Szukaj
Polub nas!

Leopold Lis Kula fot WikipediaLeopold „Lis” Kula (fot. Wikipedia)Najlepszy żołnierz Piłsudskiego

Mimo bardzo młodego wieku legendą był już za życia. O niepodległość Polski walczył z brawurą, posługując się przy tym niezwykłym zmysłem strategicznym. Nic dziwnego, że został uznany za jednego z najlepszych żołnierzy w historii polskiego wojska. Prywatnie uchodził za szlachetnego człowieka, gotowego każdemu nieść pomoc. Przy okazji Święta Niepodległości wspominamy ulubieńca Józefa Piłsudskiego, pułkownika Leopolda „Lisa” Kulę…

Bystry i chytry jak lis

Gdy przyszedł na świat 11 listopada – 1896 r. w Kosinie pod Łańcutem – nikt nie przypuszczał, że będzie to jedna z najważniejszych dat w polskim kalendarzu. Patriotyzmem karmił się od najmłodszych lat. Ojciec Tomasz wywodził się ze starego rodu rycerskiego Kulów, a matka Elżbieta była córką Ludwika Czajkowskiego – uczestnika powstania styczniowego, który został zesłany na Sybir – i wnuczką Michała Czajkowskiego. Ten znany podróżnik i poeta romantyczny walczył o wolność Polski w powstaniu listopadowym, a później zabiegał o jej niepodległość w całej Europie. Stworzył też turecką formację kozaków sułtańskich, którymi dowodził podczas wojny krymskiej, stąd jego przydomek Sadyk Pasza.

W domu Poldka często snuto opowieści o bohaterskich przodkach. Chłopiec szukał potwierdzenia tego co zasłyszał w historycznych książkach. I marzył, by kiedyś tak jak dziadek móc walczyć z bronią w ręku o wolną ojczyznę. W szkołach – powszechnej i średniej w Rzeszowie, dokąd przeniosła się rodzina – radził sobie bardzo dobrze, mimo że był najmłodszym uczniem. Do gimnazjum został przyjęty w wieku 10 lat. Koledzy wspominali, że był najwyższy w klasie, ale fizycznie słabo rozwinięty. Aby dorównać starszym, z dużym zaangażowaniem oddawał się różnym dyscyplinom sportu, przede wszystkim szalenie popularnej wówczas piłce nożnej. W nauce nie odstawał, a wręcz przeciwnie – był wzorowym uczniem. Brylował z historii, geografii i matematyki. Nieco gorzej było z językiem polskim i łaciną.

Jego matka wspominała:

Był zawsze chwalebny w nauce i obyczajach. Zamiłowanie jego do wiedzy historycznej było ogromne, do jedzenia nie można go było oderwać od książek, a już rozszarpanie Polski nie było mu obojętnym. Głęboki wzrok dużych niebieskich oczu za niego odpowiadał, i widziało się, że jak dorośnie, to złe wytępi, a wszystko dobre zaprowadzi.

Poldek nie czekał do osiągnięcia dojrzałego wieku, by „wytępić zło”, którym w jego pojęciu byli zaborcy. Jako 14-latek zaczął organizować dla kolegów zebrania konspiracyjne. To w czasie tych spotkań, odbywających się w Olszynkach nad Wisłokiem, powołał do życia tajne stowarzyszenie. Jego celem było przygotowanie się – poprzez ćwiczenia fizyczne, musztrę, zajęcia z terenoznawstwa i czytania map – do walki o Polskę.

Kochali go i słuchali wszyscy. Robił nocne ćwiczenia, obiegał okolicę, zachęcał młodzież. Z rana przychodził obłocony, czyścił się i biegł na lekcje. Mało kiedy spał mówiła matka.

To wtedy zaczął posługiwać się pseudonimem „Lis”, który towarzyszył mu do śmierci.

Mówią, że jestem bystry i chytry jak lis – powiedział Andrzejowi Małkowskiemu, gdy ten w 1911 r. odwiedził Rzeszów.

Twórcy polskiego skautingu pochwalił się przy okazji, że założył patrol „Lisów”.

W pewnym momencie stowarzyszenie Poldka rozpadło się z powodu braku dorosłych instruktorów i bardziej zaawansowanego programu. Za to Austriacy zezwolili na założenie w Galicji Związku Strzeleckiego, w którym wykuwały się przyszłe kadry Legionów i wolnej Polski. Jego oddział powstał również w Rzeszowie. Poldek był jednym z pierwszych, którzy się do niego zapisali. Mimo że miał tylko 15 lat, wyróżniał się na tle innych tak dużymi zdolnościami organizacyjnymi i wiedzą na temat strategii, że zwrócił uwagę Kazimierza Sosnkowskiego, szefa sztabu Komendy Głównej Związku Strzeleckiego, który w 1912 r. przeprowadzał inspekcję. Rok później ogromne wrażenie zrobił na samym Piłsudskim, który obserwował ćwiczenia polowe.

