Szukaj
Polub nas!

Jan van Eyck Trzy Marie u grobu fot WikipediaJan van Eyck, Trzy Marie u grobu (fot. Wikipedia)Chrystus zmartwychwstał

Niedziela Wielkanocna, zwana też Paschą, to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie, upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Z racji rangi papież Grzegorz Wielki nazwał je w VI wieku Solemnitas Solemnitatum, czyli „uroczystością nad uroczystościami”. Nic dziwnego, wszak zmartwychwstanie to fundament i – jak mówią autorzy Katechizmu Kościoła katolickiego – „kulminacyjna prawda wiary” chrześcijan...

Nowy wymiar życia

Chrześcijanie wierzą, że zmartwychwstanie Chrystusa – uznawane za największy cud w historii świata – nastąpiło w nocy z soboty na niedzielę. Godzina pozostaje tajemnicą. Według Biblii trzeciego dnia po ukrzyżowaniu Jezusa, „kiedy jeszcze było ciemno”, do groty, gdzie złożono jego ciało, udały się trzy kobiety: Maria Magdalena, Maria – matka Jakuba i Maria Salome (ilustracją tego wydarzenia jest słynny obraz niderlandzkiego malarza z XV w. Jana van Eycka Trzy Marie u grobu). Zamierzały, zgodnie z żydowskim zwyczajem, namaścić ciało specjalnymi wonnościami. Zastały otwarty i pusty grób, który wcześniej był opieczętowany i zasłonięty potężnym kamieniem – poruszenie takiego głazu, w celu otwarcia wejścia, wymagało siły mięśni kilku mężczyzn! – a drogi do niego strzegli żołnierze Piłata. Wkrótce potem, jak podają ewangeliści, ukazał się im (a nieco później również uczniom) Chrystus.

Jego ciało było niby takie samo, a jednak odmienione, np. zamknięte drzwi nie stanowiły dla niego przeszkody. Istotę zmartwychwstania tłumaczył rasowy teolog Joseph Ratzinger (papież Benedykt XVI) w książce Jezus z Nazaretu następująco: „Jezus nie jest kimś, kto powrócił do normalnego życia biologicznego i zgodnie z prawami natury będzie musiał któregoś dnia umrzeć. Jezus nie jest też zjawą (»duchem«). Znaczy to, że nie jest kimś, kto w rzeczywistości należy do świata umarłych, może jednak w jakiś sposób ukazywać się w świecie żyjących. Aby zrozumieć, na czym polega istota Zmartwychwstania Chrystusa, trzeba zauważyć, że spotkania ze Zmartwychwstałym są czymś innym niż doświadczenia mistyczne, w których duch ludzki zostaje na chwilę uniesiony ponad siebie samego oraz doświadcza świata Boskiego i wiecznego, by potem znowu powrócić do normalnego wymiaru swej egzystencji. Doświadczenie mistyczne jest wyjściem na jakiś czas poza granice obszaru duszy i jej zdolności postrzegania. Nie jest ono jednak spotkaniem z osobą realną przychodzącą do mnie z zewnątrz. (...)

Ponieważ my sami nie mamy jeszcze doświadczenia takiego odnowionego i przemienionego rodzaju materialności i życia, nie powinniśmy się dziwić, że wykracza on poza granice naszych pojęć i wyobraźni. (...) Można na Zmartwychwstanie patrzeć jak na swoistą radykalną mutację, w której otwiera się nowy wymiar życia i człowieczeństwa. Tak, sama materia zostaje tu przetworzona na nowy rodzaj rzeczywistości. Człowiek Jezus, teraz właśnie także ze swym ciałem, należy odtąd całkowicie do sfery rzeczywistości Boskiej i wiecznej. (...) Istotny jest tu fakt, że w Zmartwychwstaniu Jezusa nie został kiedyś przywrócony do życia jakiś pojedynczy zmarły; w Zmartwychwstaniu dokonał się przeskok ontologiczny dotyczący bytu jako takiego, zainaugurowany został wymiar, który dotyczy nas wszystkich i który stworzył dla nas wszystkich nowy obszar życia – bycia razem z Bogiem”.

