Szukaj
Polub nas!

Karol Szymanowski fot WikipediaKarol Szymanowski (fot. Wikipedia)Geniusz pełen pasji

Był pianistą, pedagogiem, krytykiem muzycznym, a nade wszystko genialnym twórcą. To z tego ostatniego powodu jest określany ojcem polskiej muzyki XX wieku. Wielu uznaje go, obok Fryderyka Chopina, za najwybitniejszego polskiego kompozytora. To wiedza powszechna. Zdecydowanie mniejsza grupa odbiorców wie o jego innych zamiłowaniach, w tym takich, które skrywano przed opinią publiczną...

Romantyzm, ekspresjonizm, orient

Pochodził z rodziny o tradycjach szlacheckich (herbu Korwin-Ślepowron) ze środkowej Ukrainy, która w dniu jego przyjścia na świat – 3 października 1882 r. – pozostawała w granicach Imperium Rosyjskiego. Wieś Tymoszówkę, gdzie mieszkali, ojciec odziedziczył po dziadku Karola, Feliksie. Zaplecze finansowe mieli dzięki pieniądzom matki Anny, pochodzącej z kurlandzkiej rodziny szlacheckiej Traube. Muzyka pisana była mu od wczesnego dzieciństwa, bowiem ojciec grał na fortepianie i wiolonczeli, brat Feliks był pianistą, a siostra Stanisława – śpiewaczką. Ponieważ nie bardzo mógł udzielać się sportowo – z powodu niepełnosprawnej nogi – całą energię skierował na naukę muzyki.

Najpierw – już jako siedmioletni chłopiec – uczył się jej pod kierunkiem ojca, a potem u lokalnego nauczyciela muzyki i wielkiego miłośnika romantyzmu niemieckiego, Gustawa Neuhausa, w Jelizawietgradzie. To on odkrył nieprzeciętne zdolności u chłopca i skierował go na studia w Instytucie Muzycznym w Warszawie. Tam Karol doskonalił warsztat pod okiem profesorów: Marka Zawirskiego i Zygmunta Noskowskiego. To wtedy zawarł znajomość z wielkimi artystami i twórcami tamtych czasów, m.in. ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem „Witkacym”, Arturem Rubinsteinem, Pawłem Kochańskim i Stefanem Żeromskim. Z tym pierwszym odbył swoją pierwszą podróż do Włoch, a z drugim kilkanaście lat później – tournée po Stanach Zjednoczonych.

W 1905 r., wraz z Grzegorzem Fitelbergiem (dyrygent, kompozytor i skrzypek), Ludomirem Różyckim (twórca baletu Pan Twardowski) i Apolinarym Szeluto (kompozytor i pianista) założył Spółkę Nakładową Młodych Kompozytorów Polskich. Działając pod mecenatem księcia Władysława Lubomirskiego, promowała ona twórczość polskich kompozytorów współczesnych. Grupa ta zyskała szybko miano „Młodej Polski”.

Na początkową twórczość Szymanowskiego największy wpływ miała muzyka romantyzmu, a zwłaszcza Ryszard Strauss i Fryderyk Chopin. Później, w trakcie podróży po Europie, uległ urokowi impresjonizmu – szczególnie nurtowi reprezentowanemu przez Claude’a Debussy’ego i Maurice’a Ravela. Podczas pobytu na Sycylii i w Afryce Północnej zauroczył się egzotycznym orientem i starożytnością. Z kolei polski folklor pokochał podczas częstych pobytów w Zakopanem. To wszystko przyczyniło się do wypracowania przez niego własnego lirycznego stylu, opartego na bogatej, innowacyjnej orkiestracji. W sumie skomponował kilkadziesiąt wspaniałych dzieł, ale jego muzyka odnalazła swój czas i weszła do światowego repertuaru na stałe dopiero w ostatnich dwóch dekadach. Wcześniej wydawała się zbyt nowoczesna.

