnia wtedy Lillie Mae Faulk i 25-letni Archulus Persons, sprzedawca, który był dwukrotnie skazywany w Luizjanie za oszustwa finansowe, rozwiedli się. Matka, która już wtedy wykazywała ciągoty do alkoholu, praktycznie go porzuciła, oddając na wychowanie krewnym w Monroeville w Alabamie. Jedyną osobą, od której wtedy zaznał miłości, była kuzynka Nanny Rumbley Faulk, uważana za umysłowo niedojrzałą. Dla niego była po prostu „Sook”. Drugą bliską mu osobą była mieszkająca po sąsiedzku Harper Lee. To podczas pobytu w Monroeville odkrył, że najlepszym lekiem na samotność jest czytanie książek i pisanie fikcyjnych opowiadań. Warto wspomnieć, że czytania i pisania nauczył się sam, zanim poszedł do szkoły.

Z jakiegoś powodu zacząłem w Alabamie czytać książki, odkryłem, że to uwielbiam. A potem pewnego dnia, miałem wtedy może dziewięć albo dziesięć lat, gdy szedłem drogą i kopałem kamienie, nagle uświadomiłem sobie, że chcę zostać pisarzem, artystą. Jak to się stało? Sam sobie zadaję to pytanie. Moi krewni byli ubogimi farmerami. Nie wierzę w opętanie, ale coś we mnie wstąpiło, jakiś mały demon, który sprawił, że zostałem pisarzem. Jak inaczej mogę to wyjaśnić? – wspominał po latach.

Gdy miał 11 lat, matka, która po raz drugi wyszła za mąż – za kubańskiego biznesmena, robiącego ciemne interesy, Josepha Capote – sprowadziła go do Nowego Jorku. Formalnie adoptowany przez ojczyma zyskał nie tylko nowe nazwisko, ale i możliwość edukacji w najlepszych szkołach prywatnych. W trakcie nauki w Trinity School osiągnął fenomenalny wynik 215 pkt. w teście na IQ. Później był jeszcze uczniem St. Joseph Military Academy, Greenwich High School i bardzo prestiżowej Franklin School. Dyplom tej ostatniej zdobył w 1943 r. I to był koniec jego formalnej edukacji.

Jeszcze jako uczeń planował publikację opowiadań i to w najlepszym z możliwych miejsc – The New Yorkerze. Od najmłodszych lat mierzył wysoko, bo uważał się za geniusza. Plany co prawda zakończyły się fiaskiem, ale zaraz po ukończeniu szkoły zdołał załapać się do tygodnika jako „chłopiec do wszystkiego”. Stworzyło mu to okazję do nawiązania pierwszych kontaktów literackich.

Nie była to jakaś wspaniała posada, bo moje obowiązki polegały na sortowaniu paczek i spinaniu gazet. Ale miałem szczęście, iż ją zdobyłem, tym bardziej że obiecałem sobie, iż moja noga nie postoi więcej w żadnej sali wykładowej. Czułem, że albo ktoś jest, albo nie jest pisarzem i żadna kombinacja profesorów nie może wpłynąć na wynik. Wciąż uważam, że miałem rację, a już na pewno w swoim własnym przypadku – wspominał.

Zadebiutował mając zaledwie 19 lat zbiorem nowel Shut the Final Door. I okazało się, że mimo młodego wieku był zdumiewająco dojrzałym pisarzem. Uwagę i uznanie zyskał dzięki dwóm powieściom – Other Voices, Other Rooms i The Grass Harp. Ale kiedy zaczęło mu się szczęścić również w życiu prywatnym, los zadał mu okrutny cios. W styczniu 1954 r. doprowadzona do szaleństwa hazardem i zdradami męża matka popełniła samobójstwo. Niedługo potem jego ojczym trafił do więzienia za defraudację. Smutek Truman odreagowywał wówczas przy maszynie do pisania. Miejsce w literackiej elicie zaskarbiły mu powieści: Breakfast at Tiffany’s (wsławiona dodatkowo ekranizacją Blake’a Edwardsa z Audrey Hepburn w roli głównej) i In Cold Blood – która uczyniła z niego twórcę nowego typu powieści.

Należy w tym miejscu wspomnieć, że Capote był również świetnym dziennikarzem. Jako jeden z nielicznych zdołał nakłonić do rozmowy Marlona Brando, a ten, nie zdając sobie sprawy, że jego rozmówca jest dla sławy gotów uczynić wszystko, opowiedział mu poufnie o swoich przygodach z mężczyznami. Capote opublikował wszystko, czego się dowiedział. Wybuchł wielki skandal. Brando groził, że go wykończy na sali sądowej, ale nie mógł nic zrobić, bo wszystko było prawdą. Zresztą do swoich miłosnych ekscesów z panami przyznał się oficjalnie kilkanaście lat później.