Celebracja Paschy

Pamiątkę zmartwychwstania Jezusa uroczyście obchodzili już apostołowie i pierwsi chrześcijanie. Ze względu na wymiar tajemnicy i wagę – Kościół wierzy, że dzięki swojej ofierze Chrystus zbawił człowieka – przez pierwsze trzy wieki było ono jedynym świętem. Około 220 r. Tertulian pisał: „Od Paschy do Pięćdziesiątnicy radujmy się”. Przez długie wieki data celebracji była przyczyną licznych nieporozumień. Otóż św. Jan podaje, że Jezus umarł w dniu przygotowywania Paschy (od hebrajskiego Pesach – „przejście”) żydowskiej – pamiątka wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej jest celebrowana zgodnie z nakazem Mojżesza w 14. dniu miesiąca nisan, przy czym przez miesiąc nisan określano okres 30 dni od nowiu marca do nowiu kwietnia – dokładnie w momencie, gdy w świątyni zabijano jednoroczne baranki na ofiarę.

I tu pojawił się pierwszy problem, bo w tradycji żydowskiej dni liczy się od zmierzchu i dlatego jako datę obchodzenia święta Paschy podaje się 15. nisan. Kolejny kłopot jest wynikiem rozbieżności relacji. Pozostali ewangeliści, zwani synoptykami (Marek, Łukasz i Mateusz), zapisali bowiem, że Jezus spożył Ostatnią Wieczerzę z uczniami jako pamiątkę tradycyjnej żydowskiej Paschy, czyli umarł na krzyżu w samo święto Paschy. W związku z tym w pierwszych wiekach po śmierci Chrystusa wyodrębniły się dwie tradycje teologii paschalnej. Chrześcijanie z kręgu tzw. teologii azjatyckiej, odwołującej się do zapisu św. Jana, obchodzili Wielkanoc 14. dnia miesiąca nisan (stąd ich nazwa kwadrodecymanie, od łac. quattuordecim – „czternaście”), nie zwracając przy tym uwagi na dzień tygodnia. Z kolei chrześcijanie opowiadający się za tzw. teologią aleksandryjską, która była oparta na zapisie synoptyków (cały zachód i wschodnie prowincje imperium rzymskiego: Syria, Egipt i Pont) celebrowali pamiątkę zmartwychwstania Jezusa w pierwszą niedzielę po 14. dniu miesiąca nisan.

Tak było do końca II wieku, kiedy to doszło do zaognienia sporu. Gdy na synodzie zwołanym przez biskupa Polikarpa z Efezu uznano obchodzenie Wielkanocy w 14. dniu miesiąca nisan, papież Wiktor (189-199) zerwał jedność z lokalnymi Kościołami w Azji Mniejszej. Konflikt został zażegnany dzięki mediacjom Ireneusza z Lyonu, jednego z pierwszych wielkich teologów chrześcijaństwa. Ostateczną datę obchodzenia Wielkanocy – w pierwszą niedzielę po pierwszej pełni Księżyca wypadającej po zrównaniu dnia z nocą – przyjął sobór w Nicei w 325 r. Tym samym Wielkanoc stała się świętem ruchomym. Pojawił się jednak nowy problem, bo biskupi zapomnieli podać obowiązującą datę zrównania wiosennego – jedni uważali, że wypada ono 18 marca, drudzy, że 21 marca, a jeszcze inni, że 25 marca. Nieporozumienia trwały po przełom wieków VII i VIII, kiedy to ostateczną wersję – 21 marca – przyjęto za sprawą św. Bedy Czcigodnego i Karola Wielkiego. Wielkanoc może wypaść najwcześniej 22 marca (zdarzyło się to ostatnio w 1818 r., a ponownie zdarzy się w 2285 r.), a najpóźniej 25 kwietnia (ostatnio w 1943 r.), a powtórzy się w 2038 r.).

Uroczysta rezurekcja

Polska nazwa Wielkanoc jest nawiązaniem do cudu zmartwychwstania, który nastąpił nocą. Przyjęliśmy ją wraz z chrześcijaństwem od Czechów. Angielska nazwa to Easter, a niemiecka – Oester, czyli „wschód”, a zatem wzejście nowego dnia po nocy. Prawosławni używają nazwy Pascha. Od tego słowa swoją nazwę utworzyli także Hiszpanie – Pascua, Francuzi – Paques i Włosi – Pasqua.