Do światowego uznania w dużej mierze przyczyniła się płyta EMI z 1994 r. z nagraniem jego trzech utworów: Litanii do Marii Panny, Stabat Mater i 3. Symfonii. Światowej sławy dyrygent Simon Rattle, który poprowadził w nagraniu City of Birmingham Symphony Orchestra and Chorus, powiedział o muzyce genialnego kompozytora:

Nie mogę mówić o Szymanowskim obiektywnie, nie można przecież oczekiwać od zakochanego obiektywizmu czy rozsądku. Zresztą rozsądek w odniesieniu do tej muzyki jest nie na miejscu. Moje pierwsze spotkanie z Szymanowskim miało miejsce pod koniec lat 70. podczas obiadu z moim przyjacielem, angielskim pianistą Paulem Crossleyem. Tego wieczoru Paul powiedział, że ma dla mnie coś specjalnego i zagrał mi fragment jakiegoś utworu. Nie miałem pojęcia, co to jest, ale już po kilku taktach byłem ogromnie podniecony i wiedziałem, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Paul zagrał ostatnią część Stabat Mater. (...) To muzyka wspaniale różnobarwna i niezwykle emocjonalna. Świat nie był w stanie przyjąć wcześniej tak bardzo intensywnej i bezpośredniej emocjonalności, musiał do niej dojrzeć.

Namiętne uczucie

Czasy, w których żył Szymanowski, były trudne dla osób o odmiennej orientacji seksualnej. Zwłaszcza dla tych, którzy byli na świeczniku. Nietolerowani przez społeczeństwo, musieli się kryć. Plotki o homoseksualizmie mogły zrujnować karierę. Z tego powodu wielu gejów, by je uciszyć, zawierało małżeństwa. Szymanowski nigdy kobiecie dozgonnej miłości „dla pozorów” nie ślubował. Co więcej, gdy był już sławny, fascynacji mężczyznami nie ukrywał. A że był przystojny i miał charyzmę, przyciągał ich do siebie całe rzesze.

„Był to człowiek o niezwykłym wprost uroku osobistym, ale cóż znaczą te słowa dla tego, kto wymawiając je nie ma jednocześnie w pamięci lekko przyciszonego głosu, subtelnego uśmiechu misternie zarysowanych ust, intensywnego spojrzenia wąskich, bardzo długich, szafirowych oczu patrzących spod trochę zbyt ciężkich brwi, oczu, które miały skłonność do zapatrzenia się w przestrzeń i o których nie zawahałabym się powiedzieć, że tak właśnie wyobrażać sobie można oczy genialnego artysty. Rozmowa z Karolem była zawsze zajmująca, nie tylko dlatego, że posiadał zupełnie nieprzeciętną inteligencję i kulturę, ale i dlatego, że jego zainteresowania były niezwykle wszechstronne” – pisała o nim żona Iwaszkiewicza, Anna.

Szymanowski Kochanski Fitelberg fot WikipediaSzymanowski, Kochański i Fitelberg (fot. Wikipedia)Szymanowski najbardziej gustował w młodych chłopcach. Nie tylko zażywał z nimi przyjemności w alkowie, ale wprowadzał ich w życie i pomagał w karierze. Choć było ich wielu, zachowały się informacje tylko o kilku. Jak wieść niesie, jednym z pierwszych jego kochanków był jego kuzyn Jarosław Iwaszkiewicz. Nie tylko dzielił z nim łoże, ale i miłość do sztuki. Później wiele razy ze sobą współpracowali. Kompozytor wykorzystał jego teksty do paru utworów, w tym do najważniejszego – powstałej w latach 1918-1924 opery Król Roger. Iwaszkiewicz napisał do niej libretto. Z kolei pisarz sportretował kuzyna (w osobie bohatera Edgara Szyllera) w powieści Sława i chwała.

