Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (1 Vote)

Na Srebrnym Globie

16 lipca 1969 r. startujący z Centrum Lotów Kosmicznych na Przylądku Canaveral na Florydzie statek Apollo 11 z Neilem Armstrongiem, Michaelem Collinsem i Buzzem Aldrinem na pokładzie udał się w podróż na Srebrny Glob. Po trzech dniach Apollo 11 wszedł na orbitę Księżyca. Astronauci wylądowali na Księżycu 20 lipca 1969 roku. Wkrótce Neil Armstrong mógł już przekazać Ziemi radosną wiadomość – „Orzeł wylądował”...

„Zrządzeniem losu ludzie, którzy wyruszyli na Księżyc, by w pokoju go badać, pozostaną na nim, by spocząć w pokoju. Ci dzielni ludzie, Neil Armstrong i Edwin Aldrin, wiedzą, że nie ma już dla nich nadziei na ratunek. Ale wiedzą też, że z ich ofiary płynie nadzieja dla całej ludzkości. Ci dwaj ludzie składają swoje życie na drodze do osiągnięcia najszczytniejszego celu ludzkości – poszukiwania prawdy i wiedzy. Będą opłakiwani przez rodziny i przyjaciół; będą opłakiwani przez swój naród; będą opłakiwani przez wszystkich ludzi ich świata; będą opłakiwani przez Matkę Ziemię, która odważyła się wysłać dwóch swoich synów w podróż w nie-znane. Ich misja sprawiła, że wszyscy ludzie tego świata poczuli się jednością; ich ofiara umocni braterstwo ludzkości. Starożytni spoglądali w gwiazdy i widzieli w ich konstelacjach swoich bohaterów. Dziś czynimy to samo, lecz nasi bohaterowie to dzielni ludzie z krwi i kości.

Inni pójdą w ich ślady i odnajdą drogę do domu. Poszukiwania ludzkości nie zostaną przerwane. Ale ci ludzie byli pierwszymi, i pozostaną pierwszymi w naszych sercach. Bo każdy człowiek, który w przyszłości zwróci nocą wzrok na Księżyc, będzie wiedzieć, że jest zakątek innego świata, który na zawsze pozostanie świadectwem ludzkości”.

Takie oświadczenie miał wygłosić prezydent Richard Nixon na wypadek gdyby coś się stało i astronauci nie mogliby opuścić Księżyca. Potem łączność z Armstrongiem i Aldrinem miała zostać przerwana, a kapelan Białego Domu powierzyć ich „najgłębszej z głębin”. Do tego makabrycznego pogrzebu na szczęście nie doszło, a my – wpatrzeni w niezbyt wyraźny, biało-czarny telewizyjny obraz – z zapartym tchem śledziliśmy pierwsze poruszenia istot ludzkich na powierzchni tak bliskiego i tak odległego satelity Matki Ziemi.

Kulminacyjnym momentem były sławetne słowa Armstronga, które dotarły do nas zniekształcone, przerywane wyładowaniami: – To jest mały krok człowieka, ale wielki krok ludzkości.

Złośliwi uważają, że przejęty Armstrong zapomniał o jednym słowie, przez co cała fraza straciła sens: zamiast – It’s one small step for a man, but one giant leap for mankind, powiedział: – It’s one small step for man (bez „a”)..., przez co zdanie w rzeczywistości oznaczało „to mały krok dla ludzkości, ale wielki skok dla ludzkości”. NASA tłumaczyła, że zdanie było kompletne, a feralnego słowa nie było słychać przez zakłócenia na łączach. W 2006 roku Peter Ford, informatyk z Australii i właściciel firmy Control Bionics dowiódł, iż pechowe „a” Armstrong jednak wypowiedział, a winę za całe zamieszanie ponosi sprzęt komunikacyjny ówcześnie stosowany.

Następnie wyszedł z lądownika Edwin Aldrin i obaj astronauci przeprowadzili badania naukowe, ustawili amerykańską flagę i zebrali około 20 kilogramów skał księżycowych. Umieścili też tabliczkę z następującymi słowami: „W tym miejscu ludzie z planety Ziemia po raz pierwszy postawili stopę na Księżycu. Lipiec 1969. Przybywamy w pokoju dla dobra całej ludzkości”.

