Szukaj
Polub nas!

Jimmy Kimmel fot Nina Prommer EPAJimmy Kimmel
(fot. Nina Prommer/EPA)
Komediant na serio

Jimmy Kimmel jest w USA postacią powszechnie znaną. Przez kilka lat występował w programie The Man Show nadawanym przez stację Comedy Central. Od roku 2003 prowadzi własny program telewizyjny Jimmy Kimmel Live! Występuje też gościnnie w innych programach, a w lutym tego roku był gospodarzem ceremonii wręczania filmowych Oscarów. Jednak ostatnio Kimmel znany jest również z czegoś zupełnie innego – nieprzejednanej walki politycznej z obecną administracją. Stało się to szczególnie oczywiste w trakcie senackich dyskusji o zniesieniu Obamacare...

Kimmel ma powody, by sprawami opieki zdrowotnej w USA interesować się w sposób szczególny. W kwietniu tego roku na świat przyszedł jego syn, u którego wykryto wrodzoną wadę serca. Gdy noworodek miał zaledwie 3 dni, lekarze zdecydowali się na operację, która zakończyła się powodzeniem, choć nie rozwiązuje to wszystkich problemów medycznych dziecka. Kimmel nie musiał korzystać z Obamacare i z pewnością może sobie pozwolić na zapewnienie rodzinie dobrej opieki lekarskiej, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż jest pod tym względem uprzywilejowany i że miliony Amerykanów znajdują się w znacznie gorszej sytuacji.

Począwszy od wiosny stał się zaciekłym orędownikiem utrzymania Obamacare w mocy, a w monologach, od których zaczyna się każdy jego program, nie zostawia suchej nitki na licznych politykach, na czele z samym prezydentem. Do pewnego stopnia stał się solą w oku obecnej administracji, co jest o tyle niezwykłe, że jest w zasadzie wieczornym, telewizyjnym komediantem, którego polityka winna interesować tylko w sensie humorystycznym.

Tymczasem show Kimmela od czasu do czasu przypomina bardziej tragikomedię niż komedię. Po krwawej strzelaninie w Las Vegas rozpłakał się na oczach widowni, a potem gniewnie skrytykował polityków wspieranych przez National Rifle Association. Na koniec powiedział: – Wiecie, chciałbym się z wami śmiać każdego wieczora, ale staje się to ostatnio coraz trudniejsze. Czuję się tak, jakby ktoś nagle otworzył nam wrota do piekła.

Kimmel nie kryje, że nagłe upolitycznienie jego programu wynika z narastającego zaniepokojenia tym, co się w USA dzieje. Jego odważna krytyka waszyngtońskich elit politycznych spowodowała, że stał się on postacią niezwykle popularną. Udzielił już kilka wywiadów telewizyjnych i był bohaterem obszernego artykułu w dzienniku The New York Times. Rośnie też popularność jego programu, czym nie może się pochwalić jeden z konkurentów, Jimmy Fallon, który twierdzi uparcie, iż polityka go nie interesuje i że nie zamierza się nią zajmować.

Dla wielu Amerykanów Kimmel stał się ich własnym głosem, gdyż zdaje się być autentyczny, często emocjonalny, wyczulony na to, co się wokół nas dzieje. W swoim programie często się myli, szuka właściwych słów i sprawia wrażenie kogoś, kto szczerze przejmuje się losami kraju. Nie jest ani Walterem Cronkitem, którego pozbawiony wszelkich emocji obiektywizm jest do dziś dziennikarskim wzorcem, ani też Davidem Lettermanem, którego program był zawsze z góry zaplanowany do ostatniego szczegółu.

Kimmel przeszedł też pewną transformację polityczną, z czym się bynajmniej nie kryje. W przeszłości sympatyzował z umiarkowanymi konserwatystami, ale pod wpływem wydarzeń w swoim własnym życiu i politycznego chaosu wywołanego wyborem Trumpa stał się centrystą, kimś, kto na forum publicznym reprezentuje przede wszystkim niezdecydowanych wyborców, szukających dla siebie miejsca w nowej amerykańskiej rzeczywistości.

Wieczorne tyrady Kimmela zostały bardzo szybko zauważone przez wielu polityków. Sam Trump jeszcze nigdy go nie zaatakował personalnie, choć coraz częściej wspomina o tym, iż wieczorne programy telewizyjne zdradzają „uprzedzenia” w stosunku do prezydenta. W osobie Kimmela Trump znalazł z pewnością groźnego antagonistę, który – w przeciwieństwie do wielu innych krytyków prezydenta – nie ma nic do stracenia i z pewnością żadnych ataków się nie zlęknie.

Zresztą prezydent sam jest skłonny do bezlitosnej krytyki, w ramach której nazywa ludzi (w tym wielu senatorów) kłamcami, oszustami, złodziejami, itd. Było to szczególnie widoczne w czasie jałowych senackich dyskusji o zniesieniu Obamacare, w ramach których kilku polityków wygłaszało kompletnie fałszywe treści na temat republikańskiego planu mającego zastąpić Affordable Care Act.

Program Jimmy Kimmel Live! sygnalizuje też istotną zmianę, jaka dokonuje się w amerykańskiej telewizji. Wieczorne talk shows tradycyjnie stawiały na komedię i drwiny, zwykle oferowane w postaci efektownych, jednozdaniowych komentarzy. Polityków zawsze w taki czy inny sposób wyśmiewano, gdyż są często idealnym celem dla prześmiewców, ale wszystko to obliczone było na beztroską rozrywkę, a nie poważny komentarz. Jimmy swoim programem wszystko to zmienił. Jego występy nadal śmieszą, ale często w nieco złowróżbny sposób. Natomiast jego monologi to w zasadzie polityczne eseje, okraszone wprawdzie dowcipami, ale w sumie traktujące o bardzo poważnych sprawach.

Znawcy telewizyjnego rynku twierdzą, że Kimmel sam postawił siebie w dość trudnej sytuacji. Jego program stał się na tyle zaangażowany politycznie, że trudno mu będzie z tego skutecznie się wycofać, na przykład wtedy, gdy sytuacja w Waszyngtonie w jakiś zdecydowany sposób się zmieni. Jest to dla niego spore niebezpieczeństwo. Badania sondażowe wykazują, że epizody programów Kimmela, w których przeważa komedia, są zwykle znacznie mniej popularne od tych, w których gospodarz decyduje się na ostrą polityczną satyrę. Innymi słowy, popularność jego programu zdaje się być zależna od utrzymania w Waszyngtonie stanu totalnej dysfunkcji.

Andrzej Malak