Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (2 Votes)

Czerwony sąsiad

Starożytni widzieli w nim boga wojny, ale także opiekuna pól i plonów. Uroczystości ku jego czci odbywały się dwa razy do roku: w marcu i październiku, kiedy to rozpoczynano i kończono wojny. Homer w Iliadzie opowiada o dwóch jego towarzyszach – Phobosie (strachu) i Deimosie (grozie). Jest czwartą planetą w Układzie Słonecznym, najbliższym poza Księżycem sąsiadem Ziemi. Mars – planeta, która od zarania dziejów niepokoiła i fascynowała człowieka, stając się źródłem czasami wręcz szaleńczych twierdzeń i hipotez...

Pierwsze znane obserwacje Marsa zawdzięczamy żyjącemu w XVI wieku duńskiemu astronomowi Tycho de Brahe. Nie mając teleskopu (dopiero w 1608 roku, a więc po śmierci astronoma, wynalazł go holenderski szlifierz Hans Lippershey), de Brahe prowadził obserwacje planet gołym okiem, dochodząc do wniosku, że poruszają się one po orbitach eliptycznych.

Teleskop stworzył nowe możliwości. Wykorzystał go m.in. holenderski matematyk i fizyk Chrystian Huygens, który w drugiej połowie XVII wieku odkrył na Marsie ciemną strefę w kształcie trójkąta, zwaną Wielką Zatoką. Na postawie zmiany jej położenia udowodnił, że doba marsjańska trwa 24,5 godziny. Według późniejszych obserwacji uściślono jej długość do 24,623 godziny.

Ponieważ Mars leży dalej od Słońca, a jego bieg po orbicie jest wolniejszy od prędkości Ziemi, rok marsjański ma cztery pory roku, a trwa 687 dni ziemskich. To nie koniec podobieństw tych dwóch planet. W 1781 roku angielski astronom niemieckiego pochodzenia Wilhelm Herschel udowodnił, że oś obrotu Marsa nachylona jest pod kątem 25 stopni i 17 minut kątowych. Nachylenie osi Ziemi wynosi 23 stopnie 45 minut kątowych.

Trzy lata później Herschel odkrył następne podobieństwo między planetami – obydwie na biegunach mają czapy lodowe. Wielki astronom poszedł dalej w swoich poglądach, stawiając obrazoburczą, jak na tamte czasy, hipotezę: Mars musi mieć także atmosferę. I nie pomylił się.

Jest ona dwukrotnie cieńsza i sto razy rzadsza, wobec czego ciśnienie atmosferyczne na jego powierzchni jest dziesięciokrotnie mniejsze od ziemskiego. W atmosferze ziemskiej takie ciśnienie panuje na wysokości 35 kilometrów. Natomiast jej skład jest diametralnie różny: 95% dwutlenku węgla, 2,7% azotu, 1,6 % argonu, zaledwie 0,15% tlenu oraz śladowe ilości innych gazów.

Na wysokości około 15 kilometrów zalegają szaroniebieskie chmury z zestalonego dwutlenku węgla i pary wodnej. Niżej znajdują się białe chmury utworzone prawdopodobnie z kryształków lodu. Taka budowa atmosfery powoduje ogromną różnicę temperatur między nocą a dniem, wahającą się od -150 do 30 stopni C.

Atmosfera nie ma, tak jak ziemska, pierścienia ochronnego i dlatego promienie słoneczne docierające do planety wywołują prawdopodobnie w jej warstwach powierzchniowych wiele nieznanych nam reakcji. Silne wiatry o prędkości 110 km/godz. powodują silne burze piaskowe.

Grunt marsjański to przede wszystkim związki żelaza, stąd kolor Marsa, zwanego także Czerwoną Planetą. Jej krwista barwa natchnęła starożytnych do nadania jej imienia boga wojny.

Pierwszą mapę Marsa wykonał w 1830 roku niemiecki astronom Wilhelm Beer. Ciemniejsze partie interpretował jako morza, jaśniejsze jako lądy. W 1877 roku Czerwona Planeta znalazła się w odległości zaledwie 58 milionów kilometrów od Ziemi. Ten fakt wykorzystał włoski astronom Giovani Schiaparelli, sporządzając w miarę dokładną mapę Marsa. Zauważył on jednak ciemne linie łączące ze sobą morza i nazwał je „canali”, co w języku włoskim oznacza zarówno naturalne, jak i sztuczne drogi wodne. W innych językach termin ten dotyczy tylko budowli sztucznych. Stąd już tylko krok do sensacji: na Marsie znajdują się sztuczne kanały, a więc musiała być tam wysoko rozwinięta cywilizacja, starsza od ziemskiej. Skazana na zagładę z powodu bardzo szybkiego parowania wody, spowodowanego rozrzedzoną atmosferą, wybudowała kanały, doprowadzające wodę z czap polarnych na tereny zagrożone suszą. Hipoteza ta znalazła wielu gorących zwolenników nawet wśród astronomów. Wśród nich wiódł prym Amerykanin Percival Lowell. Sporządził on bardziej szczegółowe mapy, zaznaczając na nich nowe, odkryte przez siebie kanały. Było ich w sumie 500.

