Szukaj
Polub nas!

Jan Bogumił Jacobi Bolesław Chrobry fot WikipediaBolesław Chrobry (fot. Wikipedia)Wspaniały władca

Był jednym z największych, a zarazem najbardziej wojowniczych władców w historii Polski. Księżna lotaryńska Matylda nazwała go „źródłem” polskiego chrześcijaństwa. Dla zwiększenia autorytetu Polski na arenie międzynarodowej nie przebierał w środkach. To za jego panowania w naszym kraju miało miejsce wydarzenie, które w annałach odnotował cały świat – Zjazd Gnieźnieński. Mowa o Bolesławie Chrobrym, zwanym Wielkim...

Kobiety w życiu króla

Bolesław był jedynym synem Mieszka I i czeskiej księżniczki Dobrawy. Imię, które oznacza „więcej sławy”, odziedziczył po ojcu swej matki. Miał jedną siostrę – Świętosławę. Dzieciństwo – począwszy od 6. roku życia – spędził na dworze cesarza Ottona II jako zakładnik. Mieszko wysłał go tam na znak potwierdzenia wierności niemieckiemu władcy. Nie mogło być lepszej gwarancji, wszak Bolesław był kimś dla polskiego księcia najcenniejszym.

Po raz pierwszy na ślubnym kobiercu Bolesław stanął w 984 r. Miał zaledwie 17 lat i właśnie objął władzę w Małopolsce. Jego żoną została córka margrabiego Miśni, Rydygara. Związek przetrwał rok. Niedługo po jego rozwiązaniu Bolesław znów przysięgał dozgonną miłość, tym razem nieznanej z imienia księżniczce węgierskiej. I podobnie jak za pierwszym razem, tak i teraz wytrwał u boku wybranki tylko dwanaście miesięcy. W 989 r. ożenił się po raz trzeci. U jego boku stanęła córka słowiańskiego księcia Dobromira, Emnilda. Po jej śmierci w 1016 r. przez dwa lata pozostawał wdowcem. Kolejnej żony nie wybierał sam. Dostał ją, gdy zawierał pokój z Niemcami w Budziszynie. Była nią Oda, córka margrabiego Miśni, Ekkeharda.

Władca miał też wiele kochanek. Według Galla Anonima najbardziej bodaj znaną była Przedsława, siostra księcia ruskiego Jarosława Mądrego. Po zajęciu Kijowa miał zaciągnąć ją do łóżka siłą i zgwałcić. Potem przywiózł ją do kraju, mimo że wciąż pozostawał w związku małżeńskim z Odą. Z tego powodu został ekskomunikowany przez arcybiskupa Radzima Gaudentego.

Skakanie z kwiatu na kwiat – jakbyśmy dziś powiedzieli – w przypadku Bolesława było podyktowane względami politycznymi. Poprzez mariaże szukał on sojuszników do walki o władzę nad państwem prowadzonej ze swoimi przyrodnimi braćmi urodzonymi z drugiej żony Mieszka, Ody: Mieszkiem, Świętopełkiem i Lambertem. Władza ta należała mu się co prawda po śmierci ojca w 992 r. jako pierworodnemu synowi, ale ze względu na to, że został pominięty w dokumencie Dagome iudex (Mieszko, jego żona Oda i dwaj synowie – Mieszko i Lambert, zwracają się w nim do papieża z prośbą o przyjęcie ich ziem pod opiekę), bracia mogli wysuwać roszczenia.

Bolesław błyskawicznie uporał się z nimi – wygnał ich z kraju wraz z macochą. O wiele gorzej potraktował liderów opozycji – kazał ich oślepić. Od tego momentu mógł spokojnie poświęcić cały swój czas chrystianizacji Polski, polityce zagranicznej i umacnianiu pozycji państwa.

Chrystianizacja kraju i Zjazd Gnieźnieński

W celu rozszerzania chrystianizacji nierzadko używał siły. Należy pamiętać, że w 966 r. chrztu nie przyjął cały kraj, a jedynie książę Mieszko i jego dwór. Prostym ludziom władca pozwolił zachować dotychczasowe przekonania religijne. Bolesław był inny. Ci, którzy nie przestrzegali przykazań, mieli poważne problemy. Cudzołożnicy byli przybijani gwoździami za mosznę do pali albo publicznie kastrowani, a tym, którzy łamali posty, wybijano zęby. Nie zawsze jednak władca sięgał po tak okrutne kary. Na przykład zabójcom pięciu braci, którzy zostali uznani świętymi męczennikami (pisał o nich Brunon z Kwerfurtu) pozwolił spędzić resztę życia w klasztorze, gdzie w ramach pokuty mieli posługiwać zakonnikom, którzy zastąpili zamordowanych.

Jego najlepszym posunięciem – z perspektywy późniejszych wydarzeń – było przyjęcie w Polsce czeskiego biskupa z Pragi, Adalberta (po polsku Wojciecha) Sławnikowica. Gościowi okazał nadzwyczajną gościnę, ale nie zatrzymał go na dworze, gdy ten stwierdził, że jedzie chrzcić Prusy wschodnie. A trzeba wiedzieć, że była to nadzwyczaj niebezpieczna misja. I taką faktycznie się okazała. Wojciech z niej żywy już nie wrócił. Został zabity toporem lub włócznią, a jego głowę zatknięto na pal. Na wieść o tym Bolesław wykupił jego zwłoki za tyle złota (niektóre źródła podają, że srebra), ile ważyło ciało. Po przewiezieniu do Polski zostały one pochowane w Katedrze Gnieźnieńskiej. W ciągu dwóch lat, czyli w ekspresowym tempie, męczennik został kanonizowany osobiście przez papieża Sylwestra II i do jego grobu zaczęły ciągnąć pielgrzymki.

