Szukaj
Polub nas!

Henry Wirz fot WikipediaHenry Wirz (fot. Wikipedia)Amerykański Eichmann?

Amerykańska wojna domowa była niezwykle krwawym konfliktem, w czasie którego dochodziło po obu stronach do wydarzeń niezbyt chlubnych. Brani do niewoli żołnierze zwykle traktowani byli fatalnie i często ginęli w jenieckich obozach w wyniku głodu lub wycieńczenia. Po zakończeniu wojny zwycięska Północ postawiła wielu konfederatów przed sądem...

W latach 1865-66 w sumie przed trybunałami wojskowymi stanęło ponad tysiąc konfederatów, zarówno żołnierzy, jak i członków grup partyzanckich, wspierających Południe. W większości byli to podoficerowie i niżsi rangą oficerowie. Wyjątkiem była grupa ponad 300 Indian z plemienia Siuksów, skazanych za zdradę na karę śmierci. Prezydent Lincoln złagodził te kary w stosunku do większości, ale 38 Indian powieszono i do dziś jest to największa masowa egzekucja w historii USA.

Do odpowiedzialności karnej nigdy natomiast nie pociągnięto najwyższych rangą dowódców armii Południa, takich np. jak generał Robert E. Lee. Ci, którzy stawali przed wojskowym trybunałem, zwykle oskarżani byli o nieludzkie traktowanie lub zabijanie jeńców. Większość otrzymywała wyroki więzienia. Czasami jednak zdarzały się wyroki śmierci, na przykład w przypadku Champa Fergusona, który zamordował 53 jeńców wojennych. Po zamachu na Lincolna i dojściu do władzy Andrew Johnsona uchwalona została proklamacja, na mocy której dalsze stosowanie trybunałów wojskowych w stosunku do konfederatów stało się nielegalne.

Jednym z najbardziej znanych wtedy przypadków osądzenia oficera sił Południa był proces kapitana Henry’ego Wirza. Oficer ten został skazany na śmierć za „kryminalne” traktowanie unijnych więźniów w dowodzonym przez niego obozie jenieckim w Andersonville w stanie Georgia. 10 listopada 1865 roku Wirz został powieszony w Waszyngtonie, stając się tym samym najwyższym rangą oficerem uśmierconym w majestacie prawa już po zakończeniu wojny domowej.

Jak twierdzili świadkowie, przed egzekucją Wirz, zachowując całkowity spokój, poprosił o szklankę whisky, a następnie powiedział: – Wiem, co to są rozkazy. Zostanę powieszony za ich wykonywanie. Zanim do egzekucji doszło, sprawa Wirza, emigranta ze Szwajcarii i późniejszego właściciela plantacji, który szybko awansował w armii Południa, została w USA mocno nagłośniona. Pisano o niej w wielu gazetach i publicznie oskarżano podsądnego o to, że znęcał się nad 45 tysiącami więźniów obozu. 13 tysięcy z nich zmarło. We współczesnych czasach niektórzy historycy nazywali Wirza „amerykańskim Eichmannem”, choć jest to zapewne spora przesada. Komendant obozu z pewnością nie prowadził systematycznej akcji na rzecz mordowania jeńców. Prawdą jest jednak, że był człowiekiem zdecydowanym i bezwzględnym, a powierzona mu misja była praktycznie niemożliwa do wykonania, ponieważ obóz obliczony był na 10 tysięcy jeńców. Przeludnienie tej placówki oznaczało szerzenie się chorób, niedożywienie więźniów, fatalne warunki sanitarne, itd. Wirz pisał czasami do swoich przełożonych, że pilnie potrzebuje zwiększonych racji żywnościowych, co wskazuje, że był zaniepokojony sytuacją w obozie. Z drugiej strony bez wahania nakazywał tropienie zbiegów przez psy i zakuwanie krnąbrnych jeńców w ciężkie łańcuchy. W czasie jego procesu świadkowie oskarżyli go o bezpośrednie spowodowanie śmierci 13 żołnierzy Północy.

Dziś, po 150 latach od egzekucji Wirza, jego postać pozostaje przedmiotem wielu kontrowersji. Na północ od tzw. linii Mason-Dixon nadal dominuje przekonanie, iż kapitan został słusznie osądzony i skazany w ramach akcji „sanacji” Ameryki po wojnie domowej. Wystarczy jednak wybrać się z wizytą do Andersonville, gdzie mieścił się obóz, by zobaczyć „drugą stronę medalu”.

Tam, gdzie niegdyś gnieździli się jeńcy, istnieje muzeum, w którym oglądać można wiele dokumentów z tamtych czasów. Jest też przygnębiający cmentarz z 13 tysiącami nagrobków. Jednak w centrum miasta od roku 1909 stoi pomnik wzniesiony przez organizację o nazwie United Daughters of the Confederacy. Jest to obelisk „ku czci” Wirza, a u jego podstawy znajduje się następujący napis: „Wypełniając swoje obowiązki z takim humanitaryzmem, na jaki pozwalały warunki oraz działania wroga, kapitan Wirz stał się ostatnią ofiarą chybionego, powszechnego rozgłosu”. Od lat niektórzy domagają się usunięcia tego pomnika, ale jak dotąd bez rezultatu.

Teza o tym, że Wirz stał się kozłem ofiarnym i nigdy nie powinien zostać postawiony przed sądem, jest nadal żywa. W witrynie internetowej ExploreSouthernHistory.com przeczytać można nawet opinię, iż za los więźniów w Andersonville główną odpowiedzialność ponosili: prezydent Lincoln oraz jego generał Ulysses S. Grant, a Wirz zginął w wyniku „krwiożerczej, mściwej manii, jaka opanowała Północ po zakończeniu wojny”.

Historyk James McPherson jest zdania, że jeńcy traktowani byli fatalnie przez obie strony, a ludzi podobnych Wirzowi było bardzo wielu. W związku z tym jego proces i egzekucja zawsze budzić będą spory, tym bardziej że przed sądem nigdy nie stanęli ani generałowie konfederacji, ani też konfederacyjny prezydent Jefferson Davis.

Krzysztof M. Kucharski