Szukaj
Polub nas!

flato Dabrowszczacy przysiegaja wiernosc sprawie Republiki fot WikipediaW hiszpańskiej wojnie domowej po stronie
republikańskiej udział wzięło wielu ochotników
z Polski, wśród których znalazł się także
Samuel Mojsze Flato (fot. Wikipedia)
Tajemnica pułkownika Flato

W czerwcu 2016 r. Polskę odwiedził prezydent Chin Xi Jinping. W przeddzień wizyty polskie gazety zamieściły jego artykuł, w którym przypominał kilku Polaków najbardziej zasłużonych dla Chin. Wśród nich wymienił Stanisława Flato, człowieka, którego czyny upamiętnia okazały obelisk w mieście Tuyunguan. Znany był tam pod swym chińskim nazwiskiem Fu Lato. Kim był Stanisław Flato, czym się zasłużył dla Chin i dlaczego w Polsce nie chce się o nim pamiętać – oto pytania, na które warto odpowiedzieć...

Stanisław Flato, a w zasadzie Samuel Mojsze Flato, urodził się w Warszawie w 1910 r. Chociaż jego rodzice nie byli zbyt zamożni, zadbali o wykształcenie syna. W 1928 roku ukończył gimnazjum i w roku następnym wyjechał do Paryża, gdzie rozpoczął studia medyczne na tamtejszym uniwersytecie. Aby zdobyć pieniądze na naukę i utrzymać się w drogiej stolicy Francji, imał się różnych prac zarobkowych. Był kelnerem, sprzątaczem, tragarzem na dworcu. Na ostatnich latach studiów podjął pracę w szpitalu. Już wtedy związał się z ruchem lewicowym, wstępując do organizacji „Kampf” grupującej lewicowych studentów żydowskiego pochodzenia przybyłych z Polski. W 1932 r. został przyjęty do Francuskiej Partii Komunistycznej. Pomimo zaangażowania w działalność polityczną i trudności z opłaceniem nauki, studia ukończył pomyślnie w 1936 r.

Przed młodym doktorem medycyny stanął wtedy wybór: poświęcić się medycynie czy też polityce. Za pierwszym rozwiązaniem zdawał się przemawiać fakt, że ożenił się z koleżanką ze studiów i nostryfikował dyplom na Uniwersytecie Warszawskim. Planował powrót do Polski. Ostatecznie wybrał jednak trzecią drogę: połączył pasję zawodową z działalnością polityczną. Wkrótce nadarzyła się ku temu sposobność, gdyż w Hiszpanii wybuchła wojna domowa. Nie był to jednak tylko konflikt wewnętrzny, bowiem obie zwalczające się strony szeroko korzystały z pomocy zagranicznej. Rebelianci generała Francisco Franco popierani byli przez Hitlera i Mussoliniego, z kolei rząd republikański wspierała cała europejska lewica, a także stalinowski Związek Sowiecki.

Niemcy i Włochy wysyłały do Hiszpanii broń i sprzęt wojenny, a w końcu regularne oddziały wojska, co zapewniło gen. Franco przewagę na froncie wojny domowej. To samo, chociaż w mniejszym zakresie, czynił Związek Sowiecki, śląc broń i instruktorów, a inspirowane przez Kreml partie komunistyczne różnych krajów świata wysyłały ochotników. Wśród tych ostatnich byli zagorzali komuniści, gotowi działać na każde skinięcie Moskwy. Byli jednak wśród nich również lewicowi idealiści, którzy zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie niósł dla świata faszyzm w wydaniu Hitlera, Mussoliniego i ich protegowanego gen. Franco.

Samuel Flato od wpływem agitacji Francuskiej Partii Komunistycznej znalazł się w Hiszpanii już w grudniu 1936 r. Przez kilka następnych lat odgrywał ważną rolę w służbie medycznej armii republikańskiej. Najpierw został lekarzem jednego z batalionów, szybko okazał się na tyle dobrym medykiem i odważnym żołnierzem, że mianowano go naczelnym lekarzem Brygady im. Jarosława Dąbrowskiego, skupiającej ochotników z Polski. Później był naczelnym lekarzem 35 Dywizji Międzynarodowej dowodzonej przez gen. Karola Świerczewskiego, a w końcowym okresie wojny domowej naczelnym lekarzem jednego z odcinków frontu nad rzeką Ebro. Podlegała mu służba medyczna czterech dywizji armii republikańskiej.

