Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (5 Votes)

Klan Kennedych

Nie jest przesadą twierdzenie, że gdyby w ostatnim półwieczu w ogóle nie było braci Kennedych, amerykański krajobraz polityczny wyglądałby dziś zupełnie inaczej. John, Robert i Edward wywarli ogromny wpływ na współczesny kształt Kongresu, dokonali przełomu w walce o równouprawnienie wszystkich obywateli USA i stali się „twarzą” amerykańskiego liberalizmu politycznego...

Jednak siłą sprawczą wszystkich tych poczynań był inny członek klanu, który dziś jest najmniej znany. Ojciec i patron rodziny, Joseph Patrick „Joe” Kennedy, rozpoczynał swoją karierę w niezbyt dla niego sprzyjających warunkach. Mimo to, odniósł spektakularny sukces.

Kontrowersyjny patriarcha

Joseph Kennedy urodził się w 1888 roku w rodzinie katolickich emigrantów z Irlandii. Fakt ten nie był wtedy korzystną wizytówką. Przybysze z Irlandii traktowani byli często z niechęcią i podejrzliwością. Również ich przywiązanie do katolicyzmu budziło w wielu środowiskach opór, jako że Ameryka od zarania swoich dziejów była w większości protestancka.

Jednak Joe szybko dorobił się dużych pieniędzy. Działał na giełdzie, inwestował w nieruchomości, a także „maczał palce” w interesach, które balansowały na skraju nielegalności. Choć nigdy mu tego nie udowodniono, wszystko wskazuje na to, iż w czasach prohibicji trudnił się nielegalnym importem napojów alkoholowych do USA. Wykazał się jednak w tej dziedzinie dobrym wyczuciem. Gdy zanosiło się na to, że prohibicja zostanie zniesiona, wykupił prawa importu szkockiej whisky. Zawarł też przymierze z kanadyjskim dystrybutorem alkoholu, firmą Schenley.

Gdy zatem prohibicję ostatecznie zniesiono w 1933 roku, Joseph Kennedy znalazł się w idealnej niemal pozycji, jako że szybko stał się wyłącznym importerem Gordon’s Gin i Dewar’s Scotch. Wszedł też w posiadanie największego wtedy biurowca w USA, Merchandise Mart w Chicago. Była to dla niego nie tylko główna baza biznesowa, ale również sztab, w którym zaczął realizować swoje ambicje polityczne. A było to o tyle łatwe, iż posiadał ogromne zasoby finansowe.

Joe Kennedy przyjaźnił się od czasów I wojny światowej z Franklinem D. Rooseveltem. Nic zatem dziwnego, że został przez niego mianowany ambasadorem USA w Wielkiej Brytanii. Rolę tę pełnił w latach 1938-40, a zatem w niezwykle trudnym, początkowym okresie II wojny światowej.

Jednak to właśnie wtedy osobiste ambicje polityczne patriarchy rodziny doznały nieodwracalnej szkody. W czasie dramatycznej Bitwy o Anglię Kennedy wyraził pogląd, iż „demokracja w Wielkiej Brytanii, a być może również w USA, jest skończona”. Do dziś nie bardzo wiadomo, co chciał przez to powiedzieć. Być może przewidywał rychłą klęskę Anglii pod naporem Luftwaffe. Być może uważał, że Hitlera nikt nie jest w stanie powstrzymać. Tak czy inaczej, oskarżono go o defetyzm w obliczu śmiertelnego zagrożenia.

Jednak polityczne samobójstwo Kennedy’ego miało też inne podłoże. W roli ambasadora sugerował on wielokrotnie, że z Hitlerem trzeba negocjować i iść na ustępstwa, by uniknąć wojny. Bez wiedzy Departamentu Stanu usiłował spotkać się z Hitlerem tuż przed początkiem bombardowania Londynu. A gdy Bitwa o Anglię już się rozpoczęła, był przeciw jakiejkolwiek amerykańskiej pomocy dla Brytyjczyków. Na domiar złego, wielokrotnie zdradzał w swojej korespondencji, że nie widzi „niczego zdrożnego” w hitlerowskiej polityce wobec Żydów.

Został w związku z tym szybko odwołany z Londynu i w zasadzie nigdy nie odegrał już żadnej bezpośredniej roli w amerykańskiej polityce. Od tego momentu jego ambicje polityczne przeniosły się na synów.

Dziś wiadomo już, że „stary Joe” największe nadzieje wiązał ze swoim najstarszym synem, Josephem Jr. Niestety, ten dobrze zapowiadający się młody człowiek zginął w czasie wojennej misji w Europie. W ten sposób grono potencjalnych twórców „dynastii” Kennedych zmniejszyło się do trójki braci – Johna, Roberta i Edwarda.

