Szukaj
Polub nas!
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.94 (78 Votes)

Człowiek, który płynął pod prąd

Był człowiekiem pod wieloma względami wyjątkowym. Jedni uważają go za niedościgniony wzór patrioty, inni – za znakomitego analityka spraw międzynarodowych. Wszyscy widzą w nim po prostu szlachetnego człowieka. Życie Jana Karskiego to gotowy scenariusz na znakomity film...

Talent i erudycja

Przyszły bohater urodził się jako Jan Kozielewski 24 kwietnia 1914 r. w Łodzi w katolickiej rodzinie. Na jego przyszłe poglądy i postępowanie bez wątpienia ogromny wpływ miał fakt, że wychowywał się w mieście wielokulturowym, w którym pokojowo koegzystowali przedstawiciele różnych nacji. On sam mieszkał w kamienicy czynszowej, w której większość lokatorów była pochodzenia żydowskiego. Od dziecka wykazywał duży talent do nauk humanistycznych. To zaowocowało dostaniem się na renomowany Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie w latach 1931-1936 studiował prawo i dyplomację. Zdobytą tu wiedzę pogłębił na znanych uczelniach w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Szwajcarii. Ukończył również, z najlepszym wynikiem wśród rówieśników, Szkołę Podchorążych Artylerii Konnej we Włodzimierzu Wołyńskim. W styczniu 1939 r., już jako podporucznik ze stażem dyplomatycznym odbytym w Gliwicach i w Opolu, został zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Kurier i naoczny świadek

Po ataku Związku Radzieckiego na Polskę Karski dostał się do niewoli sowieckiej. Wydostał się z niej dzięki fortelowi, który sprawił, że został objęty wymianą jeńców pomiędzy III Rzeszą i ZSRR. Doszło do niej w Przemyślu. U Niemców miejsca nie zagrzał zbyt długo. W listopadzie 1939 r. zdołał zbiec z transportu jenieckiego i dotrzeć Krakowa. Tu związał się z powołanym na polecenie gen. Władysława Sikorskiego Centralnym Komitetem Organizacji Niepodległościowych. W styczniu następnego roku podjął działalność konspiracyjną. Jako kurier Polskiego Państwa Podziemnego o pseudonimie „Witold” (później posługiwał się także pseudonimami: „Piasecki”, „Kwaśniewski”, „Znamierowski”, „Kruszewski” i „Kucharski”) wziął udział w kilku misjach do Paryża, w ramach których dostarczył rządowi polskiemu na uchodźstwie we Francji kilka raportów o sytuacji w kraju.

Z czasem coraz trudniej było przedzierać się przez granice. Nie tylko zostały one uszczelnione przez Niemców, ale z wrogiem zbratali się sami Słowacy. W rezultacie w czerwcu 1940 r. Karski wpadł w ręce gestapo. Gdy stwierdził, że może nie wytrzymać tortur zadawanych mu podczas przesłuchań, podjął próbę samobójczą, w wyniku której trafił do szpitala w Nowym Sączu. Stąd odbiła go, na rozkaz komendanta Związku Walki Zbrojnej wówczas jeszcze płk. Tadeusza „Bora” Komorowskiego, bojówka PPS (w odwecie Niemcy rozstrzelali w Biegonicach 32 zakładników).

Po odzyskaniu sił trafił do Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej. To z jej polecenia od maja 1941 r. zajął się badaniem sytuacji Żydów w okupowanej Polsce. W ramach realizacji zadania nawiązał kontakt m.in. z Adolfem Bermanem z Żydowskiego Komitetu Narodowego. To oni przekazali mu informacje o tym, co dzieje się w warszawskim gettcie. Były one na tyle niepokojące, że postanowił je sprawdzić osobiście. W getcie odbył tajną wizję lokalną dwa razy. W tym samym mniej więcej czasie jego zwierzchnicy z Biura otrzymali wstrząsający raport Komendy AK w Lublinie o masowym traceniu Żydów w obozie hitlerowskim w Bełżcu i polecili Karskiemu go zweryfikować. Do obozu kurier, przebrany w mundur estońskiego strażnika, dostał się w połowie października 1942 r. (później okazało się, że w rzeczywistości trafił do obozu przejściowego dla Żydów w Izbicy Lubelskiej, skąd wywożono więźniów do Bełżca). W czasie trwającej godzinę akcji zobaczył na własne oczy, w jak brutalny sposób Niemcy traktują Żydów. Zdołał również dowiedzieć się, że są oni mordowani przy użyciu gazów spalinowych z silników wymontowywanych z sowieckich czołgów. Po wojnie wspominał, że pobyty w getcie i Izbicy wywołały u niego silny szok nerwowy.

