Szukaj
Polub nas!

Jan Kiepura fot WikipediaJan Kiepura (fot. Wikipedia)Wielki tenor i patriota

Jan Kiepura był gwiazdą światowego formatu. W okresie międzywojennym królował niepodzielnie na największych scenach operowych świata. Mimo ogromnego sukcesu nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. Wspierał rodaków zarówno podczas, jak i po II wojnie światowej. A przy tym, jak powiedział znany i ceniony krytyk muzyczny Bogusław Kaczyński, „swoją drogę życiową – pokręconą, zawiłą – pokonywał w szlachetny sposób, z wiarą oraz wrodzonym uśmiechem, słońcem i optymizmem”...

Młodzieńcze fascynacje

Nic nie zapowiadało, że Jan zostanie tenorem światowej klasy. Wszak przyszedł na świat w Sosnowcu – mieście pozbawionym jakiegokolwiek kolorytu potrzebnego do tego, by zostać artystą.

Mówi się, że przepiękne głosy rodzą się gdzieś obok Neapolu, u stoku Wezuwiusza. Południowe słońce, południowe wino – to wszystko rozpala człowieka i ten piękny głos się kształtuje. To nie do końca prawda. Jan Kiepura urodził się w miejscu, które jest zaprzeczeniem tej teorii. Urodził się w małym, zadymionym, pełnym fabrycznych kominów Sosnowcu. Teoretycznie więc nie powinien mieć pięknego głosu – powiedział Kaczyński.

Co więcej, ojciec Jana zaplanował, że syn skończy Uniwersytet Warszawski i zostanie prawnikiem. Nie przypuszczał, że ten może sprzeciwić się jego woli. Zanim jednak do tego doszło, chłopak był posłusznym dzieckiem, choć wobec kolegów często pokazywał rogatą duszę. Według świadków był zadziorny i uparty. Cechy te pomagały mu na boisku, gdzie z pasją uprawiał piłkę nożną. Talent wokalny odkrył w sobie, kiedy wstąpił do harcerstwa. Ponieważ nieustannie śpiewał arie operowe, koledzy nazwali go „Caruso”. Gdy w 1921 r. jechał do Warszawy na studia, nie był pewien co do swojej przyszłości. Wtedy wiedział tylko tyle, że nie chce być prawnikiem.

„Ja, psiakość, namyślam się co do wyboru zawodu. Czuję, że jedynym moim powołaniem jest wszelka poezja, lecz z drugiej strony nie wiem, na co się w tej poezji rzucić, bo mój głos jest cholernie niepewny” – napisał w liście do jednego z przyjaciół.

Mimo niepewności udał się na przesłuchanie do profesora Akademii Muzycznej Wacława Brzezińskiego. Ten dostrzegł w nim ogromny talent i zgodził się udzielać mu lekcji śpiewu. Robił to nawet wtedy, gdy Janowi zabrakło pieniędzy. Tak więc w ciągu dnia Kiepura studiował prawo, a wieczorami ćwiczył śpiew. Poza Brzezińskim uczył go jeszcze Tadeusz „Leliwa” Kopystyński, były tenor mediolańskiej La Scali. Zrobił szybko tak duże postępy, że w 1924 r. Brzeziński załatwił mu angaż w Teatrze Wielkim. Został przyjęty do chóru. Zachwycony takim obrotem sprawy przyjechał do domu, by się pochwalić. Ale na wieść o tym, że nie zdał egzaminów i przepuścił pieniądze, ojciec wpadł w szał i stłukł go na kwaśne jabłko. Nie pomógł fakt, że Jan obchodził akurat 22. urodziny – był to 16 maja – ani to, że od września miał rozpocząć pracę w Teatrze Wielkim.