Po misji Apollo 11 na Księżycu lądowało jeszcze pięć statków z załogą ludzką. Ostatnia misja odbyła się w roku 1972. Od tamtego czasu nikt więcej nie bywał na „Srebrnym globie”.

 

Apollo 11 to nazwa misji kosmiczna, której głównym celem było pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu. Lądowanie nastąpiło 20 lipca 1969 roku o godzinie 16:50:35 UTC w miejscu 13°19′N, 169°9′W. Lot Apollo 11 był elementem szerszego programu noszącego tę samą nazwę – Apollo.

W 1961 roku prezydent John F. Kennedy ogłosił nieoczekiwanie, że Amerykanie wylądują na Księżycu przed upływem dekady. Stany Zjednoczone, które początkowo pozostawały w tyle wyścigu kosmicznego za Związkiem Sowieckim, przystępowały teraz do kontruderzenia. Zamierzenie miało ogromne znaczenie propagandowe, ale również techniczne i naukowe. Specjaliści z NASA stanęli przed nie lada wyzwaniem: musieli zbudować rakietę na tyle silną, by nie tylko doleciała do Księżyca, ale statek kosmiczny musiał być zdolny by odbyć tę podróż w obie strony. Pomocne przydały się doświadczenia twórcy niemieckiej rakiety V2 – Wernhera von Brauna, którego Amerykanie zagarnęli w ostatnich dniach wojny i włączyli do swojego programu zbrojeniowo-kosmicznego.

Zbudowano gigantyczną rakietę Saturn V, która miała wynieść statki kosmiczne Apollo. Rakieta wraz z modułem załogowym mierzyła 111 metrów wysokości, a całkowita masa startowa wynosiła około 3,000 ton.

Załogę stanowili: Neil Armstrong – dowódca, Edwin „Buzz” Aldrin – pilot modułu księżycowego (lądownika) oraz Michael Collins – pilot modułu załogowego.

Start nastąpił w dniu 16 lipca 1969 r. z Centrum Lotów Kosmicznych na Przylądku Canaveral na Florydzie. Początek lotu Apollo 11 spędził na orbicie okołoziemskiej, następnie udał się w trasę liczącą 384 400 km. Ponieważ lądownik znajdował się pod modułem załogowym, wykonano operację polegającą na tymczasowym odłączeniu modułu księżycowego, obrocie reszty statku o 180° i ponownym przyłączeniu lądownika, który teraz umieszczony był z przodu. Po trzech dniach Apollo 11 wszedł na orbitę Księżyca. Armstrong i Aldrin przeszli do modułu księżycowego, który został odłączony i rozpoczął historyczne lądowanie. Astronauci wylądowali na Księżycu 20 lipca 1969 roku. Wkrótce Neil Armstrong przekazał Ziemi radosną wiadomość – Orzeł wylądował.

Po 21 godzinach spędzonych na Księżycu astronauci weszli do lądownika i powrócili do modułu załogowego, gdzie czekał na nich Michael Collins. Droga powrotna minęła bez przeszkód. 24 lipca 1969 roku statek Apollo 11 osiadł na Oceanie Spokojnym i obecnie jest eksponatem w National Air and Space Museum w Waszyngtonie.

Po zabezpieczeniu przez płetwonurków unoszącego się na powierzchni oceanu lądownika, astronauci zostali przetransportowani na pokład lotniskowca „Hornet” i na przeciąg tygodnia zamknięci w szczelnie zamkniętej kabinie na wypadek, gdyby przywieźli z podróży jakieś nieznane, a być może groźne dla ludzi... no właśnie, nikt nie wiedział co, ale ostrożności ponoć nigdy nie dość. Tam też – na „Hornecie” – zostali zaszczyceni odwiedzinami prezydenta Nixona, który nie krył zadowolenia. Związek Sowiecki został ostatecznie pokonany. Od tej pory Amerykanie mieli zdecydowanie górować nad swym zimnowojennym przeciwnikiem, który od dwunastu lat regularnie łoił im skórę.

Pionierzy Księżyca

Kim byli bohaterowie tego pionierskiego lotu?

Neil Alden Armstrong (ur. 5 sierpnia 1930 r. w Auglaize Country, Ohio) był początkowo pilotem cywilnym, następnie służył jako pilot marynarki, wybrany do drugiej grupy astronautów w 1962 roku. Wykonał siedem lotów w programie X-15, osiągając pułap 207500 stóp. Był rezerwowym pilotem dowodzącym w misji Gemini 5, pilotem dowodzącym w Gemini 8, rezerwowym pilotem dowodzącym w Gemini 11, a także rezerwowym dowódcą w misji Apollo 8.