Musiało minąć pół wieku, by wyjaśnić tę tajemnicę. Był to efekt złudzenia optycznego. W rzeczywistości jest to rząd małych ciemnych plam, których teleskop o niskiej czułości nie był w stanie rozdzielić, dając złudzenie ciągów. Mimo tego, jeszcze przez długi okres dla wielu kanały były dowodem na istnienie marsjańskiej cywilizacji.

W tym samym roku dokonano kolejnego znaczącego odkrycia. Amerykański astronom Ashap Hall był przekonany, że Mars ma księżyce, ale są one małych rozmiarów. Spędzał całe noce na obserwacjach, ale bez efektów. Zniechęcony miał zrezygnować, ale za namową żony postanowił noc 11 sierpnia spędzić przy teleskopie. Został w pełni nagrodzony za swój upór – odkrył księżyce.

Rzeczywiście, są to małe twory skalne o kształcie elipsoidy, których promienie w obu wypadkach mają średnice kilkunastu kilometrów. Większy z nich (Phobos), ma przeciwny kierunek ruchu, co obserwatorowi objawia się wschodem księżyca na marsjańskim zachodzie. Jak przypuszczają uczeni, spadnie on na powierzchnię Marsa za 100 milionów lat.

Jak głęboko teoria o marsjańskiej cywilizacji zadomowiła się w umysłach ludzi świadczy wydarzenie związane ze słuchowiskiem radiowym Orsona Wellesa. Jej kanwą była wydana w 1897 roku powieść Herberta G. Wellsa pt. Wojna światów, która wpoiła wielu osobom przekonanie, iż inwazja rzekomych Marsjan na Ziemię jest możliwa, a co za tym idzie i zniszczenie naszej cywilizacji.

Wyemitowane 30 października 1938 roku słuchowisko Wellesa miało formę reportażu na żywo. ”Szanowni Państwo – mówił zaniepokojony głos w radio – te dziwne stworzenia, które wylądowały na polu w New Jersey, tworzą zwiad atakującej armii z Marsa...” Ci, którzy nie słuchali audycji od początku, wpadli w popłoch uważając, że inwazja stała się faktem. Wybuchł tak wielki chaos, iż samochody uciekających przed „najeźdźcami” zablokowały drogi.

Eksploracja kosmosu otworzyła przed astronomami nowe możliwości. W kierunku Marsa zaczęły podążać sondy kosmiczne. Pierwszą z nich „Mars 1” wystrzelono 1 listopada 1962 roku w ówczesnym Związku Radzieckim. Po 232 dniach lotu minęła ona Czerwony Glob w odległości 200 tysięcy kilometrów. Bardzo dokładne badania przeprowadziły amerykańskie Sondy „Wiking 1” i „Wiking 2”, które wylądowały na Marsie kolejno w lipcu i wrześniu 1976 roku. Obie wykonały i przesłały na Ziemię około 300 tysięcy zdjęć.

Dla poszukiwaczy sensacji szczególnie dwa zdjęcia powierzchni Czerwonej Planety dały powód do daleko idących spekulacji na temat zaginionej cywilizacji. W trakcie przeglądania zdjęć archiwalnych w 1980 roku, informatyk Vincent DiPietro zwrócił uwagę na zdjęcie zatytułowane „Głowa”, wykonane w rejonie noszącym nazwę „Cydonia” i obejmujące obszar ponad 3650 kilometrów kwadratowych. Rzeczywiście, twór skalny o średnicy 1500 metrów wyobrażał ludzką twarz – z oczodołami, nosem i ustami. Jedna jej połowa znajdowała się w cieniu.

Jakby tego było mało, w odległości 15 kilometrów od „Głowy” zauważono „Piramidę” o regularnych krawędziach. W trakcie analizy innych zdjęć zauważono regularne struktury przypominające fundamenty murów, które naukowcy z NASA nazwali „Miastem Inków”. Choć późniejsze obserwacje potwierdziły, że te niezwykłe formy są bez wątpienia pochodzenia naturalnego, nie przeszkodziło to stawianiu teorii o śladach istnienia na Marsie cywilizacji.

