Szukaj
Polub nas!

Janina Lewandowska fot WikipediaJanina Lewandowska (fot. Wikipedia)Zamordowana w Katyniu

Była atrakcyjna i świetnie wykształcona. Jako pierwsza Europejka oddała skok spadochronowy z wysokości 16.400 stóp. Była jedyną kobietą zamordowaną w Katyniu. To Janina Lewandowska, córka generała Józefa Dowbor-Muśnickiego...

Pasje córki generała

Choć urodziła się w Charkowie – 22 kwietnia 1908 r. – jako poddana rosyjskiego cara, z dziada pradziada była Polką o patriotycznym rodowodzie. Jej ojciec, Józef Dowbor-Muśnicki, zasłużony generał polskiego wojska, w 1919 r. poprowadził do zwycięstwa powstańców wielkopolskich. To po nim odziedziczyła upór i niezależność. Na ojczystej ziemi stanęła po raz pierwszy, gdy miała 10 lat. Wraz z rodzicami i rodzeństwem zamieszkała w poniemieckim pałacyku z parkiem, lasem i dużą łąką w Batorowie-Lusowie. Tu mała Janka przeżywała najpiękniejsze chwile w życiu. Zakochana w muzyce (miłość do niej zaszczepiła w niej matka Agnieszka Korosońska), uczyła się gry na pianinie i śpiewu, a w każdej wolnej chwili jeździła na ukochanej klaczy Pannie Europejskiej i pływała.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy. Gdy miała 12 lat, pochowała matkę, która zmarła na gruźlicę. Opiekę nad nią i rodzeństwem przejęła babcia Emma oraz ojciec, który skonfliktowany z Józefem Piłsudskim przeszedł w stan spoczynku i został ziemianinem. Nie bardzo radził sobie z wychowaniem dzieci. Był zbyt surowy i wymagający. Janka uciekła spod jego nadzoru, gdy z babką wyjechała do Poznania. Tam uczyła się w Gimnazjum im. Generałowej Zamoyskiej. Dodatkowo pobierała przez cały czas lekcje gry na fortepianie i śpiewu. Marzyła bowiem o karierze śpiewaczki operowej. Jednak gdy skończyła Państwowe Konserwatorium Muzyczne, okazało się, że ma zbyt słaby głos, by zostać diwą. Nie chcąc rezygnować ze sceny, zatrudniła się w lwowskim kabarecie, który przybył do Poznania.

Na wieść o tym ojciec wpadł w szał. Gdy zabronił jej pokazywania się w „niestosownym miejscu”, nie ustąpiła. W rezultacie wstrzymał jej comiesięczne wsparcie finansowe. Nie odzywała się do niego przez dwa lata. W tym czasie dorabiała jako telegrafistka, tłumaczka i akompaniatorka w kinie. Nie była jednak szczęśliwa. W pewnym momencie porzuciła muzykę i postanowiła spróbować sił w... lotnictwie. W lataniu zakochała się pod wpływem brata Olgierda, oficera 3 Pułku Lotniczego w Poznaniu, który często zabierał ją na lotnisko Ławica. Ponieważ w II Rzeczypospolitej nie przyjmowano kobiet do wojska, oddała się lotnictwu sportowemu. W Poznańskim Aeroklubie skończyła kurs szybowcowy, dzięki czemu została przyjęta do Wyższej Szkoły Pilotażu na Ławicy. Gdy w 1936 r. odbierała dyplom pilota motorowego, miała już za sobą skok na spadochronie z wysokości 16.400 ft (5 km). Wyczynu tego dokonała jako pierwsza kobieta w Europie. Niedługo potem odbyła kursy obserwatorów lotniczych i obsługi nowoczesnych aparatów Hughesa do przekazywania informacji za pomocą linii telegraficznych w dęblińskiej Szkole Orląt.