Armstrong był wiceadministratorem do spraw aeronautyki przy NASA od lipca 1970 do sierpnia 1971 roku, kiedy to złożył rezygnację w celu objęcia katedry inżynierii aeronautycznej na Uniwersytecie Cincinnati. Był członkiem Narodowej Komisji do Spraw Przestrzeni od 1985 do 1986 roku, oraz Prezydenckiej Komisji Badającej Przyczyny Katastrofy Wahadłowca Challenger w 1986.

Miał wykształcenie wyższe zawodowe z inżynierii aeronautyki (Uniwersytet Purdue, 1955). Uzyskał także tytuł inżyniera z dziedziny inżynierii kosmicznej, (Uniwersytet Południowej Kalifornii, 1970). Prócz tego był działaczem Skautingu i porucznikiem U.S. Navy.

Edwin „Buzz” Aldrin (ur. 20 stycznia 1930 r. w Montclair w stanie New Jersey) to pułkownik Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Ukończył Akademię Wojskową w West Point w 1951 roku. Tytuł doktora zdobył w dziedzinie astronautyki na Massachusetts Institute of Technology w 1963 r.

Wybrany wraz z trzecią grupą astronautów w 1963 r. był pilotem rezerwowym w misji Gemini 9, pilotem w misji Gemini 12 i rezerwowym pilotem modułu załogowego Apollo 8. Odszedł z NASA w lipcu 1971 r., po czym został Dowódcą Szkoły Pilotów do Badań Przestrzeni Kosmicznej w bazie wojskowej Edwards w Kalifornii. Emerytowany w 1972, został konsultantem w Comprehensive Care Corporation w Newport Beach. Obecnie mieszka w południowej Kalifornii, gdzie jest konsultantem w Starcraft Enterprises. Opublikował trzy książki: Return to Earth („Powrót na Ziemię”), Men From Earth („Ludzie z Ziemi”) i ostatnią Magnificent Desolation. Był wolnomularzem...

Michael Collins (ur. 31 października 1930 r. w Rzymie) to generał dywizji Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Posiada wykształcenie wyższe zawodowe, ukończył Akademię Wojskową Stanów Zjednoczonych.

Wybrany spośród trzeciej grupy astronautów w 1963 r. był pilotem rezerwowym w misji Gemini 7 oraz pilotem Gemini 10. Przydzielony został do lotu Apollo 8, lecz zdjęto go z listy gdy okazało się, że musi iść do szpitala w celu przejścia operacji. Odszedł z NASA w styczniu 1970 roku mianowany na Zastępcę Sekretarza Stanu do Spraw Publicznych. Był dyrektorem Narodowego Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni przy Instytucie Smithsoniańskim od sierpnia 1971 roku; promowany na stanowisko Zastępcy Sekretarza Instytutu w sierpniu 1978 roku. Został emerytowany ze stopniem generała. Od lutego 1980 był wiceprezesem Vought Corporation w Arlington w Wirginii. Obecnie jest na stanowisku kierowniczym w firmie konsultingowej – Michael Collins Associates. Jest autorem wielu artykułów i dwóch książek: Carrying the Fire („Niosąc ogień”) i Liftoff („Odpalenie”), jak i książki dla dzieci Flying to the Moon and Other Strange Places („Latając na Księżyc i do innych dziwnych miejsc”).

Teorie spiskowe

Istnieje cały szereg spiskowych teorii na temat amerykańskich wypraw programu Apollo na Księżyc w latach 1969-1972. Ich zwolennicy uważają, że amerykańscy astronauci nigdy nie byli na Księżycu, a agencja kosmiczna NASA spreparowała zdjęcia, filmy, próbki skał księżycowych i inne dowody tego wydarzenia.

Według wyników sondażu opinii publicznej przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych w 1999 roku przez Instytut Gallupa, na pytanie czy wierzą, że lądowanie na Księżycu zostało sfingowane, twierdząco odpowiedziało 6% ankietowanych.