Tego lata Jan zanotował jeszcze drugą wpadkę, i o mały włos nie wylądował w więzieniu. To bardzo mało znany epizod, którego opis zachował się wyłącznie w kronikach sosnowieckiego sądu: „Jan Kiepura, syn Franciszka i Marii, w dniu 7 sierpnia 1924 roku w Sosnowcu, zmusił Piotra L. za pomocą gwałtu na jego osobie do opuszczenia lokalu prawnie przez niego zajmowanego, czym dopuścił się występku z art. 51, 507 cz. I kk”.

W tym czasie Kiepurowie wynajmowali w swoim domu Piotrowi L. pokój. Gdy mężczyzna stracił pracę i przestał płacić czynsz, kazali mu się wyprowadzić. Odmówił. Rodzice poskarżyli się Janowi i ten bez namysłu siłą wyrzucił lokatora na ulicę. Doszło podobno do bójki. Poturbowany przez Jana Piotr L. złożył zażalenie do sądu. Dzięki zeznaniom świadków, którzy powiedzieli, że wprawdzie Jan wyrzucił lokatora z domu siłą, ale go nie pobił, przyszły gwiazdor sceny operowej został uniewinniony.

Wielka kariera

Pierwsza przygoda Jana z Teatrem Wielkim nie trwała długo. Najpierw, gdy zaczął popisywać się swoim głosem, śpiewając mocniej niż inni, doprowadził do szału kolegów. Z kolei dyrektora Emila Młynarskiego wyprowadził z równowagi, gdy swoją pierwszą solówkę – mimo że było to tylko jedno zdanie (zaśpiew przodownika górali w III akcie Halki Stanisława Moniuszki) – przeciągnął ponad miarę. W rezultacie został zwolniony. Miał jednak dużo szczęścia. Dzięki pomocy prof. Ignacego Warmutha otrzymał role w operze lwowskiej i poznańskiej. Świetne recenzje sprawiły, że dyrektor Młynarski przyjął go z powrotem, oferując etat solisty. W stolicy Kiepura nie pośpiewał długo, bo wiedział, że światowy sukces – a jako osoba nadzwyczaj ambitna tylko w taki mierzył – może osiągnąć tylko dzięki udanym występom w zachodniej Europie. Najpierw zdobył Wiedeń, Berlin, Budapeszt i Pragę.

„Na koncercie publiczność wariowała. A była to publiczność wykwintna, wyperlona, wydiamentowana i wybrylantowana. Berlińskie pisma, a także budapeszteńskie i czeskie, piszą o »Turandocie«, nazywając mnie nowym Caruso. Agenci mówią, że nie było takich koncertów od 15 lat” – pisał w liście do brata Władysława.

kiepura Pomnik Jana Kiepury w Krynicy Zdroju fot WikipediaPomnik Jana Kiepury w Krynicy Zdroju (fot. Wikipedia)Wkrótce miał u stóp całą Europę i świat. Wraz z sukcesem przyszły duże pieniądze.

„Jeśli mi dawano i po 2000 dolarów za koncert, to chyba muszę coś, na miły Bóg, umieć. I mieć w sobie coś, co ludzie opłacają i pragną słyszeć” – pisał do domu.

Rodzice uwierzyli w jego sukces dopiero wtedy, gdy w 1933 r. wybudował w Krynicy luksusowy hotel Patria, a ojca zrobił jego zarządcą. Z budową Patrii wiąże się zabawna anegdota. Gdy architekt Bohdan Pniewski podał Kiepurze wysokość swojego honorarium, ten mu odpowiedział: – Panie, taki projekt zrobiłbym sam za połowę tej sumy. Na to architekt odpowiedział ze stoickim spokojem: – Za połowę tej sumy to ja mogę panu zaśpiewać.

Trzeba wspomnieć, że oprócz talentu muzycznego Jan – obdarzony nie tylko pięknym głosem, ale i urodą amanta – ujawnił talent aktorski. Zdaniem Kaczyńskiego „zrobił drugą co do wielkości karierę po Poli Negri”. To z filmu Kocham wszystkie kobiety pochodzi piosenka Brunetki, blondynki – jeden z jego największych przebojów.