Niestety, pomimo wysiłków ochotników z różnych krajów świata wspierających armię republikańską, wojska gen Franco odniosły zwycięstwo. W Hiszpanii na kilkadziesiąt lat zapanowała faszystowska dyktatura. W początkach 1939 r. Samuel Flato razem z ostatnią grupą ochotników przekroczył granicę francuską i znalazł się w obozie dla internowanych żołnierzy, najpierw w St. Cyprien, a potem w Gurs. Nie był to bynajmniej okres zupełnej bezczynności; wśród internowanych szerzyły się choroby, wielu leczyło się z ran zadanych w ostatnich bojach. Flato organizował teraz służbę medyczną w Gurs.

Jak wiadomo zakończenie wojny w Hiszpanii wcale nie oznaczało uspokojenia sytuacji w Europie i innych częściach świata. W Europie Hitler kontynuował swoje bezkrwawe podboje połykając kolejno Austrię i Czechy, a na Dalekim Wschodzie od początku lat trzydziestych trwała agresja japońska skierowana przeciwko Chinom.

Lewicowe organizacje w zachodniej Europie, które dotąd wspierały republikański rząd w Hiszpanii, skierowały teraz swoją uwagę na problemy Chin. Europejskiej lewicy Japonia jawiła się takim samym wrogiem jak faszyści i naziści. Powstał w związku z tym pomysł, aby „bezrobotnych” bojowników hiszpańskich brygad międzynarodowych wysłać do Chin. Autorami tego pomysłu były brytyjskie i norweskie komitety pomocy republikańskiej Hiszpanii, które teraz przekształciły się w komitety organizujące pomoc medyczną dla Chin. Wkrótce Francuska Partia Komunistyczna dogadała się w tej sprawie z Chińską Partią Komunistyczną i zapadła decyzja, aby w pierwszej kolejności wysłać na Daleki Wschód ekipę doświadczonych lekarzy wojskowych. Było to niezwykle ważne, gdyż wojska chińskie walczące z Japończykami praktycznie pozbawione były służby medycznej z prawdziwego zdarzenia.

10 sierpnia 1939 r. grupa lekarzy zwana odtąd „Spanish Doctors”, wyruszyła z Marsylii w długą podróż morską do dalekich Chin. Znalazło się w niej czterech polskich lekarzy, w tym Samuel Flato, któremu powierzono funkcję kierownika całej grupy. Gdy dotarli do Półwyspu Malajskiego, okazało się, że w Europie 1 września wybuchła wojna. Samuel Flato chciał natychmiast wracać, ale nie pozwoliły na to obie partie komunistyczne: francuska i chińska. Polscy lekarze nie mieli oczywiście pojęcia, że Związek Sowiecki zawarł z Hitlerem tajny pakt o rozbiorze Polski i podziale stref wpływów w Europie Wschodniej, i nie potrzebował w Europie ludzi, którzy na serio brali hasła walki z hitleryzmem. Być może mieli wiele wątpliwości co do polityki Stalina, ale karnie podporządkowali się dyrektywom partii komunistycznych i wyjechali w głąb Chin, gdzie mieli zająć się organizacją służby sanitarnej i medycznej w oddziałach komunistycznych.

Po dotarciu do Czungkingu Samuel Flato skontaktował się z Zhou Enlaiem, jednym z najważniejszych działaczy Chińskiej Partii Komunistycznej, później długoletnim premierem Państwa Środka. Zhou odtąd stał się oficjalnym opiekunem „Spanish Doctors” i zaprzyjaźnił się z Samuelem Flato. Z formalnego punktu widzenia lekarzy zatrudniono na stanowiskach doradców Chińskiego Czerwonego Krzyża z zadaniem niesienia pomocy medycznej wszystkim oddziałom chińskim walczącym z Japończykami.