W 2001 roku stacja telewizyjna FOX poświęciła tym teoriom spiskowym specjalny program zatytułowany Conspiracy Theory: Did We Really Land on the Moon? („Teoria spiskowa: Czy naprawdę lądowaliśmy na Księżycu?”), wszystkie zarzuty czy teorie spiskowe zostały w tym programie obalone.

Istnieje szereg stron internetowych i publikacji powielających lub odpierających zarzuty zwolenników teorii spiskowych. Temu zagadnieniu poświęcona jest również w całości jedna ze stron internetowych NASA.

Główne zarzuty zwolenników teorii spiskowej o lądowaniu Apollo na Księżycu sprowadzają się do następujących stwierdzeń:

- Żaden astronauta nie przeżyłby poziomu promieniowania obecnego w pasach radiacji Van Allena.

Zdaniem samego odkrywcy zjawiska, Jamesa Van Allena, poziom promieniowania jest na tyle niski, że pozwala przy obraniu odpowiedniej trajektorii uniknąć jakiegokolwiek zagrożenia.

- Na żadnym ze zdjęć z Księżyca nie widać gwiazd.

NASA twierdzi, że czasy naświetlania używane przez astronautów nie pozwalały na zarejestrowanie światła gwiazd na kliszy.

- W całej bazie zdjęć dostępnych na serwerze NASA nie ma ani jednego ujęcia, na którym astronauta wykonywałby z kamerą w ręku obrót o 360 stopni, pokazując panoramę księżyca (jest to niewykonalne w warunkach studyjnych, gdzie kamera dysponuje planem tylko 180 stopni).

Filmowcy są zupełnie przeciwnego zdania.

- W całej bazie filmów NASA, nie ma jakichkolwiek filmów z astronautami na tle Ziemi (było to niewykonalne w ówczesnych warunkach, takie efekty umożliwia dopiero obróbka komputerowa).

Nie jest to prawdą, o czym świadczą zdjęcia astronautów po powrocie na Ziemię (w studiu) na tle Księżyca.

- Zdjęcia z Księżyca są podejrzanie dobrej jakości, jak na robione w niewygodnych skafandrach kosmicznych.

Trening astronautów przed odlotem obejmował także i zagadnienie robienia jak najlepszych zdjęć w skafandrach. Niemniej jednak istnieje duża kolekcja niezbyt udanych zdjęć, o których istnieniu zwolennicy tej teorii nie mają pojęcia.

- Napełnione powietrzem skafandry kosmiczne w atmosferze Księżyca byłyby zbyt sztywne, by umożliwiać poruszanie się astronautom.

Skafandry kosmiczne mają kilka warstw właśnie po to, by temu zapobiegać.

- Na wielu zdjęciach cienie rzucane przez obiekty padają w różnych kierunkach, co sugeruje używanie wielu źródeł światła.

To że cienie zdają się padać w różnych kierunkach wynika z faktu istnienia zjawiska perspektywy. Teza ta nie tłumaczy też, dlaczego domniemane kilka źródeł światła tworzy przy każdym obiekcie tylko jeden cień.

- Na wielu zdjęciach cienie rzucane przez stojących blisko siebie astronautów są różnej długości.

Wynika to z nierówności powierzchni Księżyca.

- Na filmie z misji widać, jak amerykańska flaga łopoce na wietrze.

Flaga „łopoce” tylko wtedy, gdy jest poruszana przez astronautę. Natomiast są na filmie momenty, gdy astronauta przechodzi tuż obok flagi, która pozostaje nieruchoma. Na Ziemi spowodowany przez astronautę ruch powietrza musiałby nią poruszyć.

- Na zdjęciach flaga jest pomarszczona tak, jakby łopotała na wietrze.

Flaga jest pomarszczona, co jest wynikiem sposobu jej transportu, oraz użycia specjalnego płynu (podobnego do wosku), w którym była wcześniej namoczona, jednak na każdym zdjęciu jest pomarszczona w identyczny sposób.

- Astronauci na Księżycu podskakują zbyt nisko. W grawitacji Księżyca powinni być w stanie skakać wyżej.

W misji Apollo 11 astronautom nie pozwolono na wykonywanie bardziej ryzykownych manewrów z obawy, że ich skafandry kosmiczne mogą się rozedrzeć. Pomimo tego nawet tak skromne akrobacje przez nich wykonane byłyby niemożliwe do odtworzenia w warunkach ziemskiej grawitacji.

- Odrzut silnika rakietowego modułu księżycowego powinien był zostawić pod sobą krater.