JFK

Joseph Kennedy wykazywał się wielokrotnie ogromną determinacją polityczną. Istnieją w miarę dobrze udokumentowane podejrzenia, iż we wczesnej fazie kariery politycznej Johna F. Kennedy’ego zabiegał o jego sukces jak tylko mógł. Przed stanowymi prawyborami miał rzekomo kontakt z pośrednikami, których zadaniem było przekonanie mafii, iż na związki zawodowe trzeba wywrzeć „odpowiedni nacisk”, by poparli jego syna. Współpracował też z kontrowersyjnym republikańskim senatorem Josephem McCarthym, co zyskało mu wiele poparcia w środowisku konserwatywnych irlandzkich katolików.

Nigdy zapewne nie dowiemy się już, jak dalece Joe „popychał” Johna w kierunku Białego Domu i jakich metod używał w tym celu. Zdawał sobie jednak sprawę, że musi działać bezwzględnie, bo historia była przeciw niemu – Ameryka nigdy przedtem nie wybrała katolika na prezydenta, nie mówiąc już o katoliku irlandzkim.

W czasie kampanii prezydenckiej swojego syna działał niemal wyłącznie zakulisowo, zdając sobie sprawę, że jest postacią zbyt kontrowersyjną, by otwarcie agitować na rzecz JFK. Ostatecznie w 1960 roku John F. Kennedy został prezydentem USA, realizując w ten sposób wieloletnie marzenia swojego ojca. Już w rok później Joseph Kennedy doznał wylewu krwi do mózgu i stracił mowę. Zmarł w roku 1969.

Tragedie

Po wyborze JFK wydawało się, że klan Kennedych przejmie na długo rządy, a przynajmniej wpływy, w Waszyngtonie. Brat prezydenta, Robert, stał się prokuratorem generalnym i przez trzy lata para ta wspólnie patronowała gruntownej transformacji Ameryki w kraj znacznie bardziej liberalny i bardziej wyczulony na kwestie równouprawnienia społecznego.

Tragiczne wypadki następnych lat są powszechnie znane. JFK zginął w roku 1963 z rąk zamachowca. Niemal natychmiast zaczęto upatrywać w jego bracie Robercie następcę w Białym Domu. W roku 1967 wszystko wskazywało na to, iż tak się stanie. RFK właśnie wygrał prawybory w Kalifornii, gdy został zastrzelony przez kolejnego zamachowca.

W tym miejscu należy podkreślić, że najmłodszy z braci, zmarły w 2009 r. Edward Kennedy, nigdy nie był „przewidziany” do roli polityka. Jego ojciec nie wiązał z nim żadnych konkretnych planów politycznych, a w czasie wielu wspólnych wystąpień całej rodziny Ted zwykle pozostawał w cieniu. Gdy jednak nagle stracił obu braci, i to w tak tragicznych okolicznościach, ten niespełna 30-letni człowiek znalazł się nagle w centrum zainteresowania. Przejął po Robercie jego miejsce w Senacie, mimo że nie posiadał żadnego doświadczenia politycznego. Nie mógł wtedy wiedzieć, że z miejsca tego nie ustąpi aż do śmierci.

Nie trzeba było długo czekać na to, by z osobą Edwarda zaczęto kojarzyć przyszłego prezydenta. Spodziewano się powszechnie, że weźmie on udział w wyborach w roku 1972. Wszelkie spekulacje tego rodzaju zostały jednak przekreślone w 1969 r., kiedy to młody senator jechał wieczorem samochodem w towarzystwie sekretarki, Mary Jo Kopechne. Na moście w miejscowości Chappaquiddick Kennedy stracił panowanie nad pojazdem i zjechał do wody. Sam wydostał się na brzeg, ale swoją pasażerkę zostawił samą sobie i opuścił miejsce wypadku. Ciało Mary Jo znaleziono następnego dnia, a wokół całej sprawy wywiązał się poważny skandal, który prześladował Edwarda do końca życia. Wydawało się nawet przez pewien czas, iż jego polityczna kariera zakończy się przedwcześnie. Jednak w roku 1970 wyborcy w Massachusetts ponownie wybrali go na senatora, a w roku 1980 Edward Kennedy pierwszy i ostatni raz wziął udział w wyborach prezydenckich, przegrywając prawybory z Jimmy Carterem.

Jak sam później wielokrotnie przyznawał, kres ambicji prezydenckich okazał się dla niego bardzo korzystny. Oddał się całkowicie pracy w roli senatora, zyskał sobie ogromne uznanie, nawet wśród politycznych przeciwników, i stał się autorem lub współautorem niezliczonych ważnych ustaw. W tym sensie jego wpływ na dzisiejszy kształt Ameryki okazał się znacznie większy niż w przypadku jego dwóch tragicznie zmarłych braci. Wraz z jego odejściem skończyła się z pewnością złota era Kennedych, przynajmniej ta, jaką wymyślił sobie przed laty uparty irlandzki katolik, Joseph. Rodzina pozostaje niezwykle rozległa i jest nadal aktywna politycznie, lecz nie ma w niej na razie tak fascynujących postaci jak czwórka synów Josepha. O ile najstarszemu z nich nie dane było zrealizować ojcowskich ambicji, trzej młodsi pozostaną na zawsze symbolami liberalnej myśli politycznej w USA.

Andrzej Heyduk

(fot. Wikimedia Commons)