Kobiety

Jan miał niebywałe powodzenie u kobiet, zanim jeszcze stanął na szczycie. To wprawiało w furię zazdrosnych mężczyzn. Niektórzy wyzywali go na pojedynek. A i on, jak mówi jedna z anegdot, pewnego dnia wysłał sekundantów do jednego z nich, gdy ten publicznie wyzwał go od łotrów spod ciemnej gwiazdy. Do tak desperackiego kroku mężczyznę pchnęło zachowanie jego narzeczonej, która w eleganckiej warszawskiej cukierni Lursa flirtowała z tenorem na jego oczach. Ostatecznie do pojedynku nie doszło.

Pierwszą miłością Jana była Zofia Batycka – śliczna panienka z dobrego domu (jej ojciec był cenionym lwowskim adwokatem), która wbrew oczekiwaniom rodziny została aktorką. Poznali się w 1928 r. w Truskawcu. Musiał to być poważny związek, skoro Jan poprosił ją o rękę. I pewnie znalazłby on finał na ślubnym kobiercu, gdyby w 1930 r. Zosia nie została wybrana najpiękniejszą Polką. Tytuł i sława tak mocno uderzyły jej do głowy, że rok później odmówiła przekazania korony swej następczyni. Wtedy też Kiepura zorientował się, że dla Zosi miał być jedynie bramą do zrobienia kariery w szerokim świecie. Mimo że wciąż mocno zakochany, zaręczyny zerwał i przez parę następnych lat pozostawał w stanie kawalerskim.

Nie znaczy to, że zachowywał celibat. Nawet gdyby chciał (a zapewne nie chciał), nie byłby w stanie. Kobiety szalały na jego punkcie, niektóre – gdy śpiewał – wręcz mdlały. Wiele z nich wdzierało się po koncertach do jego garderoby: jedne, by zdobyć autograf, inne – by go usidlić. Jednak tę jedną jedyną poznał dopiero, gdy wyjechał za granicę i zaczął występować w filmowych musicalach. Młodsza od niego o 10 lat węgierska śpiewaczka operetkowa Marta Eggerth wspominała później, że podczas wielkiego balu sylwestrowego w Berlinie w 1933 r. usłyszała, że nie jest zadowolony, iż ma z nią wystąpić w Dla ciebie śpiewam.

Zdjęcia rozpoczęliśmy zaraz po Nowym Roku. W wolnych chwilach stale otoczony był tłumem wielbicielek, z którymi rozmawiał w różnych językach. Mnie, niestety, zupełnie nie dostrzegał. Powiedział nawet, że skoro przyszedł z Opery Wiedeńskiej i La Scali, nie będzie śpiewać w duecie z „tą małą Marthą Eggerth”. Byłam wściekła na niego. Co wieczór przychodząc do domu, mówiłam matce: „Nienawidzę go, nie cierpię”... A moja matka na to: „Jesteś w nim po prostu zakochana” – wspominała potem śpiewaczka.

Szybko okazało się, że również Kiepurze Martha spodobała się, bo po pocałunku z nią podczas romantycznej sceny nie wypłukał ust, jak zwykł to czynić z każdą inną aktorką, by zapobiec zakażeniom gardła. Parą zostali jeszcze w trakcie zdjęć, choć wtedy Jan nie wyznał jej miłości. Opowiadała później, jak to podczas pewnego nocnego spaceru po Berlinie spotkali starą kwiaciarkę i Kiepura kupił od niej wszystkie kwiaty i wręczył je Marcie. Myślała, że wraz z bukietem usłyszy miłosne wyznanie, a tymczasem on powiedział jej, że kupił kwiaty, bo mu się zrobiło żal starej kobiety.

