Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (10 Votes)

Wielkanocna rzeczywistość

Triduum Paschalne to najważniejsze dla chrześcijanina trzy dni w roku. W tym czasie Kościół wspomina przełomowe wydarzenia w historii zbawienia, czyli Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa. O tle historycznym, tradycji i obrzędach liturgicznych towarzyszących tym niezwykłym dniom rozmawiamy z ks. biskupem Grzegorzem Rysiem...

Ta historia wydarzyła się w konkretnym miejscu i czasie. Jak wtedy wyglądał tamten świat?

KS. BP GRZEGORZ RYŚ: Jest 30. rok po Chrystusie. Cesarzem był Tyberiusz, a Judea – prowincją rzymską. Nie była jeszcze wtedy Palestyną. „Palestyna” to jest nazwa z czasów Hadriana (jakieś sto lat później). Używano jej m.in. po to, żeby upokorzyć Żydów i żeby nie używać nazwy Izrael. Nad Judeą Rzymianie sprawowali kontrolę bezpośrednio. W imieniu Rzymu robił to prokurator, którym był Poncjusz Piłat. Jerozolimę zamieszkiwali przede wszystkim Żydzi. Jako że zbliżała się Pascha, do miasta ciągnęły tłumy. Niektórzy historycy mówią, że przybywało tu nawet do miliona ludzi. Zasadą było, że Paschę należy spożywać w Jerozolimie.

Czym była Pascha żydowska?

– Pascha, inaczej „przejście”, to najważniejsze święto dla Żydów, wspominające wyzwolenie Izraelitów z niewoli egipskiej. Było to święto przeżywane rodzinnie, w domu. Jego zasadniczym elementem była wieczerza. A że najważniejsze było to, żeby celebrujący Paschę Żyd poczuł się uczestnikiem tamtego wydarzenia, zawsze była tzw. hagada, czyli opowiadanie. Najmłodszy z synów musiał zapytać najstarszego z ojców, „czemu ta noc jest inna?”, a ten mu musiał opowiedzieć całą historię wyjścia z Egiptu. Taka katecheza zapobiegała też bezmyślnemu jedzeniu dań, z których każde miało swoje głębokie znaczenie.

Najważniejszy był baranek. Jak mówi Księga Wyjścia, tamtej nocy, zgodnie z poleceniem Boga, Izraelici spożywali baranka, a pozyskaną z niego krwią znaczyli odrzwia swoich domów. Miało to ustrzec ich przed przechodzącym przez Egipt aniołem Bożym, który biorąc pomstę na Egipcjanach zabijał wszystko co pierworodne. Poza barankiem jedzono chleb, który był niekwaszony. To znak tego, że Izraelici wyszli z Egiptu w ogóle nieprzygotowani – nie mieli chleba na drogę, a że nie mogli opóźnić wyjścia, wyszli z dzieżami niezakwaszonego ciasta. Tradycyjnie serwowano również gorzkie zioła i sos w kolorze ceglastym, przypominające niewolę (w Egipcie Izraelici musieli wyrabiać cegły) i jej gorycz. Ważnym daniem było czerwone wino, symbol godności królewskiej i wyzwolenia.

Czy Ostatnia Wieczerza była tradycyjną Paschą żydowską?

– Jeśli chodzi o Paschę Jezusa, to nie ma źródeł historycznych, poza ewangelicznymi. Archeologia nie jest tu najlepszą z możliwych nauk, bo ona potrzebuje, nawet jeśli się coś znajdzie, objaśnienia, które rodzi się z Tradycji. Dzieje Apostolskie mówią, że miała ona miejsce w sali na górze, zwanej później Wieczernikiem, na stoku góry Syjon w Jerozolimie. To miejsce jest upamiętnione, choć dzisiaj wygląda inaczej niż wtedy, choćby z powodu przeróbek poczynionych tu przez krzyżowców, a później muzułmanów. Pascha Jezusa i jego uczniów miała charakter tradycyjny. O tyle to ważne, że my w Kościele Łacińskim sprawujemy do dziś Eucharystię na niekwaszonym chlebie i, idealnie rzecz biorąc, na czerwonym winie, czyli tak jak ją sprawował wtedy Jezus.