Wielkanocną celebrację zawsze rozpoczynała uroczysta msza św. zwana rezurekcją (od łac. resurrectio – „zmartwychwstanie”). Według historyków Kościoła pierwsza wzmianka o tym nabożeństwie – odprawionym w Augsburgu w Niemczech – pochodzi z X w. Na ziemiach polskich rezurekcję spopularyzowali bożogrobowcy-miechowici, czciciele męki Chrystusa i Jego zmartwychwstania, sprowadzeni z Jerozolimy do Miechowa około 1163 r. Pierwszy opis, pochodzący z XIII w., znajduje się w księdze katedry płockiej i w tzw. Rytuale Piotrkowskim.

Do XVIII w. nabożeństwo rezurekcyjne odprawiano w dużych miastach o północy z soboty na niedzielę (w czasach stanisławowskich, z powodów bezpieczeństwa, przeniesiono je na rano w niedzielę). Na wsiach odprawiano je wczesnym porankiem Wielkiej Niedzieli (dziś wszędzie przeważa ta właśnie wersja), przez długi czas dokładnie godzinę po wschodzie słońca. Gdy na dworze panowały jeszcze ciemności, młodzieńcy budzili mieszkańców głośnymi przemarszami z bębnem, przypominając im grzmoty i trzęsienie ziemi, które – jak wierzono – towarzyszyły chwili zmartwychwstania. Gdy pogoda sprzyjała, przed rezurekcją ludzie udawali się na wzniesienia, by obserwować wschód słońca.

Samo nabożeństwo było bardzo uroczyste i do dziś takim pozostaje. Najpierw kapłan podnosił ustawiony przy Grobie Pańskim krzyż ozdobiony czerwoną stułą – znak Jezusa-Kapłana, który złożył siebie w ofierze – i trzykrotnym śpiewem oznajmiał zmartwychwstanie Chrystusa. W tym czasie, jak opisywał to w XVIII w. ks. Jędrzej Kitowicz (historyk, pamiętnikarz i korespondent polityczny), „tłum wstrzymywał oddech i na dany znak czuwające przy grobie straże waliły się z wielkim łomotem na posadzkę, a później gromkie Alleluja! omal nie rozsadziło murów świątyni”.

Następnie odbywała się uroczysta procesja, podczas której celebrans, ubrany w złotą kapę, niósł monstrancję z Najświętszym Sakramentem (dla podkreślenia tajemnicy, że ten sam zmartwychwstały Chrystus jest obecny pod postaciami eucharystycznymi), a ministranci – liturgiczne symbole święta: krzyż ozdobiony stułą, zapalony paschał i figurę zmartwychwstałego Chrystusa z chorągwią w ręku (figura ta była, i nadal jest, wystawiana w kościele obok ołtarza aż do uroczystości Wniebowstąpienia). Taka procesja była, i jest, publicznym ogłoszeniem światu radosnej nowiny, że Chrystus żyje. Orszak tradycyjnie okrążał od zewnątrz kościół, przy którym dawniej tradycyjnie usytuowany był cmentarz. W ten sposób i zmarłym głoszono radosną nowinę o zmartwychwstaniu. Dawniej procesji towarzyszyła kanonada ze strzelb, pistoletów, armat i moździerzy. Wielki huk miał przypomnieć trzęsienie ziemi towarzyszące zmartwychwstaniu. Dzisiaj kanonadę z broni palnej zastępuje głośne bicie dzwonów.