Kochankowie

Capote był gejem, który ze swoją orientacją seksualną obnosił się wręcz z nonszalancją. I uchodziło mu to na sucho, mimo że w tamtych czasach homoseksualizm był przyjmowany z dużą niechęcią.

„Nigdy nie miałem żadnych kłopotów z powodu tego, że jestem homoseksualistą. Zawsze byłem osobą znaną i bardzo popularną. Byłem zabawny i byłem przyjemny. Nigdy nikogo nie naśladowałem ani z wyglądu, ani z zachowania. Inność z definicji odpycha ludzi, lecz ja bardzo łatwo potrafię ich rozbroić” – powiedział kiedyś dziennikarzowi New York Timesa.

Pisarzowi trudno byłoby skrywać gejowską wrażliwość ze względu na niesłychanie wysoki głos o dziwnej barwie, zamiłowanie do ekstrawaganckich ubiorów, w tym różowych marynarek i szalów długich na dziesięć stóp, oraz specyficzny sposób poruszania się.

Miał wielu kochanków. Jako 24-latek związał się z dwukrotnie starszym od siebie Newtonem Arwinem – profesorem literatury w Smith College w Massachusetts – który, jak później powiedział, nie tylko dzielił z nim łoże, ale był „jego Yale i Harvardem”. Zakończył tę znajomość, gdy na jego drodze stanął Jack Dunphy. Zakochany zamieszkał z pisarzem w 1950 r. w Taorminie na Sycylii, w domu, w którym rezydował kiedyś Dawid Herbert Lawrence. Trzy lata później przenieśli się do Portofino we Włoszech – pisarz współpracował wtedy z reżyserem Johnem Hustonem (napisał scenariusz), kręcącym we Włoszech komedię Beat the Devil – gdzie zaprzyjaźnili się m.in. z grającym we wspomnianym filmie Humphreyem Bogartem.

Mimo że byli partnerami na całe życie, miewali okresy separacji. Powodem było pijaństwo Capote’a i nawiązywanie przez niego kontaktów z przypadkowymi mężczyznami. Wszystkie te przygodne związki źle się kończyły. Irlandczyka Johna O’Shei – przystojnego, barczystego doradcę finansowego i przykładnego męża oraz ojca czworga dzieci – uwiódł w niecałą godzinę, gdy ten przybył do jego rezydencji, by zająć się z polecenia banku jego inwestycjami. W rezultacie mężczyzna porzucił rodzinę i ruszył z nim w podróż przez całą Amerykę. Był to krótki, ale bardzo burzliwy romans, obfitujący w alkoholowe libacje i będące ich konsekwencją kłótnie, a nawet bijatyki. W pewnym momencie O’Shea odstawił alkohol i porzucił pisarza – wcześniej ukradł mu pieniądze i rękopis Answered Prayers – i przeniósł się do Kalifornii, gdzie związał się z jakąś młodą aktorką. Gdy w odzyskaniu rękopisu zadeklarował pomoc powiązany z mafią właściciel kasyn z Las Vegas, który był miłośnikiem twórczości Capote’a, pisarz miał mu powiedzieć: – Możecie mu połamać wszystko, ale – na Boga! – oszczędźcie miednicę. Gangsterzy nie musieli uciekać się do tak drastycznych środków – przestraszony O’Shea szybko odesłał rękopis kurierem.

Capote miał również licznych adoratorów, którzy kochali się w nim platonicznie. Należał do nich m.in. Andy Warhol.

Bogaci i wpływowi przyjaciele

Od młodych lat Capote marzył, by dostać się do elity finansowej i artystycznej świata. Dokonał tego w iście przebojowy sposób. Oczywiście pomógł mu rozgłos towarzyszący publikacji jego książek, ale i niezwykła osobowość. Poza tym miał przysłowiowego nosa do zawierania intratnych znajomości. W progi salonów najbogatszych ludzi Ameryki wprowadził go magnat telewizyjny i współtwórca potęgi sieci CBS, Bill Paley, a właściwie jego żona Babe. Zaintrygowana osobowością, sposobem bycia i wrodzoną zdolnością do gawędzenia Capote’a, zapraszała go na spotkania potężnych tego świata. Podobnie jak ją, błyskawicznie oczarował inne wpływowe panie, w tym Marellę Agnelli, Glorię Vanderbilt, Lee Radziwill (siostrę Jackie Kennedy) i Marylin Monroe. Stał się ich powiernikiem i doradcą.

Te kobiety zwierzały mu się dosłownie ze wszystkiego. Biło od niego ciepło i ciekawość świata. Kolorowy motyl na tle granatowo-szarego świata niewolników amerykańskich korporacji – wspominał finansista John Barry Ryan.

