Szukaj
Polub nas!

Dzisiaj w Betlejem...

Bazylika Narodzenia fot Jim Hollander EPAMiejsce Narodzenia Chrystusa (fot. Jim Hollander/EPA)Zgodnie z przekazem nowotestamentowym i przekonaniem chrześcijan Jezus Chrystus urodził się w Betlejem, na obrzeżach Jerozolimy. Istnieją jednak eksperci, którzy twierdzą, że do tego przełomowego w dziejach ludzkości wydarzenia doszło w miejscowości o tej samej nazwie, ale leżącej w pobliżu Nazaretu. Debata raz po raz wywołuje duże kontrowersje. Łagodzą je teolodzy, podkreślając, że w tym wszystkim najistotniejsze nie jest miejsce, ale przesłanie i znaczenie wcielenia się Boga w człowieka...

Zamieszanie z miejscem narodzin

W Ziemi Świętej są dwie miejscowości o nazwie Betlejem, z tym że do tej pory zdecydowanie bardziej znane było to pozostające pod kontrolą Palestyńczyków, leżące na zachodnim brzegu Jordanu w Judei, około 5 mil na południe od centrum Jerozolimy. Ze względu na położenie nazywane jest Betlejem Judzkim lub Betlejem Efrata. To o nim, jako o miejscu narodzin Jezusa, piszą ewangeliści Łukasz i Mateusz (apostołowie Marek i Jan wcale nie poruszają tematu miejsca przyjścia na świat syna Boga). Ten pierwszy wspomina o spisie ludności, który miał się wówczas odbywać w Palestynie, braku miejsca w gospodzie i hołdzie pasterzy. Z kolei u Mateusza jest historia komety, pokłonu Trzech Króli i rzezi niewiniątek. Betlejem Judzkie uznano za miejsce narodzin Jezusa nie tylko na podstawie Ewangelii, ale także relacji świadków z pierwszych wieków chrześcijaństwa, w tym Justyna Męczennika i Orygenesa, oraz miejscowej tradycji, poświadczonej przez nawiedzających to miejsce „rzesze pielgrzymów z całego świata.

W ostatnich latach pojawiła się teza, że Jezus mógł się urodzić w mieście położonym w Galilei niedaleko Nazaretu (miasta, w którym dorastał) na północy Izraela, czyli w Betlejem Galilejskim, nazywanym też Betlejem Zabulona. Do jej postawienia skłoniła kilku historyków i biblistów seria wykopalisk archeologicznych, które na tym terenie przeprowadził Aviram Oshri, izraelski archeolog z Israel Antiquities Authority. Wynika z nich, że Betlejem Galilejskie było zamieszkane od przynajmniej VI wieku p.n.e., a w czasach Chrystusa było kwitnącą osadą.

Najbardziej zaskakujące było odkrycie pozostałości dużego, bogato zdobionego kościoła z VI wieku n.e. (o tym, że było to miejsce chrześcijańskiego kultu, świadczyły znalezione tu artefakty, w tym krzyże z brązu i lampki oliwne ozdobione znakiem krzyża). Jego rozmiary – około 150 na 80 stóp – stawiają go w rzędzie największych budynków sakralnych na terenie Ziemi Świętej pochodzących z tego okresu. Zdaniem Oshriego miejsce to musiało mieć niebagatelne znaczenie dla pierwszych chrześcijan, skoro wznieśli tu świątynię takich rozmiarów. Badacz uważa, że to tutaj na świat przyszedł Jezus.

Zaraz po dokonaniu odkrycia na dowód swego wywodu wskazywał, że w okolicach Kościoła Narodzenia znajdującego się w Betlejem Judzkim nie znaleziono żadnych pozostałości z przełomu I wieku p.n.e. i I wieku n.e. W rzeczywistości istnienie Betlejem Judzkiego w czasach narodzin Jezusa potwierdziły ostatnie wykopaliska archeologiczne, w tym odkrycie bulli z okresu Pierwszej Świątyni (1006-586 p.n.e.), na której wymieniona jest nazwa Betlejem, i fragmentu glinianej urzędniczej pieczęci skarbowej z hebrajską inskrypcją mówiącą o wysłaniu ładunku z Betlejem do króla w Jerozolimie, a także odkrycie tzw. Pola Pasterzy – około 2 mil od centrum Betlejem Judzkiego – wraz ze świetnie zachowanymi grotami sprzed 2 tysięcy lat. Dr Oshri mówił również, że o wiele bardziej logiczna byłaby podróż Maryi – będącej w zaawansowanej ciąży – do Betlejem w Galilei, które leży 8 mil od Nazaretu, niż do Betlejem w Judei, które leży niemal 100 mil od Nazaretu.