Szokującym wydarzeniem było obmycie nóg uczniom przez Jezusa. Czy to był bezprecedensowy gest?

– W tamtych realiach, gdy drogi pokrywał kurz i piasek, normalnym było podanie przybyłej osobie wody do umycia nóg. Tylko, że z reguły wykonywali to niewolnicy. W przypadku Jezusa gest umycia nóg jest dowodem na to, że to On jest tym, który posługuje przy wieczerzy. Ważny jest też kontekst. Łukasz pisze, że wchodząc na Paschę apostołowie pokłócili się o to, kto ma zająć miejsce przy Jezusie, a więc tak naprawdę o to, kto jest najważniejszy. Obmywając im nogi, Jezus pokazał, że najważniejszy jest ten, kto usługuje.

A tak naprawdę po co to zrobił?

– Istnieje cały szereg tekstów chrześcijańskich na ten temat. O. Jankowski mówił, że w Piśmie Świętym, w Nowym Testamencie są tylko dwa poważne teksty na temat miłości: 13. rozdział I Listu do Koryntian, czyli Hymn o miłości św. Pawła, i 13. rozdział Jana będący właśnie opisem umycia nóg przez Jezusa. Myślę, że Jankowski ma rację, że to jest tak, iż zanim Jezus pokazał uczniom miłość do nich na krzyżu, to wcześniej pokazał miłość do nich prostą czynnością, którą ktoś nazwał „posługą ręcznika”. Niby nic wielkiego, ale Chrystus nie gardzi takimi prostymi gestami miłości. Są dla niego równie ważne jak te największe, z umieraniem włącznie.

Dużo działo się podczas Ostatniej Wieczerzy. Które z tamtych wydarzeń wieczorna liturgia Wielkiego Czwartku uwypukla najbardziej?

– Wbrew pozorom, w Wielki Czwartek wieczór najważniejszą czynnością jest tzw. mandatum, czyli umycie nóg. Najbardziej istotne do zrozumienia jest to, że Triduum Paschalne to nie są trzy różne dni, z których każdy ma swoją odrębną liturgię. To jest jedna liturgia, która trwa trzy dni – od znaku krzyża w Wielki Czwartek wieczór do błogosławieństwa po Rezurekcji. Z tego powodu w starożytnym kościele w ogóle nie odprawiano Mszy Wieczerzy Pańskiej – Eucharystia była odprawiana w nocy z soboty na niedzielę – a najważniejszym znakiem na czwartek było umycie nóg.

Proszę zauważyć, że u św. Jana nie ma opisu ustanowienia Eucharystii – jest u synoptyków, czyli Mateusza, Marka i Łukasza oraz u św. Pawła w I Liście do Koryntian. Jan zastępuje go opisem umycia nóg. Liturgia pierwotna szła za opisem Janowym, czyli człowiekowi, który przychodził na nią w Wielki Czwartek, proponowała: daj sobie umyć nogi, bo jak nie dasz sobie umyć nóg, to będziesz jak Piotr, który gdy zaczął się wzbraniać, usłyszał od Chrystusa: „Jak ci nie umyję nóg, nie będziesz miał ze mną udziału”. W ten wieczór człowiek musi się zastanowić, czy pozwoli Jezusowi umyć sobie nogi, a potem konsekwentnie, czy jeśli pozwoli, to czy to dokona w nim takiej zmiany, że on też będzie w stanie umyć komuś nogi. Takie jest znaczenie tej Wielkoczwartkowej liturgii wieczornej.

Jezus był człowiekiem i jako taki musiał czuć potworny ból i psychiczny, i fizyczny. Jak wyglądały Jego tortury i droga na krzyż?