Śpiewak oświadczył się jej dopiero dwa lata później. Ślub cywilny wzięli w urzędzie prezydenta miasta Katowice 1 października 1936 r. Od tego momentu, aż do śmierci Kiepury, byli niemal nierozłączni. Razem też występowali na scenach całego świata i kręcili filmy. Ich najsłynniejszym wspólnym projektem była Wesoła wdówka. Najpierw przez dwa lata – od dnia premiery 4 sierpnia 1943 r. – występowali w niej na Broadwayu, a przez kolejnych sześć objeżdżali z nią Stany Zjednoczone.

Był dla mnie całym światem. Łączyła nas miłość do muzyki i to, że podobnie myśleliśmy. Fascynował mnie jako mężczyzna. Nazywał mnie „Baboczka” albo „Mamiczka”, zaś gdy był na mnie zły, mówił „pani Eggerth”. Zdarzało się to, na szczęście, niezwykle rzadko. Jan nie umiał się długo złościć. Nazywałam go Aniołkiem – mówiła po latach Martha.

Gdy pewnego razu dziennikarz zapytał ją, czy jej mąż był kobieciarzem, stwierdziła, że „to kobiety były »Kiepuranizer« i lgnęły do niego jak pszczoły do miodu”. Oświadczyła, że Jan nie dał jej nigdy powodów do niepokoju. Urodziła mu dwóch synów: Mariana Wiktora i Jana Tadeusza. Przeżyła go o 47 lat, dożywając 101 lat.

Kiepura i Polska

W momencie wybuchu II wojny światowej Kiepurowie przebywali w Paryżu. Jan, który był wielkim patriotą, aż palił się do walki. Był gotów stanąć w obronie ojczyzny, tak jak zrobił to 21 lat wcześniej. Jego kolega ze szkolnej ławy Wacław Sobol wspominał: „Pamiętam jego ściągniętą wzruszeniem twarz, gdy skanduje dźwięcznie wobec dziewięciu pruskich landsturmistów żądanie oddania broni »w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej«. Było to owego pamiętnego dnia 11 listopada 1918 r., kiedy to czterech nas piątoklasistów pod przewodem Jana rozbroiło wachę w jednej z fabryk w Starym Sosnowcu”. Rok później przyszły tenor wstąpił na ochotnika, wraz z bratem Władysławem, do I Pułku Strzelców Bytomskich i wziął udział w I powstaniu śląskim.

Gdy więc 1 września 1939 r. wybuchła wojna, Jan natychmiast zgłosił się do wojska.

„Gdy tylko we Francji zaczęło się formować wojsko polskie, Jan zmobilizował się jako żołnierz oznaczony numerem 207. Jego skoszarowane życie trwało nie dłużej niż trzy, cztery tygodnie, po czym stanął przed generałem Sosnkowskim, który rzekł: »Mamy już sto tysięcy żołnierzy, którzy potrafią lepiej strzelać, ale żaden nie potrafi lepiej śpiewać od pana«” – pisał Jerzy Waldorff.

Udział w walce odradził mu także generał Sikorski, tłumacząc, że więcej zdziała na rzecz Polski w Ameryce. Posłuchał. Na ziemi Lincolna szybko stał się wielką gwiazdą. To pozwoliło mu zebrać w ciągu zaledwie roku niebotyczną, jak na tamte czasy, sumę – około 130 tys. dolarów – którą w 1942 r. przekazał na pomoc tworzącym się oddziałom wojskowym na Zachodzie. Z kolei już po wojnie wspomagał finansowo Fundację Chopina. Do jednego z datków dołączył list, w którym napisał:

„Od pierwszej chwili wojny przeżywałem razem z Wami straszliwą tragedię. Starałem się koncertami przez radio, w prasie i innymi wystąpieniami publicznymi zwrócić uwagę świata na cierpienie naszego narodu. Ja do Was przyjadę. Będę śpiewał w teatrach i przed teatrami, w salach koncertowych i na taksówce – na ulicy. Biednym i bogatym. Pragnę, byście mnie zachowali w Waszych sercach”.