Teza postawiona przez archeologa najmocniejsze wsparcie uzyskała od profesora Bruce’a Chiltona, biblisty z Bard College w Annandale-on-Hudson. Uważa on, że umieszczenie przez Mateusza opowieści o przyjściu Jezusa na świat w Betlejem koło Jerozolimy było świadomym zabiegiem, mającym prawdopodobnie przekonać sceptycznych Żydów do przyjęcia chrześcijaństwa. Jedynym sposobem dokonania tego było bowiem udowodnienie spełnienia się proroctw, czyli tego, że Jezus pochodzi z rodu Dawida. Starotestamentowi prorocy zapowiadali, że żydowski Mesjasz nadejdzie z Betlejem w Judei, miejsca urodzenia tego króla. Prorok Micheasz przepowiadał:

„A ty, Betlejem, miasto Efraty,

najmniejsze jesteś, by być między tysiącami Judy!

Z ciebie mi wyjdzie,

By być na władcę w Izraelu,

A wyjście jego od początku,

Od dni wieczności”.

Jakby nie dość było debaty między dwoma opcjami, niedawno część badaczy oświadczyła, że Jezus nie urodził się ani w Betlejem Judzkim, ani w Betlejem Galilejskim, a w samym Nazarecie. „Prawda” ta ma być wynikiem krytycznego wczytania się w Nowy Testament.

W Grocie Narodzenia

Tocząca się debata na temat miejsca narodzin Jezusa nie zniechęciła bynajmniej wiernych do odwiedzania Bazyliki Narodzenia Pańskiego, zbudowanej – jak mówi chrześcijańska tradycja – nad grotą, w której Maryja urodziła Jezusa. Powstała dopiero w IV w. n.e., gdy cesarz Konstantyn ogłosił chrześcijaństwo religią imperium rzymskiego (inicjatorką budowy była matka władcy Helena) i pomimo burzliwych dziejów pozostaje jednym z najstarszych nieprzerwanie funkcjonujących kościołów na świecie. 29 czerwca 2012 r. została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Pierwotnie Bazylika Narodzenia była wspaniałą, pięcionawową świątynią – z obszernym atrium i ogromną cysterną oraz piękną mozaiką podłogową – do której prowadziło troje drzwi (dziś do środka wchodzi się przez niewielkich rozmiarów drzwi i kryty przedsionek, tzw. narteks). Niemal doszczętnie zniszczoną przez Samarytan, podczas wznieconego przez nich w 529 r. powstania, odbudował cesarz Justynian I Wielki. W ramach „remontu” m.in. dodano absydy, podniesiono atrium, fasadę cofnięto o 6 stóp, podłogową mozaikę przykryto marmurowymi płytami, a część ścian pokryto mozaikami. Te na zewnątrz przedstawiały Trzech Króli. To uratowało ją przed zburzeniem, gdy podczas najazdu na Palestynę, na początku VII wieku, Persowie zniszczyli wszystkie napotkane na drodze sanktuaria chrześcijańskie. Jak mówi legenda, w Betlejem dowódcę perskiego Szarbaraza i jego żołnierzy powstrzymał wizerunek perskich mędrców w szatach wschodnich, które przypominały im ich własne odzienie. Ostatecznie bazylikę rozbudowali krzyżowcy w XII wieku, zachowując jej masywną strukturę z IV i VI wieku. I w takiej formie przetrwała do dziś.

Samej świątyni praktycznie nikt nie ogląda, bo głowę każdej przybyłej tu osoby zaprząta jedna myśl – że za chwilę zobaczy jedno z najważniejszych miejsc w historii chrześcijaństwa, Grotę Narodzenia. Schodzi się do niej z obu stron platformy umieszczonej we wnętrzu bazyliki przed greckim ikonostasem. Po pokonaniu kilkunastu schodów oczom zwiedzających ukazuje się niezbyt duże pomieszczenie (26 stóp długości, 11 stóp szerokości i 9 stóp wysokości). W środku na próżno szukać stajenki, siana i zwierząt. Nie ma tu też dopływu naturalnego światła z zewnątrz. Najbardziej zdumiewające i smutne jest to, że w tak ważnym miejscu chrześcijanie od zawsze targowali się, kto za co odpowiada. Z tego powodu dziś niemal każdy cal pomieszczenia i jego wyposażenia jest przypisany przedstawicielom jednego z Kościołów: prawosławnego, katolickiego i ormiańskiego.

Obecnie funkcję kuratorów pełnią mnisi greccy i ormiańscy, a własnością franciszkanów – jako oficjalnych przedstawicieli Kościoła katolickiego – jest znajdujący się na terenie groty Ołtarz Żłóbka (umieszczony w tradycyjnym miejscu pokłonu Trzech Króli). Pomiędzy włodarzy tego miejsca ściśle podzielone są nawet lampy oliwne. Centralnym miejscem Groty Narodzenia jest umieszczona w marmurowej posadzce srebrna czternastoramienna gwiazda (14 ramion wskazuje na Dawidowe pochodzenie Jezusa). To dokładnie w tym miejscu na świat miał przyjść Jezus, jak głosi wyryty przy gwieździe łaciński napis: „Hic de Virgine Maria Jezus Christus natus est” (Tu z Dziewicy Maryi narodził się Jezus Chrystus). Zbudowany obok ołtarz grecki oświeca 15 srebrnych lamp oliwnych. Teolodzy i ludzie wierzący mówią, że tutaj Boże światło nabrało ludzkiego wymiaru.

Piotr Szymański