– Nic nie można powiedzieć na pewno. Wszystkie konkretne opisy biorą się z dwóch źródeł: z Całunu Turyńskiego albo z objawień prywatnych, np. Katarzyny Emmerich. Tu trzeba pewnej rezerwy, ponieważ nikt nie jest w stanie powiedzieć na pewno, że Całun Turyński owijał ciało Jezusa. Poza tym Całun Turyński, podobnie jak i objawienia prywatne, nie są źródłem Objawienia.

Sama droga na Golgotę, która była wzniesieniem, jest zachowana w sensie lokalizacji. Mniej więcej wiadomo, gdzie była Gabbata, czyli miejsce, w którym Piłat sądził Jezusa (zachował się ten fragment rzymskiej zabudowy Jerozolimy) oraz Golgota. Warto wspomnieć, że pierwszy odcinek drogi krzyżowej Jezusa prowadził w dół. Od twierdzy Piłata schodziło się do miejsca stanowiącego naturalny kanał, którym płynęły wszystkie ścieki z Jerozolimy. Tradycja pokazuje, że to jest miejsce pierwszego upadku Jezusa. To dość zrozumiałe, zważywszy na fakt, że schodzący szli bardzo szybko. Chrystusa, który niósł ciężką, około 50-kilogramową poziomą belkę (belka pionowa była na stałe umocowana na Golgocie), ktoś mógł popchnąć, w rezultacie czego poślizgnął się i wpadł w te ścieki.

Bardzo ważne jest, by uświadomić sobie, że Jezus był człowiekiem i Bogiem równocześnie, ale te dwie natury w nim się nie mieszają. To nie jest tak, że on na czas trudny dla siebie mógł sobie „wyłączyć” swoją naturę ludzką i zacząć używać tej boskiej, jedynie udając ludzkie reakcje. Jak każdy inny człowiek w takiej stytuacji, z pewnością odczuwał silne zmęczenie i ból fizyczny. Oczywiście jest jeszcze doświadczenie potężnej samotności.

A dlaczego żołnierze rzymscy nie połamali Mu goleni, co było zwyczajową procedurą w przypadku konających na krzyżu?

– To była operacja służąca przyspieszeniu śmierci. W przypadku Jezusa nie było takiej potrzeby, bo zmarł po około trzech godzinach od momentu powieszenia Go na krzyżu.

Czy przebicie włócznią Jego boku miało ostatecznie potwierdzić śmierć?

– Żołnierz rzymski wiedział, jak to się robi. Pamiętajmy, że mówimy ciągle o źródle, którym jest Ewangelia. Ewangelia jest historią, ale też czymś więcej. Jan opisuje szczegóły, by pokazać spełnianie się proroctwa starotestamentalnego. Tak więc wszystkie te fakty są istotne z racji tego, co oznaczają, a nie dla ścisłości relacji historycznej. Ważne, by nie traktować ich jak serii zdjęć z Pasji Jezusa. To nie jest ten typ relacji.

Po śmierci, Jezusa złożono do grobu. Czy w tamtym czasie obowiązywały jakieś konkretne procedury pogrzebowe i jak wyglądały miejsca ostatniego pochówku?

– Jan pisze, że Jezusa pogrzebano zgodnie z tradycyjnym pochówkiem żydowskim. Według prawa żydowskiego, ciała osoby, która przelała więcej krwi niż mogłoby się zmieścić w jednym kieliszku, nie należało obmywać, tylko pochować razem z krwią i wonnościami. To jest ważne, jeśli ktoś próbuje analizować takie zjawiska jak Całun Turyński, na którym można znaleźć krew i ślady roślin. Jeśli chodzi o pochówek, to w tamtym czasie zmarłych chowano często w grotach, do których wejścia zamykano potężnymi kamieniami. Te ostatnie najczęściej umieszczano w czymś w rodzaju rynny, po której, wykorzystując nachylenie terenu, spuszczano tak, by szczelnie przylegały do wejścia do grobu. Poruszenie takiego głazu, zwłaszcza w kierunku odwrotnym, wymagało siły mięśni kilku mężczyzn. Ciało Jezusa umieszczono w jednej z takich grot.