Tymczasem komuniści, którzy objęli władzę w powojennej Polsce, raz za razem odmawiali mu wjazdu do kraju, a co gorsze robili wszystko, by go zdyskredytować w oczach narodu.

„Śpiewa w czapce, je w czapce i prawdopodobnie niedługo będzie w niej sypiał. Robi to, aby ukryć przed ludzkimi oczyma swą coraz bardziej łysiejącą czaszkę. Mówi się, że łysienie jest oznaką mądrości. Przypadek Jana Kiepury jest wyjątkiem, który zdaje się potwierdzać ową słuszną regułę” – pisano w Przekroju.

Paszkwile tego typu nie wpłynęły bynajmniej na postrzeganie śpiewaka przez zwykłych zjadaczy chleba. Gdy przyjechał do Polski w 1958 r. – dwa lata po październikowej odwilży – zgotowali mu owacyjne przyjęcie. Celnikom nie przeszkodziło nawet to, że gdzieś zapodział paszport i wizę. Pozwolili mu wyjść z samolotu bez dokumentów. A gdy stanął w drzwiach maszyny, podniósł się tak wielki krzyk, że nikt nie był w stanie go uciszyć. Tłum zamilkł dopiero wtedy, gdy Jan zaczął śpiewać.

kiepura Grobowiec Jana Kiepury na warszawskich Starych Powązkach fot WikipediaGrobowiec Jana Kiepury
na Starych Powązkach
w Warszawie (fot. Wikipedia)
Z lotniska wzruszeni rodacy zanieśli go na rękach do hotelu Bristol. Słysząc pod oknem apartamentu niegasnące wezwania, wyszedł na balkon i jak zapowiedział wcześniej, zaśpiewał kilka arii. Potem z koncertami objechał całą Polskę. Niektórzy „znawcy przedmiotu” krytykowali go za słabnący głos. Faktem jest, że momentami zmagał się na scenie, ale i tak – jak twierdzili jego miłośnicy – „śpiewał pięknie”. Mało kto wiedział, że wtedy był już po poważnej operacji usunięcia jednego płata płuca. Kłopoty z płucami miał od dziecka. Były one wynikiem ciągłej obecności kwaśnych oparów zaczynu drożdżowego ciasta w domu Kiepurów (na terenie domu ojciec miał własną piekarnię).

Po odwiedzinach Polski Jan wrócił do Ameryki. I pomimo napiętego harmonogramu zajęć marzył o ponownych odwiedzinach ojczyzny. Na początku 1966 r. planował, że wcieli się w rolę Jontka na deskach warszawskiego Teatru Wielkiego. Podjął również rozmowy na temat występów w polskiej telewizji. 13 sierpnia tego roku wystąpił na koncercie polonijnym w Portchester w Stanach Zjednoczonych. Dwa dni później już nie żył. Zmarł nagle na zawał serca w swojej posiadłości w Harrison w stanie Nowy Jork. Miał zaledwie 64 lata.

Jego ostatnie chwile opisał później jego syn Jan Tadeusz: „Ojciec poprosił przed południem do gabinetu swoją sekretarkę, by podyktować jej list. Nagle zadzwonił jeden z agentów finansowych, do którego już od pewnego czasu ojciec miał słuszne pretensje. Rozmowa zamieniła się w ostrą wymianę zdań, po czym ojciec rzucił słuchawkę. Sekretarce polecił przepisywać tekst na maszynie, sam zaś zaczął szukać jakichś papierów w szafie i segregatorach. W pewnej chwili runął na ziemię. Natychmiastowa pomoc lekarska okazała się już zbędna. Był to atak serca spowodowany silnym wstrząsem psychicznym”.

Zgodnie z jego ostatnią wolą Jan Kiepura został pochowany w Polsce. W pogrzebie na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie wzięło udział ponad 100 tysięcy rodaków.

Dorota Feluś