Szukaj
Polub nas!

Trump na pl Czerwonym(fot. Michael Reynolds/EPA/Shutterstock; Pixabay)Geneza w Moskwie?

W roku 1984 generał Władimir Aleksandrowicz Kriuczkow miał poważny problem. Stał na czele tzw. Pierwszego Głównego Dyrektoriatu sowieckiego KGB, odpowiedzialnego za zbieranie i analizowanie informacji przekazywanych przez szpiegów oraz tajnych współpracowników na Zachodzie. Niestety tych ostatnich było bardzo niewielu, a rekrutacja nowych nie przynosiła spodziewanych rezultatów...

Tajna nota

W połowie tegoż roku Kriuczkow zdradził swoje poglądy na ten temat w czasie tajnej moskiewskiej narady sowieckich służb specjalnych. Wyraził pogląd, że rekrutacja współpracowników w USA była „fatalna”. Jego zdaniem ich doniesienia sprowadzały się często do cytowania teoretycznie tajnych informacji, zbieranych od „papierowych agentów”, którzy nie mieli tak naprawdę dostępu do czegokolwiek wartościowego. Wcześniej, 1 lutego, Kriuczkow rozesłał do wszystkich placówek KGB na Zachodzie tajną notę, w której narzekał, że działalność sowieckiego wywiadu w USA była „mało efektywna”. Zasugerował też, iż lepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie do dzieła rekrutacji szpiegów w Ameryce wywiadów krajów sprzymierzonych, takich jak NRD, Polska i Czechosłowacja.

Choć nota była ściśle tajna i miała zostać zniszczona natychmiast po jej odczytaniu, treść dokumentu została przekazana wywiadowi brytyjskiemu przez dysydenta Olega Gordijewskiego. W ten sposób zachodnie służby specjalne dowiedziały się, że Kriuczkow szukał w USA potencjalnych kolaborantów wywodzących się z elit politycznych, kulturalnych i biznesowych. Z dokumentów przekazanych przez Gordijewskiego wynikało, że pierwszym etapem rekrutacji współpracowników było zaproszenie ich przez odpowiednio wybranego agenta na lunch. Od tego momentu cel tych poczynań znany był w KGB jako „oficjalny kontakt”, a jeśli ów kontakt zdradzał jakiekolwiek zainteresowanie współpracą, klasyfikowano go jako „objekt razrabotki”, czyli „obiekt dalszego rozpracowania”.

Od tego momentu o osobie tej zaczynano zbierać przeróżne informacje, z których najważniejszą częścią był tzw. „kompromat”, czyli wszystko to, co mogło w taki czy inny sposób skompromitować w przyszłości potencjalnego współpracownika, szczególnie jeśli chodzi o jego nawyki seksualne, problemy finansowe, itd. Chodziło o to, by mieć zawsze na podorędziu jakąś metodę skutecznego szantażu. Szefowie KGB mieli też teorię dotyczącą „kultywowania” wybranych osób, czyli roztaczania nad nimi szczególnej opieki ze strony sowieckiego wywiadu. Były to zwykle dość wyszukane procedury, mające na celu wikłanie wybranej osoby w układy, z których wyjście nigdy nie mogło być łatwe.

Moskiewski trop

Na wiele lat przed wystąpieniem problemów zgłaszanych przez Kriuczkowa sowiecki wywiad zainteresował się osobą Donalda Trumpa. W roku 1977 młody i bogaty przedsiębiorca z Nowego Jorku poślubił obywatelkę Czechosłowacji, Ivanę Zelnickową, 28-letnią modelkę, której ojciec miał jakieś niejasne powiązania z czeską bezpieką. Zelnickowa wyemigrowała do Kanady na początku lat 70., co było o tyle zdumiewające, iż wtedy wyjazd na stałe na Zachód z Czechosłowacji był niemal niemożliwy. W styczniu 1977 roku Ivana poślubiła Trumpa. Jak wynika z dokumentów ujawnionych przez czeski rząd w roku 2016, nowożeńcy byli ściśle monitorowani przez wschodnioeuropejskie służby specjalne.

Gordijewski twierdzi, że potencjalni informatorzy w USA, których współpracy nie można było od razu pozyskać, uważani byli za „tajne związki” (dowieritelanaja swiaz), które w przyszłości mogły stać się ważnymi źródłami informacji. Jesienią 1986 roku Donald Trump uczestniczył w nowojorskim przyjęciu wydanym przez Leonarda Laudera, syna Estée Lauder. Posadzono go wtedy, z nie do końca jasnych przyczyn, obok ówczesnego ambasadora ZSRR w USA, Jurija Dubinina, którego Trump poznał sześć miesięcy wcześniej. To właśnie wtedy sowiecki dyplomata miał zaproponować, by Trump przyjechał do Moskwy w celu przedyskutowania możliwości zbudowania w stolicy ZSRR wieżowca Trump Tower.

Trump sam przyznaje, że w styczniu 1987 roku dostał od Dubinina zaproszenie do złożenia wizyty w Moskwie. Wszystkie koszty tej podróży zostały pokryte przez państwową agencję turystyczną Goscomintourist, która była niemal jawną agenturą KGB, zajmującą się inwigilacją cudzoziemców odwiedzających ZSRR. 4 lipca 1987 roku Trump poleciał wraz z żoną do Moskwy i zamieszkał w Hotelu Narodowym, w pokoju zajmowanym niegdyś przez Lenina i Nadieżdę Krupską. Hotel ten był połączony korytarzem z kompleksem zajmowanym przez wspomnianą „agencję turystyczną”. Niemal pewne jest to, że wszystkie pokoje w tej placówce były na podsłuchu.

 Mniej więcej w tym samym czasie 34-letni agent KGB Władimir Putin pracował na placówce KGB w Dreźnie. Głównym zadaniem Putina było wtedy rzekomo pozyskiwanie ewentualnych informatorów w gronie studentów drezdeńskiej politechniki, pochodzących z Ameryki Południowej. Szefowie KGB uważali, iż ludzie tacy będą mogli bez przeszkód działać potem w USA. Jednak wyniki pracy Putina nigdy nie były zbyt zachwycające. W czasie swojej kariery w NRD zdołał zwerbować tylko jednego studenta z Ameryki Południowej. Nikt do dziś dokładnie nie zna szczegółów pracy Putina w Niemczech. Niemal pewne jest jednak to, że miał on bezpośredni dostęp do dokumentów traktujących o osobach „szczególnego zainteresowania” w USA.

Tajemnicą owiana jest również wizyta Trumpa w ZSRR. Wiadomo, że spacerował z żoną po Placu Czerwonym i że odwiedził również Leningrad (dziś Sankt Petersburg). Jego opłacona przez komunistów podróż nie przyniosła żadnych rezultatów biznesowych, np. w postaci umowy o budowie moskiewskiej Trump Tower. Żadne inne szczegóły tej podróży nie są znane. Jednak liczni ludzie znający Trumpa twierdzą, że do Nowego Jorku wrócił z Moskwy z przeświadczeniem, iż w przyszłości winien stanąć w polityczne szranki i że celem jego ambicji nie powinny być jakieś poślednie urzędy, lecz prezydentura.

Reszta to już historia.

Andrzej Heyduk