Jesienią 1942 r. został wysłany na Zachód z czterostronicowym raportem Biura Informacji i Propagandy – sporządzonym przez Henryka Wolińskiego, Ludwika Widerszala i Stanisława Herbsta – na temat skali i metod eksterminacji narodu żydowskiego oraz przesłaniem polskich Żydów do świata. Zawierało ono postulat ogłoszenia przez aliantów, że „zapobieżenie fizycznej eksterminacji Żydów jest jednym z celów wojennych sprzymierzonych”, oraz podjęcia odwetowych bombardowań III Rzeszy.

Życiowa misja

W najważniejszą misję życia Karski wyruszył z Paryża, na fałszywych dokumentach przymusowo zatrudnionego we Francji robotnika, w październiku 1942 r. Po pokonaniu Pirenejów i Hiszpanii dostał się do Portugalii, skąd łodzią dotarł na brytyjski okręt, którym dopłynął do Gibraltaru, by ostatecznie dotrzeć do Londynu. Tam przekazał dokumenty i swoją wiedzę naocznego świadka członkom polskiego rządu na uchodźstwie, gen. Sikorskiemu i Stanisławowi Mikołaczykowi. Równocześnie przekazał informacje o strukturze, organizacji i funkcjonowaniu Państwa Podziemnego w okupowanej Polsce. W rezultacie 27 listopada 1942 r. Londyńska Rada Narodowa, reprezentująca państwo polskie na obczyźnie, zwróciła się z apelem do aliantów, by podjęli wspólną akcję przeciwko eksterminacji narodów, w tym narodu żydowskiego. W tej samej sprawie 10 grudnia notę wystosował do państw sprzymierzonych ówczesny szef MSZ w rządzie RP w Londynie, Edward Raczyński. Z politykami angielskimi, m.in. z ministrem spraw zagranicznych Anthonym Edenem, przywódcą konserwatystów lordem Cranborne i liderem Partii Pracy Arthurem Greenwoodem, spotkał się i sam Karski. O holokauście rozmawiał także z wybitnym pisarzem i myślicielem Herbertem G. Wellsem, który pomógł nagłośnić sprawę w BBC.

Na niewiele to się zdało. Relacja kuriera nie zrobiła większego wrażenia. Np. Edena bardziej od rewelacji o holocauście interesowały możliwości współpracy Polskiego Państwa Podziemnego z Rosją i polskimi komunistami. Co prawda 17 grudnia ogłoszono oświadczenie 12 państw, w którym potępiono politykę eksterminacji Żydów i postulowano ukaranie winnych zbrodni po obaleniu tyranii hitlerowskiej, ale konkretnej pomocy Żydom udzielały tylko jednostki.

Karski był wstrząśnięty bezskutecznością swych poczynań.

Przywódcy alianccy wiedzieli, co się dzieje z Żydami. Tylko nie wiedzieli, co robić. Dla nich to był „side-issue”, czyli sprawa uboczna – mówił po latach.

Podobny mur obojętności napotkał polski kurier w Stanach Zjednoczonych, gdzie został wysłany w 1943 r. Podczas spotkania w Białym Domu z prezydentem Franklinem Rooseveltem nie tylko opowiadał o tym, co sam widział w hitlerowskim obozie koncentracyjnym, ale apelował o ratunek dla Żydów. Proponował, żeby alianci bombardowali linie kolejowe prowadzące do obozów zagłady i aby wystosowali wobec Niemców ultimatum, że jeśli nie zaprzestaną mordu na Żydach, zbombardowane zostaną ich miasta. Chciał też otwarcia granic i wprowadzenia ułatwień przy wystawianiu paszportów dla uciekających przed zagładą Żydów. Według jednej z wersji, w czasie, gdy przemawiał, prezydent uciął sobie drzemkę, a po przebudzeniu pytał o sytuację koni i bydła rolników w Polsce. Miał także zapewnić kuriera o poparciu i pomocy dla „bohaterskiego polskiego narodu” i zachęcać do polubienia „wujaszka Stalina”.

Reakcja polityka nie zniechęciła Karskiego, który swój raport przedstawiał wszędzie, gdzie się dało. Aby nie nudzić słuchaczy, streścił go w 18 minutach i prezentował z pamięci. Spotkał się z wieloma wybitnymi przedstawicielami ówczesnego establishmentu, w tym z sędzią Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Feliksem Franfurterem, sekretarzem stanu Cordellem Hullem, szefem wywiadu Williamem Josephem Donovanem, kardynałem Samuelem Stritchem, działaczem Światowego Kongresu Żydów Nauchumem Goldmanem i prezydentem Amerykańskiego Kongresu Żydów Stephenem Wisem. O tragedii narodu żydowskiego opowiadał politykom, biskupom, przedstawicielom mediów i przemysłu filmowego, a nawet aktorom. Stało się to jego obsesją.