Za wykonany przez niego z wielką brawurą manewr oskrzydlający Komendant Związku Strzelców pochwalił go przed wszystkimi strzelcami i zaprosił na szkolenie do właśnie założonej przez siebie Szkoły Oficerskiej. Poldek ukończył je z wyróżnieniem. W nagrodę pomaszerował w pierwszej czwórce – tuż za Piłsudskim i Sosnkowskim – gdy kolumna szła przez Zakopane oraz dostał stopień podporucznika. Po powrocie do domu został zastępcą komendanta rzeszowskiego okręgu Związku Strzeleckiego.

Mało kto o tym wiedział. Domyślano się tylko, że coś się za tym kryje, gdy na zakończenie roku szkolnego w czerwcu 1913 r. pokazał się z małym karabinkiem. Szybko zwerbował do swojego plutonu sporo osób. Wśród nich byli nie tylko przedstawiciele klasy robotniczej, ale i poważni naukowcy. Było również kilku adwokatów. Podkomendnym imponował wielką wiedzą teoretyczną, którą potrafił przekazać z ogromną energią i humorem. Cenili go też za punktualność i zdyscyplinowanie. Był bez wątpienia jednym z najlepszych instruktorów w okręgu.

Bohater wojny

Na wieść o zamachu w Sarajewie i w konsekwencji wybuchu wojny Poldek szybko zebrał jedną kompanię i w sierpniu 1914 r. ruszył do podkrakowskich Oleandrów, gdzie dołączył do I Brygady Legionów Polskich. Swój chrzest bojowy przeszedł tydzień po skończeniu 18. roku życia, w bitwie pod Krzywopłotami, gdzie biegnąc na czele kompanii przeprowadził ludzi pod ogniem rosyjskich karabinów maszynowych. Potem przyszły kolejne sukcesy. Bodaj największy w tej fazie wojny odnotował pod Kostiuchnówką, gdzie dzięki trafnej decyzji i przede wszystkim nadzwyczajnemu męstwu złamał dziesięciokrotną przewagę wroga, ratując cały 7. Pułk Piechoty Legionów od zagłady ze strony uderzających z zaskoczenia Rosjan. W raporcie jego wyczyn nazwano „świetną inicjatywą bojową” i „brawurowym wyczynem”. O Poldku mówili wszyscy legioniści, a Austriacy uhonorowali krzyżem żelaznym.

On sam – jak zawsze skromny – twierdził, że pochwała należy się jego żołnierzom. Ci zaś utrzymywali, że gdyby nie dowódca, nic by z tego nie było. Chwalili go przy tym za szlachetność, inteligencję i serdeczność. Mówili, że jest nie tylko przełożonym, ale i wspaniałym kolegą, który potrafi trwać z nimi w okopach pełnych błota. Nic dziwnego, że błyskawicznie piął się po szczeblach kariery wojskowej. W wieku 20 lat był już kapitanem i dowódcą batalionu. Zadziwiające jest natomiast to, że w międzyczasie zdał w Wadowicach maturę, do której przygotowywał się między bitwami. Zdołał opanować język francuski i przestudiować literaturę oraz filozofię. Dla swoich żołnierzy, którzy go wręcz uwielbiali, zorganizował na froncie klub sportowy. Uczył ich też czytać i pisać. W tamtym czasie analfabetyzm był zjawiskiem dość powszechnym.

Znalazł nawet czas na miłość. Podczas trzytygodniowego urlopu w Rzeszowie zakochał się w Helenie Irankównie, siostrze swojego kolegi z Legionów, Kazimierza Iranka-Osmeckiego, który w czasie II wojny światowej był emisariuszem, cichociemnym, oficerem Komendy Głównej AK i uczestnikiem powstania warszawskiego.

„Szalony Polak”

Nie stracił animuszu nawet w obliczu tzw. kryzysu przysięgowego, gdy w lipcu 1917 r., z powodu odmówienia złożenia przysięgi cesarzowi Wilhelmowi, Austriacy internowali wielu legionistów i sztab Piłsudskiego (marszałek został osadzony w Magdeburgu). Po zdegradowaniu do stopnia sierżanta Poldek został wcielony do armii austriackiej i wysłany na front włoski z adnotacją „politycznie podejrzany”.

„Jakiemś kopnięciem losu obijam się po ziemi włoskiej, powodzi mi się wspaniale i odpoczywam nerwowo za wszystkie czasy” – napisał żartobliwie w jednym z listów do domu.

Taki człowiek jak on nie mógł odpoczywać. Od razu znalazł sobie zajęcie. Pomagał legionistom służącym w armii austriackiej, którzy byli zagrożeni śledztwem, aresztem lub procesem. Wysyłał ich do Polski pod byle jakimi pretekstami, a to z powodu rzekomej choroby, a to z powodu studiów. Po przybyciu do Krakowa byli kierowani – przez tajną Polską Organizację Wojskową – w teren.

Tych, których nie zdołał odesłać z Włoch, Poldek chronił na miejscu. Równocześnie prowadził agitację przeciw represjom Austriaków. Na przykład, gdy ci zakazali Polakom noszenia brygadowej odznaki „za wierną służbę”, ściągnął z munduru odznaczenia austriackie, a za nim zrobili to wszyscy żołnierze. Wściekli Austriacy wysłali go w końcu na misję, która w ich mniemaniu mogła zakończyć się jedynie porażką. Tymczasem nieustraszony Poldek zdobył włoską redutę pod Cordolezzo z marszu.