Ciąg silnika odrzutowego LEM-a był zbyt słaby, by utworzyć krater.

- Na jednym ze zdjęć widać wyraźnie literę C na jednym z księżycowych kamieni, co sugeruje, że jest to jedynie rekwizyt.

Na powiększeniach widać, że „literą” jest tak naprawdę włos, który przyczepił się do zdjęcia i został razem z nim powielony. Ponadto „litery” nie widać na innych zdjęciach tego samego kamienia.

- Wiele zdjęć robionych w różnych miejscach ma identycznie wyglądające wzgórza w tle.

„Wzgórzami” są naprawdę odległe góry, a porównanie zdjęć wykazuje, że ich wygląd jest inny w zależności od tego, z której strony zostały sfotografowane.

- Ziemia na jednym ze zdjęć ma tak dobrą ostrość, że widać dokładnie Afrykę.

Astronauci robili zdjęcia na najlepszych ówcześnie dostępnych kliszach, aparatami specjalnie do tego celu opracowanymi przez szwedzką firmę Hasselblad z optyką niemieckiej firmy Zeiss.

Ponadto według zwolenników teorii spiskowej na kilku filmach z misji Apollo astronauta nie podskakuje, a podnoszony jest z ziemi na linie; piach spod butów wydaje się opadać z większym przyspieszeniem niż człowiek.

Przykładem rozbieżności pomiędzy prędkością opadania człowieka oraz pyłu jest film z misji Apollo 16 przedstawiający Johna Younga salutującego w podskoku. Spiskowcy twierdzą, że piach podrywany spod kół pojazdu księżycowego na jednym z filmów wydaje się „kłębić w powietrzu” i opadać zbyt wolno jak na księżycowe warunki, co ma dowodzić obecności powietrza na planie filmowym.

Ujęcie przedstawiające odlot ostatnich ludzi z Księżyca przypomina raczej amatorski film science-fiction z lat sześćdziesiątych niż rzeczywisty start ważącej kilka ton rakiety. Na początku widać jakby mini-wybuch połączony z fajerwerkami, następnie moduł zaczyna się unosić do góry. Nie widać gazów wylotowych, linia horyzontu pod silnikiem jest nienaruszona. Kamera podążająca za startującym modułem jest rzekomo sterowana zdalnie z Ziemi co wydaje się wyczynem karkołomnym z uwagi na opóźnienie transmisji (ponad 1-sekundowe w każdą stronę).

Dlaczego nie wracamy na Księżyc?

Pomimo że od czasu misji Apollo minęło już ponad 40 lat, w trakcie których technologia kosmiczna niewątpliwie posunęła się do przodu, ludzie nie są w stanie wrócić dziś na Księżyc. Wszelkie plany powrotu człowieka na srebrny glob wybiegają w przyszłość o co najmniej dekadę i z każdym rokiem odsuwane są dalej w przyszłość.

Miejskie legendy o „nieprawidłowych cieniach”, fladze rzekomo łopoczącej na wietrze, odciskach butów w księżycowym pyle oraz o podobno „złym” poruszaniu się astronautów zostały eksperymentalnie obalone w programie Pogromcy mitów.

John Glenn, astronauta i polityk amerykański, powiedział kiedyś, że gdyby NASA chciała sfingować całe przedsięwzięcie, to z pewnością nie popełniłaby żadnego „błędu”, a „gwiazdy świeciłyby jak lampki na choince”. Wyraził też pogląd, że brak kontynuacji lotów na Księżyc wynika nie z problemów technicznych, lecz podjęcia przez NASA programu lotów wahadłowcami i budowy orbitalnej stacji kosmicznej. W dodatku w ciągu ostatnich dekad Ameryka angażowała się w różne konflikty zbrojne, co mocno nadszarpnęło budżet państwa.

No i jeszcze jedno – oszustwo, w przygotowanie którego musiały być zaangażowane tysiące ludzi – prędzej czy później zostałoby ujawnione, a ówczesny Związek Sowiecki czy dzisiejsza Rosja o niczym bardziej marzyć by nie mogły.

Jak było, tak było, ale rzeczywiście dziwne, że astronauci nie spotkali na Księżycu pana Twardowskiego...

Piotr K. Domaradzki

(Artykuł zamieszczony również w Wikipedii, fot.: Alexander Bilik)