Był żarliwym katolikiem, który ryzykował życiem, żeby ratować Żydów skazanych na zagładę w obozach śmierci założonych przez Niemców w jego kraju. Przejęty ich tragedią, przestał myśleć o czymkolwiek innym. Mówił o niej każdemu, kogo spotkał podczas swoich podróży – powiedział amerykański pisarz i dziennikarz żydowskiego pochodzenia Elie Wiesel.

Wielu ludzi, z którymi Karski rozmawiał, nie wierzyło lub nie chciało wierzyć w jego relacje. Co gorsze, uznawali je za propagandę polskiego rządu na uchodźstwie. W pewnym momencie zaszokowany kurier po prostu zamilkł.

Zrozumiał, że jego słowa padały w próżnię. Ludzie byli zajęci innymi sprawami, przywódcy stawiali sobie inne cele. [...] Jego świadectwo wydało jednak owoce. Dzięki niemu wiemy, że jednostka, jeśli tego pragnie, ma szansę wpłynąć na bieg historii.[...] Dzięki niemu następne pokolenia będą mogły uwierzyć w ludzkość – powiedział Wiesel.

W końcu rządy krajów zachodnich i Stanów Zjednoczonych wystosowały do Niemców wspólną groźbę, że ludobójstwo na Żydach zostanie ukarane, która nie przyniosła jednak większego skutku – holocaust trwał nadal.

Mimo pozornej porażki Karskiego, prezes International Society for Yad Vashem, Eli Zborowski, uważa go za „jednego z twórców Izraela”.

Na ziemi amerykańskiej

Po zakończeniu misji Karski nie mógł wrócić do kraju, gdyż był poszukiwany przez Niemców, których wywiad rozszyfrował jego misję. Został więc oddany do dyspozycji polskiej placówki dyplomatycznej. W 1944 r. napisał książkę o polskim państwie podziemnym Courier from Poland: The Story of a Secret State, która wydana w Stanach w nakładzie 360 tysięcy egzemplarzy szybko stała się bestsellerem. Na ukazanie się w Polsce czekała 55 lat.

Sytuacja Karskiego, w kwestii możliwości powrotu do ojczyzny, nie uległa zmianie i po zakończeniu wojny. W oczach PRL-u uchodził on niemal za zdrajcę. To po części efekt sowieckiej propagandy, która określała go mianem „arystokraty obojętnego na los robotników i chłopów, antysemity powiązanego z polskimi nacjonalistami, prowokatora starającego się podważyć starania aliantów i marionetki w rękach rządu londyńskiego”.

Bohater zamieszkał więc na ziemi Lincolna. Tu, w 1965 r., ożenił się z 54-letnią tancerką i choreografką pochodzenia żydowskiego Polą Nireńską (w 1992 r. popełniła samobójstwo; para nie miała dzieci). Tu znalazł też zatrudnienie na jezuickim Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, gdzie przez 40 lat kontynuował badania naukowe i wykładał na Wydziale Służby Zagranicznej stosunki międzynarodowe i historię II wojny światowej. Był często zapraszany jako wykładowca na inne renomowane uniwersytety, gdzie prezentował dzieje Europy Wschodniej i Środkowej. Wykładał również, na zlecenie Departamentu Stanu, w 16 krajach Azji i Afryki frankońskiej. Był stypendystą Fulbrighta. Brał udział w redagowaniu encyklopedii katolickiej oraz encyklopedii amerykańskiej (Colliers Encyclopedia). W chwilach wolnych pisał książki o Polsce. W 1970 r. stworzył monografię Great Powers and Poland 1918-1945: From Versal to Yalta. W późniejszych latach napisał Tajna dyplomacja Churchilla i Roosevelta w sprawie Polski: 1940-1945 i Polska powinna stać się pomostem między narodami Europy Zachodniej i jej wschodnimi sąsiadami.

Przez długie lata świat nie wiedział o misji Karskiego, której celem było powstrzymanie holocaustu. Jego dokonania odkrył dla opinii publicznej dopiero w 1985 r. Claude Lanzmann, twórca obrazu dokumentalnego Shoah. W czasie trwającego ponad dziewięć godzin filmu, praca nad którym trwała 11 lat, reżyser przeprowadza wywiady ze świadkami holocaustu, w tym i z Karskim.

