Szukaj
Polub nas!

trucks fot Pixabay(fot. Pixabay)Ciężarówka bez wodza

Po amerykańskich drogach jeżdżą wielkimi ciężarówkami prawie 2 miliony ludzi. Są to zwykle biali mężczyźni w średnim wieku, którzy odpowiedzialni są w znacznej mierze za przewożenie niemal wszystkiego – od stalowych prętów aż po chleb i masło. Ich zawód owiany jest pewnego rodzaju romantyzmem. Typowy „trucker” to człowiek przemierzający samotnie wielkie połacie USA i Kanady i słuchający muzyki country. Jest to do pewnego stopnia stereotyp, który pojawia się w wielu hollywoodzkich produkcjach oraz piosenkach. Od pewnego czasu spekuluje się jednak, że w niedalekiej przyszłości zawód kierowcy ciężarówki w ogóle przestanie istnieć…

Prócz wspomnianego romantyzmu zawód truckera przyciąga chętnych również z innego powodu – jest to zajęcie trudne, ale dające dość dobre zarobki. Średnia roczna pensja przekracza 40 tysięcy dolarów, przy czym mniej więcej 10 proc. kierowców zarabia dwa razy tyle. Problem w tym, że takie firmy jak Google, Uber i Tesla, przy znacznym zaangażowaniu producentów ciężarówek, prowadzą od pewnego czasu eksperymenty, których celem ostatecznym jest wprowadzenie do użytku samosterujących się ciężarówek, a zatem takich, w których ludzki kierowca przestaje być potrzebny.

Mogłoby się wydawać, że jest to na razie bardzo odległa perspektywa, ale w rzeczywistości sprawy mają się zupełnie inaczej. Firmy takie jak Kenworth, Scania i Volvo oraz liczne towarzystwa transportowe rozważają na serio eliminację kierowców, co przyniosłoby olbrzymie oszczędności, ale spowodowałoby też utratę pracy przez tysiące ludzi. Jeff Baxter, 48-letni kierowca, nie kryje, że obawia się w niedalekiej przyszłości bezrobocia. Jednak należy na razie do mniejszości. Gdy ze swoją ciężarówką zawita do tzw. Iowa 80, czyli wielkiego kompleksu przy autostradzie I-80, wiodącej z Nowego Jorku do San Francisco, często rozmawia z innymi kierowcami, którzy zwykle lekceważą zagrożenie ze strony postępującej automatyzacji.

Być może powinni jednak posłuchać Finna Murphy’ego, który kiedyś jeździł ciężarówkami, a potem napisał książkę pt. The Long Haul. Jego zdaniem dni truckerów są policzone. Zwraca uwagę na fakt, że jest to dziś przemysł wart ok. 700 miliardów dolarów rocznie, a 30 proc. wszystkich kosztów przewożenia czegokolwiek po drogach Ameryki stanowi wynagrodzenie dla kierowców. Duże amerykańskie koncerny chciałyby te koszty wyeliminować, a dodatkowe zyski zachować dla siebie.

Murphy podkreśla też inny fakt. Dziś przeciętny kierowca dużej ciężarówki jest często jedynym „ludzkim komponentem” przewożenia czegokolwiek. W nowoczesnych magazynach takich firm jak Amazon czy Walmart pojazdy załadowywane są przez maszyny, a ich rozładunek odbywa się w ten sam bardzo zautomatyzowany sposób. Towary układane są też na półkach przez automaty, a wszystko to monitoruje jeden facet, siedzący przed baterią monitorów i zarabiający 10 dolarów na godzinę. Gdy wszystko to odbywa się przy użyciu maszyn, kierowcy czekają bezczynnie i są opłacani za nic, co spędza sen z powiek ich szefom.

Zdaniem Murphy’ego, za pięć do siedmiu lat ciężarówki bez kierowców staną się wszechobecne. Zresztą już dziś w kilku stanach (Kalifornia, Floryda, Michigan i Utah) istnieją przepisy dotyczące poruszania się po drogach samosterujących się ciężarówek, które mają jeździć w specyficznych „plutonach”, czyli w pełni zsynchronizowanych grupach.

Niemal każdy tydzień przynosi nowe wieści o postępach technicznych, które zagrażają bezpośrednio kierowcom ciężarówek. Szef Tesli, Elon Musk, ma w przyszłym miesiącu zaprezentować elektryczną ciężarówkę, która jest rzekomo na razie „na poły autonomiczna”, czyli jeździ sama, ale wymaga obecności ludzkiego pilota. W ubiegłym roku firma Otto, należąca do Ubera, przeprowadziła test w ramach którego przewiozła 45 tysięcy puszek piwa Budweiser z Fort Collins do Colorado Springs, czyli na odległość 130 mil. Piwo znajdowało się na pokładzie elektrycznej ciężarówki bez kierowcy. Tymczasem w Europie flota na poły autonomicznych ciężarówek elektrycznych przejechała przez kilka krajów w ramach eksperymentu prowadzonego przez firmy: DAF, Daimler, Iveco, MAN, Scania i Volvo.

Wszystko to budzi poważne zaniepokojenie niektórych związków zawodowych w USA, które w Waszyngtonie zabiegają o to, by spowolnić zatwierdzanie nowych przepisów dotyczących samosterujących się pojazdów. Wydaje się jednak, że procesów automatyzacji nie da się zatrzymać. W przypadku ciężarówek zwraca się często uwagę na dodatkowy fakt – kierowca może prawnie jechać przez 11 godzin, a potem musi odpoczywać przez następne 8, co oczywiście nie będzie obowiązywać pojazdów zautomatyzowanych, które będą mogły jeździć wyłącznie z przerwami na ładowanie baterii. Ponadto komputery nigdy się nie męczą, nie zasypiają nad kierownicą, nie biorą narkotyków i nie piją alkoholu.

Inny kierowca ciężarówki, Douglas Berry, który „za kółkiem” pracuje od roku 1990, patrzy na obecnie zachodzące zmiany nieco inaczej: – Ja wiem, że w takich firmach jak Google pracują bardzo mądrzy ludzie, ale oni nie zdają sobie sprawy z tego, że nikt nie jest jeszcze gotowy psychicznie na to, by zaakceptować fakt, iż wielkie i ciężkie pojazdy będą jeździć po autostradach bez kierowcy”.

Berry ma zapewne do pewnego stopnia rację, tyle że jeszcze przed 10 laty praktycznie nikt nie akceptował możliwości używania na drogach pojazdów samosterujących, a dziś jest to perspektywa uważana za coś normalnego i nieuniknionego. Murphy twierdzi, że ludzkość powoli przyjmuje do wiadomości fakt, iż wykonywanie niektórych zadań lepiej jest powierzać maszynom, gdyż znacznie rzadziej popełniają błędy. – Zobaczymy, co wszyscy będą mówić – dodaje – z chwilą, gdy roczna liczba śmiertelnych wypadków na drogach zmaleje z obecnego poziomu 40 tysięcy do na przykład 200.

Krzysztof M. Kucharski