Oczarowane „łabędzie”, jak nazywał nowe przyjaciółki (z powodu ich gracji), odwdzięczały się zaproszeniami w miejsca, do których nie zawsze miały dostęp inne, równie znane jak on, osoby. Dzięki nim uchylali mu nieba także ich mężowie i przyjaciele. Podobno Paley wysłał pewnego dnia po jego suczkę prywatny odrzutowiec, „by piesek nie tłukł się zwykłymi liniami z zimowych wakacji do Nowego Jorku”, a Charlie i Oona Chaplin użyczyli mu niejeden raz swojego prywatnego samolotu.

Truman Capotes tomb in Westwood Memorial Park fot WikipediaPłyta nagrobna Trumana Capote w Westwood
Village Memorial Park Cemetery w Brentwood, CA
(fot. Wikipedia)
Jego popularność sięgnęła zenitu, gdy dla uczczenia sukcesu In Cold Blood wydał w nowojorskim hotelu Plaza Czarno-Biały Bal. O wejściówki na niego zabiegało 15 tys. osób. On wybrał 500 znakomitości. W grupie szczęśliwców znaleźli się m.in.: Frank Sinatra z nową żoną Mią Farrow, pisarz Norman Mailer, doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Stanów Zjednoczonych McGeorge Bundy, Marilyn Monroe, Henry Ford, Henry Fonda, Gloria Guinness oraz córki Theodore’a Roosevelta. Po imprezie, która okazała się wielkim sukcesem, media pisały, że Capote stał się wszechmocny.

Wydawało się, że osiągnął „siódme niebo” – zdawał się być szczęśliwy i radosny. Ale była to tylko maska. W przypływie szczerości zdradził lady Slim Keith:

Nawet nie masz pojęcia, jak to jest być mną. Ludzie mnie nie lubią, jestem dziwadłem. Fascynuję ich, ale mnie nie lubią. Kiedy wkraczam do pokoju, widzę w ich oczach szok: dlaczego on jest taki śmieszny i ma taki piszczący głos? Więc robię parę zabawnych gestów, opowiadam parę błyskotliwych anegdot i zdobywam ich sympatię. Muszę tak robić za każdym razem, gdy poznaję kogoś nowego, od czasów młodości.

Z kolei aktorce i koleżance ze szkoły Carol Marcus Mattahu powiedział:

Pieniądze zmieniają duszę. Bogaty da ci Rembrandta na Boże Narodzenie, ale nie pożyczy pięciu dolców na pizzę, gdy będziesz głodować.

Zniesmaczony duchową pustką bogaczy postanowił dać im prztyczka w nos i zaczął pisać powieść Answered Prayers. Zdradził w niej ich tajemnice, rozterki i pokazał prawdziwe oblicze. Co prawda utworu nigdy nie skończył, ale jego fragmenty zostały opublikowane na łamach Esquire w 1975 r. i w 1976 r. Mimo że zmienił imiona i nazwiska bohaterów, wszyscy i tak wiedzieli o kogo chodzi. A autor nie szczędził pikantnych szczegółów. Na przykład ujawnił, że Paley zdradzał żonę z Mary Rockefeller (z „tych” Rockefellerów) i że podczas pewnej intymnej sesji kobieta dostała miesiączki, a Babe zadzwoniła do męża, że zaraz zjawi się w domu (choć miała wrócić dopiero następnego dnia). Rozbawiony Capote napisał, że „Bill w pocie czoła ścierał ręcznikiem ślady krwi z łóżka”. Pokłosiem publikacji było obyczajowe trzęsienie ziemi, samobójstwo (pokazanej w niezbyt korzystnym świetle milionerki Ann Woodward, która wyskoczyła z okna swego apartamentu) i gniew bogatych przyjaciół autora.

W reakcji na całe to zamieszanie Capote powiedział:

Nie rozumiem, dlaczego wszyscy nagle stali się tak poirytowani. Wydaje się im, że z kim mieli do czynienia – z nadwornym błaznem? Mieli do czynienia z pisarzem!

Wkrótce potem – odrzucony przez nowojorską elitę – wpadł w depresję, alkoholizm oraz uzależnienie od leków i narkotyków. Zdołał jeszcze wydać w 1980 r. niezłą książkę, Music for Chameleons, ale to było wszystko, na co było go stać. Ale do końca zachował wysokie mniemanie o sobie.

Jest jeden jedyny T.C. Nie było nikogo takiego przede mną i nie będzie po mnie – powiedział w czerwcu 1984 r. w rozmowie z Geraldem Clarkiem.

Zmarł dwa miesiące później – dokładnie 25 sierpnia 1984 r. – w Los Angeles, w domu swojej jedynej wiernej przyjaciółki, Joanne Carson, byłej żony legendarnego komika Johna Carsona. Miesiąc później skończyłby 60 lat.

Dorota Feluś