Niewiele wiadomo o pracach wykonywanych przez Flato i jego kolegów w Chinach, ale musiały być na tyle dobre, że w grudniu 1942 r. postanowiono wysłać ich do Birmy, gdzie toczyły się wówczas zaciekłe walki z armią japońską próbującą otworzyć sobie drogę do Indii Brytyjskich. Obok oddziałów amerykańskich i brytyjskich walczyły tam również oddziały chińskie. W Birmie Flato wykonywał te same zadania co w Chinach: organizował służbę medyczną, szkolił medyków wojskowych, leczył rannych. Co ciekawe, ściśle wówczas współpracował z Amerykanami, którzy odpowiadali za zaopatrzenie i wyszkolenie chińskich sprzymierzeńców.

Po zwycięskiej, chociaż niezwykle krwawej kampanii birmańskiej, Flato znalazł się na powrót w Chinach i nasłuchiwał wieści z Europy. Gdy tylko dowiedział się o ostatecznej klęsce Hitlera, rozpoczął starania o powrót do Polski, gdzie władzę objęli polscy komuniści. W październiku 1945 r. przybył do Polski i zgłosił się do Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej. Tam przyjęto go z otwartymi ramionami i skierowano do pracy w szefostwie służby zdrowia Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Nie zagrzał tam jednak długo miejsca, gdyż został wciągnięty do pracy w wywiadzie. Załatwili to jego koledzy z Brygady J. Dąbrowskiego, którzy zajęli czołowe stanowiska w służbach specjalnych komunistycznej Polski.

flato FBS before mission in Korea c1952 fot WikipediaStanisława (Samuela) Flato interesowała operacja
zakupu i przewiezienia do Polski autopilota
najnowszej generacji stosowanego
w amerykańskich odrzutowcach F-84 (fot. Wikipedia)
Samuel Flato doszedł do stanowiska zastępcy Szefa Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w randze pułkownika. W zachowanych opiniach wystawionych przez przełożonych chwalono jego inteligencję i pracowitość, doskonałą znajomość języków obcych (znał niemiecki, rosyjski, francuski, angielski, hiszpański i żydowski) oraz „oddanie sprawie ruchu rewolucyjnego”. Przestał wówczas używać imienia Samuel, zastępując je swojsko brzmiącym Stanisławem.

6 maja 1952 r. płk Stanisław Flato otrzymał rozkaz specjalny podpisany przez Szefa Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego mianujący go Głównym Rezydentem polskiego wywiadu na kontynent północnoamerykański. Podlegała mu cała sieć szpiegowska, którą miał tak zreorganizować, aby składała się w wielu niezależnych od siebie i ściśle zakonspirowanych komórek. Jego głównymi zadaniami było: zdobywanie informacji o pracach instytutów naukowo-badawczych mających zastosowanie wojskowe, broni bakteriologicznej i strategii armii amerykańskiej. Siedzibą rezydenta była Ottawa, gdzie zamaskowany był pod fałszywym nazwiskiem jako Jan Dankowicz II sekretarz Poselstwa RP w Kanadzie. Nadano mu pseudonim „Mao”, co pewnie było nawiązaniem do jego pobytu w Chinach, gdzie miał okazję poznać przywódcę KPCh Mao Zedonga.

Najważniejszym agentem, którego Flato prowadził w Ameryce, był „Miller” – inżynier (prawdopodobnie polskiego pochodzenia), zatrudniony w Sperry Corporation, czołowej amerykańskiej firmie specjalizującej się w lotniczych systemach radarowych, urządzeniach do automatycznego lądowania i celownikach bombowych. Ponieważ był cenionym fachowcem, w drodze wyjątku uczestniczył w tajnych pracach nad celownikami do samolotów wojskowych i miał dostęp do tajnych dokumentów, m.in. dotyczących najnowszych radarów, chociaż nie miał jeszcze amerykańskiego obywatelstwa. Wiele z tych dokumentów fotografował, a zdjęcia przekazywał polskiemu wywiadowi.