„W biały dzień, brodząc po pas w wodzie, na czele plutonu przebiega Lis rzekę Piave. W ogniu, w świście kul, pędzi jak zawsze pierwszy na przedzie, niepomny, że jego austriaccy żołnierze ze »sturmbatalionu« ledwie nadążyć mu mogą. Jeszcze jeden skok. Wpada sam do okopu nieprzyjacielskiego. Oko w oko z oficerem włoskim. Wymierzony w pierś Lisa pistolet. Sekunda, Lis rzuca pod nogi Włocha granat. Wybuch. Wróg pada martwy, ale wali się też z nóg Lis-Kula” – pisał Karol Koźmiński w Kamieniach na szaniec.

Poldek został ciężko ranny – jak podawano, „jedenastoma odłamkami granatu ręcznego” – ale pozycję utrzymał. Mówiono o nim z podziwem „szalony Polak”. Ze szpitala w Szambathely na Węgrzech, do którego trafił na leczenie, uciekł do Krakowa.

Wkrótce potem został wysłany przez Piłsudskiego na wschód. Pod przybranym nazwiskiem Kortyna wstąpił do Korpusu Wschodniego i formował oddziały POW na terytorium Białorusi i Ukrainy oraz szukał politycznych sojuszników. Organizował też dywersję przeciwko Rosjanom i Niemcom, m.in. przerywał połączenia kolejowe i wysadzał mosty. Eksperci mówią, że na wschodzie do dziś porównywany jest do bohaterów Trylogii Henryka Sienkiewicza.

Bohaterska śmierć

Na 22. urodziny Poldek dostał najpiękniejszy prezent, jaki mógł sobie wymarzyć – 11 listopada 1918 r. Polska odzyskała niepodległość. Nie został jednak w kraju, by świętować, ale wrócił na wschodni front, by walczyć o granice ojczyzny. W lutym następnego roku otrzymał czterodniowy urlop. Wtedy oświadczył się Helenie i nawet znalazł czas, by pojeździć z nią na łyżwach. Odwiedził też dom rodzinny. Przy pożegnaniu niespodziewanie rozpłakał się.

Dziwnie był przygnębiony, ostatnią noc nie mógł spać. Nigdy nie zapomnę, jak tulił mnie przy pożegnaniu, jak jeszcze wracał się kilkakrotnie od drzwi i żegnał się z nami. Wówczas to po raz pierwszy widziałam łzy w jego oczach, zawsze przecież wyjeżdżał z uśmiechem, żegnając nas radosnymi słowami: wrócę, wrócę, znowu się zobaczymy. Tym razem powrotu nie obiecywał – wspominała siostra.

Z Rzeszowa Poldek udał się do Warszawy, gdzie towarzyszył Piłsudskiemu przy otwarciu pierwszego sejmu niepodległej Rzeczypospolitej. Wtedy też Naczelnik po raz kolejny zaproponował mu, by zajął się organizowaniem 1. Pułku Piechoty Legionów w Jabłonnie, nad którym miałby sprawować dowództwo. Odmówił, prosząc o możliwość dalszej służby w polu. Został skierowany na najtrudniejszy odcinek na Ukrainie. Tam wsławił się w walkach pod Rawą Ruską, Bełżcem, Machowem, Rudą Żurawicką i Poryckiem. Podczas tej ostatniej bitwy rozbił przeciwnika, tracąc zaledwie dwóch żołnierzy.

W ramach kolejnego zadania miał poprowadzić uderzenie na znaczne siły ukraińskie zgromadzone pod Torczynem. Podczas gdy około 70 żołnierzy przypuściło otwarty atak na pozycje wroga, on – pod osłoną nocy – podszedł na jego tyły z 35 żołnierzami. Kluczową rolę w zwycięstwie odniosło zaskoczenie. Torczyn został przejęty w krótkim czasie. W rękach Ukraińców pozostało tylko kilka punktów. Gdy Poldek dokonywał inspekcji miasta, od strony szpitala polowego padły strzały. Został trafiony w pachwinową tętnicę. Lekarze ratowali go przez całą noc. Zmarł z upływu krwi o 6.00 rano 7 marca 1919 r.

Na wieść o jego śmierci Marszałek awansował go do stopnia pułkownika i przyznał Krzyż Virtuti Militari. Ciało bohatera przewieziono w kondukcie żałobnym do Warszawy. Trumnę zdobił wieniec z napisem: „Mojemu dzielnemu chłopcu – Józef Piłsudski”. Po wielkiej manifestacji patriotycznej na placu Saskim została ona przewieziona na armatniej lawecie – w asyście dwóch szwadronów kawalerii, dwóch kompanii piechoty oraz wojskowej orkiestry – na Dworzec Wiedeński. Stąd odjechała pociągiem do Krakowa i dalej do Rzeszowa. Najmłodszy pułkownik II Rzeczypospolitej został pochowany na cmentarzu Pobitno.

Dorota Feluś