wielkanoc Procesja rezurekcyjna w Zakopanem fot Grzegorz Momot EPAProcesja rezurekcyjna w Zakopanem
(fot. Grzegorz Momot/EPA)
„Niemal wszędzie po wsiach i małych miasteczkach podczas tej uroczystości strzelano z moździerzów i z harmatek, z organków, to jest kilku lub kilkunastu rur w jedno łoże osadzonych, w jednym rzędzie żłobkowatym zapały mających, lontem jak harmatki i moździerze zapalanych, albo też z ręcznej strzelby, pod którą w niektórych miejscach stawali żołnierze, gdzie mieli konsystencyję, a gdzie nie było żołnierzy, mieszczankowie z różnych cechów lub na wsiach parobcy. A że ci ludzie nie wyćwiczeni w taktyce częstokroć nie razem, lecz po jednemu lub po kilku wydali ognia, co się czasem i żołnierzom trafiało, przeto urosło przysłowie między myśliwymi, kiedy w kniei gęsto do zwierza strzelano: »strzelają jak na rezurekcją«” – pisał ks. Kitowicz w Opisie obyczajów za panowania Augusta III.

Procesję kończyło odśpiewanie dziękczynnego hymnu Ciebie, Boga, wysławiamy. Następnie kapłani, ubrani w białe szaty, celebrowali wielkanocną mszę św.

Przy okazji mała refleksja. Wiele osób uważa, że rezurekcja jest najważniejszym elementem Wielkanocy. To nieprawda.

Paschę trzeba przeżywać jako jedną liturgię, jako całość: od znaku Krzyża św. w Wielki Czwartek do błogosławieństwa po rezurekcji. Nie można uznać, że któryś z tych dni jest mniej ważny, że ma się coś innego do zrobienia niż uczestnictwo w tej liturgii. Bo wtedy człowiek nie doświadczy w pełnym wymiarze zmartwychwstania – mówi bp Grzegorz Ryś.

Wielkanocna zgoda

Po zakończeniu rezurekcji krewni i znajomi pozdrawiali się w specyficzny sposób – na słowa „Chrystus zmartwychwstał”odpowiadali: „Prawdziwie zmartwychwstał. Zwyczaj ten zachował się do dziś w Kościele prawosławnym. W czasie, gdy wszyscy składali sobie życzenia, na wsiach pszczelarze biegli co sił w nogach do pasieki, gdzie chuchali do każdego ula i obchodzili go w koło trzy razy. Miało to sprawić obfite rojenie się pszczół przez cały rok. Pozostali brali udział w wyścigach furmanek. Wierzono, że gospodarzowi, który pierwszy dotrze do domu z kościoła, szybko i bujnie wzejdzie zboże. Zwyczaj ten zachował się w niektórych miejscowościach do dziś.

Po rezurekcji można było zasiąść do wielkanocnego śniadania. Wcześniej dzielono się „święconym”. Oczywiście już wtedy wszyscy biesiadnicy, podobnie jak podczas Wigilii Bożego Narodzenia, musieli być pogodzeni. Jak napisał w Encyklopedii Staropolskiej Z. Gloger: „W tym dniu przy stole spotkawszy się, najzawziętsi nieprzyjaciele podawali sobie dłonie na znak pojednania i przebaczali nawzajem”. Stół, zwyczajowo nakryty śnieżnobiałym obrusem, był suto zastawiony. By wyobrazić sobie bogactwo potraw, wystarczy wspomnieć, że na dworze króla Władysława Jagiełły do samych tylko wielkanocnych strucli z serem zużywano 800 jaj, worek białej mąki i 3 kopy serów. Oczywiście w domach poddanych było znacznie biedniej, ale i tak nawet w tych najbardziej ubogich zawsze było mięso i jajka.

Te ostatnie – uznawane za symbol cyklicznie odradzającego się życia i ukrytej siły witalnej – stanowiły centrum wielkanocnej biesiady. Nie tylko się nimi dzielono, ale i wykorzystywano je w charakterze magicznym – rozkruszone skorupki rozsypywano po kątach domów (by chroniły przed szczurami i myszami) i na rolę (by zboże rosło wysoko, dźwigając ciężkie kłosy) – i do zabawy. Jajkami się stukano, turlano je po zboczach i tłuczono. W wielkanocne popołudnie odświętnie wystrojone dziewczęta szły w korowodzie przez wieś z tzw. nowym łatkiem. Był to pęk zielonych gałązek albo drzewko bogato przystrojone wstążkami i kwiatami z bibułki, symbolizujące wiosnę.

Dorota Feluś