Wielkopiątkowa liturgia przewiduje adorację krzyża. Co jest w niej najważniejsze dla chrześcijania?

– Myślę, że w adoracji krzyża najważniejsze jest to, żeby pamiętać, iż całujemy zarówno krzyż Jezusa, jak i swój własny. Jezus Chrystus mówi, że kto nie bierze swego krzyża, a idzie za nim, nie jest Go godzien. Stosunkowo nic nie kosztuje człowieka pocałowanie krzyża Jezusowego, bo to może być nawet i sentymentalne – ktoś za mnie umarł, więc całuję to narzędzie, na którym dokonał żywota. Natomiast pocałowanie własnego krzyża oznacza akceptację tego, że do życia przechodzi się przez umieranie. „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” – mówi Jezus. Człowiek bardzo boi się umierać. Wielki Piątek jest po to, żeby mieć poczucie, że to, co się nam wydaje, że nas zabije, nie musi nas zabić, a może być drogą do życia.

Dlaczego w Wielką Sobotę święcimy pokarmy?

– Tylko po to, by nie robić tego w Wielką Niedzielę. W Wielką Sobotę w Kościele nie ma żadnej akcji liturgicznej, poza święceniem pokarmów właśnie. W tym dniu chrześcijanin powinien czekać. Człowiek bardzo często jest w takiej sytuacji, kiedy czeka na zmianę. Chciałby, żeby się ta zmiana już dokonała, a jej nie ma. Doczekasz się, tylko miej nadzieję.

Wielka Sobota uczy czekania.

Jak rozumieć to, że początkowo uczniowie nie rozpoznali Jezusa, mimo że z nimi rozmawiał?

– Nie rozpoznali, bo wzrok jest w Pismie Świętym znakiem wiary. Znowu mówimy nie o narracji, która jest ściśle historyczna, ale o takiej, która ma swój sens teologiczny. Ewangelia Łukasza mówi, że droga wiary to jest droga do Jerozolimy. A uczniowie uciekli z Jerozolimy, czyli wykonali ruch odwrotny. Mieli kłopot z wiarą, dlatego nie widzieli. Swego Mistrza rozpoznali, kiedy uwierzyli, gdy połamał dla nich chleb, czyli kiedy odprawił Eucharystię.

Jezus pojawiał się i znikał. Czy On przybrał inny rodzaj ciała?

– Zmartwychwstał w ciele tym samym, niemniej to ciało jest ciałem uwielbionym. Jest tożsame z ludzkim ciałem, ale jednak nieco inne. Jezus jadł, pił, siedział z uczniami, ale też wykonywał rzeczy dla zwykłego człowieka co najmniej dziwne, np. przechodził przez drzwi. Więc to ciało miało nieco inne właściwości.

Dlaczego szczytem liturgii Triduum Paschalnego jest Wigilia Paschalna?

– Bo ona jest odnowieniem przyrzeczeń chrzcielnych, a chrzest dla nas chrześcijan jest sakramentalnym wejściem w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa.

Czy można powiedzieć, czym tak naprawdę było i jest zmartwychwstanie?

– Chodzi o to, żeby nie mylić zmartwychwstania ze wskrzeszeniem. Łazarz został wskrzeszony, córka Jaira została wskrzeszona, młodzieniec z Nain został wskrzeszony, ale potem wszyscy oni umarli. Zmartwychwstanie jest wejściem w inną rzeczywistość. W życie, które jest od Boga, w życie, które się nie kończy, które jest wieczne. I którym jest Miłość!

Rozmawiała: Dorota Feluś

Ks. bp Grzegorz Ryś jest dr. hab. nauk humanistycznych w zakresie historii i biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej.

(fot. Wikimedia Commons)