Wielką, choć tragiczną miłością Szymanowskiego był pochodzący z rosyjskiej rodziny szlacheckiej Borys Jewgienjewicz Kochno. Gdy poznał go w Jelizawietgradzie, dokąd przeprowadziła się rodzina Szymanowskich po wybuchu w Rosji rewolucji październikowej, w wyniku której stracili Tymoszówkę i cały majątek ziemski, ten początkujący poeta i tancerz (później znany librecista) miał zaledwie 15 lat, czyli 22 lata mniej niż kompozytor. Mimo to przysięgli sobie dozgonną miłość. Karol był w nim tak zakochany, że nie bacząc na konwenanse, przyszedł z nim któregoś dnia na proszony obiad i nie szczędził mu czułości. To był, jakbyśmy powiedzieli w dzisiejszych czasach, prawdziwy coming out.

Arturze, nie uwierzysz, tuż po naszej ucieczce z Tymoszówki spotkało mnie największe szczęście – żyłem w niebie. Poznałem młodego człowieka niezwykłej urody, poetę o głosie brzmiącym jak muzyka i on, Arturze, kochał mnie. Tylko naszej miłości zawdzięczam, że mogłem napisać tyle muzyki – zwierzył się kiedyś Rubinsteinowi.

Z myślą o kochanku napisał też w latach 1917-1919 powieść Efebos, którą krytycy uznali za szczerą i śmiałą apologię homoseksualizmu. Nigdy nie została wydana w obawie przed skandalem. Z utworu, który spłonął podczas II wojny światowej, zachował się tylko rozdział „Sympozjon”, który autor osobiście przetłumaczył na język rosyjski i podarował kochankowi. Fragment ten został wydany w Niemczech.

Inni mężczyźni

Niestety, los nie sprzyjał Karolowi i Borysowi. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę Szymanowscy wyjechali do Warszawy, a Kochno został w Rosji. Podobno kompozytor usychał za nim z tęsknoty, ale w odwiedziny do niego nie pojechał, mimo że wiele razy obiecywał. Był zajęty robieniem kariery (nie tylko dużo komponował, ale piastował urząd pierwszego rektora Warszawskiego Konserwatorium Muzycznego). Za to Borys wyjechał do Paryża. Tam spotkał się z Karolem kilka lat później w dość ambarasujących okolicznościach. Otóż w trakcie spotkania Szymanowskiego z Siergiejem Diagilewem do pokoju wszedł nagle Kochno, którego słynny rosyjski impresario i twórca Baletów Rosyjskich przedstawił jako swojego sekretarza. Na widok kompozytora Borys nieco zbladł, po czym powitał go bardzo oficjalnie, udając, że widzą się pierwszy raz w życiu. Okazało się, że wtedy był już kochankiem Diagilewa. Jak wspominał później Rubinstein, który był świadkiem sceny, „Karol, który dotychczas czekał obojętnie, nagle zmienił się i wyglądał tak, jakby za chwilę miał dostać ataku serca. Ale w ułamku sekundy jego twarz znów przybrała normalny wyraz, choć oczy miał tragiczne. Nie zdradził jednak Borysa”.

O innym kochanku Szymanowskiego wiadomo z pamiętnika żony Iwaszkiewicza, Anny. Wspominając gościnę, jakiej udzieliła kompozytorowi pod koniec grudnia 1931 r., napisała: „Z początku byłam trochę zirytowana, bo przywiózł ze sobą swojego obecnego chłopaka, jak mi mówił bezczelnie – swoją »żonę«, oczywiście bez pytania się mnie, prawdopodobnie dlatego, że czuł, że bym się na to nie zgodziła. Chłopak jest ładny, ale głupi, a co jeszcze, wygląda, jakby nie zdawał sobie wcale sprawy, kim jest właściwie Karol i jaki zaszczyt go spotyka (jeśli już w ogóle jego rola może być zaszczytna), że Karol tak się nim zajął. Jest rzeczywiście bardzo zakochany, ale to niegroźne, bo zbyt często mu się to zdarza”.

W opisie chodzi o wschodzącą gwiazdkę polskiego kina, Witolda Contiego, który w rzeczywistości nazywał się Witold Konrad Kozikowski. Aktorowi Szymanowski nie mógł za bardzo pomóc i związek szybko się rozpadł. W drugiej połowie lat 30. Conti został gwiazdą polskiego kina i kabaretu. Był uważany za jednego z najprzystojniejszych amantów filmowych.

