Szukaj
Polub nas!

amtrak fot Pixabay(fot. Pixabay)Pociągiem donikąd

W XIX wieku Ameryka była pionierem w dziedzinie kolei. Po nieśmiałych początkach w latach 30. tamtego stulecia nastąpił dynamiczny rozwój kolejnictwa, czego swoistym zwieńczeniem stało się zbudowanie trasy interkontynentalnej o długości ponad 1800 mil. Przez następne dekady ludzie kontrolujący poszczególne towarzystwa kolejowe należeli do elit amerykańskiego społeczeństwa. Niestety czasy te należą do przeszłości, a teraźniejszość rysuje się coraz gorzej…

Dziś pasażerskie przewozy kolejowe w USA są w większości domeną linii Amtrak. Jest to jedyne w Ameryce przedsiębiorstwo, które nadal oferuje kursy długodystansowe, między innymi z Chicago do San Francisco. Poszczególne trasy mają romantyczne nazwy, nawiązujące do dawnej świetności amerykańskich kolei: Empire Builder, Silver Meteor, Sunset Limited, Texas Eagle, Coast Starlight, California Zephyr, etc. Ta ostatnia nazwa zarezerwowana jest dla pociągów jeżdżących codziennie z Chicago do Kalifornii. Składy te pokonują mniej więcej tę samą trasę co dawne, XIX-wieczne wagony interkontynentalne.

Problem w tym, że Amtrak od lat ma poważne problemy budżetowe. Jest to firma wspierana finansowo przez władze federalne, a jej powstanie stało się możliwe na mocy ustawy zaproponowanej przez prezydenta Richarda Nixona i zatwierdzonej przez Kongres w roku 1970. 1 maja 1971 roku odbył się pierwszy kurs pociągu Amtrak, a celem administracji waszyngtońskiej było wskrzeszenie znajdujących się w stanie ostrego kryzysu kolejowych przewozów pasażerskich.

Jednak Amtrak nigdy nie spowodował renesansu kolejnictwa, mimo kilku sukcesów, szczególnie w latach 80. Dziś firma ta obsługuje 500 miast w USA i Kanadzie, a na jej trasach jeździ codziennie ponad 300 pociągów, które rocznie przewożą 30 milionów pasażerów. Zatrudnienie w Amtraku znajduje ok. 20 tysięcy ludzi. Ponadto Amtrak może się dziś poszczycić faktem, iż na niektórych odcinkach tras na wschodnim wybrzeżu pociągi są w stanie podróżować z prędkością 150 mil/h. Mówi się też często o zbudowaniu kilku superszybkich korytarzy kolejowych, między innymi na Florydzie i w Kalifornii. Niestety realia finansowe mogą wszystkie te plany zniweczyć.

Jak wiadomo, z inicjatywy Donalda Trumpa amerykański Kongres wkrótce ma zająć się ustawą, która przewiduje wydanie prawie tryliona dolarów na infrastrukturę kraju. Na razie jest to perspektywa dość odległa, gdyż Biały Dom uwikłany jest w przeróżne problemy, które skutecznie blokują działalność legislacyjną. Wiadomo jednak, że Trump proponuje obcięcie budżetu firmy Amtrak o 630 milionów dolarów rocznie, co jest o tyle zastanawiające, że choćby w sensie czysto symbolicznym amerykańskie koleje mają spore znaczenie, gdyż w przeszłości były oznaką siły i innowacyjności kraju.

Przedstawiciel organizacji o nazwie National Association of Railroad Passengers (NARP) ostrzegł, że jeśli cięcia proponowane przez Trumpa zostaną zatwierdzone i wejdą w życie, Amtrak zmuszony zostanie do zlikwidowania kursów do 220 miast w 23 stanach USA. Oznaczałoby to koniec kolejowych połączeń długodystansowych w Ameryce. Dla wielu większych lub mniejszych stacji obsługujących dziś pociągi Amtraku równałoby się to z ekonomicznym krachem. W związku z tym NARP wszczęła akcję protestów pod hasłem „Rally for trains”, w ramach której odbyły się już demonstracje w miastach Portland, Miami i Wausau.

Być może najlepszym przykładem tego, co może się stać w wyniku proponowanych cięć budżetowych, jest miasteczko Alpine w zachodnim Teksasie, które w roku 2016 oddało 53 proc. głosów na Trumpa. W tej 6-tysięcznej mieścinie znajduje się stacja kolejowa Amtraku, której istnienie daje zatrudnienie kilkudziesięciu osobom. Jeśli dodać do tego liczne dodatkowe biznesy, które w taki czy inny sposób funkcjonują dzięki obecności linii kolejowej, mowa w sumie o kilkuset miejscach pracy. Wszystko to jednak zniknie bez śladu, gdy tylko Amtrak straci federalne dotacje.

Najbliższa stacja kolejowa Amtraku znajduje się w odległości ponad 60 mil, w miejscowości Sanderson, ale ona zapewne również przestanie istnieć. Dla lokalnych mieszkańców ma to wszystko ogromne znaczenie. Połączenia autobusowe praktycznie tam nie istnieją, natomiast podróż do jakiegokolwiek lotniska zabiera ponad 3 godziny. Wprawdzie podróż pociągiem z Alpine do Houston jest ślimacza, bo trwa aż 14 godzin, ale korzysta z tego połączenia ponad 5 tysięcy ludzi.

Trasa z Alpine do Houston jest częścią kursu pociągów Sunset Limited, które jeżdżą z Nowego Orleanu do Los Angeles. Kiedyś składy docierały aż do Orlando na Florydzie, ale huragan Katrina zniszczył znaczne odcinki torów, które nigdy nie zostały naprawione. Pociągom pokonanie całej trasy zabiera 48 godzin. Nie jest to zatem w żaden sposób konkurencja dla superszybkich pociągów w Europie, Chinach czy Japonii, jednak tubylcom w żaden sposób to nie przeszkadza. Dla nich istnienie wolnych, ale solidnych połączeń kolejowych ma ogromne znaczenie, a ich likwidacja będzie miała fatalne następstwa ekonomiczne.

Szefowie NARP twierdzą, że cięcia budżetowe proponowane przez Biały Dom w Alpine przyniosą podobne efekty jak w wielu innych małych miastach w takich stanach jak Arkansas, Kansas, Missouri, Południowa Dakota czy Kolorado. Tymczasem prywatne firmy zamierzają zainwestować półtora miliarda dolarów w budowę ekspresowego połączenia kolejowego między Houston i Dallas. Jest to fakt, który drażni miejscową opinię publiczną. Ludzie ci nie są w stanie zrozumieć, dlaczego narodowa linia kolejowa Ameryki, którą jest w pewnym sensie Amtrak, wydaje się skazywana przez władze federalne na powolny upadek.

Andrzej Heyduk