Szukaj
Polub nas!

cyrenejczyk Piombo Cristo Cruz fot WikipediaSebastiano del Piombo,
Chrystus dźwigający krzyż
(za nim Szymon Cyrenejczyk)
(fot. Wikipedia)
Przybysz z Cyreny

Do historii wszedł przypadkiem. Po prostu we właściwym czasie znalazł się w odpowiednim miejscu. Według relacji ewangelicznych był pierwszym przechodniem, jaki zwrócił uwagę żołnierzy rzymskich, kiedy szukali silnego mężczyzny, który mógłby pomóc Jezusowi w niesieniu krzyża. Szymon, o którym mowa, pozostaje najbardziej znanym w historii ludzkości cyrenejczykiem...

Zmuszony do niesienia krzyża

Większość skazańców nie była w stanie przeżyć kary biczowania. Jezus wytrzymał, ale był poważnie osłabiony. A musiał jeszcze zanieść krzyż na Golgotę – wzniesienie poza murami Jerozolimy. W rzeczywistości włożono mu na ramiona tzw. patibulum, czyli poprzeczną część krzyża, która ważyła około 110 funtów, a więc była bardzo ciężka. Belka pionowa była na stałe umocowana na Golgocie. Pierwszy odcinek drogi – od twierdzy Piłata – prowadził dość stromo w dół. Cała procesja posuwała się pośpiesznie – wszystkim chodziło o jak najszybsze jej zakończenie ze względu na zbliżającą się Paschę, najważniejsze święto dla Żydów, wspominające wyzwolenie Izraelitów z niewoli egipskiej. W pewnym momencie Jezus przewrócił się, najprawdopodobniej ze zmęczenia, i runął do biegnącego tam naturalnego kanału, którym płynęły wszystkie ścieki z miasta.

Gdy ponownie założono mu belkę na ramiona, słaniał się na nogach pod jej ciężarem, spowalniając pochód. Wtedy eskortujący go żołnierze rzymscy – nie wiadomo czy z litości, czy z obawy o to, że nie dożyje egzekucji – postanowili zmusić kogoś, by pomógł mu nieść krzyż. Akurat w tym momencie obok – a było to w pobliżu Bramy Efraimskiej – przystanął rosły mężczyzna, który wracał z pola. Chciał pewnie poznać przyczynę wrzawy towarzyszącej procesji. I to właśnie jego zmusili, by wziął patibulum na swoje ramiona. Cyrenejczyk pojawia się jedynie na chwilę w tekstach trzech ewangelistów i równie szybko znika. A mimo to odgrywa ogromną rolę.

„Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego” – napisał Mateusz (15,21).

„Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem” – zanotował ewangelista Łukasz (23,26).

„I zmusili niejakiego Szymona Cyrenejczyka, ojca Aleksandra i Rufa, który szedł i przechodził mimo, aby niósł krzyż jego” – zapisał ewangelista Marek (15,21).

Skoro Szymona zmuszono, znaczy to, że nie zrobił tego z własnej woli. Przypuszcza się, że nie chciał, poprzez uczestnictwo w widowisku hańby – Rzymianie uważali ukrzyżowanie za haniebną śmierć – wystawić się na pośmiewisko. O tym doświadczeniu napisał znany poeta i przyjaciel Jana Pawła II, Marek Skwarnicki:

Nie z własnej woli Szymonie
lecz przez doświadczenie krzyża
poznałeś Pana, biorąc udział w Jego zbawczej męce.

Oczywiście wtedy Szymon nie mógł zdawać sobie sprawy z wagi wydarzenia, w jakim wziął udział, i tego, że jego historia zostanie zanotowana w najważniejszej księdze świata. W ogóle to bardzo mało wiadomo na jego temat. Trudno nawet ustalić, co robił wtedy akurat w okolicy Jerozolimy. Wszak pochodził z Cyreny położonej w odległości około 600 mil.

Rodzinne miasto Szymona leży na płaskowyżu w północnej Libii i ma długą historię. Zostało założone między rokiem 675 a 650 p.n.e. przez Dorów (lud grecki mówiący dialektem doryckim) z Santorynu. Począwszy od IV w. p.n.e. zamieszkiwała w nim społeczność żydowska, przybyła tam z terenów egipskich. Historia Cyreny znana jest z opisu Herodota (IV księga Historii). Po śmierci Aleksandra Wielkiego to starożytne miasto znalazło się w rękach dynastii Ptolomeuszy, a następnie przeszło w ręce Rzymian i zostało stolicą prowincji Cyrenajka obejmującej również Kretę. Z Cyreny pochodziło wielu słynnych filozofów i uczonych, w tym Arystyp, Karneades i poeta Kallimach, a także znani żydowscy pisarze czasów hellenistycznych: Jazon i Ezechiel. Prawdopodobnie w okolicach Cyreny urodził się też Marek ewangelista.

Święci synowie

Postać Szymona z Cyreny pozostaje tajemnicą. Pewnie z tego właśnie powodu Karol Wojtyła zatytułował poświęcony mu poemat Profile Cyrenejczyka, podkreślając naszą znikomą wiedzę o jego bohaterze. Nieco więcej informacji przedstawiła w tzw. objawieniu prywatnym Pasji błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich: „Szymon był krzepkim mężczyzną w wieku około 40 lat. Miał na sobie krótki, obcisły kaftan, uda owinięte szmatami, na nogach sandały przymocowane rzemykami do nóg. Głowę miał odkrytą. Synowie ubrani byli w sukienki w barwne paski. Dwaj z nich, starsi już, Rufus i Aleksander, zostali później zaliczeni w poczet uczniów Jezusa. Trzeci był jeszcze mały; widziałam go później, jako chłopca, u Szczepana”.

Patrząc z perspektywy czasu, z pewnością dzień, w którym Szymon niósł krzyż Jezusa, był najważniejszym w jego życiu. Nie wiadomo, czy je pod wpływem tego dnia odmienił. Wiadomo za to na pewno, że to niezwykłe doświadczenie ojca wpłynęło na jego synów, Aleksandra i Rufusa. Musieli być postaciami w jakimś stopniu znaczącymi w gronie pierwszych chrześcijan, skoro Marek, pisząc o Szymonie, przedstawił go grupie wyznawców nauki Chrystusa z Rzymu jako ich ojca. Przypuszcza się, że po przyjęciu chrztu towarzyszyli Piotrowi Apostołowi w pobycie w gminie rzymskiej. Niektórzy autorzy opisujący życie świętych (tzw. hagiografowie) podają, że Rufus był później biskupem egipskich Teb, który zginął śmiercią męczeńską 21 marca. Jego brat Aleksander miał zostać zabity z powodu wiary 11 marca w Kartagenie. Obaj zostali uznani świętymi przez Kościół katolicki, prawosławny i ormiański.

Na koniec krótka refleksja nad historią Szymona z Cyreny, autorstwa znanego poety i publicysty Aleksandra Leszka Moczulskiego: „Ile razy chcemy odpocząć od wszystkiego, uciec, zapomnieć, a Pan wtedy, właśnie wtedy, liczy tylko na nas. Ile razy przechodzimy obok obcego – a przechodzimy obok oblicza Boga… Ile razy jesteśmy przybyszami – a Dobry Bóg tylko nasze ramiona ma do pomocy, nic więcej…”.

Dorota Feluś