Gdy spojrzymy na płaski rysunek Układu Słonecznego, zauważymy, że odległości pomiędzy orbitami planet są mniej więcej jednakowe, co potwierdza reguła Titiusa Body’ego, określająca odległości pomiędzy planetami. Wyjątek stanowi luka pomiędzy Jowiszem a Marsem. Ta nieregularność zainteresowała astronomów, którzy zaczęli dokładne obserwacje.

W 1801 roku włoski astronom Giuseppe Piazzi odkrył szybko poruszające się ciało niebieskie, o bardzo małej masie, i nazwał je Ceres. Według najnowszych obliczeń, jego średnica wynosi 1025 kilometrów. Do dzisiaj odkryto w tym rejonie ponad 2300 planetoid. Wszystkie mają średnice od kilkudziesięciu do kilkuset kilometrów i tworzą pas asteroid.

Skąd się tam wzięły? Część uczonych uważa, że są to fragmenty dziesiątej planety Układu Słonecznego, która kiedyś krążyła pomiędzy Jowiszem a Marsem. Nazwano ją Faetonem. Imię to nosił syn greckiego boga Słońca Heliosa, który kierując słonecznym rydwanem spadł na Ziemię i spalił ją. Za karę musiał iść do świata zmarłych.

Według niektórych hipotez, jakieś 180 milionów lat temu Faeton po zderzeniu z wielką planetoidą rozpadł się, a jego resztki zbombardowały ciała niebieskie całego Układu Słonecznego, czego dowodem są liczne kratery na wszystkich planetach. Kilka odłamków zostało przechwyconych w pola grawitacyjne Marsa, Jowisza, Saturna i Neptuna, i krąży wokół nich jako księżyce. Wiele poleciało w kosmos, a pozostałe poruszają się pomiędzy Marsem i Jowiszem.

Czy na Czerwonej Planecie mogło istnieć życie choćby w prymitywnej formie? W sierpniu 1996 roku naukowcy z NASA ogłosili, że w jednym z dwunastu znanych marsjańskich meteorytów odkryto mikroskopijne ślady form życia. Przed 3,6 miliardów lat, bo tyle liczy sobie meteoryt, takie warunki mogły istnieć na Marsie. Ważący 2 kilogramy obiekt został prawdopodobnie wyrzucony z jego powierzchni, na skutek uderzenia dużego asteroidu. Jak się przypuszcza, wędrował w kosmosie 16 milionów lat. Na Antarktydę, gdzie go odnaleziono, spadł jakieś 13 tysiące lat temu. W 1984 roku odnalazła go amerykańska ekspedycja.

Ślady te nie są w żadnym wypadku potwierdzeniem hipotezy, bo niezbitym dowodem mogłyby być jedynie formy życia organicznego, a jeszcze lepszym procesy przemiany materii, czyli metabolizmu.

Podczas wyprawy „Wikinga” przeprowadzono doświadczenie polegające na nawadnianiu i nawożeniu próbek marsjańskiej gleby. W trakcie eksperymentu zaszły procesy przypominające przemianę materii zachodzącą w prymitywnych organizmach. Nie przekonało to jednak naukowców, którzy uważają, że są one wynikiem specyficznego składu marsjańskiej gleby, w której brakuje śladów substancji organicznej. Podstawowym warunkiem dla powstania takiej substancji jest obecność wody, a co do jej obecności na Marsie zdania są wciąż podzielone.

Według części uczonych o tym, że kiedyś na Czerwonej Planecie nie brakowało wody, świadczą potężne kaniony, które mogły być korytami rzek. Niewykluczone, że pod powierzchnią planety może znajdować się, dochodząca nawet do 500 metrów grubości, warstwa wody.

Czy na Marsie mógłby żyć i funkcjonować człowiek? Odpowiedź brzmi – tak, choć jest to kwestia dalekiej przyszłości i wiąże się z rozwiązaniem wielu problemów wymagających bardzo rozwiniętych technologii, których człowiek jeszcze nie opanował.

Wcześniej jednak trzeba będzie pokonać trudności związane z lotami załogowymi na Marsa. Przedsięwzięcie wymaga ogromnych nakładów finansowych i zaangażowania dużego potencjału ludzkiego. Sama wyprawa trwałaby trzy lata, z czego 450 dni to oczekiwanie aż Mars znajdzie się w najkorzystniejszym położeniu względem Ziemi, zapewniającym możliwość powrotu na naszą planetę.

Ludwik Kostuś

(fot. Wikimedia Commons)