Najbardziej interesowała rezydenta „Mao” operacja zakupu i przewiezienia do Polski autopilota najnowszej generacji stosowanego w amerykańskich odrzutowcach F-84, F-86 i F-89. „Miller” wykorzystać miał w tym celu znajomość z prof. Oxleyem z Uniwersytetu w Toronto, który podjął się zakupu tego urządzenia pod pretekstem prowadzonych prac badawczych. Zakupione urządzenie miał przekazać następnie „Millerowi”, który rewanżował się sumą kilkuset dolarów, za „fatygę”. Oxley zdawał sobie sprawę, że łamie w ten sposób prawo, ale był pewien, że nikt nie nabierze podejrzeń, ponieważ w kręgach naukowych i wojskowych wiedziano, iż prowadzi samodzielne prace badawcze nie tylko w ramach uniwersytetu, ale także jako współpracownik wielkiego ośrodka badawczego firmy Bancroft. Polski wywiad cała ta operacja (nadano jej kryptonim „Masło”) miała kosztować – łącznie z gratyfikacją dla Oxleya – tylko 3800 dolarów.

26 stycznia 1953 r. płk Flato zawiadomił Warszawę, że operacja „Masło” weszła w ostatnią fazę. W najbliższych dniach miano sfinalizować zakup autopilota. Zamierzano go najpierw ulokować w garażu agenta polskiego wywiadu w Nowym Jorku, rozebrać na części, a potem wysłać do kraju. Czy tak się stało, nie wiadomo, gdyż Flato został nagle odwołany do kraju. 6 lutego 1953 r. odleciał samolotem do Brukseli, a następnego dnia wylądował na lotnisku Okęcie.

Na warszawskim lotnisku czekała płk. Stanisława Flato zamiast gratulacji przykra niespodzianka. Zaraz po odprawie paszportowej został aresztowany i odwieziony do więzienia. Z zachowanych dokumentów Głównego Zarządu Informacji Ministerstwa Obrony Narodowej, czyli wojskowego kontrwywiadu, wynika, że już jesienią 1952 r. jego nazwisko pojawiło się w zeznaniach oficerów oskarżonych o antypaństwowy spisek. Jednym z oskarżanych był gen. Wacław Komar, który ściągnął Stanisława Flato do wywiadu. Stanisława Flato oskarżono o „przynależność do dywersyjno-szpiegowskiej organizacji wojskowej i uprawianie działalności szpiegowskiej na rzecz wywiadu francuskiego”. Cała ta sprawa była wynikiem wewnętrznych rozgrywek w komunistycznym aparacie władzy, inspirowanych zresztą przez Moskwę. Ich ofiarą padł także płk Flato, który spędził długie miesiące w ciężkim śledztwie, torturowany fizycznie i psychicznie. Uratowała go śmierć Stalina i polityczna „odwilż”, która nastąpiła w Związku Sowieckim i Polsce. W grudniu 1954 r. śledztwo wobec niego umorzono „z braku dowodów winy” i uwolniono z aresztu.

Życiorys Stanisława Flato jest dowodem, jak bardzo pokręcone były koleje losu polskich komunistów. Ciemne, niekiedy haniebne, karty przeplatają się z pozytywnymi. Walcząc z japońskimi agresorami w Chinach i faszystowskimi rebeliantami gen. Franco wspieranymi przez Włochów i Niemców, przyczynił się w jakimś stopniu do ich ostatecznej klęski. Jako kierownik polskiego wywiadu na Amerykę działał jednak głównie na rzecz stalinowskiego Związku Sowieckiego, który ciemiężył Polskę. Już po wyjściu z więzienia podjął się w 1956 r. organizacji wizyty polskiej delegacji w Pekinie. Jego znajomości z chińskimi przywódcami bardzo się wtedy przydały. To wówczas Mao Zedong zapewnił Polaków, że popiera ich dążenia do większej niezależności od Związku Sowieckiego. Jest w tym także zasługa Stanisława Flato.

Janusz Wróbel