Z pielgrzymką postanowił tu przybyć w 1000 r. również przyjaciel Wojciecha, 21-letni cesarz Otton III. Bolesław tylko na to czekał. Natychmiast wydał rozkazy, by odpowiednio przygotować miasto na podjęcie znamienitego gościa. Gniezno podobno prezentowało się tak wspaniale, że cesarz niemiecki oniemiał. Zachwycony gościną i wspaniałomyślnym gestem polskiego władcy (wykup ciała Wojciecha), przy suto zastawionych stołach podzielił się z nim swoim planem utworzenia cesarstwa wielkości Rzymu z czasów Chrystusa. Powiedział mu też, że widzi go w jednej z głównych ról. W pewnym momencie, jak podaje Gall Anonim, miał wstać i wznosząc toast za gospodarza, powiedzieć:

Nie uchodzi to, by takiego i tak wielkiego męża księciem nazywać lub komesem, jakby jednego spośród dostojników, lecz wypada chlubnie wynieść go na tron królewski i wywyższyć koroną.

Zaraz potem miał nałożyć Bolesławowi na głowę diadem cesarski. Podarował mu także włócznię św. Maurycego, co oznaczało, że uznaje go jako samodzielnego władcę, oraz zwolnił z płacenia trybutu na rzecz cesarstwa. Co więcej, pozwolił Bolesławowi i jego następcom wyznaczać biskupów. Przypieczętowaniem umowy była decyzja o ślubie jego siostrzenicy Rychezy z synem polskiego księcia, Mieszkiem II, późniejszym królem Polski. Mimo że Otton III zmarł dwa lata później (został otruty), to postanowienia Zjazdu Gnieźnieńskiego zostały zrealizowane z żelazną konsekwencją. Najważniejszym było utworzenie w Gnieźnie – za zgodą papieża – pierwszego polskiego arcybiskupstwa. Metropolitą został brat św. Wojciecha, Radzim Gaudenty.

Zamach i wkroczenie do Kijowa

Po śmierci Ottona III – 23 stycznia 1002 r. – na tronie zasiadł Henryk Bawarski, który był przeciwny planom swego poprzednika. Uważał, że władza powinna pozostać wyłącznie w niemieckich rękach. Na domiar złego nie pałał miłością do Słowian. Mimo to Bolesław pojechał złożyć mu hołd do Merseburga. Przy wyjeździe z miasta omal nie został zabity przez nasłanych przez Henryka bandytów. Wobec silnie uzbrojonego przeciwnika nie miał szans ze swoim małym orszakiem. Na szczęście z pomocą pospieszyli mu... Niemcy, którzy pamiętali go ze Zjazdu Gnieźnieńskiego. W czasie, gdy ludzie księcia saskiego Bernarda osłaniali go, podwładni margrabiego Henryka ze Schweinfurtu wyłamali zewnętrzną bramę miasta, umożliwiając mu ucieczkę.

Ten incydent sprawił, że Bolesław wypowiedział Henrykowi otwartą wojnę. Trwała ona, z przerwami, 16 lat i zakończyła się w 1018 r. podpisaniem trwałego pokoju w Budziszynie. Polski książę wyszedł z niej zwycięsko. Otrzymał na własność Milsko i Łużyce. Przy Polsce pozostały też Morawy. Tego samego roku Bolesław ruszył na Ruś Kijowską. Chciał wziąć odwet za najazd Jarosława Mądrego na polskie grody i uwięzienie jego córki (żony Świętopełka, brata Jarosława) trzy lata wcześniej. Był przekonany, że drogę do zwycięstwa oświetla mu Bóg – gdy stał na przedpolach Kijowa na niebie pojawiła się kometa. Rzeczywiście miasto zdobył (14 sierpnia 1018 r.) w imponującym stylu. Na tronie posadził Świętopełka, a sam wrócił do ojczyzny.

Przyjmuje się, że koronę Polski założył na głowę wiosną 1025 r., choć dokładna data ani miejsce nie są znane. Nie nacieszył się nią długo. Zmarł 17 czerwca 1025 r. Został pochowany w Katedrze Poznańskiej.

Na koniec mała dygresja. Wiele wskazuje na to, że Bolesław za swego życia nigdy nie nosił przydomka „Chrobry”, choć określenie to pojawia się w jego epitafium nagrobnym i Kronice polskiej Galla Anonima. Eksperci mówią, że nie są to autentyczne teksty. Tak naprawdę określenie „Chrobry” występuje u Galla tylko w tytule jednego z rozdziałów (uważa się, że tytuł ten dopisał jakiś kopista) – w całej kronice kronikarz mówi o nim „Magnus”, czyli wielki, albo „Gloriosus” – wspaniały. To ostatnie, gdy opisuje jego śmierć. Jeśli chodzi o epitafium to fragment z określeniem „Chrobry” został dodany znacznie później, prawdopodobnie podczas renowacji grobowca. Tak naprawdę przydomek „Chrobry” pojawił się po raz pierwszy 300 lat po śmierci Bolesława – w Kronice Wielkopolskiej. Wcześniej króla określano mianem „Wielkiego”.

Dorota Feluś