Rozstaniem z Contim Szymanowski nie bardzo się przejął. Podobnych mu miał wiele. Często poznawał ich podczas golenia się i picia porannej kawy, gdy mieszkał w apartamencie w warszawskim Bristolu. Według świadków to był prawdziwy ceremoniał, podczas którego miała miejsce swoistego rodzaju giełda. Kolejni partnerzy pomieszkiwali z nim we wspomnianej placówce. W gronie tym byli m.in.: lekarz Aleksander Szymielewicz, pisarz Tadeusz Żakiej i kompozytor Zygmunt Mycielski.

Iwaszkiewicz zdradził, że pod koniec życia kompozytor powiedział mu: – Jedno, co jest coś warte w życiu, to miłość... a tego miałem, dzięki Bogu, dużo!

Szymanowskiego łączono i z kobietami, choć żadna z takich znajomości nie miała, jak się okazało później, charakteru erotycznego. Najbardziej znaną w tym gronie była Zofia Nałkowska. Autorka Granicy zapisała w pamiętnikach pod datą 15 sierpnia 1932 r.: „I ostatecznie jedynym pocałunkiem, jaki zamieniłam z Karolem Szymanowskim, był ów wymuszony przez Kazia Wierzyńskiego przy wypiciu bruderschaftu na sylwestra”. Z kolei dwa lata później po spotkaniu w Zakopanem, znajomości kompozytora z paniami podsumowała wprost: „Karol jest ładny, łaskawy, zmęczony, gra w brydża w takim tutejszym klubie i ma znajome damy, które wielbi platonicznie, jak mnie kiedyś”.

Śmierć w górach

Szymanowski pokochał Zakopane już przy pierwszym spotkaniu w sierpniu 1922 r. Kiedy siedem lat później dowiedział się, że cierpi na zaawansowaną gruźlicę płuc, odbył kurację w sanatorium Edlach w Austrii i w Davos w Szwajcarii, po czym do stolicy polskich gór przeniósł się na stałe. Przez jakiś czas mieszkał w niewielkim domku w ogrodzie, będącym częścią okazałej rezydencji Czerwony Dwór, a później przeniósł się do zaprojektowanej przez Witkacego willi Atma (z hinduskiego sanskrytu atma znaczy: dusza). Miał tutaj nie tylko idealne warunki do komponowania, ale i intymnych schadzek z dala od wścibskich oczu obserwatorów. Szybko miejsce to stało się też kolonią artystów. Bywały tu takie tuzy jak: Rubinstein, Nałkowska, Maria Dąbrowska, Kornel Makuszyński, Julian Tuwim i Witkacy. Często w odwiedziny przychodzili także miejscowi górale.

Willa Atma w Zakopanem fot WikipediaWilla Atma w Zakopanem (fot. Wikipedia)Stąd też Szymanowski kierował Wyższą Szkołą Muzyczną w Warszawie. Gdy w listopadzie 1935 r. gruźlica zaatakowała mu krtań, musiał opuścić Zakopane, którego klimat okazał się zbyt ostry. Zrobił to z ogromnym żalem. Kurację kontynuował w Alpach. Pod koniec życia nie był w stanie niczego jeść. Zmarł podczas snu w klinice w Lozannie w Szwajcarii w wieku zaledwie 55 lat. Spoczął w Krypcie Zasłużonych na Skałce w Krakowie, a jego serce złożono w warszawskim kościele św. Krzyża. Co ciekawe, spłonęło ono w czasie powstania warszawskiego razem z kaplicą sióstr sercanek.

„Za twórczość muzyczną o wiekopomnym znaczeniu dla kultury polskiej i ogólnoświatowej” prezydent Ignacy Mościcki nadał mu pośmiertnie Wielką Wstęgę Orderu Odrodzenia Polski.

Dorota Feluś