Szukaj
Polub nas!

Bruno Mars fot Justine Lane EPA ShutterstockBruno Mars
(fot. Justine Lane/EPA/Shutterstock)
Gwiazda z Marsa

Jest jednym z najpopularniejszych muzyków na świecie. Nie tylko śpiewa, ale gra na kilku instrumentach i wspaniale tańczy. Każda płyta sygnowana jego nazwiskiem rozchodzi się w milionowych nakładach. Z ostatniej gali wręczenia nagród Grammy Bruno Mars wrócił do domu z sześcioma statuetkami...

Kapelusze i ciemne okulary

W oficjalnych dokumentach zarejestrowany jest jako Peter Gene Hernandez. Imię, którym posługuje się na co dzień i pod którym znają go miliony fanów, zawdzięcza ojcu, Pete’owi. Ten widząc w nim podobiznę do słynnego włoskiego wrestlera Bruno Sammartino, którego wyczynami się pasjonował (występujący w federacji World Wide Wrestling Federation zawodnik wsławił się tym, że najdłużej w historii posiadał pas WWE Championship – aż 7 lat 247 dni), nazywał tak syna od najmłodszych lat. Ale jeśli chodzi o przydomek „Mars”, to już inna historia.

W czasach szkolnych czułem, że jestem mało przebojowy. Dużo dziewczyn twierdziło, że nie jestem z tego świata, więc mówiłem, że pochodzę z Marsa. I tak zostało – tłumaczy.

Dorastał w Honolulu na Hawajach (zna lokalny język), gdzie urodził się 8 października 1986 r. Ma filipińskie i portorykańskie korzenie. Jego rodzice poznali się podczas koncertu, w którym jego matka Bernadette „Bernie” San Pedro Bayot tańczyła hula, a ojciec grał na perkusji. W wieku 4 lat Bruno zaczął koncertować z zespołem ojca pięć razy w tygodniu.

Tata grał mi rocka z lat 50. i muzykę doo wop [najbliższy muzyce pop lat 50. XX wieku odłam ówczesnej muzyki czarnych mieszkańców Stanów Zjednoczonych – przyp. aut.]. To była moja pierwsza muzyczna miłość i dlatego pierwszy album nazwałem Doo-Wops & Hooligans – wspomina.

Jako dziecko Bruno inspirował się Elvisem Presleyem, Michaelem Jacksonem i Prince’em. Szczególnie dobrze radził sobie na scenie w roli tego pierwszego. Nie tylko wykonywał piosenki Elvisa, ale był za niego przebrany i naśladował jego ruchy sceniczne. Zauważyli to dziennikarze lokalnej gazety MidWeek, którzy w 1990 r. zaprezentowali go na jej łamach jako „Małego Elvisa”. W takiej też roli wystąpił gościnnie, jako 6-latek, w filmie Honeymoon in Vegas.

Na podbój rynku muzycznego wyruszył do Los Angeles po ukończeniu President Theodore Roosevelt High School. Miał 17 lat i mnóstwo pomysłów. Jego wujek, Johny Valentine, powiedział w jednym z wywiadów, że Bruno w początkowym okresie pobytu w Mieście Aniołów bardzo chciał wrócić do domu, bo tęsknił za rodziną. Być może powodem były problemy finansowe. Na utrzymanie zarabiał jako DJ w podrzędnym nocnym klubie. Ściął wtedy wielkie afro i zaczął nosić kapelusze. Od tamtej pory nigdy się z nimi nie rozstaje. Podobnie jak i z okularami słonecznymi, które stały się jego znakiem firmowym.

Szczęście uśmiechnęło się do niego rok później, gdy podpisał kontrakt z Motown. Wtedy też zrobił sobie swój pierwszy tatuaż – święte serce odwrócone do góry nogami. Po dwóch latach zakrył go tatuażem twarzy kobiety. Ma również wytatuowane imię matki – z którą był tak mocno związany, że po jej nagłej śmierci w 2013 r. doznał silnego wstrząsu – i kotwicę.

Wpadka i sukcesy

Ponieważ współpraca z Motown nie układała się najlepiej, kilka lat później zmienił wytwórnię i został klientem Atlantic Records. Zanim jednak zasłynął jako wokalista, był producentem muzycznym. Działał wraz z Philipem Lawrencem i Ari Levinem, z którymi założył The Smeezingtons. Jego klientami byli m.in.: Flo Rida, Justin Bieber, Sean Kingston, Alexandra Burke, Adam Levine i Brandy.

Po wydaniu swojego debiutanckiego albumu – w wieku 24 lat – który błyskawicznie podbił listy przebojów, zaszumiało mu w głowie. 9 września 2010 r. w nocy został zatrzymany w hotelu w Las Vegas, gdzie przebywał po swoim koncercie w klubie The Hard Rock. Miał przy sobie kokainę. Postawiono mu zarzut posiadania narkotyków, za co w przypadku skazania groziła mu kara do czterech lat więzienia i 50 tys. dolarów grzywny. Dzięki ugodzie z prokuratorem i przyznaniu się do winy została ona zamieniona na grzywnę 2 tys. dolarów, przymusowy udział w terapii antynarkotykowej i dwieście godzin pracy społecznej. W ramach ugody Bruno sprzątał ulice.

Nie wiem, dlaczego tak zrobiłem. Jedno jest pewne: zrobiłem bardzo głupio, tym bardziej że nigdy wcześniej nie zażywałem narkotyków – tłumaczył swoje postępowanie.

Po zakazane substancje nie sięgał już nigdy później – a w każdym razie nie został na tym nigdy złapany.

Jest bożyszczem kobiet – pewnie dlatego wymyślił sobie nowy przydomek The Sexy Dragon – ale od stycznia 2011 r. pozostaje w stałym nieformalnym związku z Jessiką Caban, modelką i aktorką, pierwszą zwyciężczynią konkursu Model Latina. I dużo koncertuje. Podczas tras koncertowych towarzyszy mu brat Eric, który gra na perkusji. Pewnie zatrudniłby również cztery utalentowane muzycznie siostry – Jaime „Kailani”, Tiarę, Tahiti i Presley – gdyby nie to, że mają one swój własny zespół The Lylas. Bruno potrafi grać na pianinie, keyboardzie, gitarze akustycznej i elektrycznej, ukulele, perkusji i kongo, ale podczas występów koncentruje się na śpiewaniu i tańcu.

Po zejściu ze sceny lubi zaszyć się w domowym zaciszu. Chętnie i podobno dobrze gotuje. Uwielbia sushi. Dużą frajdę sprawia mu robienie zakupów, zwłaszcza koszul w kratkę z przewagą koloru czerwonego. Ma ich ponad czterdzieści. Do jego ulubionych zajęć pozamuzycznych należy chodzenie do kina.

Może nie jest to zbyt ekscytujące, ale to naprawdę lubię. Zwykle siadam z tyłu – mówi.

Pasjonuje go również sport a zwłaszcza koszykówka, bejsbol i... walki w klatce.

Ostatnio dowiódł, że jest naprawdę znakomitym i popularnym muzykiem. 28 stycznia zgarnął sześć statuetek Grammy, we wszystkich kategoriach, w których był nominowany.

Marcin Nowak