Droga do śmierci

Dzięki lotnictwu Janka poznała przyszłego męża – oficera rezerwy i instruktora lotów szybowcowych z Krakowa, Mieczysława Lewandowskiego. Spotkali się w 1936 r. podczas pokazów lotniczych, ale ze względu na wypełnione harmonogramy zajęć ślub wzięli dopiero latem 1939 r. Zabrakło na nim ojca, który zmarł nagle na zawał serca dwa lata wcześniej, oraz brata Olgierda, który z powodu nieszczęśliwej miłości popełnił samobójstwo. Młodzi zdołali odbyć krótką podróż poślubną w Bieszczady. Niedługo potem Mieczysław wyjechał służbowo do Tęgoborzy koło Nowego Sącza. Gdy wybuchła wojna, przebywali z dala od siebie. Ale Janka nie wahała się ani chwili i choć nie była żołnierzem, postanowiła walczyć w obronie ojczyzny.

Jej przyjaciółka Irena Hasiewicz, która próbowała ją powstrzymać, powiedziała później: – Mój Boże, jak jej się spieszyło do tej śmierci! Biegła prosto ku niej, nie oglądając się.

Z mężem Mieczysławem już się nie spotkała. W mieszkaniu zjawił się 3 września kilka minut po jej wyjściu, a kiedy dotarł na dworzec, pociąg – do którego Janka wsiadła z kolegami z aeroklubu – właśnie odjechał. We Wrześni dołączyli do zmierzającego w stronę granicy z Rumunią 3. Pułku Lotniczego. 17 września dotarła do nich wiadomość o napaści Związku Radzieckiego na Polskę. Mimo że robili wszystko, by uniknąć wroga, wpadli w jego ręce w pobliżu Husiatyna.

Przypuszcza się, że Sowieci doskonale wiedzieli, kim jest, bo nie umieścili jej w obozie dla cywilów. Trafiła do obozu jenieckiego w Ostaszkowie, a stamtąd do Kozielska. Później w mogile zbiorowej znaleziono notatki, w których współwięźniowie napisali, że budziła powszechny szacunek. Chodziła w męskim mundurze lotnika. Historycy przypuszczają, że dostała go, wraz z fikcyjnym stopniem podporucznika, dla ochrony. Sądzono bowiem, że Sowieci uszanują międzynarodowe konwencje i wojskowym nie wyrządzą krzywdy.

„Jest tu w obozie lotniczka. To bardzo dzielna kobieta. Już czwarty miesiąc znosi z nami wszelkie trudy i niewygody niewoli” – zapisał 7 lutego 1940 r. jeden z więźniów.

Rafał Bniński, który cudem wydostał się z niewoli, powiedział jej krewnym, że spała w osobnym pomieszczeniu pod schodami bloku więziennego i uczęszczała na tajne nabożeństwa, a także przygotowywała komunijne opłatki z ciemnego chleba.

Jest bardzo prawdopodobne, że zginęła od strzału w tył głowy w dniu swoich 32. urodzin. Była jedną z niemal 4,5 tysiąca jeńców, których Sowieci zamordowali w Katyniu. Dwa miesiące później zginęła rozstrzelana przez Niemców w Palmirach jej 20-letnia siostra, Agnieszka – za działalność konspiracyjną w Organizacji Wojskowej „Wilki”.

Niemcy prowadzący w 1943 r. ekshumacje w Katyniu odnaleźli zwłoki kobiety, ale fakt ten przemilczeli. Ciało Janki Lewandowskiej pochowali w niewiadomym miejscu, a czaszkę wraz z kilkoma innymi wywiózł do Wrocławia w celu dalszych badań prof. Gerhard Buhtz z Międzynarodowej Komisji. Po wojnie czaszki trafiły w ręce prof. Bolesława Popielskiego, który w obawie przed NKWD i UB milczał. Ich tajemnicę zdradził asystentom dopiero przed śmiercią w 1997 r. Ostatecznej identyfikacji dokonano w 2005 r. Jesienią tego roku czaszkę Lewandowskiej, zamkniętą w urnie pomalowaną w biało-czerwoną lotniczą szachownicę, pochowano z honorami wojskowymi w rodzinnym grobie w Lusowie.

Dorota Feluś