Skromność w blasku sławy

Za swą niezwykłą działalność Karski otrzymał wiele nagród i wyróżnień. Dostał osiem doktoratów honoris causa od uniwersytetów amerykańskich i polskich, w tym Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej i Uniwersytetu Łódzkiego. 7 czerwca 1982 r. otrzymał tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata i zgodnie z tradycją na terenie Yad Vashem w Jerozolimie posadził drzewko. 12 lat później został honorowym obywatelem państwa Izrael. W 1995 r. otrzymał najwyższe odznaczenie polskie Order Orła Białego.

Theodore E. Wood i Stanisław Jankowski poświęcili mu książkę Karski:How One Man Tried to Stop the Holocaust, która została wydana w Stanach w 1994 r. Dwa lata później Waldemar Piasecki i Michał Fajbusiewicz zrealizowali o nim dokumentalny film Moja misja. W 1998 r., w 50. rocznicę powstania państwa Izrael, otrzymał nominację do Pokojowej Nagrody Nobla.

Ogromne wrażenie robi fakt, że mimo tak wielu zaszczytów Karski pozostał do końca życia skromnym i szlachetnym człowiekiem. Trudno wręcz uwierzyć, że przez 40 lat pracy na Georgetown University ani razu nie wspomniał swoim studentom, że był tajnym kurierem rządu RP, który przekazywał najważniejszym politykom tamtych czasów raport o holocauście, oparty na własnych, bezpośrednich obserwacjach. Świadectwo to wydobył od niego dopiero wspomniany wcześniej Lanzmann.

W stosunku do innych był bardzo wyrozumiały. Nigdy o nikim nie wyrażał się źle. Zawsze wybaczał ludziom pomyłki, pod warunkiem, że nie dopuszczali się ich z myślą o prywatnych korzyściach. Wyniesiony z domu patriotyzm nakazywał mu zawsze stawiać na pierwszym planie interes państwowy. Do siebie miał tylko jedną pretensję – że nie zdołał osiągnąć sukcesu swojej misji.

Bóg mi zlecił, abym mówił i pisał o Zagładzie w czasie wojny, kiedy tak mi się zdawało mogło to odnieść skutek. Nie odniosło. Wymordowanie sześciu milionów Żydów było sekretem. Wówczas stałem się Żydem. Podobnie jak rodzina mojej żony, która wyginęła w gettach, obozachkoncentracyjnych i piecach krematoryjnych, tak wszyscy wymordowani Żydzi stali się moją rodziną. Jestem chrześcijańskim Żydem. Katolikiem praktykującym. I choć nie jestem heretykiem, wierzę, że ludzkość popełniła Drugi Grzech Pierworodny. Z nakazu czy z zaniedbania, z samonarzuconej niewiedzy lub nieczułości, z egoizmu czy hipokryzji, czy też z zimnego wyrachowania. Grzech ten będzie prześladował ludzkość do końca świata. Mnie na pewno prześladuje – powiedział.

Według jego przyjaciółki Kai Mireckiej, do końca życia prześladowało go spojrzenie dwuletniego dziecka umierającego na ulicy getta.

Zmarł 13 lipca 2000 r. w Waszyngtonie. Został pochowany na tamtejszym cmentarzu Góry Oliwnej. Podczas uroczystości żałobnych hołd oddali mu prezydenci Stanów Zjednoczonych i Polski: Bill Clinton i Aleksander Kwaśniewski. Tygodnik Newsweek uznał go za jedną z najwybitniejszych postaci XX wieku, a jego wojenną misję określił mianem „jednego z moralnych kamieni milowych cywilizacji upływającego stulecia”.

W maju bieżącego roku Jan Karski został pośmiertnie wyróżniony przez prezydenta Baracka Obamę najwyższym cywilnym odznaczeniem państwowym w Stanach Zjednoczonych, Medalem Wolności, który nadawany jest „za szczególny wkład w dziedzinie bezpieczeństwa lub interesów narodowych USA, pokoju światowego, kultury, jak również innych znaczących dokonań w sferze publicznej lub prywatnej”.

Bardzo pięknie i trafnie o bohaterskim polskim kurierze wypowiedział się były doradca prezydenta Jimmiego Cartera,Zbigniew Brzeziński: Historia Jana Karskiego to świadectwo, że wielkość człowieka mierzy się jego postawą moralną. Życie jest pełne i ma sens, jeżeli jest podporządkowane wartościom etycznym. I choć dzisiejsza problematyka światowa jest odmienna od tej, którą znał Jan Karski, z jego historii można się jeszcze wiele nauczyć, szczególnie w sprawach dotyczących możliwości zachowania pokoju na świecie. Często płynął pod prąd. Zacytuję Zbigniewa Herberta: wiedział, że trzeba płynąć do źródeł, czyli pod prąd, bo z prądem płyną tylko śmieci.

Dorota Feluś

(Fot. Wikimedia Commons)