Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (2 Votes)

mars 1 Siergiej Ilnicki EPAZałoga Mars500 w chwili opuszczenia kapsuły (Fot. Siergiej Ilnicki/EPA)Bilet w jedną stronę

Wyprawa ludzi na Marsa pozostaje odległą perspektywą. NASA twierdzi, że to sprawa trzeciej lub czwartej dekady obecnego stulecia. Jednak istnieje grupa entuzjastów, którym marzy się wstępna kolonizacja Czerwonej Planety już za dziesięć lat. Jest to przedsięwzięcie o nazwie Mars One, w ramach którego grupa wybrańców dostanie bilet na Marsa, ale tylko w jedną stronę...

Szefowie programu Mars One mają stosunkowo prosty plan. W roku 2014 na Marsa poleci czwórka kolonistów, a potem dołączy do nich stopniowo 36 dalszych osób, które w sumie założyć mają samowystarczalną kolonię. Jednak w planach tych nie ma jakiejkolwiek możliwości powrotu na Ziemię, a zatem koloniści resztę życia spędzą na obcej planecie, w niezwykle surowych warunkach.

Mimo to, gdy ogłoszono wstępny nabór kandydatów do tego przedsięwzięcia, bardzo szybko zgłosiło się ponad 200 tysięcy ludzi. Wśród nich była 35-letnia mieszkanka Austin w stanie Teksas, Sonia Van Meter. Jej ochotnicze zgłoszenie się do lotu na Marsa jest o tyle niezwykłe, iż Sonia posiada męża i dwoje dzieci, a zatem gdyby została wybrana do roli kosmicznej kolonistki, oznaczałoby to opuszczenie przez nią rodziny na zawsze.

Wiem, oczywiście, że zgłoszenie się do czegoś takiego wymaga pewnego szaleństwa – mówi Sonia – ale jest to nowa wielka przygoda ludzkości i zrobię wszystko, by stać się jej częścią.

Van Meter, która badaniem przestrzeni kosmicznej fascynuje się od lat, przyznaje, iż zgłosiła się między innymi dlatego, że była przekonana, iż nie ma żadnych szans na wybór. Okazało się jednak ostatnio, że jej szanse znacznie się zwiększyły. Kontrolowana przez Holendrów fundacja Mars One zredukowała listę kandydatów z 200 tysięcy do 705 osób. Wśród tych ostatnich jest Sonia, a zatem prawdopodobieństwo tego, że poleci na Marsa, wynosi obecnie 1 do 35, zakładając, że kolonistów będzie wstępnie tylko 20. Jeśli jednak będzie ich 40, jej szanse na wybór staną się jeszcze większe.

Wydawać by się mogło, że mąż Van Meter powinien się temu wszystkiemu sprzeciwiać. Jest jednak zupełnie inaczej – w pełni popiera on zamiary małżonki i twierdzi, że jej ewentualny odlot na Marsa nie będzie „opuszczeniem” rodziny, lecz separacją w imię bardzo szczytnych celów. Porównuje to wszystko do czasów, w których pionierscy żeglarze, np. Kolumb czy Magellan, decydowali się na porzucenie życia rodzinnego w imię odkrywania świata i nigdy nie wiedzieli, czy kiedykolwiek ponownie zobaczą bliskich.

Plany fundacji Mars One nie mają wiele wspólnego z nauką. Przedsięwzięcie jest w dużej mierze finansowane przez kilku producentów telewizyjnych, którym marzy się zupełnie niesamowity, nowy reality show, pokazujący codzienne życie garstki kolonistów na Marsie. To, że bilety na Marsa będą tylko w jedną stronę, ma bardzo duże znaczenie – nie będą potrzebne niezwykle skomplikowane technologie umożliwiające ponowny start z tej planety w kierunku Ziemi, co eliminuje miliardy dolarów, jeśli chodzi o koszty. Z drugiej strony kolonia musi być samowystarczalna, jeśli chodzi o zaopatrzenie w wodę, energię i żywność. Koloniści z konieczności zmienią się w ogrodników pracujących w kosmicznej cieplarni.

Mars One to nie jedyny projekt dotyczący lotu na Czerwoną Planetę. Organizacja o nazwie Inspiration Mars zamierza wysłać w roku 2018 parę małżeńską, która ma okrążyć Marsa i wrócić na Ziemię po 18 miesiącach. Przedsięwzięcie to finansowane jest przez Dennisa Tito, milionera, który stał się przed laty pierwszym „kosmicznym turystą”. Z kolei koncern Space X, który posiada liczne umowy z agencją NASA, chce do roku 2026 zbudować duże, samowystarczalne osiedle na Marsie. Oficjalna wyprawa astronautów amerykańskich na tę samą planetę prawdopodobnie nie nastąpi przed rokiem 2035, a gdy już do niej dojdzie, nie będzie mowy o stałej kolonizacji.

Tymczasem od wielu lat prowadzone są konkretne przygotowania do wysłania człowieka na pierwszy w historii naszej cywilizacji podbój obcej planety. Jednym z najciekawszych eksperymentów było umieszczenie w ramach programu Mars500 szóstki ochotników w izolowanej hermetycznie kapsule, w której ludzie ci przebywali przez 520 dni, symulując w ten sposób lot na Marsa, krótki pobyt na jego powierzchni oraz powrót do domu. Przedsięwzięcie to było dziełem Rosjan, a kapsuła mieściła się w moskiewskim Instytucie Problemów Biochemicznych. Jednak ochotnicy pochodzili z kilku krajów świata – Chin, Włoch, Francji i Rosji. „Astronauci” przebywali w pełnej izolacji od czerwca 2010 roku do końca roku 2011.

Jeśli Van Meter stanie się członkinią pierwszej ekipy marsjańskich kolonistów, będzie musiała odbyć wieloletnie szkolenie, choć fundacja Mars One nie przewiduje symulacji podobnych do tej, jaka miała miejsce w Rosji. Szkolenie to zacząć się ma niemal natychmiast po opublikowaniu ostatecznej listy wybrańców, a ma to nastąpić jeszcze w tym roku. Sonia, która jest zamężna od 5 lat, dowie się zatem, czy dożyje ze swoim mężem późnej starości, czy też jej związek, przynajmniej w sensie fizycznego kontaktu z partnerem, zakończy się po jedynie piętnastu latach.

Andrzej Heyduk