Szukaj
Polub nas!

Anna Lewandowska fot WikipediaAnna Lewandowska (fot. Wikipedia)Anny droga do szczęścia

Utytułowana sportsmanka, trenerka fitness, blogerka, ekspertka w dziedzinie żywienia i żona światowej klasy piłkarza. Anna Lewandowska nie jest – jak to się mówi – „kobietą przy mężu”, ale osobą, która z żelazną dyscypliną realizuje swoje kolejne cele. I czego się dotknie, zamienia w złoto...

Karate, studia i blog

Anna Stachurska, bo takie nazwisko nosiła jako panna, urodziła się 7 września 1988 r. w Łodzi. Jej mama Maria to znana scenografka, a ojciec Bogdan jest operatorem filmowym. O pierwszych dwunastu latach życia mówi, że były spokojne i szczęśliwe. W pełnym miłości domu niczego nie brakowało. Sielanka skończyła się, gdy pewnego dnia 2000 r. tata wyprowadził się. Matka, ona i młodszy o dwa lata brat zostali z niczym. Anna mówiła później, że zagubiła się w rozpaczy. Dodatkowo pojawiły się trudności finansowe. Zdradziła kiedyś, że bywała głodna. Ten najtrudniejszy okres jej życia nauczył ją, że nic nie jest pewne. Pogłębił też jej wrażliwość na drugiego człowieka, zwłaszcza tego, który znajduje się w potrzebie. Znajduje to odzwierciedlenie dziś, gdy wraz z mężem wspomagają chore dzieci, robią paczki dla rodzin, które znalazły się w trudnej sytuacji, i zapewne podejmują całą masę innych charytatywnych działań, o których z czystej skromności nie wspominają.

Anna mówi, że po tym, jak w dzieciństwie zawalił się jej świat, poczucie bezpieczeństwa przywróciło karate, choć niewiele brakowało, że zamiast sztuk walki czas zająłby jej balet. Ten jej jednak nie leżał. Miała zbyt dużo energii, a poza tym nie była grzeczną dziewczynką. Kiedyś wspominała, że zdarzyło się jej po lekcji matematyki wykopać drzwi tak, że wypadły z futryny.

Nic więc dziwnego, że pierwsze zajęcia z baletu przepłakała, mówiąc, że nie chce tańczyć. Wtedy mama zapisała ją do klubu KK Pruszków. Pierwsze szlify zdobywała pod okiem Jerzego Szcząchora. Talent, samozaparcie, ambicja, a przede wszystkim – co sama podkreśla przy każdej okazji – ciężka praca na treningach, zaprowadziły ją na szczyt karate. Jako reprezentantka Polski wywalczyła trzy medale mistrzostw świata seniorów i sześć medali mistrzostw Europy w różnych kategoriach wiekowych, w tym dwukrotnie mistrzostwo Europy seniorów. Ma też na koncie 29 medali mistrzostw Polski, w tym dwa razy mistrzostwo Polski seniorów i cztery razy młodzieżowe.

Odnalazłam się w karate, to mój klimat, jestem w swoim żywiole. To nie tylko bicie, ale też filozofia, nauka pewnych wartości, samodyscyplina – mówi mistrzyni.

Uważa, że sport nauczył ją również pokory. Mimo ogromnych sukcesów nie jest on jednak wyłączną dziedziną jej zainteresowań. Ambicje Anny zawsze wykraczały dużo dalej. Ukończyła Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie. Pracę magisterską, związaną tematycznie z Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki Dojo – Nowa Wieś, obroniła cztery lata temu. Na tym jednak nie poprzestała. Ukończyła też drugi kierunek – dietetykę.

To właśnie pasja związana ze zdrowym sposobem odżywiania sprawiła, że na Facebooku założyła blog healthy plan by ann. Udziela w nim porad żywieniowych i umieszcza przepisy kulinarne, a także zachęca do aktywności fizycznej. Robi to w taki sposób, że potrafi przekonać każdego. Sama wierzy, że podstawą zdrowia jest przemyślana dieta, a zdrowy tryb życia to najlepsza droga do szczęścia.

Żona i matka

Roberta Lewandowskiego – obecnie napastnika reprezentacji Polski i zawodnika Bayern Monachium, a wtedy gracza Znicza Pruszków – Anna poznała w trakcie seminarium integracyjnego dla studentów Warszawskiej Wyższej Szkoły Edukacji na Mazurach. Gdy powiedziała mu, że trenuje karate, był niemal zaszokowany. Gdy powiedział, że gra w piłkę nożną, nie zrobił na niej wielkiego wrażenia, bo miała niezbyt dobrą opinię na temat piłkarzy.

Pomyślałam: picuś-glancuś, egoista – zdradziła później.

A jednak coś mocno zaiskrzyło, skoro pojechała za nim najpierw do Poznania, gdy został kupiony przez Lecha, a później do Dortmundu, gdzie grał w barwach Borussi. Być może zadziałało prawo przyciągania się przeciwieństw. Anna jest roztrzepaną gadułą, Robert – opanowanym pedantem, trzymającym emocje w sobie. Ale gdy prosił ją o rękę na Malediwach, bardzo ją zaskoczył. Nie krył tego, co w sercu. Wzięli ślub 22 czerwca 2013 r. w kościele pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Serocku, a bawili się z gośćmi na weselu w Dworze Złotopolska Dolina w Trębkach Nowych, koło Zakroczymia.

Z tym ziomkiem, moim największym przyjacielem, mogę przez całe życie konie kraść. W jedności siła! – wyznała Anna.

To, że Robert jest dziś w tym miejscu, w jakim jest, to również  zasługa jego żony, która robi niemal wszystko z myślą o nim. Dba o dom, gotuje mu potrawy, które wspomagają wytrzymałość i regenerację, a także wspiera podczas niemal każdego meczu z trybun. Godzi się nawet na te same godziny pobudki i wieczornego spoczynku. Gdy zaszła w ciążę, przez cztery miesiące nie informowała o tym nikogo spoza najbliższego kręgu rodziny. Robert upublicznił radosną nowinę dopiero 6 grudnia ubiegłego roku. Po strzeleniu gola podczas meczu Ligi Mistrzów przeciwko Atletico Madryt zaprezentował tzw. cieszynkę – włożył piłkę pod koszulkę, a kciuka do ust. Upragnione dziecko przyszło na świat 4 maja. To dziewczynka, która otrzymała imię Klara. Zdjęcie, na którym trzyma córeczkę, dumny tata umieścił na Facebooku i Instagramie.

Pod koniec września Anna zabrała małą na tygodniowe wakacje na malowniczą wyspę grecką Mykonos. Wrażeniami z wyjazdu – za pośrednictwem zdjęć – podzieliła się w mediach społecznościowych. Prezentowała się na nich wyśmienicie. Po powrocie oświadczyła, że naładowała baterie i jest gotowa na nowe wyzwania. Oznacza to, że wcale nie przystopuje, choć obiecywała, że tak się stanie, gdy będzie mamą. I dobrze. Będzie znów wszystkich zarażać entuzjazmem i uczyć zdrowego stylu życia.

Dorota Feluś